Kącik Ty Cruelsufferera

-Głównie potrzebujemy miejsca do zatrzymania się. Tylko ciebie znam z centrum i wiem że Andy ci ufa. Możemy wpaść do ciebie? Więcej ci teraz nie mogę powiedzieć.- Głos ze słuchawki wydawał ci się bardzo zmartwiony. Jakby zmęczony. Takiego Simona nie miałeś okazji jeszcze słyszeć. Równocześnie zatrzymało się kilka radiowozów policji w okolicy. Funkcjonariusze wychodzili z pojazdów i pospiesznie zaczęli spisywać zeznania obecnych ludzi, jakby coś ich goniło. Widać jak jeden glina szedł w twoją stronę.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
- Nie ma mnie teraz w domu. Postaram się jak najszybciej zjawić. Możecie wpadać. - *Nie miał zamiaru wspominać gdzie jest i co się właśnie dzieje. Co prawda jakiś policjant szedł w jego stronę, nie wiedział czy tamci potrzebują jakoś nagle tego lokum. Głos wskazywał zmartwienie, ale nie pośpiech. Tak przynajmniej wnioskował. Jeśli policjant zechce z nim porozmawiać to nie powinno być problemu. Jednak skoro Pan Władza nie wykonał żadnego gestu w jego stronę to po prostu naturalnie zaczął się zbierać by udać się do mieszkania.
Odpowiedz
Telefon się rozłączył i w tym samym czasie zagadał do ciebie jednak policjant. Młody chłopak, wydawał się trochę przerażony. Czarne oczy patrzyły na ciebie z nadzieją i pewną niewinnością. HA! Niewinność w tych czasach.
-Przepraszam pana. Był pan obecny przy tych zajściach? Jeśli łaska proszę, nam pomóc. Musimy wszystko spisać nim oddział prawniczy DHK się tu zjawi.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
- Panie władzo, ja nie mam za wiele czasu w tym momencie. Widziałem naprawdę niewiele. Jedynie te prezenty z nieba. Dopiero przyszedłem co z pewnością jest jakiś kamerach. Właśnie miałem ważny telefon. Proszę wybaczyć. - *Nie chciał być nieuprzejmy. Cenił sobie zawód wykonywany przez policjanta, choć z racji jego koloru skóry mogło to nieco dziwić. Prawdą jednak było, że widział niewiele. Z chęcią powiedziałby więcej, ale chciał jak najszybciej być w domu. Co prawda głos Simona nie był naglący, ale jednak przygnębiony. Louis domagał się jakiś wieści. *
Odpowiedz
Nim policjant zdążył odpowiedzieć pojawiły się opancerzone furgonetki z logiem siedmiu smoków połączonych razem, logo Dragon's Heart Korp. Z wewnątrz wysypała się najpierw zgraja ciężko opancerzonych komandosów, z czego większość przypominała już bardziej maszyny niż ludzi, za nimi wysypali się ludzie w garniakach. Przybyli zaczeli zaganiać obecnych ludzi do kupy i przeganiać policję. W krzykach było słychać, że są zatrzymani pod zarzutem gromadzenia informacji o badaniach korporacyjnych. Przerażony policjant szybko cię złapał i poprowadził za samochody.
-Uciekaj pan!- Odwrócił się i podszedł do komandosa z uśmiechem próbując coś mówić, że już nikogo tam nie ma ale przestał gdy dostał kolbą w brzuch. Komandos szedł dalej i powoli zbliżał się do twojej kryjówki.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
*Uuu, widać przyjście tutaj nie było najlepszym pomysłem. Nawet mimo tego cudownego prezentu jaki aktualnie aktualnie był w jego torbie. Bicie po po brzuchu jednak nie zachęcało. Postanowił więc za poleceniem policjanta odwrócić się i udać się w stronę domu. Może nie biegiem, ale przyśpieszonym krokiem na pewno. Miał nadzieję, że nie pogonią za nim niczym charty za zającem. Poza tym może nawet go nie zauważą, miał cichą nadzieję, że nie zostanie zauważony. To co jednak tu się działo zaczęło przyprawiać go o ciarki.*
Odpowiedz
