Sesja Wiktula

Ruszyłeś spokojnym krokiem do swojego pokoiku. Znajdował się on w jednej z drewnianych "kamieniczek" mieszczącej się przy następnej poprzecznej ulicy czyli w niewielkiej odległości od karczmy w której zjadłeś posiłek. Po kilku minutach marszu znalazłeś się przed wejściem do budynku i rozpoczęłaś wspinaczkę na ostatnie, drugie piętro gdzie mieścił się twój pokoiki. Klatka schodowa składała się z dwóch wejść na każdym poziomie i ze sporych drewnianych schodów prowadzących na kolejny poziom. Na parterze stał jakiś kwiat w ceramicznej doniczce, ale to jedyna roślina jaką widziałeś w tym budynku, włączając w to twój pokój. Gdy znalazłeś się na schodach między pierwszym, a drugim piętrem usłyszałeś, ze u góry ktoś jest. Mogło to oznaczać dwie rzeczy... Albo ktoś wprowadził się do pokoiku obok albo... ktoś nieproszony tam się znajduję. Dlaczego druga opcja wchodziła w grę? Bo właściciel pokoików przed wynajęciem Tobie powiedział, iż już pięć miesięcy szuka kogoś kto zamieszka u góry. Czyżby nagle miał takie szczęście, że znalazł dwóch lokatorów w dość krótkim czasie. Odgłosy nie były głośne więc jeszcze nie mogłeś wywnioskować z którego pokoju się wydobywają.
Odpowiedz
Ciekawe...
Zupełnie spokojnie, przenosząc ciężar ciała kolejno z końca pięty, na moment na śródstopie i dalej na palce, przy jednoczesnym spięciu mięśni uda, bardzo niespiesznie skradał się po kolejnych stopniach, starając się rozlokowywać nacisk tak, by równomiernie rozchodził się po sfatygowanych drewnianych stopniach. Pokonując stopień za stopniem tak, jakby każdy z nich obłożony był zestawem brzytw, nasłuchiwał i obserwował. Ktokolwiek to był, mógł popełnić zwyczajny błąd, znajdując się w pokoju bardzo niewłaściwego człowieka. Ktokolwiek to był, ten błąd mógł kosztować go życie.
Podchodząc do drzwi pokoju Varenberg wciąż skupiał się na odległości dzielącej go od nich. Gdyby któryś ze stopni zaskrzypiał lub któryś z intruzów otworzył je i wyszedł, wiedziałby ile kroków i ruchów musi wykonać, by zająć się nim należycie.
Odpowiedz
Byłeś bezszelestny podczas wchodzenia do góry. Minąłeś wszystkie schody i znalazłeś się na piętrze. Odgłosy nie ucichły i teraz mogłeś je swobodnie zlokalizować. Dochodziły z wynajmowanego przez Ciebie pokoju. Ktoś ewidentnie grzebał w Twoich szafkach bo usłyszałeś stukot drewna oraz czyjeś kroki. Twój wrażliwy słuch szybko uświadomił Cię, iż znajduje się tam jedna osoba. No chyba, że druga pozostaje w bez ruchu. Byłeś zaledwie trzy kroki od drzwi, te jednak cały czas pozostawały zamknięte.
Odpowiedz
[Zakładam, że korytarz jest dość wąski, jak to w typowych piętrowych karczmach, wobec czego drzwi otwierają się do wewnątrz pokoju. Jeśli przeciwnie, to napisz, a zmienię nieco post]

Nasłuchujący mnich uśmiechnął się z mściwą satysfakcją. Ktokolwiek poszukiwał czegokolwiek cennego w jego bagażu, srodze się zawiódł. Nie był rycerzem zbrojnym w cenne pancerze i oręż, awanturnikiem gromadzącym artefakty, ani magiem, taszczącym ze sobą stragan magicznych przedmiotów.
Najprostszym i najbardziej kuszącym rozwiązaniem było wpadnięcie do pokoju wraz z drzwiami i zgniecenie zaskoczonego rabusia jednym celnym kopnięciem z doskoku. Pomieszczenie nie było szczególnie przestronne, mniej więcej 4 na 4 metry, co oznaczało, że niezależnie od pozycji rabuś znajdowałby się w jego zasięgu. Zwykły kieszonkowiec, czy może ktoś wysłany przez osoby zainteresowane dziwnym mnichem w Mieście Cudów, nie miałby raczej szans choćby na zdziwienie się, nie mówiąc o uniku, wobec jego umiejętności...

