sługa-korony

Sesja manfreta

Wiktul

Demon
15146 Demonolog
Napisano: 13 lipca 2015, 01:08 · #81
0
Bo dokładnie tyle mnie nie było! A wracam, bo poza recenzjami zatęskniłem za sesjami, więc raduj się

[Dodano po 7 dniach]

Wymowna cisza, która rozbrzmiała po twoim nerwowym raporcie, świadczyła jednoznacznie o powadze zaistniałej sytuacji. Wystarczającej, by Donovan nie opieprzyła cię z miejsca za histeryzowanie i przez kilkanaście sekund zastanawiała się nad tym, co dalej.
- #!*Khszst* ... Idźcie z Harveyem do sali konferencyjnej, najostrożniej jak się da. Broń w pogotowiu. Matrejo i Ramirez zaraz do was dołączą. Na jakikolwiek ruch w szybie wentylacji odpowiadajcie ogniem i spierdolką, jasne? Stone, Korniłow! Ile jeszcze z tym... - nie dosłyszałeś końcówki zdania, bo sierżant wyłączyła komunikator.
Harvey odchylił się na krześle, splatając ręce za głową i westchnął ciężko.
- A przecież mogli zaprojektować mnie jako męską prostytutkę...

manfret

Rycerz
1453 Rycerz
Napisano: 13 lipca 2015, 09:10 · #82
0
Czekając na odpowiedź, w tej złowrogiej ciszy, patrzyłem na Harweya, który z totalną obojętnością patrzył na ekrany monitorów. Zastanawiałem się czy radio przestało działać ale głośny skrzek dobiegający z głośniczka sprawił u mnie zawał serca. Momentalnie usłyszałem "ciepły" głos Donovan. Modliłem się w duchu aby nie wypowiedziała rozkazu, który przeczuwałem.
- Tak jest pani sierżant - powiedziałem zanim się rozłączyła. - No w dupę, a miało być tak pięknie. Nie mówię o laseczkach i o autografach ale jednak coś miało być. Ehhhh - głęboko wypuściłem powietrze.
- Dawaj Harvey, idziemy. Nie zostaniesz żadną męską dziwką, po prostu idziemy tam i po zobaczeniu tego miejsca spierdalamy jak najszybciej do swoich, dobrze? - poklepałem androida po ramieniu. Odbezpieczyłem karabin i byłem gotów do drogi.
- Jebać to, wrócimy za 10 minut no chyba, że ta sala konferencyjna jest daleko? Poprowadzisz mnie?

Wiktul

Demon
15146 Demonolog
Napisano: 14 lipca 2015, 14:26 · #83
0
Android skinął jedynie głową w odpowiedzi i dziarsko wstał z miejsca, zabierając karabin. Nie odzywając się już wyszliście z pomieszczenia, ostrożnie, jakby już za drzwiami, przez które dopiero co weszliście, miało czekać nie wiadomo co. Harvey prowadził, idąc blisko ściany, ty szedłeś trzy kroki za nim, co jakiś czas sprawdzając tyły. Podróż przez korytarz, za węgieł, po schodach na drugie piętro, zajęła wam bardzo denerwujące i mozolne dziesięć minut z zachowaniem wszystkich środków ostrożności, jednak w efekcie słyszeliście jedynie cichutkie, gumowe skrzypienie własnch butów.
Na schodach pokonywaliście każdy stopień jak kolejny metr pola minowego. Spojrzałeś w dół, przez wąski przesmyk balustrady, a w dole mignęła ci wyjątkowo odrażająca gęba, ze wszystkich organizmów we wszechświecie mogąca należeć jedynie do Matrejo. Harvey ponaglił cię jednak, docierając do półpiętra i przyklejając do ściany, byś poszedł dalej pod jego osłoną.
Drugie piętro powitało cię dokładną kopią poprzedniego, zarówno pod względem rozkładu korytarzy i pomieszczeń, jak też ogólnego wystroju. A także panującej wokół atmosfery. Harvey dołączył do ciebie i gestem wskazał kierunek. Idąc przed siebie bocznym korytarzem, przylegającym do zewnętrznej ściany budynku, już z kilkudziesięciu metrów dostrzegłeś drzwi prowadzące zapewne do sali konferencyjnej. Były lekko uchylone a także przekrzywione, najwraźniej z uszkodzonym górnym zawiasem.

