Sesja Lionela

[ Może i trudno, ale właściwie Mnie tam nie przeszkadza, jeśli ktoś gra "nie według planu". A nawet jeśli mi jakoś przeszkadza, to i tak o to chodzi, żeby to była jego gra, a nie moja. ]

Dwóch czarnych jak heban gwardzistów zagrodziło ci dostęp do drzwi wielkimi gizarmami.
- Z jakiej to przyczyny chcesz, pani, zakłócać spokój wielkiego wezyra? - zapytał beznamiętnym tonem jeden z nich.
Odpowiedz
- Nie czas na konwenanse! - rzuciła stanowczo w twarz strażnikowi. Moja obecność związana jest ze sprawą najwyższej wagi. Przepuść mnie, natychmiast! Muszę widzieć się z wezyrem!
Emocje powzięły górę nad dziewczyną. Zacisnęła jeszcze mocniej dłonie. W lewej pięści poczuła lepką ciecz - soki z liścia, który całkiem niedawno wyciągnęła z sadzawki. Odruchowo otworzyła dłoń i zmierzwiona roślina swobodnie opadła na posadzkę. Malutkie żyłki jeszcze gdzieniegdzie błyszczały od ciemnozielonej cieczy.
- Otwierać! - krzyknęła, lecz ostatnia sylaba z przejęcia utkwiła jej w gardle, wydając z siebie stłumiony dźwięk.
Odpowiedz
Strażnicy spojrzeli po sobie. Znali cię i najwyraźniej zastanawiali się co zrobić w tej sytuacji. Ostatecznie jednak milcząco zgodzili się, że można dozwolić ci wejścia.
Otworzyłaś drzwi i zastałaś wezyra siedzącego przy stole z posiłkiem i jakimiś pismami...
w towarzystwie Jafaara.
Odpowiedz
Podeszła żwawym krokiem ku postaci wezyra i ukłoniła się nisko.
- Proszę wybaczyć mi to wtargnięcie, panie. Jednakże powodu mną kierujące w zupełności usprawiedliwiają moje zachowanie. Miłościwy władco, pertraktowanie z Czerwonymi Czarodziejami przysporzy naszemu regionowi wyłącznie kłopoty. Za wszelką cenę trzeba zerwać z nimi kontakty. Nieistotne co zaoferowali w zamian. Dla nich liczy się tylko własny zysk, a każde ich słowo to ukąszenie pustynnego węża! Zapewne zdajesz sobie z tego sprawę, panie, i podjęta decyzja tycząca się spotkania z Thayańczykami była spowodowana manipulacją jednego z twych rzekomo wiernych sług. Jestem pewna, że jeszcze nie jest za późno! Wszystko może jeszcze powrócić do normy, wystarczy tylko słowo, a osobiście zajmę się odprawieniem owych 'gości'.
Odpowiedz
Nie od razu padła odpowiedź. Przez moment obaj mężczyźni stali oniemiali, patrząc na ciebie jak na zjawisko. Jako pierwszy otrząsnął się Fanzir.
- Ależ droga Khadijah, pohamuj się proszę i nie sądź tak pochopnie. - uśmiechnął się uspokajająco. - Jestem świadom niepewnych intencji, z których znani są władcy Thay, jednak ich oferta pozostaje korzystniejsza od innych, zaś sprawa nie cierpi zwłoki. W podobnym jak ty tonie, choć nieco innymi słowami, wyraził swe wątpliwości nasz drogi Jafaar - wskazał na maga, który skłonił lekko głowę, w wielkim czarnym turbanie przypominającą wachlarz kobry -, który zaoferował się sprawować oficjalną opiekę i nieoficjalny nadzór nad thayańską delegacją.
Odpowiedz
Dziewczyna wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić. Serce wciąż waliło jej znacząco. Przez dłuższą chwilę zamknęła powieki, by zebrać myśli.
- Z całym szacunkiem wobec najjaśniejszego pana oraz mędrca Jafaara... - ukłoniła się w stronę tego drugiego, gdyż dopiero teraz spostrzegła jego obecność - ...ale nie jestem pewna, by jakakolwiek oferta składana przez przedstawicieli Thay mogła być korzystniejsza nawet od paktu z Efreetem.
Zwróciła swe oblicze w stronę czarodzieja odzianego w biel.
- Jafaarze jak mogłeś w ogóle dopuścić do takiej sytuacji! Dobrze wiesz, do czego oni są zdolni. Niezwykle zawiodłam się na twym rozsądku... - rzuciwszy ostatnie słowa, skarciła czarownika nienawistnym spojrzeniem - ... dlatego... dlatego też proszę o oficjalne pozwolenie na pomoc Jafaarowi przy 'goszczeniu' przybyszy na naszym dworze. Będę o wiele spokojniejsza, gdy moje oko będzie nieustępliwie spoczywało na ich karkach.
Odpowiedz
Słysząc te słowa wezyr nasrożył się, a wiedziałaś, że to nigdy nie oznacza nic dobrego.