Pycha. Jedna z pierwszych wad sługi Milczącego Władcy, którą jego mistrzowie wybijali z głowy jemu i jego braciom w trakcie morderczych treningów. Milczący Władca może spojrzeć na nas oczyma każdej żywej istoty. Lekceważenie którejkolwiek z nich, jest lekceważeniem Jego. To błąd, na który czeka i którego nie wybacza.
Rabuś, choćby nawet był nędznym rzezimieszkiem, mógł być wyposażony np. w małą ręczna kuszę, zwaną też "asasynką". Jeśli wystarczyłoby mu refleksu, a Vanowi nie wystarczyłoby szczęścia, jego zabójcza szarża okazałaby się zabójcza wyłącznie dla niego.
Nie było potrzeby się spieszyć. Skoro intruz wszedł do pokoju, będzie musiał kiedyś z niego wyjść. Wtedy wszystko potoczy się łatwo. Van przeszedł jeszcze trzy ostrożne, ciche kroki i stanął naprzeciw drzwi, wciąż nasłuchując. Gdy tylko złodziej zbliżyłby się do wyjścia, drzwi otworzyłby się dla niego nieco szybciej i gwałtowniej, niżby sobie tego życzył.
Nie było potrzeby się spieszyć. Mnich czekał, cichy i cierpliwy. Jak Śmierć.
Odpowiedz
Bez najmniejszego problemu podszedłeś pod drzwi swojego pokoiku, które otwierały się do wewnątrz. Stanąłeś tak, jak zamierzałeś i czekałeś na rozwój wypadków. Cały czas słyszałeś odgłosy dochodzące z pokoju i co ciekawsze stawały się one coraz głośniejsze. O ile na początku było to szuranie to teraz przekształciło się w stukanie.

Kurwa! Nic Tu nie ma! A miała być pewna robota!

Usłyszałeś męski ale wysoki głos dobiegający z pokoju, a następnie uderzenie i lekkie wibracje podłogi jakby coś na nią upadło. Coś ciężkiego... Dźwięk łamanego drewna. Cisza i znowu przekleństwa.

Psia mać! Utłukę Falmara.

Kroki, ale w stronę drugiej części pokoju, a nie drzwi. Czyżby w stronę okna...
Odpowiedz
[ sądziłem, że skoro nie wspominasz o oknie, to oczywistym jest, że go nie ma. To dość istotna informacja ]

Przez okno? W biały dzień, w niemal samo południe na ruchliwą ulicę brukowaną kamienną kostką, na którą trzeba skoczyć z wysokości pierwszego piętra? Złodziej musiał być jednak głupszy, niż sądził, ale mimo to nie miał ochoty na ewentualny pościg po mieście między przechodniami.
Chwytając w jedną rękę shuriken, którym na małej odległości rzucał dosyć celnie, pchnął gwałtownie ramieniem drzwi, wpadając do wewnątrz. Będąc przygotowanym na natychmiastowy przewrót przez bark, gdyby rabuś wycelował w niego kuszę lub rzucił sztyletem, Van zamierzał zgodnie z pierwotnym planem doskoczyć do niego błyskawicznie i równie błyskawicznie unieszkodliwić, oczywiście nie zabijając. Gdyby z jakiegoś względu miałoby nie być na to czasu, shuriken rzucony między łopatki lub w brzuch skutecznie spowolniłby lub unieruchomił cel, również nie powodując zbyt szybkiej śmierci.
Odpowiedz
[Ja założyłem, że oczywistym jest, że w pokojach są okna:) Przepraszam, mój błąd teraz będę dokładniej opisywał]

