Sesja Wiktula

Gdy podszedłeś od razu ujrzałeś na twarzy karczmarza ulgę, a każde wypowiedziane słowo niosło jej coraz więcej i więcej. Kobieta zaś odsunęła się trochę nie protestując gdy ot tak zjawiłeś się przy szynkwasie. Ba! Nawet prawą dłonią nieco naciągnęła kaptur by ukryć swoją twarz. Karczmarz wysłuchawszy Twojego zamówienia odrzekł spokojnie i z zadowoleniem.

Oczywiście już podaje pieczeń. Lada chwila będzie gotowa i odpowiednio przyprawiona. Co zaś się tyczy napitku to mogę zaproponować liście mięty z rumiankiem i licznymi ziołami, gdyż niestety pierwszego z wymienionych nie mam. Napar ten jednak jest zacny, jak żaden inny w Waterdeep.

To rzekłszy ruszył na zaplecze by zacząć szykować posiłek. Gdy odchodziłeś od lady mogłeś poczuć jak kobieta na chwile się odwraca w Twoją stronę. Nie widziałeś jak to robi ale czułeś jej spojrzenie. Nauczyli Cię w zakonie jak rozpoznawać, gdy jest się obserwowanym. Uczucie takie towarzyszyło ci zaledwie chwilę, niewielką, a gdy dotarłeś do swojego stolika i usiadłeś kobieta zajęta była trunkiem który właśnie podnosiła do ust.
Odpowiedz
Usiadł na tyle wygodnie, na ile pozwalało wykonanie krzesła i czekał na strawę, patrząc na kobietę tak, jak ona na niego przed chwilą. Większość osób patrzyła na niego ze strachem, część z obrzydzeniem, niektórzy z mieszanką obu tych wrażeń. Przywykł do takich spojrzeń i nie budziły one w nim żadnych emocji, choć na swój sposób nadal go fascynowały. Mógł zrozumieć podstawy instynktów, które nakazywały śmiertelnym przyjmować wrogą postawę wobec tych, którzy przypominali im o ich śmiertelności. Sam przecież na początku swego życia cenił je ponad wszystko, traktując możliwość jego utraty za najgorszą rzecz, jaka może go spotkać. Nie mógł jednak nadziwić się temu, że tak wielu pozostawało przy ukradkowych spojrzeniach, szeptanych przekleństwach i wzywaniu swych bogów, miast podjąć próbę zrozumienia, że śmierć nie jest zagrożeniem, a esencją życia.
Patrzył więc dalej na kobietę, czekając na posiłek i na ewentualne ponowne spojrzenie z jej strony. Jeśli by się na to zdecydowała, zamierzał wskazać jej miejsce, które przed chwilą zajmował półelf. Nie zamierzał zapraszać jej bezpośrednio wcześniej, jej obecność i towarzystwo były mu całkowicie obojętne, jeśli jednak zdradziłaby większe zainteresowanie, jak zwykle w takich sytuacjach był gotów do rozmowy o przyczynach takiej uwagi, których treści zwykle się domyślał. Rozmowa, spór, wymiana poglądów - te miały miejsce rzadko w wypadku zwykle nieprzychylnych nieznajomych, lecz jeśli już się zdarzały, były niemal równie ważną częścią jego posługi, jak przekazywanie Zimnego Dotyku tym, których wskazał mu Władca.
Odpowiedz
Usiadłeś sobie wygonie czekając na jadło i wpatrywałeś się w kobietę. Musiała odczuć Twoje spojrzenie na sobie bo na chwilę odwróciła głowę w Twoją stronę. Ujrzałeś jej lico. Była naprawdę piękna. Ciemna cera ale dość delikatna, spod kaptura wystawał pukiel czarnych włosów przysłaniający nieco lewe oko. I właśnie jej oczy... były nienaturalnie czerwone. Choć twarz miała ludzką bo pod luźnym kapturem nie dostrzegłeś spiczastych uszu to jej oczy takie nie były z pewnością. Teraz już wiesz co mogło wywołać niepokój w gospodarzu tego przybytku. Dostrzegła Twój gest co wywołało na jej twarzy lekki uśmiech, który ukazał niemal białe dość zdrowe ząbki. Nie musiałeś czekać dość długo, gdyż wzięła tylko napój i ruszyła w twoim kierunku. Usiadła nic nie mówiąc. Jej czerwone oczy spojrzały w Twoje oczy... ponownie się uśmiechnęła.
Karczmarz zaś nakładał na talerz posiłek, który zamówiłeś i zaczął parzyć napar. W pomieszczeniu rozniósł się przyjemny zapach ziół.
Odpowiedz
Przez dłuższą chwilę z przyjemnością starał się dojrzeć jej duszę w czerwonym zwierciadle jej oczu, by następnie zainteresować się strawą.
- Czy mogę wiedzieć, czemu zawdzięczam uwagę łaskawej pani? - zapytał, zabierając się do krojenia pieczeni. - I czy mogę zaoferować skromny poczęstunek? - wskazał na swój talerz. - Nie chciałbym czynić afrontu, posilając się samotnie w obecności damy. - zakończył uprzejmym uśmiechem, któremu mimo wszystko nie potrafił nigdy nadać ani odrobiny ciepła.
Odpowiedz
Gdy strawa wylądowała na stole przed Tobą, rzeczywiście wyglądała wyśmienicie, a i pachniała przednie. Kobieta zaś zdjęła kaptur ukazując resztę swojej twarzy i nie myliłeś się za pierwszym razem. Rzeczywiście była bardzo ładna. Miała długie czarne włosy, które teraz opadły na plecy, zaś grzywka na czoło. W czerwonych oczach mogłeś dostrzec wiele... cierpienie, ból, ale i radość czy szczęście. Z pewnością mimo dość młodego wieku sporo przeszła w życiu. No i te nieludzkie oczy... urzekające, przynajmniej tych, których nie straszyły. Niewiasta spojrzała na jedzenia a potem jeszcze raz na Ciebie by odpowiedzieć przyjemnym i dość uwodzicielskim głosem.