- Droga Khadijah, szanując twe rady muszę przypomnieć ci z całą stanowczością... - rozpoczął ostro, ale niespodziewanie przerwał mu Jafaar, odzywając się lodowato cichym głosem.
- Jeśli miłościwy pan dozwoli... - spojrzał na niego dziwnym wzrokiem i byłaś w stanie przysiąc, że rzuca na niego zaklęcie. - ... To z wielką radością przyjąłbym pomoc ze strony nadobnej Khadijah. - tu skłonił się nieznacznie ku tobie, a wraz z nim "skłoniła" się kobra stanowiąca trzonek jego laski - Jestem przekonany, że jej rady i trzeźwa ocena niezawodnie poskromią ewentualne chybione zapały magów, zapalonych jak zwykle ponad miarę nad swymi ambicjami i różnicami. Zwłaszcza, że znasz moje, panie, zdanie o Czerwonych Magach.
Odpowiedz
- Przybędą zapewne w ciągu najbliższych godzin. - oświadczył mag. - Ze swojej strony będę patrzył im na ręce przy wszystkich rozmowach handlowych pilnując, czy nie próbują używać innych niż standardowe metod perswazji. Najjaśniejszy pan - skłonił się wezyrowi - uważa jednak, że Thayanie mogą być zainteresowani naszym ewentualnym przymierzem z Velenem, a ja pozwoliłem sobie zgodzić się z nim w tej sprawie. Myślę, że właśnie na tym polu będziesz mogła wykazać się swymi zdolnościami, pani. Thayanie, jeśli faktycznie wykażą zainteresowanie sprawą, będą chcieli zyskać na niej jak najwięcej, dając jak najmniej. Nasze wówczas w tym głowy, by stało się inaczej. - uśmiechnął się szeroko.
Odpowiedz
- Rozumiem. Widzę, że moje zmartwienia nie były tak potrzebne, gdyż nasz boski wezyr ma wykwalifikowanych doradców... - rzuciła krótkie spojrzenie w stronę Jafaara - ... Proszę wybaczyć moją emocjonalność i tak bezczelne wtargnięcie, lecz moje obawy o losy Manshaki powinny je usprawiedliwić. Niemniej jednak z wielką chęcią zajmę się naszymi 'gośćmi', by ich pobyt w naszym mieście zapadł głęboko w ich pamięci.
Uśmiechnęła się i zatrzepotała rzęsami. Miała nadzieję, że puder niwelował chociaż w lekkim stopniu jej rumieńce. Gdyby mogła, spłonęłaby ze wstydu i upokorzenia z powodu swego zachowania.
Odpowiedz
Wezyr najwyraźniej nie spostrzegł tych objawów, a Jafaar przynajmniej sprawiał takie wrażenie.
- Emocje stanowią o pięknie kobiecej duszy i dodają jej uroku. - stwierdził pogodnie władca Manshaki. - Miejmy nadzieję, że tego uroku wystarczy do oczarowania nawet Czerwonych Magów. Jeśli to wszystko, możecie odejść. Goście powinni dotrzeć niebawem.
Odpowiedz
- Jak każesz, panie.
Ukłoniła się nisko i opuściła sale, nie czekając na Jafaara. Musiała przygotować się do bezkrwawego starcia z Czerwonymi Magami. Powróciła do swej komnaty. Uklękła przy cedrowej etażerce, na której, prócz kilkudziesięciu buteleczek z przeróżnymi olejami i perfumami, książek i wstążek, leżało atłasowe zawiniątko. Dziewczyna podniosła je i ułożyła na udach. Było dość lekkie. Podniosła kawałek materiału i jej oczom ukazała się metalowa rękojeść. Odgarnęła resztę tkaniny. Matowy metal podkreślał surowość obu sai. Kadijah wstała i ulokowała broń przy jedwabnym pasie ubrania. Ostre krańce ukryła w fałdach materiału. Rzuciła atłasową chustę na łoże i opuściła pomieszczenie.
Teraz gdy była gotowa na fizyczny opór Thayańczyków, mogła zająć się psychiczną ofensywą - pomyśleć nad dyplomatycznymi zagrywkami, które zwiodłyby 'gości'. Błądząc myślami, robiła to również, przemierzając rozległe korytarze pałacu, mijając liczne sługi i strażników. Nie reagując na otoczenie.
Odpowiedz
Na głównym dziedzińcu znajdowała się ogromna fontanna, przedstawiająca ifryta otoczonego przez płomienie. Kamienna postać zdobiona była rubinami i tygrysim kamieniem, nadającym jej zapierający dech wygląd. Tutaj właśnie przyjmowano gości przybywających do pałacu. Teraz, oprócz strażników stojących bez ruchu po jednym przy każdej kolumnie wspierającej wyższą kondygnację, na dziedzińcu nie było nikogo prócz ciebie i patrzącego na fontannę Jafaara.
- Lada moment będą na miejscu. - oznajmił mag, nie spuszczając wzroku z rzeźby.