Wpadłeś błyskawicznie do pomieszczenie tak, że aż drzwi walnęły o ścianę. Nie musiałeś jednak robić jakiegokolwiek przewrotu, gdyż moment na działanie wybrałeś idealny. Złodziejaszek właśnie przekładał jedną nogę przez okno, także większą częścią ciała był w pokoju i to plecami do Ciebie. Ciśnięty Shuriken wbił się w jego lewą łopatkę co wywołało głośny jęk i sparaliżowało, najprawdopodobniej ze strachu, mężczyznę dając Ci cenne sekundy. Sam złodziej ubrany był w skórznie i miał na głowie kaptur. Był dość wysoki, gdyż mierzył ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Jedynym widocznym uzbrojeniem były dwa sztylety przy pasie. Poza tym miał na sobie skórzane czarne buty i spodnie, a przy pasie sakiewkę, najprawdopodobniej swoją bo ty nie miałeś pieniędzy w pokoju. Dłonie miał puste i właśnie trzymały się parapetu i ściany. Twarzy nie widziałeś, gdyż jeszcze nie zdążył się odwrócić Twoją stronę. W pokoju zaś panował bałagan. Jedna z dwóch szafek była wywrócona na podłogę. Zaś Twoje nieliczne rzeczy porozrzucane po pokoju, a łóżko wywrócone do góry nogami. Mało finezyjny sposób na przeszukanie pokoju wybrał sobie złodziej.
Odpowiedz
Bez chwili namysłu podbiegł do wstrzymanego trafieniem przez shuriken złodzieja i chwytając go jedną ręką za głowę, drugą zaś za bark, z całej siły pociągnął w dół, w stronę podłogi. Gdy tylko intruz spotka się z podłogą, co dodatkowo oszołomi go przez uderzenie potylicą w deski oraz przeniesie ciężar ciała na wbity już w nie shuriken, mnich poprawi mu jednym, soczystym butem w szczękę, dla szybkiego i pewnego knockoutu.
Odpowiedz
Mężczyzna odzyskał panowanie nad bólem i już miał wyskoczyć przez okno ale... było już za późno. Twoje dłonie chwyciły go za głowę i bark. Uderzenie serca później człowiek wylądował z potężnym impetem na ziemi. Jęknęła z bólu, gdyż shuriken musiał się wbić nieco głębiej w jego łopatkę. Głową zaś przy grzmocił o podłogę co zapewne zamroczyło go solidnie. Jednak to kopniak w szczękę pozbawił go przytomności. Przekroczyłeś dość szybko próg jego bólu i mężczyzna odpłyną. Szczęka oczywiście była złamana ale z głowy nie ciekła kałuża krwi, w przeciwieństwie do barku. Teraz mogłeś przyjrzeć się jego twarzy. Nie był starszy niż czterdzieści lat, a jego prawy policzek zdobyła poprzeczna blizna. Zębów miał niewiele a sam jeszcze wykopałeś kolejne dwa, sprawiając iż warga oraz dolne dziąsła zalała krew. Cóż... złapałeś go i nawet zachowałeś przy życiu choć po spotkaniu z tobą będzie musiał leczyć się kilka miesięcy... oczywiście o ile je przeżyje.
Odpowiedz
Nic na to nie wskazywało. Varenberg przeszukał go dokładnie, odbierając wszystkie posiadane przedmioty. Rozejrzał się po kipiszu, który urządził w jego pokoju i poszukał wzrokiem liny, która stanowiła część jego niewielkiego podróżnego ekwipunku. Był to mocny, konopny sznur, zdecydowanie zbyt krótki, by służyć jako zabezpieczenie przy schodzeniu z dużych wysokości, ale nie takie było jego przeznaczenie. Niecałe dwa metry grubego jak połowa pięści sznura doskonale unieruchamiało wszelkich delikwentów, którzy mieli nieprzyjemność poznać się z Vanem bliżej. Jak na przykład ten oto złodziejaszek.
Mnich skrępował go szybko, zawiązując ręce z nogami tak, by możliwie najboleśniej rozciągnąć mięśnie i stawy, lecz bez wywichnięcia ich. Następnie, trzymając za sznur, przeciągnął intruza po podłodze (uprzednio wyjmując shuriken, by nie poczynić zbyt wielkich szkód) i zszedł z nim po schodach na dół. Wątpił, by miał się obudzić przy częściowym zrzucaniu po schodach, ale nie miało to znaczenia. Znalazłszy się na dole, ignorując ewentualne spojrzenia i komentarze zaskoczonych gości, wydał krótkie polecenie:
- Karczmarzu, piwnica. Niech nikt nam nie przeszkadza.
Odpowiedz
Gdy przeszukałeś złodziejaszka znalazłeś przy nim srebrną obrączkę z napisami w języku, którego nie znałeś. Ponadto sakiewkę z 67 srebrnikami oraz dwa sztylety, z których jeden był posrebrzany. Miał na sobie też ciuchy ale nic nie wydawało się cennego. Jako, że nic nie zginęło z Twojego pokoju to po krótkim czasie znalazłeś linę, której szukałeś w jedne z przewróconych szafek. Bez problemu solidnie związałeś mężczyznę tak, ze jak się ocknie nawet nie drgnie. Kilka chwil później stałeś na schodach na parterze, a przed tobą leżał złodziejaszek. Wywołałeś nie małą konsternację na twarzy karczmarza ale twoje spojrzenie zrobiło swoje... Nie zamierzał on póki co dyskutować z Tobą. Lewą ręką wskazał zaplecze i ruszył w tamtą stronę.