Przez chwilę w twarzy komandosa widziałeś wysokiego gościa z którym grałeś dzisiaj w kosza. Ruszyłeś jednak i po chwili oddaliłeś się od zgiełku i całej awantury. Nikt nie szedł za tobą. Może komandos cię nie zauważył? Może to nie był ten gościu z rana? Tak czy inaczej byłeś już za tym. Tak już teraz bywało, rządy kontrolowane przez korporacje umożliwiły im prawie nieograniczone działania. W ramach zachowania bezpieczeństwa swoich projektów mieli prawo zatrzymać wszystkich świadków zajścia pod pretekstem skopiowania czy wycieku informacji. Z resztą mogło się to zdarzyć łatwo. Wielu ludzi ma implanty wzrokowe z kamerami i aparatami. Oficjalnie to nie były łapanki i aresztowania, tylko zaproszenie na 'rozmowę'. Podczas takowej usuwano pamięć implantów i człowiek był wolny. Zwykle też dostawał jakąś pamiątkę, nowy implant albo zniżkę na produkty danej korporacji. Czasem jednak ludzie nie wracali. Ale o tym głośno się nie mówiło. No bo gdzie? W korporacyjnej telewizji? W serwisach internetowych należących do tych firm? Tak już po prostu było. Ale było bezpiecznie. Firmy ochroniarskie na każdym kroku, czyste ulice i dzisiejszy incydent był pierwszym takim od kiedy tu mieszkasz. System działał a ty szedłeś do domu.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Nie pozostało nic więcej jak spiesznym krokiem udać się w stronę domu. Był zmartwiony tym wszystkim co się działo około i nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. To, że zobaczył najprawdopodobniej swojego sąsiada mogło mu trochę dupsko uratować. Nadal nie czuł się do końca bezpieczny, więc wolał nada zmierzać do domu przyspieszonym krokiem. Tym bardziej, że nadal nie wiedział co z Andym. Ale skoro miał chwilkę to postanowił ją spędzić na przyglądaniu się nożom. Wcześniej jakoś czasu nie było.
Odpowiedz
Chwilę jeszcze zajęła droga do twojego drapacza mieszkalnego. W drodze obejrzałeś podarek. Najlepsze na rynku norze. Zestaw pięciu noży, różnych wielkości, część o piłkowanym ostrzu. Włókna węglowe nadawały czarny, stylowy kolor. Rączki w karmazynowym kolorze pokryte tworzywem by się nie ślizgały. Świetnie leżały w dłoni. Najlepsza była krawędź ostrza. Wykonana z diamentu pozwalała przeciąć praktycznie wszystko. Można było również włączyć mikrodrgania które zwiększają jeszcze skuteczność ostrzy. Oglądając ostrza zawędrowałeś pod swój blok. Chwilę zajęła jazda na twoje piętro.
Wchodząc do mieszkania zdziwiła cię ciemność. Nie dość, że jest środek dnia to jeszcze zwykle automatycznie się zapalały. Po chwili jak twoje oczy przywykły do ciemności spostrzegłeś postać.
-A to ty. Nie zapalaj świateł. Chodźmy do kuchni tam pogadamy.-Postać opuściła rękę z wyciągniętym przedmiotem, chyba bronią. Jej głos należał do Simona. Ciężkim krokiem ruszył do kuchni.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Na jasne pierony! Louise aż podskoczył z zaskoczenia. Do tego ten kształt. Do końca nie był pewien czy to broń, ale jego czarny zmysł podpowiadał, że tak. Jak oni zresztą weszli do mieszkania? Dobrze, Andy był jego przyjacielem, ale nie posiadał kluczy do środka. Coś tu wyraźnie było nie tak i zdecydowanie dawało to naszemu bohaterowi podstawy do niepokoju.
- Co tu się dzieje? Gdzie Andy? Jak u licha tu wlazłeś?! - Ostatnie zdanie już niemal wykrzyczał. Dzień był na tyle dziwny i pełen emocji, że trochę roztargał już emocje Louisa. Zbyt dużo wrażeń jak na jednego człowieka. Rozejrzał się po pomieszczeniu by zobaczyć czy jakieś burdelu mu tu nie zrobili czy czegoś nie popsuli. Sytuacja była dość dziwna i ze stricte asekuracyjnych powodów Louis sięgnął ręką do torby i wyciągnął z niej swą broń. Następnie niepotrzebne rzeczy rzucił na kanapę i poszedł za Simonem. Był wyraźnie zdenerwowany, zaniepokojony. Po prostu się bał.
Odpowiedz