Jakże mogłabym odmówić tak zacnego jadła skoro mężczyzna proponuję.

Uśmiechnęła się lekko po czym kontynuowała.

Moje zainteresowanie Panem wynikało z jednego prostego faktu. Zostaliśmy sami w tym przybytku. Tu mało kto spędza więcej czasu niż musi, gdyż to miejsce nie należy do najprzyjemniejszych. Ma jednak swoje zalety.

Rozejrzała się dokoła pokazując swoje ząbki.

Można czuć się tu dość swobodnie bo nie wiele osób je zna i jeszcze mniej chce tu przebywać. Ja zaś lubię dyskrecję i spokój wszak po co się afiszować. Ale gdzie moje maniery. Czasem zupełnie zachowuje się nie, jak na damę przystało. Scarlett Avery.

Wyciągnęła rękę, ale nie jak dama lecz by uściskać Twoją.
Odpowiedz
Zdjął brunatną rękawicę i uścisnął dłoń. Po męsku, gdyż najwyraźniej nie życzyła sobie innej formy. Jak zwykle twardy, zimny uścisk, gdyż rękawice, posiadając niewielkie magiczne właściwości, nieustannie chłodziły jego dłonie, jako pozostałość po zaklętej w nich aurze mrozu.
- Van Varenberg. - oznajmił krótko. Widziała kim jest, a sama nie chciała najwyraźniej wiedzieć ani pozwolić dowiedzieć się o sobie więcej.
- Karczmarzu, zechciej przyjąć zamówienie tej pięknej damy. - zawołał i mimo apetytu odłożył sztućce. Skoro sam zaoferował się ze wspólnym posiłkiem, a ona przyjęła ofertę, nie byłoby taktowne jeść dalej samemu, zanim podadzą jej danie. Och, nie żeby mnisi Długiej Śmierci byli szczególnie wyczuleni na punkcie dobrych manier czy własnego wizerunku, wręcz przeciwnie, niemniej każdy z nich pobierał podstawowe lekcje etykiety. Śmierć może być krwawa, straszliwa i brutalna. Jeśli chce. Ale nie musi.
- Spokój i dyskrecja. - powtórzył siadając z powrotem na miejsce, po tym jak podniósł się, by uścisnąć dłoń Scarlett. - To piękne cnoty. Bardzo bliskie ciszy i milczeniu. Bardzo rzadkie i bardzo niedoceniane w dzisiejszych czasach. - zagaił w oczekiwaniu na zamówienie towarzyszki, a także swój ziołowy wywar. Obserwował ją tak, jak kilkanaście minut wcześniej czynił to z półelfem. Oceniał i doceniał jej urodę, wszak wszyscy mężczyźni byli mężczyznami, jednak nie pożądanie było jego motywem. Szukał w niej wyjątkowego piękna, mocy życia i ujawniającej się w nim urody śmierci. Zastanawiał się też jaj jej budowa mogła wpływać na zdolności do walki. Wielu popełniało prosty błąd, tracąc czujność w obecności kobiet. Każdy sługa Milczącego Władcy wiedział, że Śmierć nie ma płci.
Odpowiedz
Jej dłoń zaś była wyjątkowo ciepła, choć uścisk miała zdecydowanie bardziej delikatny. Spojrzała na Ciebie gdy przywołałaś karczmarza po czym przeniosła spojrzenie na niego i odrzekła dość chłodno ale pewnie.