Piwnice mam tam... Za mną...

Powiedział drżącym głosem.
Odpowiedz
- Niech nikt nam nie przeszkadza. - polecił karczmarzowi cicho, gdy już dotarli na miejsce, tonem nie pozostawiającym miejsca na sprzeciw lub pytania. Rzucił złodzieja bezwładnie w kąt, dokładnie zamknął drzwi, rozejrzał się po piwnicy, mimochodem oglądając jej zawartość. Następnie, na ile było to możliwe, przeniósł złodzieja w najdalszy od wyjścia róg pomieszczenia. Rozejrzawszy się raz jeszcze po zawartości piwnicy, wziął z półki słoik z pieprzem lub mocnymi, aromatycznymi przyprawami (najlepiej ostrymi w smaku lub zapachu) i użył ich w charakterze soli trzeźwiących. Jeśli zabrakło takowych środków (albo też nie widać było ich nigdzie na wierzchu), zaczekał aż nieprzytomny sam się obudzi.
- Zadam ci pytania, a ty będziesz odpowiadał. - oznajmił spokojnie, ignorując ewentualne jęki i złorzeczenia, jakie po przebudzeniu mógł wystosować bandzior pod jego adresem. - Jeśli tego nie zrobisz, ja zacznę robić tobie rzeczy, o których wolałbyś nie wiedzieć. Jeśli wiesz, kim jestem, nie muszę zapewne tłumaczyć, dlaczego powinieneś uniknąć tego scenariusza. - ściszył nieco głos, lekko pochylając się nad schwytanym mężczyzną. Następnie wyprostował się i zaczął procedurę:
- Pierwsze pytania będą bardzo proste: kim jesteś, jak się zwiesz, po co i dlaczego znalazłeś się w moim pokoju. - wyrzucił na jednym wdechu, wciąż tym samym, beznamiętnym tonem.
Odpowiedz
Karczmarz zamierzał protestować jak już znaleźliście się na zapleczu ale twoje spojrzenie ostatecznie rozwiązało tę kwestę.

Tutaj...

Wskazał drzwi i dodał zdenerwowanym i lekko drżącym głosem.

Oczywiście.

Karczmarz podał Ci lampę oliwną i odszedł. Zawlokłeś swojego więźnia do piwnicy, która pełniła rolę spiżarni. Widziałeś sporo suszonego mięsa i jakieś pozamykane skrzynie. Na ścianie na prawo od wejścia zobaczyłeś półkę z przyprawami, zaś po drugiej stronie stały beczki, zapewne z alkoholem. W pomieszczeniu nie było okien toteż jedynym źródłem światła była lampa, wystarczała jednak zupełnie także widziałeś piwnicę w całej okazałości. Szybko znalazłeś odpowiednie przyprawy i w kilka chwil później urządziłeś niemiłą pobudkę mężczyźnie który próbował Cię okraś. Miał mętny wzrok i zaczął się szamotać jak otworzył oczy ale szybko zrozumiał, że to nie ma sensu. Dopiero wtedy dostrzegł Ciebie, A na jego twarzy pojawiło się prawdziwe przerażenie, które dopełnił twój głos. Nic nie powiedział, gdy mówiłeś, a gdy skończyłeś zapadła chwila milczenia. Człek przerwał ją drżącym i łamiącym się głosem...