manfret

Rycerz
1453 Rycerz
Napisano: 14 lipca 2015, 23:04 · #84
0
Wędrówka korytarzami była niesamowicie długa. Stawiałem kroki delikatnie, jakbym się bał, że najmniejszy dźwięk wywabi jakiegoś potwora i nas zje. Szliśmy z Harveyem w milczeniu, nie chcąc zdradzać nas. Czułem jak krople potu spływają mi po twarzy, jak zjeżdżają mi z czoła i zawieszają się na nosie. Droga od sali z komputerami do sali konferencyjnej trwała 10 minut. Spacerem trwa 2 minuty a biegiem pewnie 30 sekund. Gdzieś śmignął mi Matrejo ale w tym momencie nie myślałem o nim. Tym razem szliśmy tak wolno jak tylko się dało. Android zachęcił mnie aby ruszył przodem i sprawdził salkę konferencyjną. Z miną idącego na ścięcie ruszyłem powoli, chyba jeszcze wolniej niż przed chwilą. Drzwi były uchylone, wyglądały jakby górne zawiasy zwisały. Delikatnie i powolutku zacząłem popychać je, spodziewając się najgorszego. Zastanawiałem się jakie ujrzę widoki, czy ktoś tam jeszcze żyje? Na ekranach monitorów było całkiem sporo ludzi.....zobaczę ich zmasakrowane zwłoki? O ile żołądek wytrzyma.

Wiktul

Demon
15146 Demonolog
Napisano: 18 lipca 2015, 01:04 · #85
0
[ Ilustracja muzyczna ]

Przez otwarte drzwi wypadł na ciebie charakterystyczny zapach kilkudniowej, zaschniętej krwi. W samym pomieszczeniu (przestronnym, około czterdziestu metrów kwadratowych jak nic) było jej całkiem sporo w różnych miejscach i płaszczyznach, jednak wciąż całemu obrazowi szczęśliwie brakowało sporo do poziomu krwawej jatki.

O wiele bardziej wszechobecny był chaos i ogólny rozpiździel. Powywracane szafki i krzesła, papiery walające się absolutnie wszędzie, dwie nierówne połówki połamanego, eliptycznego stołu konferencyjnego leżące lub stojące krzywo w dwóch różnych miejscach sali. Tu i ówdzie widziałeś strzępy ubrań zlepione brunatną substancją na podłodze czy ścianie, gdzie rozciągał się ślad ciągnięcia kogoś rannego z dużą siłą wzdłuż danej płaszczyzny.

Wraz z Harveyem obchodziliście salę wzdłuż dwóch przeciwległych ścian, idąc bardzo ostrożnie, jakbyście stąpali po szkle. Waszej uwagi nie uszły kratki prowadzące do szybów wentylacyjnych - jedna wyraźnie wyrwana i zgnieciona do środka, leżała pośród sterty śmieci mniej więcej na środku pokoju, gdzie spadłą z wysokości sufitu. Druga, prowadząca do przeciwległego szybu, zwisała smętnie na pojedynczej śrubie, również odgięta i niemal rozerwana siłą potężnego, punktowego uderzenia. Same szyby wentylacji nosiły również wyraźne ślady wgnieceń odśrodkowych, zarówno na dnie jak i po bokach, przynajmniej na tym krótkim odcinku, który mogliście obserwować z pomieszczenia.

Gdzieś w okolicy lewego rogu sali, naprzeciw skradającego się czujnie androida, coś poruszyło się pod kupą złożoną z wywróconej szafki na dokumenty, półtora krzesła i wywróconego baniaka na wodę, wydając przy tym nieartykułowany, dość żałosny jęk. Momentalnie sprężyliście się jak struny, celując w potencjalnego napastnika, atak jednak nie nadszedł, jedynie pojękiwania przybrały na sile.
Domyślając się tego samego, co ty, Harvey nieco szybciej zbliżył się ku stercie śmierci, odkopując rozwalone elementy wystroju. Waszym oczom ukazał się wówczas mocno zmaltretowany ochłap człowieka, jednego z naukowców, sądząc po ubraniu, leżący niemal bezwładnie na całej tej stercie i zawodzący żałośnie w czymś, co niewątpliwie było agonalnymi jękami.
- Nosz kurwa pięknie... - zaklął android. Dyndająca po prawo, przy suficie, kratka, zaskrzypiała smętnie, a ochłap naukowca jęknął jeszcze mocniej, wyginając się spazmatycznie, jak przy nagłym ataku epilepsji.

