Chowańce użytkowników

Takowego tematu nie znalazłem, a dziwne to, wszak nie raz nie jedna osoba napomyka o swoim zamiłowaniu do wszelkich zwierzaków i futrzaków

Temat zatem, dla wszystkich, którzy chcą się podzielić jakimiś historyjkami związanymi z jego zwierzęciem domowym, które ma lub miał. Może być to dowolny pupil - kot, pies, słoń, tarantula, świnka morska. Pomyślałem o tym, bo mój kot - Azgul - znów podebrał mi trochę żółtego sera i doszedłem do wniosku, że czasem ciekawiej porozmawiać o zwierzętach niż o ludziach

Zatem obecnie mam u siebie dwa koty. Pierwszy to wspomniamy Azgul, który wychodzi z założenia, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować, czai się pod wanną aż skończę kąpiel tylko po to, by zaraz po moim wyjściu samemu do niej wskoczyć i na pysku ma wręcz wypisane słowo "cwaniak". Podjadał dotąd między wieloma innymi - słód do piwa, zmywaki do naczyń, druciaki do zlewu, ser, ziemniaki i ich obierki (zawsze towarzyszy mi przy obieraniu), czipsy (które wyrywał z ręki tygrysim skokiem nieświadomym gościom) czy wreszcie sam chleb.
Drugi, znacznie starszy, to Salem - człowiek stateczny, spokojny, typowo po kociemu dumny i marudny, którego największą życiową pasją jest spanie oraz mordowanie sznurków i sznurówek.

O innych stworach, które sprowadzałem do swego domostwa, wspomnę później, jeśli temat komuś jeszcze się spodoba
Odpowiedz
A proszę bardzo chętnie pochwalę się moim zwierzątkiem. Jestem właścicielem czarnej kotki o imieniu Perła.Kotka dziś kończy 6 lat.Ma czarne futerko (jak już wcześniej wspomniałem ).Jedno oczko ma zielone drugie żółte.Jej ulubione zajęcia to wylegiwanie się na balkonie w słoneczne dni,ściganie papierowych kulek oraz rwanie gazet.Nie jest kotem specjalnej rasy.Po prostu to popularny dachowiec.Przygarnąłem ją z podwórka gdy miała 2-3 miesiące. Jeżeli chodzi o jej gusta kulinarne to Perła chętnie wcina gotowane jajko,ziemniaka,ser żółty,ciasto(tylko nie czekoladowe).Jednak jak każdy kot ona kocha rybę a już w szczególności surowego szczupaka.Czasami towarzyszy mi podczas grania w gry komputerowe albo przygląda co ja tutaj na forum piszę. A temat mi się podoba Wiktul, więc jeżeli masz ochotę to opowiadaj o tych innych stworzeniach.

\"Kroczysz mroczną drogą, ale jest ona najmroczniejsza dopiero wtedy, jeżeli zamkniesz oczy\"


"Czasami mały aniołek musi utrzymywać pozory"
Odpowiedz
Od czasów protoplastki Pchełki zawsze miałem w domu koty. Ich ród ma więcej lat, niż ja, a na chwilę obecną w domu siedzi dalekie potomstwo Pierwszej Matki. Nazywają się Pręga oraz Mela. Pręga jest matką Meli i pierwszym kotem urodzonym oraz chowanym w domu.

Pręga jest uczłowieczona. Chętnie nawiązuje wszelkie rozmowy, zgłasza sprzeciwy albo daje rady. Jest kotem wielce obrażalskim i melancholijnym. Potrafi siedzieć jak posąg na kanapie i ignorować osobę, która zaserwowała jej afront. Kocha wszystkich domowników, chętnie wita gości. UWIELBIA prace w ogrodzie. Zawsze pomaga, szwenda się wokół pracujących osób, ostatnio nawet przyłapałem ją na wydrapywaniu łapką mchu. Gardzi kiepskim jedzeniem - zadowala ją jedynie surowe mięso, skrawki z szynki albo droga mokra karma. Nigdy nikogo nie podrapała, chociaż jest bardzo łowna i namiętnie zabija myszy oraz nornice. Zawsze broniła domu przed obcymi kotami.

Mela, córka Pręgi jest najgłupszym kotem w historii. Ma słodko-tępy pyszczek. W dzieciństwie jadła tak łapczywie, że duży kawałek mięska przykleił jej się do ściany żołądka. Napojona parafiną dostała szały i go wypluła, ale trzydniowy post sprawił, że zaczęła jeść jeszcze bardziej impulsywnie. Jest złośliwa, potrafi na czyiś oczach obsikać mebel z miną "Masz za swoje". Uwielbia wpełzać pod kołdrę posłanego łóżka. I cichaczem kłaść się na śpiących ludziach. Nie dociera do niej, że ktoś może jej nie lubić. Nie rozumie również, że drzwi na taras oraz frontowe prowadzą na ten sam dwór (trzeba ją wypuszczać tymi, którymi chce). Często chodzi po blatach i stołach, a gdy w zasięgu wzroku ktoś się pojawi, natychmiast schodzi i udaje mile zaskoczoną.