Ja, ja, ja... Avir Veris... To miało być zwykłe zlecenie... tak mi powiedziano... miałem dostać mały dodatek od tego co znajdę... ale ale tam nic nie było.... nic... ja nie wiedziałem.
Odpowiedz
Pokiwał wolno głową w geście zrozumienia, następnie uderzył go w twarz grzbietem dłoni, tuż pod nasadę palców.
- Ból jest bardzo pomocny, Avirze. Pomaga zachować przytomność umysłu wtedy, gdy usiłuje obezwładnić nas strach. - tłumaczył spokojnie, nachylając się nad więźniem. - Widzę, że z nerwów plącze ci się język, postanowiłem więc pomóc ci dojść do siebie. Nie masz powodów do strachu, Avirze. Na razie.
- Kolejne pytania. Co oznacza "zwykłe zlecenie", kto "tak ci powiedział", co "miało tam być"? Czego szukałeś w moim pokoju, na czyje polecenie się tam znalazłeś? - pytał, wyciągając odebrany złodziejowi sztylet, którym bawił się w rękach niby od niechcenia.
Odpowiedz
Mężczyzna jęknął przyjmując uderzenie, a po nim wcale nie stał się bardziej opanowany. Wręcz przeciwnie, jego morale zdecydowanie malało do czego przyczyniał się jeszcze twój głos i słowa jakie wypowiadałeś.

Ja.. Ja... Ja... To miała być zwykła kradzież... miałem dostarczyć pewien posążek, który ponoć miałeś schowany w pokoju...

Mężczyzna zaszlochał tracąc resztkę swojej godności.

Ale go tam nie było!!! aaaaaa

Minęła chwila nim uspokoił się do reszty i mógł kontynuować.

Nie wiem kto to był... Nie przedstawił się... Zapłacił z góry i wskazał pokój.