manfret

Rycerz
1453 Rycerz
Napisano: 18 lipca 2015, 15:37 · #86
0
Weszliśmy powoli i cicho do sali konferencyjnej. Moje oczy wręcz szalały, starały się wyłapać najmniejszy ruch, cokolwiek. Palec nerwowo dotykał spustu, jakby coś zaraz miało na mnie wyskoczyć. Szliśmy równym tempem, przytuleni do ściany, ja z jednej a Harvey z drugiej strony. Wszędzie totalna demolka, krew na ścianie ale ani śladu żywej duszy.
- Tu Gutierrez - odezwałem się przez komunikator - Jesteśmy w sali konferencyjnej, sporo krwi, nie widzimy żadnych ciał. Wyrwane kraty z przewodów wentylacyjnych więc już wiadomo jak się przemieszczał napastnik - dodałem podchodząc do krat.
- Kurwa Harvey, on to po prostu wyrwał jakby to była zabawka - mruknąłem cicho. Idąc dalej coś się poruszyło po stronie androida, wydając przy okazji straszliwy jęk.
- Sprawdź to - szepnąłem celując w kupę szmat. Gdy zobaczyłem co się tam ukrywa się, oczy miałem jak 5 złotych.
- O kurwa, pani sierżant! Mamy tu jednego! Typ jest nieźle zmasakrowany ale żyje. Tylko kurwa raczej się już nie będzie ruszał, odbiór! - zawołałem do komunikatora. Po chwili usłyszałem jak jedna kratka się poruszyła, błyskawicznie wycelowałem w górę.
- Harvey, oby się ktoś z naszych pośpieszył i tu zjawił. Ale nie ruszaj go, nie wiemy co mu się stało. - rzuciłem

Wiktul

Demon
15146 Demonolog
Napisano: 2 sierpnia 2015, 11:02 · #87
0
W bardzo krótkim czasie bardzo szybko zdarzyły się dwie rzeczy. Najpierw naukowiec wydał z siebie iście agonalny wrzask, wygiął się w łuk i przy trzasku łamanych kości oraz rozrywanej tkanki "wydobył z siebie" małe, odrażające, zębate monstrum, które powitało was dychawicznym sykiem, wychodząc na świat wprost z korpusu denata. Harvey, nie myśląc wiele, złożył się do strzału, lecz wówczas, wraz ze skrzypieniem kratki, z szybu wyskoczyła wielka, żółta, ogoniasta ręka, która przykleiła się do jego głowy, zwalając go z nóg.

manfret

Rycerz
1453 Rycerz
Napisano: 6 sierpnia 2015, 00:58 · #88
0
Nerwowo rozglądałem się po pomieszczeniu, w każdej chwili mogłem spodziewać się jakiegoś ataku ze strony obcych form życia. Celowałem w otwory wentylacyjne gdy nagle naukowiec, którego odkryliśmy pod stertą szmat, zaczął wręcz wrzeszczeć. Spojrzałem na niego przerażony.
- Zamknij kurwa ryj! - prawie krzyknąłem - Nie chcemy aby twe darcie mordy sprowadziło tu Xenomorphy więc stul kur...... - nie zdążyłem dokończyć. Jego korpus po prostu eksplodował i coś obrzydliwego pojawiło się z jego działa. Wydawało z siebie straszny syk.
- O MÓJ BOŻE! - wyrwało mi się z ust, szybko wycelowałem w to obrzydliwe, żółte "bydle". - Harvey, co to kurwa jest?! Har.... - tego zdania również nie dokończyłem. Gdy tylko odwróciłem się w stronę androida, nagle coś wylądowało mu na twarzy i powaliło go na ziemię.
- JA PIERDOLĘ! - ryknąłem - Pani sierżant, niech ktoś tu kurwa się zjawi! Coś dopadło Harveya! - krzyknąłem do komunikatora. Miałem już totalnie wyjebane na to co się wydarzy. Błyskawicznie wycelowałem w klatkę piersiową 'jajogłowego' i oddałem serię aby zakończyć jego męki i zabić to paskudztwo. Jeżeli uda mi się eksterminacja 'obcego' to zaczynam napierdalać kolbą w twarz Harveya licząc, że ta 'ogoniasta łapa' odpadnie z jego twarzy. Gdyby się to udało to i temu posyłam serię z karabinu. Jeżeli nie to i tak strzelam w to gówno.