-Wybacz ale byliśmy w kropce.-Zaczął znajomy białas wchodząc do twojej kuchni.
-Ciemno jest bo Andy ma problemy zdrowotne i siedzi teraz w łazience wraz z naszym... medykiem. -Zawiesił się ciężko na ostatnim słowie i usiadł ciężko na jednym z krzeseł. Wydawał się sporo większy niż go zapamiętałeś. Odezwał się ponownie dopiero po chwili. -Przepraszam też za wtargnięcie. Ciągle muszę sobie o tym przypominać... przepraszam. To sprawka Mery M. ona umie otwierać różne rzeczy. Obecnie ogląda twoje mieszkanie. Nie bój się nie okradnie cie, nie miałaby gdzie tego schować.
Zapaliło się światło i dopiero teraz zobaczyłeś jak Simon wygląda. Jego twarz wyglądała na zesztywniałą jakby nosił maskę własnej twarzy, w dodatku obudowaną różnymi elementami. W miejscach oczu były dwie kamerki, które teraz na ciebie patrzyły. Do kuchni wpadła też bardzo młoda kobieta. Dziewczyna bardziej... w samej kurtce wojskowej i minispódniczce. która wydawała się ledwie paskiem na tyłku. Kurtka była rozpięta i widać było pod nią jej nagi tors. Popatrzyła chwilę na ciebie i zobaczyłeś jej piękne oczy, jakby niewinne. Miała blond włosy zaczesane na jedną stronę i wygolone miejsce z tatuażem kodu kreskowego. Uśmiechnęła się do ciebie.

[Simon jest na szczycie, Andy to ten ciemny, Na dole Mary M. - nie jestem dobrym rysownikiem, więc uznaj, że jest bardzo ładna.]
Wszystko jednak prysło gdy wyciągnęła z kieszeni kurtki wielkiego penisa z jajami. Wyglądał jak żywy i miał jakieś mocowania jak implanty do szybkiej zmiany.
-Witaj przystojniaku. Jak chcesz mogę być twoja za 150 jak wolisz coś innego to daj mi 15 minut i mogę cię tym posunąć aż ci...
-Mary M.-Głos był niezwykle spokojny jednak u wszystkich obecnych spowodował... skruchę. Przynajmniej ty ją poczułeś. A dziewczyna ewidentnie przycichła. Miała ładny, dźwięczny głos ale co mówiła...