Opuścił głowę i dalej szlochał.
Odpowiedz
Varenberg obserwował go bez zaskoczenia. Wielu ludzi dopiero w obliczu śmierci zdawało sobie sprawę z tego, czym jest dla nich życie, choćby najbardziej podłe i nędzne, na jakie było ich stać. Przynajmniej w ten sposób mógł nauczyć ich czegoś przed nadejściem końca.
- Opisz mi go. Jak wyglądał, w co był ubrany, jaki miał głos, wymowę, zapach - wszystko. Gdzie go spotkałeś. Jaka dokładnie miała być to figurka. - pytał, wbijając sztylet na sztorc w podłogę. - Czy mówił coś jeszcze, o czym mógłbyś pamiętać. I przede wszystkim gdzie i kiedy mieliście się spotkać? Im więcej mi powiesz, tym szybciej stąd wyjdziesz.
Odpowiedz
Przerażenie nie znikało z twarzy mężczyzny podczas gdy ty zadawałeś kolejne pytania. Na odpowiedzi musiałeś zatem nieco poczekać, gdyż Twojemu więźniowi z trudem przychodziło szukanie języka w gardle.
My... my... my spotkaliśmy się w jednym z magazynów w dzielnicy portowej. Chyba numer siedem... albo sześć... nie wiem nie bardzo pamiętam. Nie widziałem je... je... jego twarzy. Nie pozwolił mi. Ubrany był w szary płaszcz z kapturem, a fi... fi... figurka miała przedstawiać smoka i być zrobiona z jakiegoś ma... ma... marmuru. Aaaa głos miał twardy i pewny siebie. Bałem się go... Mieliśmy się spotkać w tym magazynie jak... no po skończeniu roboty. Siedem! Tak siedem! Przypomniało mi się.
Odpowiedz
- Magazyn portowy numer siedem... - powtórzył mamrotliwie, bardziej do siebie, niż więźnia. - Po skończeniu roboty... Dzisiaj? - na pół stwierdził, na pół spytał, precyzując datę i godzinę spotkania i gdy uzyskał jasność, wyrwał sztylet z podłogi i wstał.
- Avirze Veris, skup się teraz ze wszystkich sił, bo od tego zależy twoje dalsze życie. - oznajmił, prezentując mu sztylet. - Przetnę ci teraz więzy, a ty zdejmiesz z siebie ubranie. Wystarczy wierzchnia odzież, możesz zachować bieliznę. Następnie poczekasz tu przez chwilę, aż karczmarz przyniesie ci nowe ubranie. Nie będziesz za nie płacił. Zostaniesz w tej karczmie aż do godziny spotkania ze swym zleceniodawcą, ale nie pójdziesz na nie. - tłumaczył mu spokojnie, wciąż trzymając sztylet tak, by złodziej nie spuszczał go z oczu. - Jeśli spróbujesz wyrwać się i uciec, zginiesz. Jeśli spróbujesz mnie zaatakować, zginiesz. Jeśli po moim wyjściu opuścisz tę karczmę zanim minie godzina tego spotkania, zginiesz. Jeśli jednak zrobisz wszystko tak, jak mówię, do końca tego dnia będziesz jadł i pił do woli na mój koszt, a potem nigdy już się nie spotkamy. Czy rozumiesz to, co powiedziałem, Avirze Veris? - upewnił się na koniec, wciąż przeszywając go wzrokiem.
Odpowiedz
Mężczyzna przytaknął lecz nic nie odpowiedział. Miałeś jednak wrażenie, że Twoje słowa wyryły się głęboko w jego psychice i nie będzie próbował czegoś... czego byś sobie nie życzył. Gdy rozciąłeś więzy zaczął się rozbierać ściągając wszystkie rzeczy, które Tobie były potrzebne. Nic już przy tym nie powiedział ale na jego twarzy w dalszym ciągu mogłeś dostrzec to samo przerażenie mimo tego, iż zapewniłeś go o tym, że przeżyje jeśli będzie postępował zgodnie z instrukcjami. Kilka minut później miałeś to co chciałeś a on usiadł w koncie w samej bieliźnie.
Odpowiedz
- Dobrze. - wyraził chłodną aprobatę, zabierając ubranie pod ramię. - Za moment otrzymasz nowy ubiór. Polecę też karczmarzowi znaleźć kogoś, kto opatrzy twoje rany. Zostań w tym budynku do godziny spotkania, a wszystko zakończy się dla ciebie pomyślnie i Milczący Władca wyznaczy inny termin, by wezwać cię przed swoje oblicze. Dowiem się o tym, czy wyszedłeś wcześniej, nie miej co do tego wątpliwości, a wówczas znajdę cię i zabiję. - nie była to groźba, lecz obietnica, co wyraźnie mnich dał mu do zrozumienia. - Jeśli jednak zechcesz nie tylko wyjść z tej sytuacji żywym, lecz również bogatszym, poczekasz tu aż do mojego powrotu. Wówczas znajdę dla ciebie zadnie, za które zapłacę ci korzystną cenę. Wybór między życiem a śmiercią należy wyłącznie do ciebie.
Po tych słowach odwrócił się i wyszedł z piwnicy, udając się prosto do karczmarza. Nakazał mu dać złodziejowi świeże ubranie, połatać jego rany, a także ugościć wedle jego życzenia, zaś koszty wszystkich tych czynności policzyć na rachunek mnicha. Poinformował go też, że pod żadnym pozorem człowiek ten nie może opuszczać jego przybytku, jak również wysyłać wiadomości ani rozmawiać z kimkolwiek aż do godziny podanej przez Vana, która to godzina była jednocześnie terminem spotkania w porcie. Zakończywszy te czynności, wrócił do swojego pokoju, by przymierzyć ubranie złodzieja, a także przygotować się do spotkania, do którego pozostało mu jeszcze...?
Odpowiedz
← Sesje FR

Sesja Wiktula - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...