Sesja Iluandara

Droga ciągnęła wam się niemiłosiernie. Macki zimnego wiatru smagało twoją twarz raz po raz. W oddali nie widziałeś nic prócz wzgórz i nieprzyjaznego otoczenia.
Gdzie ja dotarłem, mówisz sobie w duchu. Czy w poszukiwaniu akceptacji zawędrowałem do piekła?
Tego typu pocieszające myśli plątały si się w głowie. Ile to już dni jesteś w drodze? A ile to dni zagrzałeś gdzieś miejsce dłużej niż trzy dni?
Posuwając się powoli, opatulony płaszczem, zmierzałeś powoli przed siebie. Bzykanie much twojej towarzyszki teraz jakby osłabło. Może same muchy dały sobie spokój i opuściły dziewczynę zdając sobie sprawę z zgubnej podróży.

Po kilkudziesięciu minutach słońce zaczynało chować się za horyzontem. Dodając do tego górzysty krajobraz, dawało efekt szybkiego zmroku.
Jakże od razu okolica stała się bardziej złowieszcza.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Elf rozejrzał się dookoła. Nie miał pojęcia gdzie jest, właściwie można śmiało stwierdzić że jest zgubiony. Tutaj na pewno było źle, ale czy gdziekolwiek było bezpiecznie? Nie bał się ciemności, ale raczej tego co może w sobie kryć. W swoim pokoju zawsze było to samo w ciemnościach. Zimno i ściany. Zimne ściany. I drzwi z których wychodził Aramel. Do czasu, kiedy go zabił. Musiał to zrobić, ponieważ był złą istotą i mógł krzywdzić innych. To było dobre. Przynajmniej tutaj nie było ludzi, nie było nieprzyjemnych osób które by na niego krzyczały. Poza tym nie by sam w tej podróży, była Łucja, i Pan Skąposzczet. Tak! On jest bardzo mądry, i na pewno mu pomoże! Pogłaskał swoją rozkładającą się przyjaciółkę po głowie. Z czasem jej włosów było coraz mniej i mniej, bo odrywały się od gnijącej skóry.
- Nie martw się Łucjo- zaczął łagodnym tonem- Poradzimy sobie- uśmiechnął się i chwytając ją za jej małą rączkę ruszył przed siebie.
Odpowiedz
[Efekt dźwiękowy] Można puścić podczas odpisywania - najlepiej przyciszyć.

Z każdym twoim krokiem odczuwałeś nasilający się wiatr. Wdzierał się do każdego zakamarka ubrania pozostawiając nieprzyjemne uczucie chłodu. Targany nieprzyjemnościami parłeś dalej naprzód. Twój płaszcz podróżny rozwinął się w pewnym momencie tak bardzo, że posłużył ci za istny spadochron. Problem tkwił jednak w tym, że siła natury ciągnęła cię w przeciwny kierunek twojego marszu.

[Efekt 2 - Można puścić podczas trwania pierwszego podkładu. ]
W pewnym momencie usłyszałeś dźwięk w oddali. Przeciągłe zawodzenie, do którego wkrótce dołączyły podobne mu głosy. Odruchowo odwróciłeś się w stronę z której dobiegały niepokojące odgłosy. Zauważyłeś, iz z tamtej strony wieje wiatr.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Targany przez wiatr, zatrzymał się. Zrobiło mu się chłodno. Mocniej opatulił się swoją szatą. Uścisnął rączkę swojej przyjaciółki jeszcze mocniej. Gdy usłyszał tajemnicze zawodzenie, jego ciało przeszły dreszcze. Mogło to znaczyć wiele, ale jedno na pewno- niebezpieczeństwo. Spojrzał z obawą na nieumarłą dziewczynkę.
