Po "The Originals" koniecznie musiałem sięgnąć po kolejny wampirzy serial. Wybór padł na "Czystą krew". Generalnie wizje wampirów w obu produkcjach bardzo się różnią. W spin-offie "Pamiętników wampirów" są to (czasem zbyt) potężne istoty, budzące respekt, nie do końca złe, nie do końca dobre, kompletnie nieprzewidywalne. Jednocześnie zaś wyrachowane, knujące następne spiski i intrygi, mogące w każdej chwili bez skrupułów zmienić stronę. To mi się bardzo spodobało. "Czysta krew" nie jest właśnie taka czysta jak mówi tytuł - jest bardziej brudna od "The Originals". Wulgarna, kontrowersyjna, pełna seksu, z ciekawym, ale niemoralnym światem. Okazało się to wyśmienitą, nawet lepszą odskocznią od historii rodziny Mikaelsonów.
Nie ma potrzeby zastanawiać się nad wszystkimi zaletami produkcji, bo wszystkie zostały dokładnie wymienione w recenzji. Mnie również z miejsca zachwyciła postać Lafayetta, gra aktorska Skarsgårda czy rewelacyjne tło dla wydarzeń: debaty w telewizji, konflikt między chrześcijanami a wampirami. Jedyne co tu nie bardzo mi pasuje, to właśnie te romantyczne bzdety. Szczególnie dotyczy to dwunastego odcinka i bohaterskiego wyczynu Billa.
SPOILERMiał nie żyć! To byłby taki dramatyczny moment - ukochany ginie z powodu bezsensownego heroizmu. Chciał pomóc swojej ukochanej, a usmażył się w świetle dnia. Ach, szkoda, że skończyło się to inaczej!
Poza tym kompletnie nie rozumiem, co Sookie widzi w tym Billu. Sam ciągle udowadniał, że jest tym lepszym i szczerze mówiąc, bardziej jemu kibicowałem niż Billowi. Ale cóż, nie jest tajemnicą, że bohaterka jest dość głupia (kolejna wada). Mnie osobiście najbardziej rozwalają jej krzyki. Początkowo stwierdziłem - ile można krzyczeć. Za każdym razem, kiedy znajdzie jakieś ciało, krzyczy. Jeszcze czasami ma opóźnioną reakcję - patrzy się, patrzy i wtedy dopiero krzyczy. Jednak z czasem stało się to tak groteskowe i zwiastowało kolejne interesujące zdarzenie, że w sumie mi się podobało. W każdym bądź razie, to rewelacyjny serial. Podobał mi się też wątek tych morderstw. Lubię takie kryminalne sprawy, co prawda może odpowiedź nie była błyskotliwa, zaskakująca, powodująca opad szczęki niczym w "Sherlocku", ale odpowiednio napędzała akcję. Wątki obyczajowe przyjaciół Sookie też złe nie były.
Moja ocena: 8,5 (dla całego serialu 9, bo dawno nic mnie tak nie wciągnęło; to jeden z najlepszych seriali fantastycznych, mimo że szósty sezon okazał się przeciętny przez nielogiczności i beznadziejne wątki miłosne).