Za to kolejny przybysz w kuchni był mężczyzną średniego wzrostu o jasnych włosach. Broda równo przycięta i niezwykle łagodne oczy, które bacznie cie obserwowały. Prawą rękę miał cybernetyczną, wyglądała trochę jak sklejka różnych części. Po za nią, jednym okiem i gniazdami nie wydawało się by posiadał wszczepy. Milczenie pierwsza przerwała dziewczyna.
-Proszę o wybaczenie za swoje zachowanie. Staram się zmienić.
-Witaj Louis, miło cię poznać. Szkoda jednak iż w takich okolicznościach. Jestem Jared, ale możesz mówić mi też J albo Big J. Jak miewa się twoja matka? Nie dzwoniłeś do niej ostatnio. Pani Ville to twarda ale porządna kobieta nie powinna się o ciebie martwić.- Mówił niezwykle łagodnie i podał ci rękę do powitania. Gdy ją ścisnąłeś bałeś się, że zaraz się rozpadnie, na pewno choć jedna śrubka wypadła.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Na Litość boską! Co się tutaj właściwie działo? Przyszli tu, rządzą się jak u siebie i niby myśleli, że Louis od tak to wszystkie przyjmie i będzie się cieszył, że ma okazje być wykorzystany i zrobiony w bambuko? Co prawda nadal się bał, ale też się nieco wkurzył. To, że pozwolił im przyjść za cholerę nie znaczyło tego, że mają brać jego dom za własną melinę. Do tego cała zgraja była dziwna i przerażająca. Wyglądali nawet bardzo podejrzanie. Co jeśli ktoś wezwie policje? Przez jedną decyzję podjętą przez telefon miał stracić to na co pracował całe życie. O nie! Poza tym kto im pozwalał oglądać jego mieszkanie? Jego wszystkie klasyki zaczynając od koszulki Vince'a Cartera po kolekcję klasycznych klocków Lego.

- Że co? Kto wam pozwolił się tak panoszyć? Czy ja was znam? Może [przekleństwo] trochę taktu. Gdzie jest Andy? I nie ruszać nic co jest w moim domu. [Tutaj przekleństwo] z kuchni i siedzieć w salonie. - Tak reagował na strach, który teraz przeszywał jego umysł. Mogli mu przecież normalnie sprać skórę dlatego na wszelki wypadek pewniej chwycił swoją broń w ręce. Wyglądało to na trochę bardziej kulturalny napad. Simona nie znał za dobrze, może chciał go po prostu okraść bo wiedział, że Louisowi się dobrze powodzi?

- A Tobie co do tego? Nie obchodzi mnie kim jesteś jeśli wtargasz do mojego mieszkania. Co to za maniery! - To mój do Jareda, który śmiał jeszcze powołać się na jego matkę. No tego to już było troszkę za wiele. Tak się nie zyskuje kolegów, a jedynie robi złe wrażenie. Nie, nie, oni to lubić się nie będę.

