Sesja Vena

Twój rozmówca zmarszczył brwi, widocznie nie od razu rozumiejąc, o co ci chodzi. Spojrzał na uszkodzonego towarzysza i przez moment milcząco pytali się wzajemnie o jakieś wskazówki. W końcu jednak musieli zrozumieć, o jaki temat ci chodzi i wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
Porozumiewawcze na tyle, że wiedziałeś, iż tak łatwo, cywilizowanie i w ogóle wcale się to nie rozegra.
Odpowiedz
Nie tracąc czasu szybkim ruchem chowam zapaloną zapalniczkę, wyciągając jednocześnie pistolet. Nie dbam o to czy narobię hałasu, czy zbudzę pół dzielnicy. Szybko mierzę w uszkodzonego wcześniej wampira, po czym strzelam mu w łeb.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Taka metoda negocjacji okazała się o wiele skuteczniejsza. Czaszka szarżującego na ciebie wampira rozpękła się jak arbuz, a ty sam, zamiast lepką mieszaniną mózgu i kości pokryłeś się ciemnym pyłem, w który zmieniło się ciało nim jeszcze dotknęło podłogi.
Jeżeli jego koleżka miał jakiekolwiek zamiary względem ciebie, właśnie je porzucił. Rozmowy o pokoju zawsze prowadzi się łatwiej z bronią w ręku.
Odpowiedz
- Informacje. Batory. Trumna. Przerzut. Informacje. Teraz. - Mówię spokojnie do wampira cedząc słowa. Z wycelowanym gnatem w jego głowę, z palcem na spuście. - Ja dam sobie radę bez tych info. Tylko jest pytanie czy ty dasz sobie radę nie dając ich mi?
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Wydobycie informacji z wampira okazało się nieco problematyczne, choć bynajmniej nie za sprawą stawianego przezeń oporu, lecz przez uszczerbek, jaki poczyniłeś nożem na jego... hmm... zdrowiu. Co chwila zawieszał się, charczał i kaszlał agonalnie, przerywając i tak szarpaną wypowiedź. Po mniej więcej dziesięciu minutach takich dyskusyjnych tortur dowiedziałeś się między innymi, że twój rozmówca i jego nieświętej pamięci kolega byli jedynie umyślnymi w pierwszej eskorcie, jak to określił, przesyłki. Przesyłka, w postaci szczelnie zapieczętowanej i wyjątkowo dziwnie wyglądającej "chyba trumny" została przekazana ich oddziałowi w pobliżu granicy polsko-czeskiej, skąd następnie, w miarę możliwości z dala od siedlisk cywilizacji, transportowano ją w kierunku Krakowa. Parokrotnie grupa zabezpieczająca natykała się na kłopoty w postaci prób wrogiego przejęcia przesyłki, jednak udało im się ostatecznie, w okrojonym z dziewięciu do czterech ochroniarzy składzie, dobrnąć do punktu przekazania, skąd trumnę zabrała inna, nieznajoma mu grupa, ładująca go do jednego z trzech opancerzonych wozów.
Odpowiedz
Kiwam z aprobata głową. Myślę że o taki info chodziło Arkadiusowi, prawdopodobnie zrobi z niego dobry użytek.
- Do you wanna powiedzieć mi coś more? - Pytam pijawę cały czas celując w niego z guna.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Z dodatkowych rewelacji dowiedziałeś się jedynie, że wszyscy "strasznie się srali, żeby nie otworzyć przesyłki", więc - wedle subiektywnej oceny indagowanego - musi chodzić o jakiś "serious shit", z którym on nie chce mieć już nic wspólnego, w związku z czym najlepiej, żebyś dał mu już spokój i "get-da-fak-ował stąd".
Odpowiedz


Staram się załatwić sprawę z pozostałym wampirem, po czym niepostrzeżenie wrócić na ulicę.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Z załatwieniem sprawy nie było większego problemu, tym bardziej, że już wiedziałeś, gdzie najlepiej celować. Z tym "niepostrzeżenie" poszło już nieco gorzej. Kolejne strzały w starej kamienicy na przestrzeni ledwie kilku minut musiały wreszcie przyciągnąć uwagę nawet tak obytych z rozmaitymi patologiami ludzi, jak mieszkańcu tutejszego "Hiltona".
- Ło Jezu, ludzie! Strzelajo! Policja! Policja, ludzie! Zabiją nas tu! Ratunku! - rozległ się z któregoś z okien na podwórze zachrypnięty, starczy głos niezawodnie należący do poznanej dopiero, przemiłej staruszki.
- Morda, stara szmato! Będziesz mi tu, kurwa, psy wołać?! Wypierdalaj do kuchni! - odpowiedział chyba ktoś z dołu.