Odpowiedz
Jafaar uśmiechnął się półgębkiem.
- Twoja niechęć względem Czerwonych Magów jest zaiste niezrównana. Postaraj się, by nie zorientowali się w tym wcześniej, niż potrzeba. Wbrew pozorom mogą okazać się nam bardzo użyteczni.
Spojrzał nagle w niebo.
- Już są. - wskazał nadlatujący dywan, na którym pośród trzech sylwetek dostrzegłaś z odległości powiewający czerwony płaszcz.
Odpowiedz
Spoglądając na latający dywan, dziewczyna jeszcze raz upewniła się czy ma przy sobie sai. Broń była na miejscu, więc i ona była gotowa.
Nie wiedziała do czego Czerwoni Magowie mogą być 'bardzo użyteczni', ani dlaczego Jafaar miał dość pozytywny do nich stosunek. Jednak teraz nie było to ważne, priorytetem było poznanie, co ich tutaj sprowadza i jakie mają intencje, chociaż nie spodziewała się po nich niczego dobrego.
Odpowiedz
Dywan obniżył lot i zniknął za minaretami pałacu. Niedługo potem zobaczyłaś, jak pierwsze, zewnętrzne wrota pałacu otworzyły się. Zaraz po nich drugie, jeszcze kunsztowniej wykonane i zdobione od pierwszych, również rozwarły się szeroko, a stojący przy nich herold ogłosił donośnie:
- Mistrz Koell, Czerwony Mag, poseł władców Thay!
Odpowiedz
Przez bramę wszedł wysoki, łysy mężczyzna ze związaną w warkocz bródką, kroczący dumnie na przód i powiewający czerwonym płaszczem. Z całej jego postury i gestów biła jasna, czytelna informacja kto i w czyim imieniu przybył do tego miejsca i jakiego oczekuje traktowania ze strony jego mieszkańców.
Tuż za nim podążała urodziwa kobieta w przedziwnym, ciemnym uniformie, ni to szacie, ni zbroi, stąpająca lekko i czujnie, rozglądająca się wokoło.
- Fahadzie, to z pewnością ta specjalna delegacja, o której mówiłeś. - powiedział mag do prowadzącego go czarownika w turbanie, nie spuszczając wzroku z ciebie i Jafaara. Czarownik potwierdził to spostrzeżenie, a wówczas Thayańczyk dodał - Wielka szkoda że Wielki Wezyr nie mógł wyjść nam na spotkanie. Widać ma ważniejsze rzeczy na głowie, mam jednak nadzieję że zdołamy jeszcze pomówić. Pozwolicie państwo że przedstawię się osobiście. Koell Berik, Czerwony Mag z Thay, a to moja towarzyszka Keira - zrobił lekki skłon przedstawiając siebie oraz wskazuję ręką towarzyszkę.
- Bądź pozdrowiony, mistrzu z Thay. - powitał go lekkim ukłonem Jafaar - Ufam, że nasz po trzykroć błogosławiony władca rychło znajdzie czas na osobistą audiencję. Jestem Jafaar, nadworny mistyk miłościwie nam panującego wezyra Manshaki. Ze swej strony dołożę wszelkich starań, by twój pobyt w tym wspaniałym pałacu była możliwie najprzyjemniejsza, a wszelkie handlowe i polityczne negocjacje pomyślne. - raz jeszcze skłonił się na koniec zdania, a jego ruch i rozłożysty turban jeszcze bardziej nasiliły skojarzenie z kobrą.
- Czy możemy przejść w odpowiednie miejsce do negocjacji? Chyba że wolicie zostać tutaj, na świeżym powietrzu. - zapytał Czerwony
Odpowiedz
- Witaj, szacowny panie. Khadijah Sarraf, wierna doradczyni naszego miłościwego pana, wezyra Fanzira.
Ukłoniła się nisko, lecz nie spuszczała wzroku z Czerwonego Czarodzieja.
- Ależ oczywiście... dzień jest wyjątkowo ciepły, a zapewne i podróż nie była zbyt komfortowa dla nieprzyzwyczajonych. Magiczne dywany potrafią czasem niemiłosiernie wytrząść. - Uśmiechnęła się nieznacznie. Klasnęła w dłonie i po chwili z pomiędzy kolumn wyłonił się szczupły sługa. Kadijah poinstruowała go, by przygotował odpowiednio Salę Daktylową dla gości. Ten żwawym krokiem ruszył wzdłuż korytarza i zniknął za jednym z łuków.
- Proszę za mną. - Machnęła zapraszająco dłonią i zaczęła statecznie kroczyć w tym samym kierunku, co wcześniej sługa.
- Mam nadzieję, że lot nie był tak nieprzyjemny, jak mówią... z czasem da się do tego przyzwyczaić. - Próbowała rozpocząć neutralną konwersację, chociaż z wielką ochotą splunęłaby w ich stronę jadem.
Odpowiedz
← Sesja FR

Sesja Lionela - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...