- Co Ci do tego ile dzwonię do matki? Coś się nie podoba? Możesz wyjść, mogę też zgłosić wtargnięcie. Co Wy sobie myślicie? Co tu się do jasnej cholery dzieje!? - W tych ostatnich słowach dało się czuć nutkę bezsilności i zrezygnowania. Wiedział, że w tym momencie wiele od niego nie zależy. Byli w przewadze, mieli jakieś cybernetyczne bajery. Teraz żałował, że pozwolił im przyjść. Tak to teraz się dziękuje za gościnę.
Odpowiedz
-Nie masz po nas czego się bać. Mary M, Simon na prośbę pana Villa. Tak będzie właściwie a ja w tym czasie wszystko wyjaśnię.-Uśmiechnął się Jared. Jego głos był niezwykle kojący. Nie mówił w agresji czy ze strachem mimo, że to ty trzymałeś tu broń. Nawet Simon nie miał swojej, jeśli to co trzymał wcześniej było w ogóle bronią. Dziewczyna pokornie obróciła się i poszła do salonu a za nią Simon. Jared wskazał ręką łazienkę.
-Andy jest tam. Na razie w ciężkim stanie. W nocy był wystawiony na działanie biologicznych wszczepów, które się chyba nie przyjmują. Potrzebuje specjalnego lekarza i w trakcie naszej rozmowy takowy jest załatwiany. Już niedługo opuścimy pańskie mieszkanie by do niego się udać. Nie mieliśmy gdzie się podziać i Andy zaproponował pana gdy był jeszcze przytomny. Stwierdził, że pan zrozumie. Andy wraz z Simonem i Mary M i kilkoma innymi pragną mi pomóc. Przez co wystawili się na zagrożenie ze strony bardzo prominentnych ludzi. Słyszał pan o wczorajszych morderstwach? Albo o dzisiejszym wybuchu? To ich działania.- Zamilkł i przyglądał ci się chwilę po czym dodał, jakby czytając w twoich myślach, nadal łagodnym, wydający się na zmęczony, głosem.-Nie musisz się obawiać o mieszkanie czy swój status. Weszliśmy niezwykle po cichu i bez alarmowania kamer. Niedługo znikniemy i nikt się nie dowie, że tu byliśmy. Na prawdę mi przykro, że musieliśmy cię w to wplątać. Jeśli pragniesz rekompensaty mój przyjaciel Matt wypłaci ci zadośćuczynienie za nasze wtargnięcie.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
- I sądzisz, że zapraszałem was do domu po to byście się do niego wkradli i na domiar złego przeszukali? Nie, zdecydowanie nie to miałem na myśli i byłbym rad jakbyś stąd [przekleństwo]. - Nie był zadowolony, gdyż nie uważał, że w jakikolwiek sposób zasłużył na takie zachowanie jakim go obdarzyli. Do tego już miał trochę dość tego dzisiejszego dnia. Nieudana gra w kosza, jakiś policjant i te służby, którzy chcieli go chyba wziąć na przesłuchanie, ale się wymknął. W zasadzie to tylko te norze były pozytywnym akcentem dnia. Jeszcze pomyślał o Andym. Dlaczego nie zabrali go na pogotowie? Tak on by zrobił. Od czegoś w końcu były odpowiednie służby. Tak on żył w ułożonym świecie.

- Jeśli Andy mówił, że zrozumiem to był w cholernym błędzie. Nie, nie rozumiem po [przekleństwo] chcecie mnie narażać, po [to samo przekleństwo] sobie robił te wszczepy i po [i jeszcze raz] nie jest teraz w szpitalu tylko tutaj. -
Niedaleko był jeden i to całkiem nowoczesny. Na pewno było w nim skrzydło odpowiedzialne za wszczepy biologiczne. Wzmianka zaś o ludziach odpowiedzialnych za morderstwa i wybuchy też nie zachęca do tego aby zaproponować jeszcze gościom herbatkę.
Odpowiedz
-Jeśli chce pan zajrzeć do Andiego to teraz. Ale proszę mu nie zapalać światła. Weszliśmy na pana posesje tylko dla tego, że nie było czasu. Wolał pan by pana przyjaciel umarł przed drzwiami? Przypuszczam, że w głębi ducha nie, ale sytuacja pana dorwała. Andy ma aktualnie genetyczne wszczepy które modyfikują mu organizm, to dzieło DHK. Chcieli go zmienić w bezrozumną broń i powstrzymaliśmy ich. Nie mogliśmy go zawieść do szpitala, bo wszystkie w centrum należą do korporacji. Wielu rzeczy pan nie rozumie i nie chcę ich wyjaśniać dla pana bezpieczeństwa.- Twój rozmówca wydawał się smutny i zmęczony, jakby życie go dorwało. Pamiętasz widywanie takich nim wyrwałeś do Centrum i odciąłeś od biedniejszych części miasta. Ci ludzie, żyli bez luksusów, w innej rzeczywistości niż twoja. Mogło się jednak wydawać iż starają się nie być jak ludzie z poza Centrum. Dobrym dowodem jest, że nie strzelali do ciebie. Mieszkałeś kiedyś w tych samych miejscach co oni. Co dzień strzelano ci nad głową w drodze do pracy, ale to się zmieniło odeszło. Byłeś przecież bezpieczny w centrum, z dala od zła. Prawda? -Nie możemy ufać nawet policji. Wiem, że są tam też i ludzie z powołania, ale mają związane ręce. Musimy się wydostać z centrum i jak tylko dostaniemy potwierdzenie, że lekarz nam pomoże znikniemy z pana życia. Zaraz. Powiedział pan, że przeszukiwaliśmy? Kto przeszukiwał? Mary M oglądała pana mieszkanie z ciekawości kim pan jest. Nie miała nic złego na myśli. Rok temu zgarnąłem ją z ulicy. Chce się zmienić. Czasem nawyki i chip oprogramowania dziwki jej się jeszcze włącza, ale walczy z tym. Staram się jej pomóc jak mogę.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Ogląda czy przeszukuje w tym momencie to nie była dla niego zbytnia różnica. Ważne, że bez pozwolenia. Nie lubił takich akcji, gdy dajesz palec, a bierze rękę. Oczywiście nie chciał, aby Andy umarł przed drzwiami, ale kompletnie nie wiedział co za różnice robiła im wanna czy ławka przed budynkiem czy każde inne miejsce. Tak, nie znał się medycynie, ani na tych pierdzielonych wszczepach. Jakoś też za bardzo nie doceniał, że do niego nie strzelali. Gdyby to zrobili no cóż... winić mógłby tylko siebie, że ich zaprosił i okazał się tak naiwny.