- Łucjo musimy się śpieszyć, to nie miejsce nie jest bezpieczne dla małych dzieci!- Przyśpieszył kroku ciągnąc jej zgniłą rękę. Kontynuował dalej swoją wypowiedź- Jeżeli coś ci sie wydaje, że jest niebezpieczne to takie na pewno jest, pamiętaj o tym! A najlepszym sposobem by nie stała ci się krzywda, jest ucieczka! Zaufaj mi, to mi zawsze pomagało, i dlatego jesteśmy teraz razem.- Uśmiechnął się do małej, chcąc w ten sposób przekazać jej promyk nadziei. Oczywiście nawet nie miał krzty świadomości tego, że to nic nie da. W końcu Łucja nie czuje nadziei, ani niczego innego. Gdyby Elevinar wiedział że wszystkie jego gesty, oraz uczucia, nic nie znaczą... Zaczął gnać coraz szybciej ciągnąc za sobą małą przyjaciółeczkę. Pan Skąposzczet nie będzie zadowolony kiedy przyjdą kłopoty, on bardzo nie lubi kiedy ktoś przerywa mu drzemkę..
Odpowiedz
Idąc najszybciej jak to tylko było możliwe, parłeś na przód. Gdyby nie niezdarne ruchy twojej towarzyszki, pewnie puścił byś się w bieg. Robiąc co chwilę małe przerwy by Łucja mogła wyrównać usłyszałeś jeszcze kilka razy złowieszcze zawodzenie wilków.
Mając za sobą, kilka kroków od ciebie ciągniętą towarzyszkę oraz nieustanny wiejący wiatr przed tobą, dotarłeś na małe wzniesienie. Pokonałeś kilka ostatnich kroków, po czym rozejrzałeś się po okolicy.
Twoim oczom ukazała się mała dolina. Niezmienną budowę terenu przerywała mała kropka światła. Mały iskrzący się punkt. Nie byłeś w stanie określić, co to jest dokładnie, lecz coś ci podpowiadało że to ogień. Najpewniej ognisko.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Z nadzieją spojrzał w światełko w ciemnościach. Ogień! Tam musi być bezpiecznie! I ciepło. Wszędzie, gdzie jest ciepło, musi być bezpiecznie. W karczmie, w której kiedyś pracował, jako pomocnik kucharza, płonął kominek i było tam spokojnie i miło. Zawsze przy nim siadał z kubkiem mleka i siorbiąc je powoli, wpatrywał się w płonące szczapy drewna. Piękny widok. Teraz był daleko od gospody, droga do ogniska jest długa, a wilki tuż, tuż. Spojrzał za siebie, a potem na Łucję.
- Spokojnie, zaraz będziemy bezpieczni. Widzisz, tamten mały błysk? Tam będzie na pewno dobrze… tak myślę.- wziął na ręce swoją małą, martwą przyjaciółkę, jakby była workiem ziemniaków. Pysznych słodkich ziemniaczków. Zaczął biec w dół. Nie miał zamiaru wiedzieć czy wilki już za nim nadążyły, z resztą i tak by je usłyszał. Nie miał pojęcia, dokąd zaprowadzi go ścieżka, wyznaczana przez iskrę w dali, jednak na pewno jej stwórca musiał mieć dwie ręce i nogi, a więc był na pewno o wiele sympatyczniejszy od dzikich zwierząt. Ludzie są dobrzy, ale on nie miał do nich szczęścia. Nekromancja i medyna powstały, aby ratować istnienia, a nie by je odbierać. Dzięki owej szkole magii Łucja mogła cieszyć się życiem razem z nim. I Panem Skąposzczetem. Świat jest bardzo pięknym miejscem, ale wilki, znajdujące się za nim, nie były ładne. Były brudne od grzechów. Nie wolno zabijać. Zdarzają się wyjątki. Aramer krzywdził innych, więc zasługiwał na śmierć. Przynajmniej tak, sądził Pan Skąposzczet, ale Elevinar nadal czuł się winny. Zabijając swoje oprawce, nie stał się podobny do niego? Ponoć tak już musiało być.