To co je mój towarzysz wygląda smakowicie. Przynieść jeszcze raz to samo i wywar też. Byle szybko coby to nie ostygło.

Ton miała bardzo władczy. Wiedziała dokładnie czego chce, co było widać po niej od razu. Karczmarz zaczęła się szybko uwijać coby jej dogodzić. Może jej czerwone oczy sprawiały, że był taki uległy, a przynajmniej bardziej niż zwykle. Odwróciła się i spojrzała ponownie na Ciebie.

Zdecydowanie niedocenianie Panie Varenberg lecz w tym mieście niedocenianie ich jest większym błędem niż w każdym innym miejscu tego świata. Nie chcąc naruszyć tych jakże ważnych cnót ale żeby podtrzymać rozmowę zapytam Pana o coś. Jak Panu widzi się to... Miasto Wspaniałości?

Oceniłeś dokładnie jej budowę ciała. Była lekka i poruszała się z gracją. Jeśli potrafiła walczyć, a mogłeś postawić o to owe 100 srebrników, które przyjdzie Ci zarobić, to robiła to z wielką finezją. Nie mogła liczyć na siłę i swoją wytrzymałość, gdyż była drobną kobietką. Jej uroda, zręczność i szybkość były jej atutami. Miałeś dziwne wrażenie, że potrafi je wykorzystywać lepiej niż mogłoby się wydawać.
Odpowiedz
- Hmmm... - zmrużył oczy, zamyśliwszy się nad odpowiedzią.
- Jest pełne życia. Wielkie, zarówno poprzez rozmiar, jak i wymiar jego ducha. Tętniące witalnością, zgiełkiem, konfliktem porządku i chaosu, które napędzają je i wzmacniają, pozwalając rosnąć... A gdyby jednak usunąć z całej misternej machiny, konstruktu, który tworzy, kilka niewielkich trybików, gdyby w cały potężny, magiczny festiwal życia wpleść kilka nut przeszywającej, mrożącej ciszy, z łatwością padłoby ofiarą Śmierci, która rozpełzłaby się po nim z wolna, niezauważalna i nieubłagana. Niczym infekcja w ciele wielkiego mocarza.
Przerwał na moment, chcąc zwilżyć gardło, w którym zaschło mu nieco od poprzedniej rozmowy, gdyż od poranka nie miał okazji napić się czegokolwiek, ale z rozczarowaniem stwierdził, że na stole stoi tylko jego talerz.
- Bez wątpienia Waterdeep to cud cywilizacji, pełne geniuszy, wielkich magów, pięknych tajemnic. Jednak tak, jak każdą cywilizację i każdy ośrodek życia, czeka je koniec. Tym większy, im większe było za czasów swej świetności. Śmierć, czy to kulturowa, czy bardziej dosłowna, fizyczna, dosięgnie je prędzej czy później. Z tych rozśpiewanych, pogodnych ulic pozostanie jedynie pył i echo wiatru, pokrywającego ciszą wielkie cmentarzysko, którym się stanie. A gdy Milczący Władca pochłonie ostatniego jego mieszkańca, zginie również w pamięci ówczesnych, tak jak działo się to z Netherillem, Undrentide i wieloma innymi. - rozprawiał tym samym, spokojnym, nieco monotonnym tonem.
Odpowiedz
Kobieta wsłuchiwała się w Twoje słowa nie przerywają Ci ani razu. Jej oczy wpatrzone były w Twoje oczy. Gdy skończyłeś mówić na waszym stole znalazł się drugi talerz podstawiony specjalnie dla kobiety przez karczmarza. Skinęła ona głową na znak aprobaty po czym odrzekła do Ciebie.