- Siedzieć w salonie i niczego nie ruszać. To się tyczy również Ciebie bracie. I żadnego folgowania. W dupie mam kim jesteście. Chcę tylko pomóc Andiemu. Wy mnie zupełnie nie interesujecie. A teraz pójdę zobaczyć się z tym debilem. Od zawsze mówię mu, że wszczepy to zło. Kretyn [przekleństwo] - Był zły, był przestraszony, a na dodatek czuł się bezsilny i wykorzystywany. Nie czekając jednak dłużej, nadal trzymając swoją broń w ręku, poszedł w kierunku łazienki w której podobno leżał jego przygłupi przyjaciel.

- I szybko załatwcie tego lekarza. Rozumiemy się? - Rzucił jeszcze do swego rozmówcy. Chyba tamten mógł zrozumieć dlaczego właściciel mieszkania nie ucieszył się na ich widok.
Odpowiedz
Jared już się nie odezwał i posłusznie poszedł do twojego salonu. Ty w tym czasie udałeś się do łazienki. Gdy otworzyłeś drzwi do przestronnego pomieszczenia mało co widziałeś w świetle korytarza. Z pewną niepewnością wkroczyłeś w mrok pomieszczenia. Po chwili gdy twoje oczy przyzwyczaiły się do tej ciemności dostrzegłeś że ktoś leży w wanie. Bliższe oględziny pozwoliły ci ocenić iż to na prawdę Andy. Jego, dobrze znane ci, miniafro wystawało z wody. Przerażony iż się topi podbiegłeś ale spostrzegłeś, ma maskę założoną i rurki wychodzą poza wannę. W wodzie pływał też lód. Bardzo dużo lodu. Takich warunków raczej by nie miał na ławce w parku.
Gdy tak na niego patrzyłeś otworzył oczy. Zobaczyłeś czarny krzyżyk i jakby zwierzęce oko patrzące na ciebie. Szybkim ruchem wynurzył się z wody.
-Louis zamknij drzwi. Światło.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
No akurat teraz mógł wykonać polecenie kumpla i zamknął za sobą drzwi. Spojrzał na to co się działo w tym momencie z Andym pokiwał tylko głową z dezaprobatą. W co ten kretyn się wpakował? Nie wyglądał teraz na takiego z którym szybko pogra w kosza na boisku. A z tamtymi ciućmokami jakoś mu się nie widziało grać. Myślał czy by nie usiąść i z nim nie pogadać, ale dziwnym trafem zachciało mu się szczać.