Odpowiedz
Biegłeś niosąc swoją towarzyszkę. Nie usłyszałeś już zawodzenia wilków, teraz miałeś przed oczami tylko jeden cel, migoczące w oddali światło.
Wraz z zmniejszającym się dystansem blask zaczynał się powiększać by w końcu zmienić się w majaczące w oddali ognisko.

Zbliżałeś się szybkim krokiem, pomagało ci w tym ukształtowanie terenu. Schodząc z małego wzniesienia niemal biegłeś. Tworzyło to kilka niebezpiecznych sytuacji, gdzie potknąwszy się, niemal upadłeś na twarz.
Jakimś cudem jednak udało ci się utrzymać na nogach.
Po chwili byłeś już w stanie doskonale widzieć płonące ognisko, oraz kilka skulonych postaci, siedzących i grzejących się wokoło niego.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Biegnij! Biegnij! To powtarzał sobie w myślach Elevinar, kiedy zbliżał się do paleniska. Przestał słyszeć zawodzenie tych dzikich bestii. Wywołało to mimowolną ulgę. Cisza potrafiła być bardzo przyjemna. Lubił spędzać czas na zewnątrz, leżąc na ziemi i wpatrując się w spokojne gwieździste niebo, jako odskocznia od wspomnień jego własnego krzyku bólu odbijającego się od nagich ścian. Był bezpieczny, mimo że kilka razy omal nie uszkodził swojej twarzy. Przynajmniej miał takie poczucie. Ale warto było, choćby i stracić oko, aby on i Łucja skończyli tę przygodę zachowując życie. Nie po to ją „ożywił” by znów patrzeć na jej śmierć. Mało tego! Dotarli do celu! Grupa nieznajomych... na pewno będą przyjacielscy i polubią Łucję. Była grzeczną dziewczynką, która starała się nie sprawiać innym przykrości. Dzieci są słodkie. Ludzie lubią dzieci. Odłożył delikatnie swoją małą przyjaciółkę na ziemi i przemówił do niej.
- Muszę porozmawiać z tymi panami, nie możemy się wpraszać komuś do ogniska. Jestem pewien że nam pomogą- poprawił dziewczynce kępkę spłowiałych włosów i skierował się powolnym krokiem w stronę obozowiska. Chciał najpierw dokładniej się przyjrzeć, z kim ma do czynienia. Był ufną osobą, ale rozumiał, że na świecie żyją źli ludzie. On nie potrafił ich poznawać, ale Pan Skąposzczet miał do tego szczególny dar. Zawsze go ostrzegał przed tymi, którzy mogą wyrządzić mu krzywdę i zawsze to się sprawdzało. Najpierw pozna obcych, a później przedyskutuje to ze swoim najwierniejszym druhem. On nigdy go nie opuszcza!
Odpowiedz
[Efekt dźwiękowy]

Zbliżałeś się powoli z pewną dozą ostrożności. Już niemal czułeś przyjemne ciepło ogniska, mile ogarniające twoją twarz.
Nie mogąc się powstrzymać wszedłeś w światło ogniska.
Pierwsze co spostrzegłeś, było dwie postacie leżące na swoich legowiskach. Bandaże i opatrunki były owinięte wokoło ich ciał. Wiele z nich było przesiąknięte krwią. Zaraz obok nich, jakby porażeni prądem wstali czterej mężczyźni odziani w szare ubrania. Z ich postawy wywnioskowałeś że są gotowi do walki
- Kim jesteś do dziewięciu piekieł!? - Niemal wykrzyknął jeden z nich
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Był zaskoczony takim przywitaniem. Spodziewał się pogaduszek przy ognisku, wspólnego pieczenia mięsa oraz ziemniaków w żarze... A natrafił na agresywnie nastawionych, nieznajomych. Nie miał pojęcia, kim są. Czuł się niekomfortowo w ich obecności. Tłumy zawsze go peszyły i przerażały. Nie lubił obcych twarzy, nie mógł być pewien z kim ma do czynienia. Ale tym razem był w stanie zaznajomić się z obcymi, byle tylko on i Łucja znaleźli się z dala od wilków.