Teraz spokojnie możemy się posilić.

Na jej twarzy pojawił się uśmiech po czym spojrzała na strawę.

Dużo mówisz o śmierci. Dlaczego? Jest ona nieunikniona ale po co o niej tyle mówić? Co zaś się tyczy Netherilu i innych wspaniałych królestw to pamięć o nich nie zaginęła skoro sam wspomniałeś o tym.

Zapytała nim zaczęliście jeść, a jej spojrzenie jeszcze raz spoczęło na Tobie. Tak jakby chciała poznać odpowiedź nim zacznie jeść.
Odpowiedz
Odwzajemnił uśmiech, nim zabrał się do kolejnego kęsa. Zawsze cenił sobie towarzystwo inteligentnych ludzi.
- Czy jesteś tego pewna? - zapytał po jej ostatnich słowach. - Jak wielu jest tych, którzy pamiętają, że nazwa taka, jak Nethereil określała kiedyś wielkie miasto, nie mówiąc już o posiadaniu elementarnej wiedzy na jego temat? Zechciej odnieść to do jego dawnej potęgi, przełożyć ilość podobnym nam, którzy mogą o nim wspomnieć przy posiłku, na skalę jego rozmiarów i mieszkańców, a zobaczysz, że okruchy naszej wiedzy są jedynie pustym echem martwej pamięci, tak samo jak proch i pył są pozostałościami po żywej niegdyś osobie i jej historii.
Kolejna pauza pozwoliła tak jemu, jak i jego towarzyszce przyłożyć się nieco bardziej do posiłku. Szczęśliwie był zbyt dobry, by bez wyrzutów sumienia pozwolić mu stygnąć.
- Pytasz o śmierć. Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, pani, mam zaszczyt przynależeć do Zakonu Długiej Śmierci, którego misją i jest służba Milczącemu Władcy. Jego cień jest wszędzie tam, gdzie pozornie niezachwianie tętni życie. Rzuca go każda żywa istota, nawet każdy martwy obiekt. Większość śmiertelnych woli zatracać się w chwilowych podnietach równie chwilowej egzystencji, której przemijalności i kruchość umyślnie wolą nie dostrzegać. Nie chodzi o to, by rozpaczać nad wielką tragedią istnienia, gdyż nie ma w niej nic tragicznego. Jednak nie wolno odwracać się od prawdziwego jej oblicza, niezmiennego i ostatecznego sensu oraz celu każdego życia. Celem każdego życia jest Śmierć.
Odpowiedz
Ona również skorzystała z tych pauz by zacząć jeść i napełniać swój żołądek. Nie omieszkała jednak odpowiedzieć swoim delikatnym głosem na Twoje uwagi gdy przełknęła kilka kęsów.

Jest też wielu, którzy wiedzę na temat najpotężniejszego królestwa ludzi mają ogromną. I czy faktycznie możemy mówić o tym, iż nic z niego nie zostało? Tu byłabym ostrożna w rozważaniach. Ponoć skarby i pozostałości Netherilu są wieczne. Choć nie mnie to oceniać, gdyż żadnego nie posiadam.

Kolejna pauza by coś zjeść i by nacieszyć się chwilą milczenia. Przegryzła kolejnych kilka kęsów i napiła się wywaru, który swoją drogą bardzo mocno rozgrzewał i Ciebie. W smaku był nieco cierpki ale bez dwóch zdań zaspakajał pragnienie.