Czas był najwyższy opuścić te gościnne progi. Udało ci się nieniepokojonym zejść po schodach i wyjść na podwórze, acz nie mogłeś mieć pewności, czy rozróba faktycznie nie zaowocuje wezwaniem policji przez któregoś z mieszkańców lub też bardziej osobistym zainteresowaniem któregoś z mieszkańców, po których mogłeś spodziewać się niejednego.
Odpowiedz
Sprawdzam czy minęła już godzina. Szybkim ruchem oglądam swój szwajcarski zegarek. Nigdy nie lubiłem przepychu, luksusu czy innej oznaki dóbr materialnych. Jednak dobry zegarek to coś co zawsze warto mieć. Zawsze elegancki, nie wychodzi z mody, nie ma niepotrzebnych nikomu funkcji.
Jeśli godzina jeszcze nie minęła, postaram się gdzieś zaczaić, a na widok ewentualnych cops, zwinę się do umówionej pizzerni. Jeśli times up, to udaję się tam od razu.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Twój niezawodny szwajcar wskazał, że na gościnie u babuleńki i zabawach na korytarzowej kung-fu strzelnicy zeszło ci 48 minut. Dużo i mało, zważywszy uzyskane efekty. Nie czekając na więcej atrakcji miejscowego wieczoru, zszedłeś na dół w kojący mrok coraz chłodniejszej nocy, wolnej od towarzyszącego ci dotąd zapachu stęchłego, zaszczanego capa i przetrawionego alkoholu.
Stanąwszy pośród rosnących nieopodal chęchów, obserwowałeś bacznie wejście do kamienicy i jej okolicę. Jednakże twoje wyczyny najwyraźniej nie zrobiły na mieszkańcach wystarczającego wrażenia. Nikt cię nie gonił, nikt nie robił rabanu. Ot, kolejny, nudny wieczór pod miastem.
Czerwony Firebird zajechał na pobocze dokładnie po godzinie. Zadziwiająca wręcz...
- Punktualność, ojczulku. - zawołał uśmiechnięty łowca, otwierając ci drzwi. - Nigdy o niej nie zapominaj, jeśli pracujesz w teamie. Inaczej zdążysz najwyżej na swój pogrzeb.
Depnął maszynę do dechy, rozdzierając nocną ciszę piskiem opon.
- Widzę, że wciąż w jednym kawałku. Jak tam poszło?
Odpowiedz
- Tak jak mówiłeś. Trumiana przesyłka została przekazana tym tam typkom przy granicy z Czech Republic. Potem miała dostać się do Cracow, co ostatecznie się stało. Jednak wcześniej ładunek był atakowany przez kogoś. Ten "ktoś" chciał przejąć trumienkę. Tak czy owak eskorta dotarła do celu, gdzie zabrała ich inna grupa. Jak mi powiedziano ładunek załadowano na wóz pancerny. Pewno jakiś konwój. - Opowiadam Arkowi wsiadając do wozu. - A tobie jak poszło? Zdobyłeś sojuszników?
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Arek skrzywił się, niezadowolony.
- Tak se. Nie ja jeden wpadłem na pomysł coopa. Na miejscu zastałem już kolegów od Leopolda. - wzdrygnął się wyraźnie, jakby powiedział o czymś wybitnie odrażającym. - Co prawda nie zastrzelili mnie na miejscu, więc jest już jakiś sukces, ale... Współpraca z nimi oznacza pójście w ciemną dupę na sznurku bandy sekciarskich paranoików, którzy wystawią nas przy pierwszej dogodnej okazji. Dla nich nie ma znaczenia, czy jesteś żydem, ateistą czy arabem, grunt, że nie jesteś jednym z nich. Mają swoją fundację, swoją misję, swoją prawdę objawioną, więc pozostałym chuj w dupę i ad maiorem Dei gloriam. - westchnął przeciągle, wpatrując się gdzieś w punkt. - Jeśli wymienimy się z nimi informacjami, będziemy mieli niepomiernie większe szanse na znalezienie naszej zguby i rozpieprzenie całego towarzystwa. Nikt w branży nie ma takich środków i możliwości, jak fundacja Leopolda. Ale mówię ci szczerze, że zdecydowanie bezpieczniej byłoby dogadać się z pijawami, które mają sprzeczne interesy, niż z nimi.
Odpowiedz
- Hmmm - Odpowietrzyłem po czym zatopiłem się w chwilowej zadumie.
Nie czułem się dobrze z myślą że będziemy współpracować z większa grupką. Zawsze wolałem pracować samemu, bez żadnych nacisków z góry, bez żadnych uwag i sugestii. Sam sobie byłem panem. Mimo wszystko przy tej sprawie będziemy musieli skorzystać z pomocy.
- Dogadać się z innymi wampirami. Na pewno to dobry pomysł? Czy taki plan nie jest trochę szalony? A co jeśli okaże się że chcą nas oszukać? Zgarnąć nagrodę dla siebie. Chyba ze są jakieś rodzaje wampirów z szlachetnym sercem...