- Nie ładnie mówić na daremno o piekle, to straszne miejsce, do którego trafiają źli ludzie. Ja jestem dobry….- powiedział, wpatrując się w leżące, zawinięte w bandaże postacie. Ci ludzie potrzebowali pomocy! Nagle elf stał się niespokojny. Pobiegł, w przód klękając przed jednym z rannych. Z troską położył mu rękę na czole, chcąc sprawdzić jego temperaturę.
- Spokojnie jestem lekarzem, pomogę ci…- szepnął w jego stronę. Uczył się medycyny i nekromancji, ponieważ wierzył, że może w ten sposób pomóc ludziom. Mimo spaczonego umysłu, był bardzo przyjazną osobą, o wybujałych ambicjach i wielkich ideałach. Z pewnością, gdyby mógł, ocaliłby cały świat. Na jego nieszczęście nie wszyscy potrafili to doceniać. Często się zdarzało, że nie patrząc na cele jego działań, obrzucano go wyzwiskami i pokazywano palcami. On jednak bez zmian był silnym elfem, który ciągle trwał w swoim przeświadczeniu, że trzeba próbować ufać innym i oferować swoją pomocną dłoń.
Odpowiedz
Podbiegłeś do jednego z leżących ludzi, już miałeś przy nim uklęknąć gdy jeden ze stojących ludzi zagrodził ci drogę.
- Nie waż się ich tknąć - Powiedział ten sam, który odezwał się wcześniej. - Najlepiej w ogóle się nie ruszaj. Wskakujesz do czyjegoś obozowiska w środku nocy bez słowa wyjaśnienia. Ostrzegam cię, jeśli zrobisz jakiś gwałtowny...
- Spokojnie bracie Hyannie - Odezwał się drugi z mężczyzn - Z pewnością ten pan zaraz nam wszystko wyjaśni, prawda? Może usiądziemy.
Drugi z mężczyzn wskazał ci kłodę leżącą obok ciebie. Sam jednak nie ruszuł się z miejsca.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
„Bracie”.... ci mężczyźni byli kapłanami. Ich powołaniem było pomaganie ludziom. Jak na osoby służące innym zareagowali trochę niegrzecznie, ale nie może się im dziwić, on sam uciekał przed niebezpieczeństwem, a teraz wpycha się do ich obozowiska bez jakiegokolwiek przedstawienia się. Jednak nie było na to czasu, kiedy zobaczył tym rannych ludzi, czuł, że musi zareagować. Posiadał umiejętności, które mogą ocalić im życie, albo zdrowie. Spojrzał na kłodę, a potem na gościnnego kapłana. On był miły. To był dobry człowiek. Wstał i usiadł na kawałku drzewa.
- Jestem Elevinar...- zaczął, wciąż obserwując zabandażowane postacie. - Przybiegłem tutaj, ponieważ szukałem bezpiecznego miejsca dla mnie i mojej przyjaciółki... Jestem lekarzem, chcę pomóc tym rannym. Mogę zobaczyć, co im jest?- spytał z nadzieją w głosie. Naprawdę chciał coś dla nich zrobić. Nie mógł pozwolić, by ktokolwiek cierpiał. Musiało być coś, co mógł uczynić, by móc uśmierzyć im bólu. Nie na darmo studiował przez te wszystkie lata skomplikowane podręczniki medycyny i grube tomiska nekromancji, aby teraz okazać się kimś z patrzącym z obojętnością na chorych i rannych.
Odpowiedz
Cztery stojące postacie powoli rozsiadły się na swoich własnych kłodach. Trzech z nich, wciąż wysyłali ci nieufne spojrzenia.
- Witaj Elevinarze - Zaczął ten "miły" - Ja jestem brat Belenach, to jest brat Hyann, Civice oraz Ticcus. Jesteśmy kapłanami Ilmatera, boga cierpienia.