Zatem jesteś Tym, który często stoi za "rytuałem przejścia". Nie powiedziałabym jednak, że celem życia jest śmierć. Bardziej jest to skutek. Ja wbrew pozorom mam wiele innych celów w życiu choć każdy może zakończyć się śmiercią. Sama śmierć jest tylko chwilowym efektem, gdyż przecież dalsze, życie czeka nas w zaświatach o czym często prawią kapłani wszystkich bóstw. Przynajmniej w tym są zgodni.
Odpowiedz
- Jeśli mówić o materialnych pozostałościach, to skarby nie różnią się niczym od ruin, zagrzebanych pod piaskiem. Tak jak grobowiec jest pozostałością po człowieku, którego życie skończyło się dawno. Nie czyni go to trwalszym, nie zmienia też jego stanu. Co zaś się tyczy celu - ciągnął, z przyjemnością wdychając parujący z kufla aromat gorących ziół. - to jest rzeczą jasną, iż ty sama, pani, nie uważasz śmierci za cel swych poczynań. Nie zmienia to jednak faktu, że twe życie, którego bieg nigdy nie jest zależny w pełni od twych zamiarów i intencji, zmierza zawsze do tego samego punktu. Śmierć określa sens i istotę życia, nadaje mu formę i wartość. Bez śmierci, życie byłoby ledwie pustym trwaniem. Istnieniem, pozbawionym kształtu. Lecz to właśnie w śmierci odnajdziemy swój ostateczny spokój i prawdę o sobie, którą ujrzymy w obliczu Milczącego Władcy. A kapłani... - szybko uniósł i opuścił brwi. - Są wśród nich ludzie uczeni i światli. Jednak nawet tacy nie widzą całej prawdy. Nie negujemy istnienia bogów, sami nie wyznajemy żadnego, poza uosobieniem Śmierci, jakim jest Milczący Władca. Jednak nie bogowie warci są czasu, uwagi i wysiłku śmiertelnych. Wszyscy, nawet bogowie, są niczym wobec jej potęgi i także ich, tak zwanych "nieśmiertelnych" w końcu ona dosięga.
Odpowiedz
Nie mogła zaprzeczyć logice jego wywodu ale jako, iż była kobietą i to dość przebiegłą nie zamierzała się poddawać w tej dyskusji. Teraz mogłeś odczuć, że traktuję to jako słowny pojedynek w którym właśnie wytoczyłeś przeciw niej ciężkie działa. Uśmiechnęła się lekko przykrywając tym samym swoją niepewność po czym upiła wywaru i wzięła kilka kęsów strawy by odrzec Ci po chwili.

Śmierć jednak nie jest końcem życia lecz początkiem nowego. Choć to dobiega końca w tym drugim wedle tego co mówią kapłani czeka nas drugie nieśmiertelne. Kolejna egzystencja w której nic nam nie będzie zagrażało.

Nawet nie wiedziała jak bardzo była w błędzie, ale na dobrą sprawę kwestie kosmologiczne były znane nielicznym.

Czy śmierć rzeczywiście dosięga bogów? Wedle legend tak, lecz czy są one prawdziwe tego nikt nie jest w stanie udowodnić. Na dobrą sprawę nie wiele wiemy o zamierzchłych czasach i choć przetrwały pewne elementy z nich to jednak całej prawdy nie poznamy. Tacy zwykli mieszkańcy Torilu jak my mogą jedynie pogdybać na temat tego co się wydarzyło kiedyś i co się wydarzy po naszej śmierci. Inna sprawa , że ponoć potężne jednostki mogą zostać przywrócone ponownie do tego świata i tym samym pokonują śmierć. Legendy też o tym opowiadają.
Odpowiedz
Uśmiechnął się na te słowa, gdyż cała rozmowa sprawiała mu przyjemność nie mniejszą, niż smakowity posiłek.
- Ależ pani, zaczynasz przeczyć sama sobie. Z jednej strony poddajesz w wątpliwość ostateczną prawdę o naturze śmierci na podstawie teoretycznych twierdzeń kapłanów różnych religii, mających tak różne wyobrażenia o wieczności, jak różni są ich bogowie. Z drugiej zaś poddajesz w wątpliwość przewagę śmierci nad bogami, których jedynym dowodem istnienia są teorie kapłanów i wiara wyznawców, choć według tych samych teorii, które przed chwilą podałaś za argument, Myrkul czy Baal stanowią żywy - czy też raczej: martwy - dowód na potęgę Milczącego Władcy.
Odpowiedz
Ależ o istnienie bogów wiemy miedzy innymi z czasów kłopotów. Ludzie doświadczyli obecności tych bytów na Torilu. wiara zetem nie ma tu nic do rzeczy... Istnienie bogów to fakt. Nie znany jest nam jednak sposób i przyczynek do zmiany bogów w poszczególnych do menach. Nie mamy też pewności czy wymienieni przez ciebie bogowie rzeczywiście nie żyją. O ile samych bogów mogliśmy doświadczyć na ziemi to nikt nie widział zabójstwa któregokolwiek. A przynajmniej ja nie znam takiej osoby, która by się tym chwaliła. Jeśli nawet bogów spotyka śmierć to co się z nimi dzieje? Czy stają się tym czym ludzie po śmierci? To pozostanie dla nas wielką tajemnicą. Śmierć zatem nie jest ostatnim sędzią.