- Ty parówo. Co to wszystko ma znaczyć?! Co to za ludzie? Po cholerę Ci te przeszczepy. I tak byś ze mną nie wygrał w kosza. Wyjaśnij mi wszystko. - Po tych słowach podniósł klapę i zajął się zajęciem na które miał ochotę. Po wszystkim oczywiście spuścił wodę i umył ręce. Higiena przede wszystkim! Spoglądał też raz po raz na Andego. Martwił się bo jednak to był jego jedyny przyjaciel. A to zaś zmartwienie przejawiało się w postaci wkurzenia. Ach Ci najlepsi przyjaciele.
Odpowiedz
-Czy ty [panna lekkich obyczajów], zupełnie [forma językowa od narządu płciowego kobiecego]eś? Czy ty czarna świnio zupełnie już się spasłeś na tych [określenie stosunku płciowego]ch kurczakach, że nie widzisz co się [ponownie panna lekkich obyczajów] dzieje za oknem? I czy [dawny zawód Mary M] mógłbyś nie majtać tym serdelkiem?- PGI12 widać przejęło stację. Andy był ewidentnie wściekły na ciebie za twe słowa. zanurzył się w lodowatej wodzie a ta wydawała się zwiększyć objętość i jakby parować. -Ci ludzie uratowali mi życie. Wczoraj zabito siedmiu moich przyjaciół. Na moich oczach cyngle korporacji ich zmasakrowali. Myślisz, że chciałem mieć te wszczepy? Nie dostałem [prostytutka] wyboru. A oni mnie uratowali. Zresztą nie po raz pierwszy. Big J wyciągnął mnie z kanału. Mnie i Simona. Wreszcie mamy cel. Powinieneś to rozumieć gdybyś pozostał czarny w sercu ty [męski narząd płciowy]u. Ale wybiłeś się i już ulicy nie pamiętasz? Tego jak tam jest źle? Mamy szansę to zmienić. Jeden człowiek może to zmienić i to właśnie Big J.
Zmęczony ognistą przemową zanurzył się w wodzie w której stanowczo mniej było lodu. Nad taflą wystawał łbem i patrzył na ciebie. Andy wydawał się inny niż kiedyś. Kiedyś był dilerem wszystkiego z ulicy. Nic go nie obchodziło i gotów był wszystko sprzedać. Pomógł ci jednak wtedy myśląc o interesie. W wannie przed tobą siedział ktoś inny. Człowiek z ogniem w sercu, który powiedział, że miał przyjaciół. Nigdy nie słyszałeś by kogoś nazwał przyjacielem. Kiedyś miał kumpli. Ty byłeś jednym z najbliższych kumpli. W żartach mówił że drogo by cie sprzedał. Człowiek przed tobą by cię nie sprzedał. Przyjąłby kulę.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Serdelek? Czy on powiedział serdelkiem? Toż to obraza i reszta rzeczy, które wypowiadał Andy zeszła na moment na drugi plan. Czy on przez te swoje wszystkie wszczepy i to, że siedział teraz w wannie zupełnie stracił wzrok i poczucie miary. Toż to nie był serdelek, a mortadela! No Andy się teraz nie popisał. Choć reszta jego słów, to trzeba przyznać, była całkiem sensowna.

- Ty zboku, na co się patrzysz! Chyba Ci nie zamontowali wszczepu [najstarszy zawód świata] jak tej koleżance z salonu! Na co Ty się patrzysz, masz może kompleks swojego ptysia? - Rzucił, ale nie jakoś zdenerwowany. Nie w tej części. Zresztą w końcu usłyszał też jakieś konkretne wyjaśnienia na które nie mógł się doczekać już jakiś czas. Wszyscy tylko pitoli, a dopiero Andy przedstawił mu konkretną relację zdarzeń. W którą oczywiście wierzył.

- To sporo zmienia. Jakie macie teraz plany? - Widać, że sposób w jaki Andy mówił i jak mu nakreślił sytuację do niego przemówiły. Może istotną sprawą było też to, że słuchał teraz przyjaciela, a nie jakiegoś randomowego czarnucha.
Odpowiedz
← Sesja Krixa

Kącik Ty Cruelsufferera - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...