Wiktul

Demon
15146 Demonolog
Napisano: 7 sierpnia 2015, 01:26 · #89
0
Ilustracja

Terkot twoich wystrzałów zlał się z krzykami konającego i rozrywanego tak z zewnątrz, jak i od wewnątrz naukowca oraz nieokreślonym piskiem zabijanego potworka. Dwie kontrolowane serie wystarczyły, by załatwić sprawę i zmienić obydwu w ochłap mięsa, tymczasem Harvey zdołał jakimś cudem pozbyć się oblepiającego go paskudztwa, które nie tyle zostało oderwane przez androida z twarzy, co samo z niej zeskoczyło. Posłałeś za nim kolejną serię, ale przebierające długimi palco-nóżkami cholerstwo było pioruńsko szybkie i zwinne. Skoczyło wzdłuż ściany, przebiegło za zmasakrowanym ciałem naukowca, które osłoniło go przed kolejnymi z twoich pocisków i skoczyło na ścianę przeciwległą do ciebie, do której przybił je wylatujący zza twego lewego ucha nóż.
- Puta madre...! - usłyszałeś znajome, meksykańskie przekleństwo dobiegające zza twoich pleców.
Harvey pozbierał się w tym czasie na nogi i oparł o ścianę, celując w przyszpilonego facehuggera.
- Tępe ścierwo... Naprawdę są takie momenty, w których cieszę się, że nie jestem człowiekiem...
- ..utierez! Co wy tam kurwa wyprawiacie?! Natychmiast...
Nie dosłyszałeś, co "natychmiast", bo w tym momencie z szumem i trzaskiem komunikatora zmieszał się dochodzący gdzieś z głębi wentylacji i całego budynku, odległy lecz zdecydowanie wściekły syk czegoś, co już bezbłędnie rozpoznawałeś jako więcej niż jeden wkurzony xenomorf.
- ..pierdalajcie!!! - dobiło ci się do uszu, a potężne łapsko Matrejo szarpiące cię za ramię aż nazbyt sugestywnie przywołało cię do rzeczywistości i konieczności natychmiastowego wykonania tego, jakże krótkiego, rozkazu.

manfret

Rycerz
1453 Rycerz
Napisano: 12 sierpnia 2015, 14:13 · #90
0
Gdy wycelowałem w stronę krzyczącego w agonii jajogłowego nawet przez chwilę nie myślałem o jakimkolwiek współczuciu. Zabić to posrane gówno, które wystaje z niego a potem pomóc Harveyowi.
- Giń ty szmato! - krzyknąłem posyłając serię w korpus "denata". Po chwili odwróciłem się i wycelowałem w twarz Harveya ale ta cholerna łapa zeskoczyła z jego twarzy.
- Kurwa! Zajebać to! - krzyknąłem i wycelowałem w dłoń. Ta niestety była zajebiście szybka, parę pocisków chybiło.
- Kurwa, stój jak do ciebie strzelam! - w tym samym momencie, rzucony nie wiadomo skąd nóż przyszpilił 'facehuggera' do ściany. Odwróciłem się i ujrzałem Matrejo.
- W końcu! Bałem się, że tu nie traficie - powiedziałem zadowolony. Karabin opuściłem i podszedłem do Harveya. - Ty, nic Ci nie jest? To gówno przyssało ci się do twarzy, w porządku? - spytałem się androida. Po chwili z komunikatora dobiegał odgłosy sierżant Stone, która dopytywała się jak sytuacja u nas. Już miałem odpowiedzieć gdy głośny syk wydostał się z wentylacji. Spojrzałem przerażony w górę, patrzyłem może 2-3 sekundy, dopóki Matrejo mną nie szarpnął. Dotarły też słowa Stone: "pierdalajcie!". Spojrzałem na Harveya jakbym się obudził.
- Dobra kurwa, wypierdalamy stąd! - zawołałem celując w górę, w otwór wentylacji. - Jazda, wracamy do naszych, dawaj Harvey! Dymamy stąd i to migiem! - rzuciłem, kierując się w stronę drzwi. Gdy upewnię się, że wszyscy wyszli, wychodzę ostatni i biegiem w stronę reszty załogi.

Wiktul

Demon
15146 Demonolog
Napisano: 19 grudnia 2015, 15:40 · #91
0
[ Ilustracja ]

Ruszyliście co tchu ku schodom, omal nie zabijając się w pół-sprincie przy obracaniu się, by sprawdzić, czy coś nie wyskakuje wam na plecy. A wyskakiwało.