Odpowiedziała lekko się rumieniąc na twarzy, gdy wytknąłeś jej błędny tok rozumowania... Dała się złapać lecz nie zamierzała się poddać... jak uwięziona tygrysica walczyła do końca używając wszystkich znanych sobie sposobów na przetrwanie. Przerwała odpowiedż i ponownie upiła wywaru po czym skoncentrowała się na posiłku.
Odpowiedz
Taka zawziętość zawsze bawiła go, choć była to przyjemność pozbawiona protekcjonalnej wyższości. Ludzie związani emocjonalnie ze swymi poglądami, określającymi ich sposób życia, zwykle reagowali bardziej lub mniej żywiołowo w konfrontacji z innymi. Ich, braci Długiej Śmierci, uczono spokoju, wyważenia, dystansu. Van nie czuł konieczności przekonania kobiety za wszelką cenę o słuszności swego stanowiska. To, czy zdołałby to zrobić, czy nie, nie zmieniłoby w żadnym stopniu ostatecznej prawdy.
- Wiemy na pewno...? - powtórzył stwierdzenie, zmieniając je w pytanie. - Cóż, przyznam, pani, że nic mi o tym osobiście nie wiadomo, gdyż nie było mnie wówczas na świecie. Czasy Kłopotów, podobnie jak inne historie, podania i legendy na temat bogów, są, niezależnie od ich wiarygodności, jedynie słowami ich autorów. W wypadku bogów zaś, autorami tych słów i przekazów, co do których prawdziwości jesteś, pani, tak pewna, są właśnie kapłani. Ale zostawmy jałowe rozważania o kwestiach, których nie jesteśmy w stanie ostatecznie rozstrzygnąć. - machnął ręką, zaraz potem chwytając nią kubek z napojem, z którego ochoczo wychylił kolejny łyk.
- Przyjmijmy, że bogowie istnieją, w takiej wielości i postaciach, jak opisują to kapłani i ich religie. Przyjmijmy, że istnieje też forma istnienia po śmierci, o której naturze nie wiemy nic poza tym, że podlegają jej również bogowie, w tym nawet sami "bogowie śmierci". Czy takie istnienie, jakiekolwiek by ono nie było, można nazwać życiem? Moim zdaniem nie. Śmierć nie oznacza niebytu, próżni i zatracenia. Przynajmniej nie zawsze. O tym, co dzieje się z nami w chwili, gdy docieramy do kulminacyjnego momentu naszego życia i przekraczamy go, decyduje wyłącznie Milczący Władca. Na jakiej podstawie? Według jakich kryteriów? To wie już tylko On. Mój Zakon wierzy, iż ocenia On nas na podstawie tego, jak służyliśmy mu również poprzez zrozumienie istoty życia. Jednak prawda, jakkolwiek cierpka i niechciana przez kobietę tak piękną, błyskotliwą i pełną witalności - skłonił lekko głowę w stronę rozmówczyni - pozostaje ta sama: śmierć jest celem każdego życia. Wszystko, co dzieje się przed jej nadejściem, jest ledwie jej przyczyną. To, co nadchodzi po spotkaniu z Cichym Władcą, stanowi wyłącznie jej konsekwencję. Rzecz nie w tym, by popaść w rozpacz i fatalizm, lecz by zrozumieć śmierć i jej znaczenie. A potem, na podstawie tej wiedzy, zrozumieć jak żyć.
Odpowiedz
Nic nie rozumiesz! Nie dojdziemy do porozumienia bo wogóle mnie nie słuchasz!