Głos kapłana Belencha był surowy, ale w pewnym sensie czułeś się przy nim bezpiecznie. Dawno się tak nie czułęś.
Z wyglądu przypominał ci trochę czuwającego orła. Jego pociągłą twarz zdobił zakrzywiony nos, a przenikliwe oczy badały cię spokojnie.
- Jesteśmy wdzięczni za oferowaną pomoc - kontynuował - Lecz zrobiliśmy jak na razie wszystko co możemy zrobić. Opatrzyliśmy ich rany, napoiliśmy, posililiśmy oraz wznieśliśmy modły do naszego boga.
- My tutaj gadu gadu, ale gdzie jest twoja towarzyszka? - Odezwał się brat Ticcus, najmłodszy, przynajmniej z wyglądu kapłan.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Elevinar teraz mógł się czuć bezpiecznym. Ci ludzie rozumieli tak jak on, na czym polega ból, i to jakie wywołuje zło oraz zrozumieli, że trzeba pomagać wszystkim potrzebującym. Sam był przyzwyczajony do nieziemskich katuszy ciała. Człowiek, który wyrządził mu tyle cierpienia, poprzez wiele eksperymentów, próbował zbadać działanie istot myślących i określić jego właściwe zasady funkcjonowania, ale przy tym torturował młodego elfa. Wszystko dokładnie widział. Każda kroplę kwasu, która wżerała się w jego skórę, pozostawiając bliznę nie tylko na ciele. I spojrzenie jego oprawcy. Zimne. Beznamiętne. Podobne do zgłębiania ksiąg. Bez znaku wyrzutów sumienia. Wiedział dobrze, że są to ludzie do niego podobni, ponieważ sam kiedyś był wśród nich. Podróżując, natrafił na klasztor, w którym się osiedlił i zamknął się w izolatce. Znosił ascezę, prywatny ból fizyczny, aby odnaleźć spokój, a jednocześnie przynieść szczęście innym ludziom, tak to przynajmniej widział. Jednak przez różnice poglądowe musiał opuścić swój azyl. Jednak wiedział, że wyznawcy Ilmatera są ludźmi, którym można zaufać. Na pewno pomogą mu i Łucji. On tez z chęcią udzieli im wsparcia, w końcu od tego tutaj są- aby ratować ludzkie życia.
- Rozumiem…- uśmiechnął się do swoich gospodarzy, jednak gdy brat Ticcus spytał o jego małą przyjaciółkę, stanął natychmiast i jęknął zaskoczony- Zapomniałem o Łucji! Przepraszam na chwile!- wybiegł szybko do dziewczynki zombie, która stała na uboczu, posłusznie czekając na reakcję swojego towarzysza.
- Chodź Łucjo, ci panowie są mili- podał jej rączkę, aby zaprowadzić ją do towarzystwa uzdrowicieli- Proszę was, tylko uważajcie! Ona niedawno dużo przeszła, bandyci ją skrzywdzili i odebrali rodzinę, więc nie zadawajcie zbędnych pytań- krzyknął w ich stronę zatroskany. Gnijąca powoli twarz dziecka pojawiła się w świetle ogniska. Nieobecne oczy, ale nadal śledzące otoczenie, a ze szczególnością przyglądające się mnichom. Zwiotczałe mięśnie mimiczne. Rozpadająca się skóra. Wypadające przetłuszczone czarne włosy. Obraz nędzy i rozpaczy, a jednak właśnie w te zwłoki Elevinar przelewał tak dużo miłości.

Odpowiedz
Widząc z dala zbliżającą się Łucję, kapłani lekko uśmiechnęli się. Civice wyciągnął nawet rękę w zapraszając geście. Jednak gdy twoja towarzyszka weszła w światło płomieni, uderzyła ich przerażająca prawda.
Brat Hyann na widok zbliżającej się "dziewczynki", spadł ze swojej kłody a Ticcus zrobił wyłupiaste oczy jakby zobaczył ducha.