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Łowca zaśmiał się ponuro.
- Ze szlachetnym sercem. Jeśli są, to o tyle, o ile są jakieś rodzaje ludzi ze szlachetnym sercem. Bo mimo wszystko wciąż tym w głównej mierze są - ludźmi. Mają swoje potrzeby, interesy, namiętności, antypatie i tak dalej. Ale ja też nie zamierzam ot tak sięgać po taki środek, bo to byłaby naprawdę pokerowa zagrywka w stylu all in. - zastukał palcami w kierownicę, gdy zatrzymaliście się na światłach. Widziałeś, że myśli intensywnie, mocno niezadowolony z zaistniałej sytuacji.
- Ech... Pozostaje mieć nadzieję, że spojrzą na nas nieco mniej nieprzychylnie ze względu na ciebie. Ale w sumie nie wiem, czy jest tu miejsce na jakiekolwiek nadzieje. - ledwie zmieniło się światło, a już znajome szarpnięcie wcisnęło cię w fotel, gdy Firebird ruszył z głośną pieśnią silnika ze świateł.
- Może pomedytujmy nad tym wszystkim jutro. Pewnie tobie też przydałaby się odrobina snu?
Odpowiedz
Słuchając wywodu Arka, oraz wzmianki o odpoczynku, poczułem jak bardzo jestem zmęczony. Akcja w hotelu raczej do relaksujących nie należy. Poza tym szarpanina z wampirami też swoje piętno odcisnęła.
- W sumie odpoczynek byłby dobry. Gdzie zamierzasz się zatrzymać? - Pytam masując czoło
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
- Mam tutaj znajomego... - oznajmił łowca, nie od razu odpowiadając na to, zdawałoby się, proste pytanie. - Można powiedzieć... przyjaciela... z dawnych lat. O ile jeszcze tu przebywa. Warto to sprawdzić. Jeśli tak, moglibyśmy bezpiecznie spędzić noc i odpocząć bez granatu pod poduszką. No, prawie.
Firebird gwałtownie skręcił w jedną z bocznych uliczek, prowadząc was mniej więcej w pół drogi między obrzeżami, a centrum miasta. Ku twemu pewnemu zaskoczeniu, Arek zaparkował wóz przy jednej z kilku kamienic sąsiadujących z piętrzącym się naprzeciwko kościołem o neogotyckiej budowie.
Pomimo późnej pory, mężczyzna bez wahania wszedł po kilku wąskich schodkach i uderzył pięścią w drzwi. Głuche echo uderzenia pognało po chodniku między budynki i okna pozostałych kamienic.
Staliście tak dłuższą chwilę, w trakcie której nikt nie mijał was na ulicy ani nie kwapił się z otwarciem drzwi.
Odpowiedz
- Hmmm, może twój... przyjaciel z dawnych lat wyszedł? Kiedy ostatnio go widziałeś? - Pytam cicho czekając na jakąś reakcję Arka lub właściciela lokum.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Arek już otworzył usta, by odpowiedzieć, lecz w tym samym momencie otworzyły się drzwi, w których stanął szczupły, szpakowaty mężczyzna. Przez dobre piętnaście sekund skrzypnięcie zawiasów było jedynym dźwiękiem, który zakłócił nocną ciszę.
- Wejdźcie. - powiedział cicho i zniknął w korytarzu. Wszedłeś po schodach za Arkiem do długiego, wąskiego przedpokoju, rozświetlanego jedynie niewielką, ścienną lampką w stylu retro. W głębi korytarza dostrzegłeś kilka płonących, krótkich już świec, poczułeś też wyraźny zapach kadzidła.
- Rozgośćcie się. - usłyszeliście z pokoju obok, w którym, jak stwierdziłeś zerkając przelotnie, gospodarz oddawał się medytacji lub podobnym praktykom. - Powinniście zmieścić się w dużym pokoju na piętrze.
- Dzięki. - rzucił lakonicznie Arek i gestem wskazał ci udanie się ku wąskim, stromym schodom na piętro.
Piętro było swoistą kopią parteru. Podobny, długi, wąski korytarz, od którego odchodziły dwa duże, przestronne pokoje. Wszystko oświetlone było dyskretnym blaskiem świec lub starych lamp, gdzie nie spojrzałeś, widziałeś też regały pełne książek, piramidy książek leżące na rzeźbionych, drewnianych fotelach, wodospady książek ciągnące się od stołów i kredensów do podłogi, na której zajmowały sporą część dywanów. Tu i ówdzie tliły się też zapalone kadzidełka.
Odpowiedz
Wypuściłem donośnie powietrze czując ten cały zapach kadzideł.
- Orgie będą teraz czy jak się wyśpimy? - Szepczę do Arka tak by nie usłyszał mnie gospodarz.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
← Sesja WoD

Sesja Vena - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...