Niemal krzyknęła na Ciebie po czym zrobiła kwaśną minę, nie mówiąc już, że zapomniała o wymaganym "Pan". Spojrzała na jedzenie i odstawiła talerz nieco dalej.

Teraz już zupełnie straciłam apetyt. Tylko się napije.

Zaczęła się rozglądać po przybytku choć dalej pozostawaliście sami nie licząc gospodarza. Ty zaś właśnie byłeś świadkiem pewnego charakterystycznego dla kobiet zachowania, zwanego potocznie fochem.
Odpowiedz
Kąciki ust uniosły się nieznacznie. Zabawne. I nieco rozczarowujące. Rozsiadł się jednak wygodniej, jakby sama cisza była dla niego przyjemnością, którą faktycznie stanowiła. On również postanowił nacieszyć się napitkiem, chłonąc niespiesznie każdą kroplę jego uspokajającego i rozgrzewającego aromatu. Jeśli kobieta nie zamierzała ciągnąć dalej tej rozmowy, on nie miał powodu jej do tego namawiać. Wówczas zapłaciłby jedynie za strawę i wyszedł. Jeśli miało być przeciwnie, wówczas podjąłby ją w dowolnym momencie urwanego wątku.
Odpowiedz
Oczywiście duma kobieca jest znacznie większa niż wszystkie magazyny w tym mieście toteż posiłek dokończyłeś w milczeniu. Niewiasta co jakiś czas tylko spoglądała na Ciebie swoimi czerwonymi oczyma. Ostentacyjnie popijała wywar, który jej zamówiłeś. Skończywszy posiłek wyszedłeś z przybytku wcześniej płacąc karczmarzowi tak, jak zamierzałeś. Dzień był nad wyraz przyjemny. Słoneczko świeciło dość jasno, a niebo było niemal bezchmurne. Zdecydowanie powietrze na dworze wydawało się cieplejsze niż w gospodzie podczas śniadania. Na brukowanej ulicy ruch był dość umiarkowany. Widziałeś ludzi zmierzających głównie w stronę jednego z rynków albo udających się w kierunku doków, które były najbardziej ruchliwą i zatłoczoną częścią miasta. Same Miasto Wspaniałości nie było tak wspaniałe, jak mogło by się wydawać. Ciasna zabudowa drewnianych "kamieniczek" sprawiała, iż wielu ludzi mieszkało stłoczona na małej powierzchni. Miałeś szczęście, że Twoja karczma nie należała do ciągu takich budynków i w porównaniu do nich musiała być bardziej wygodna. Na pewno nie stąd wywodził się przydomek Waterdeep, gdyż osiedlu w którym przebywałeś daleko było do miana wspaniałego.
Odpowiedz
Chodź wygody i luksus nie miały dla niego znaczenia, cieszył się, że tym razem nie przyszło mu nocować pod gołym niebem w dzielnicy portowej, gdzie oprócz nieudolnych rzezimieszków usiłowałby zabić go nieznośny smród. Waterdeep i tak radziło sobie lepiej, niż większość metropolii jeśli chodzi o kwestie sanitarne, co wynikało zapewne z zaawansowania technicznego miejscowej społeczności.
Obserwując mimochodem rutynę codziennego życia obywateli i przyjezdnych, mnich szedł spacerowym tempem w stronę swojego tymczasowego lokum. Spożywszy suty, smaczny posiłek nie potrzebował wiele więcej przed przystąpieniem do wykonywania zadania. Mimo to będzie musiał raz jeszcze przejrzeć swą podróżną torbę i sprawdzić, czy ma wszystkie niezbędne mikstury, czy też przyjdzie mu przyrządzić kilka brakujących. O broń i pancerz nie musiał się troszczyć. Dobrze będzie też raz jeszcze przemyśleć wszystkie kwestie i oczyścić umysł poprzez medytację, na względnej osobności wynajmowanego pokoju.
Odpowiedz
← Sesje FR

Sesja Wiktula - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...