- Co to ma znaczyć - Powiedział dziwnie spokojnie brat Belenach patrząc ci w oczy.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Był zszokowany reakcją kapłanów. Spodziewał się, że zareagują lepiej na widok małej dziewczynki. Najwidoczniej nie rozumieli przez co musiała przejść. Z resztą ich zachowanie było nie na miejscu, mogli tym obrazić jej uczucia. Tylko brat Belenach był świadom jej obecnego stanu.
- To!? Poznajcie Łucję.- uśmiechnął się do towarzystwa i pchając dziewczynkę lekko w plecy, wystawił ją naprzeciwko świętobliwym- Znalazłem ją w zniszczonej karawanie. Bandyci zabili jej rodziców, ona sama omal nie odwiedziła królestw Kelemvora. Była niewinna, nie mogła tam trafić, nie zniósłbym tego że taka młoda dusza mogła skończyć w zaświatach. Dlatego wyciągnąłem ją stamtąd, zwracając jej życie. Jeszcze tyle lat przed nią… radosnych chwil w gronie przyjaciół, dorastania, wielkich osiągnięć i romantycznej miłości.- pogłaskał swoją przyjaciółkę czule po głowie, jakby była jego córką, którą próbował uchronić przed złem świata. Chociaż ten obraz mógł wydawać się obrzydliwy i przerażający, w tym momencie robił wrażenie niezwykłego i wzruszającego. Platoniczna miłość między ożywionym trupem, a elfem. Między życiem, a śmiercią.
Odpowiedz
Przez chwilę niezręcznej ciszy, kapłani patrzyli na ciebie jak na wariata. Sekundy ciągnęły się a jedynym dźwiękiem który słyszałeś, było trzaskanie drew w ognisku.
W końcu przemówił brat Belenach.
- Zdajesz sobie sprawę że to co nazywasz swoją przyjaciółką jest niczym innym jak reanimowanym trupem? - Belenach spojrzał na ciebie wzrokiem pełnym niesmaku - Jedyna przyszłość jaka ją czeka to wieczne błąkanie się po świecie dopóki coś ją nie zniszczy. Czy zdajesz sobie sprawę, że skazałeś ją na los marniejszy niżeli gdybyś pozwolił jej odejść?
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
To… niemożliwe. Nie wierzę. Czy najmądrzejszy z nich nie był w stanie tego zrozumieć? Postradał zmysły czy był po prostu głupi? Łucja odzyskała dzięki niemu, ale również swojej woli przetrwania i wielkiemu pragnieniu, życie, a on nazwał ją martwą?! Nie była żadną kukłą, która wykonywała jego polecenia, albo bezuczuciowym potworem. Cierpienie?! Jakie znów cierpienie?! Ona cieszyła się z bytu, który mogła prowadzić, a poza tym nie odczuwała bólu fizycznego. Czy to było złe, co zrobił? Pomógł jej... wyrwał ze szponów śmierci, kiedy jej niewinna dusza opuszczała świat pełna rozpaczy. Wykonał wszystko, jak powinien. Poprawnie przeprowadził rytuał. Wszystko się powiodło. Nie było możliwości, że popełnił błąd, gdyż jego przyjaciółka była ciągle z nim. Podróżowała i okazywała oznaki typowe dla istot ludzkich. Wezwał duszę i z powrotem zagnieździł ją w ciele dziecka. Mnich po prostu tego nie rozumiał.