Pierwszy stwór, który wypadł z wentylacji mniej więcej piętnaście metrów za wami, nie zdążył nawet do końca wylądować na podłodze, bo akurat biegłeś tyłem patrząc w tamtą stronę. Drugi zdołał pokonać kilka metrów, nim odstrzeliłeś mu łeb, który eksplodował spektakularnie, rozbryzgując przy okazji krople kwasu na podłodze i ścianie tuż obok ciebie. Echo twoich wystrzałów nie zdążyło jednak przeminąć, zastąpione przez dźwięki karabinów twoich towarzyszy, zarówno biegnących obok ciebie jak i tych znajdujących się piętro niżej. Jak to mawiają najstarsi Indianie - the shit has gone real.

manfret

Rycerz
1453 Rycerz
Napisano: 30 grudnia 2015, 23:43 · #92
0
Uciekałem w przerażeniu chociaż to za duże słowo. Ale się bałem. Bałem się tego, że sytuacja się pogorszy. Wylecieliśmy z pomieszczenia, nawet nie patrzyłem co dokładnie się dzieje. Syki, okrzyki, złowrogie odgłosy dobiegały do moich uszu. Nawet nie wiem jakim cudem, ale wystrzelony przeze mnie, prawie na ślepo, trafił "aliena" w łeb. BUM! I go już nie było z nami.
- O w mordę - wysapałem biegnąc co sił przed siebie - Trafiłem go. Trafiłem go! - krzyknąłem ze szczęścia. Będzie co opowiadać wnukom. O ile przeżyję...
Słychać też było odgłosy wystrzałów na dole. Czy i tam sytuacja zrobiła się nieciekawa?
- Jakieś pomysły co dalej? Dobiegamy do naszych i...? Barykadujemy sie? - spytałem się biegnących obok mnie towarzyszy

Wiktul

Demon
15146 Demonolog
Napisano: 6 stycznia 2016, 16:34 · #93
0
Nim którykolwiek z nich zdołał ci odpowiedzieć, zwielokrotnione syczenie znów rozległo się w korytarzu za wami. Xenomorfy roiły się jak karaluchy, pełznąc po podłodze, ścianach i suficie. Licząc na szybko, musiało być ich tam przynajmniej z dziesięć, zbliżających się bardzo szybko. Nie wyglądało to dobrze - albo biec w stronę schodów (i prawdopodobnie nie dobiec lub nie zdążyć po nich zbiec), albo stanąć i zacząć ostrzał (zapewne z wątpliwym skutkiem).
Charakterystyczny dźwięk wyrwał cię z tych rozważań. Mocne pchnięcie Matrejo wybiło cię z biegu i równowagi, kierując ku mijanym akurat drzwiom. Wpadając do pomieszczenia, które okazało się być niewielkich rozmiarów kiblem, zobaczyłeś dwa oślepiająco jasne pociski, przelatujące w miejscu, w którym przed momentem się znajdowaliście. Sekundę później, gdy dość koślawo odbiłeś się od umywalki, upadając na sracz, usłyszałeś i poczułeś silną eksplozję oraz rozrywający wrzask masakrowanych xenomorfów.

manfret

Rycerz
1453 Rycerz
Napisano: 18 stycznia 2016, 23:09 · #94
0
Pościg, a raczej ucieczka w stronę naszego celu jakim było bezpieczne pomieszczenie, gdzie znajdowała się reszta oddziału nadal był daleki od ukończenia. Słysząc jak za moimi plecami odgłos wydawany przez te cholerne Xenogówna staje się co raz częstszy ogarnął mnie strach, że ta cholerna droga zakończy się dla mnie przedwcześnie. Nagle, z nie zrozumiałych powodów, wepchnięty do pobliskiego kibla przez Matrejo. Podczas piruetu ujrzałem jak w miejscu, gdzie stałem znajdują się dwa "pociski", a chwilę potem usłyszałem eksplozję, która rozerwała ścigające mnie bestie. Wyjrzałem przez próg wstając wcześniej z kibla, rozglądając się na boki.
- Co tu się wyprawia? - zapytałem, w sumie sam siebie, po czym w sumie nie zastanawiając się postanowiłem ruszyć w stronę, gdzie wcześniej podążałem. Biegłem przy ścianie mając tylko nadzieję, że Xenomorphy mnie nie ścigają. No i czy ten ktoś kto właśnie nie wystrzelił mnie też nie załatwi.

Sesja manfreta - Odpowiedź

 
 
Podaj numer strony
Wczytywanie...