- Jak Pan może ją tak obrażać?! Ona ma uczucia, chyba w przeciwieństwie do was. Bierzecie cierpienie na swoje barki, a z wewnętrznej frustracji sami zrzucacie je na innych! - krzyknął nie tylko oburzony, ale już zdenerwowany – proszę na nią spojrzeć. Przecież ona żyje! Porusza się, mówi i czuje! Czy te oczy pełne zrozumienia i miłości, mogą należeć do truchła?! Jak możesz... jak śmiesz mnie tak osadzać, jeśli niczego nie rozumiesz?! Nie pozwoliłbym nikomu cierpieć, a przede wszystkim dziecku. Jestem lekarzem, a nie katem. Żyje po to, by nieść ludziom pomoc! Ocaliłem ją! Zrobiłem to, co powinienem zrobić, jako przyzwoity mag! - Wziął głęboki oddech. Odwrócił się do dziewczynki i pogłaskał ją po policzku czule, ona odpowiedziała spojrzeniem pełnym dobrego ciepłego uczucia, które przecież nie pasowało do ożywieńców – Przepraszam Cię Łucjo za nich. Nie słuchaj tego. Nie chciałem, żeby spotkała Cię przykrość.
Nie wiedział czy teraz zaoferują im schronienie przy ognisku, odpoczynek i wspólną podróż. Nie chciał wracać do wilków. Bał się ich. Złe zwierzęta. Nie mógł jednak zostawić towarzyszki. Ona była mu wierna. Czyżby Ci kapłani zazdrościli młodemu elfowi tego, że potrafił uczynić więcej niż oni razem?
Odpowiedz
Brat popatrzył na ciebie z politowaniem. Widziałeś że się z tobą nie zgadza, lecz nie wypowiedział już więcej żadnych słów.
- Wybacz jeśli uchybiliśmy tobie lub... Łucji - Powiedział w końcu - Znajdziesz w naszym małym obozie schronienie i posiłek, jeśli sobie tego życzysz.
Ostatnie słowa rozpoczęły fale protestu pozostałych braci, zaczęli między sobą donośnie szeptać, będąc najwidoczniej niezadowoleni z decyzji ich towarzysza. Usłyszałeś strzępki zdań, jak: "Postradałeś zmysły", "przecież to nekromanta", "to zwykły zombie". Mimo tego, decyzja Belenacha została nieugięta.
- Zapominacie się bracia - Odpowiedziała na szepty - Czy nie można bardziej przypodobać się Ilmaterowi, niżeli podczas pomocy na szlaku?
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
„Już myślałem, że będziemy musieli wrócić do zimnego lasu, gdzie czekają na nas wygłodniałe bestie.”- pomyślał. Ulżyło mu. Zaoferowali swoją pomoc. Przynajmniej przewodzący nimi mnich. Rozumie, że wszystkie rasy rozumne są wspólnotą, która powinna się wspierać nawzajem. Tylko to trochę smutne, że nie mógł zrozumieć jego, zresztą jak cała reszta. Był jednak pewien, że w przyszłości przyjmą jego punkt widzenia.” Zostaną oświeceni. Łucji jest teraz lepiej. Ma przyjaciela. Nawet dwóch. Mnie oraz pana Skąposzczeta, który nadal śpi. Niech odpoczywa. Będzie ze mnie dumny, że poradziłem sobie w rozmowie z nimi.”- znowu przeszło mu przez myśl.
Dobrze pamiętał, że kapłani Ilmatera to ludzie szlachetni, zawsze gotowi za wszelką cenę wesprzeć potrzebujących. Chwycił obiema dłońmi, rękę mnicha i potrząsł nią w geście wdzięczności.
- Dziękuje, wam wszystkim, w szczególności tobie bracie Belenachu. Nie wiem, co byśmy bez was zdziałali sami w tym lesie. Obiecuje oddalić się wraz z nadejściem ranka, aby nie przeszkadzać w waszych obowiązkach. Czy… jest jakich sposób, aby odpłacić wam gościnę, którą nam okazaliście?

Nigdy nie wolno brać, nie oddając czegoś w zamian. Tego nauczył się przez długi czas. Dobre czyny są najlepszą walutą powszechną w całym świecie. Sposobem na większy zysk, ale nie czyni się to dla niego, a raczej dla uśmiechu drugiej osoby. Jeśli da się dwie monety żebrakowi, los odda ich cztery w przyszłości.
Odpowiedz
← Sesja Ven'Diego

Sesja Iluandara - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...