Mam jeszcze szczura. Nazywa się Bonkers, jest łaciaty (biało-szary z krawatem), towarzyski i gruby. Mój brat dostał do od znajomych z grupy na 20 urodziny i przy najbliższej okazji przywiózł do domu, bo Bonkers go denerwował. Podobno znajomi wybrali akurat jego, ponieważ po ich pojawieniu się w sklepie wszystkie szczury schowały się do domków, a on jeden wylazł. Jest nadpobudliwy, nie potrafi się nie ruszać (chyba, że śpi). Gdy jest czymś zajęty, to nie można mu przeszkadzać, bo gryzie (ostrzegawczo). Lubi drapanie, odwdzięcza się lizaniem. Ma malutkie różowe łapki podobne do niemowlęcych. Żywi się przeważnie sucharkami, ziarenkami oraz zupami (uwielbia je). Jest wiernym towarzyszem.
Odpowiedz
To może ja coś napiszę. Miałem psa. Nazywał się Kulka, a był to pudelek (cały czarny). Był to pies złośliwy i chamski. Gryzł wszystko co mu się nawinęło (poduszki zabawki meble kubki czasami). Do rodziny był przywiązany, ale nie lubił innych zwierząt i ludzi (szczególnie dzieci). Jadł wszystko co mu daliśmy. Lubił i siedzieć w domu i biegać na podwórzu. Uwielbiał jeszcze jedną rzecz, a mianowicie sikać w samochodzie. Po tym jak 4 raz ssikał się w aucie oddaliśmy go.
Odpowiedz
U mnie w domu zawsze były zwierzęta, odkąd tylko pamiętam (z tego co opowiada droga mamusia, w czasach, do których nie sięgam pamięcia też były).

Obecnie rezyduje u nas 6 zwierząt. 7 licząc mnie.

Zamieszkuje u nas domowa (nie wychodzi na zewnątrz) 6letnia kocica zwiąca się Katarzyna. Jest dachowcem wziętym ze schroniska, ma nieco dłuższe niż normalnie spotykane wśród dachowców futro i jest szaro-biała. Uwielbia spać i gapić się na mewy za oknem. Panicznie boi się królika i kiedy przypadkowo raz została z nim zamknięta w pokoju, gdy królik był na wybiegu, wyszła z tego pomieszczenia bardziej straumatyzowana niż królik, który wręcz ją stamtąd wygonił. Kaśka uwielbia go jednak drażnić, kiedy ma dostęp do tego pokoju, a Piotruś Pan zamknięty jest w klatce. Poza tym, Lady Katarzyna uwielbia pić wodę z pojemnika do podlewania kwiatów i na zmianę okupuje ze mną naszą wspólną sofę. Jest marudna, nie lubi obcych i tak właściwie to najwredniejszy kot, jakiego kiedykolwiek miałam w domu. Ale nie zaczepia w ogóle świnek morskich, więc nie mam żadnych sprzeciwów. W drzwiach mamy taką dziurę do przejścia dla kotów, która jest permanentnie zamknięta, jednak można przez nią zajrzeć do środka i vice versa. Kaśka zawsze wygląda przez nią, jak słyszy, że wracamy do domu. Ostatnio obudziła nas swoimi okrzykami wojennymi, a kiedy doszłam do schodów prowadzących na dół zobaczyłam, że przez dziurę (była zamknięta dzięki Bogu), zaglądał do środka lis! Kaśka skutecznie jednak go odgoniła.

Poza kotem i królikiem, do którego ja w ogóle się nie zbliżam, bo za każdym razem mnie gryzie (chociaż moja szanowna rodzicielka twierdzi, że jest zupełnie nieagresywny i jej jakoś się nic nie dzieje), zamieszkują u nas 4 świnki morskie.

Pierwsza świnka, którą zakupiłam nazywa się Tuffcia. Imię nie ja wymyśliłam i jakoś wielce mi się nie podoba, ale do niej pasuje. Jest to trójkolorowa świnka mieszanych ras o krótkim włosiu, czyli taki świnkowy kundelek. Ze sklepu przyszła z niespodzianką i dokładnie 2 miesiące po zakupie urodziła małego chłopczyka, który został nazwany Kłapouchy. Nie zamieszkuje on z nami, jednak regularnie chodzę go odzwiedzać.
Tuffcia jest typem zazdrośnika. Jeśli nie zostanie pierwsza wyciągnięta z klatki na wybieg to obraża się, pójdzie do kąta i w ogóle nie będzie chciała wyjść, co równa się z tym, że ja muszę sama wejść do klatki, żeby ją wyciągnąć. Jest najodważniejsza z grupy i najchętniej podchodzi do obcych, chociaż jedyna osoba, do której przybiega, kiedy jest na wybiegu to ja. Po długogodzinnym bieganiu często kładzie się koło mojej nogi i zasypia. Drugim jej ulubionym miejscem na długie drzemki jest mój biust. Oczywiście, jeśli Tuffcia chce być teraz już być wzięta na ręce, to znaczy, że ja muszę rzucić wszystko i ją wziąć, bo inaczej wchodzi na piętro drewnianego domku i będzie tak długo w niego pukać tylnymi nóżkami, aż ja na głowę dostanę, wstanę i wezmę ją na te ręce. Z wielu rozmów z innymi właścicielami świnek morskich dowiedziałam się, że ich podopieczni nie wytrzymują u nich na kolanach dłużej niż 15 minut bez sikania. Było to dla mnie niesamowitą rewelacją, bo Tuffcia potrafi pół Piratów z Karaibów ze mną obejrzeć bez jakichkolwiek problemów, a gdy jej się siedzenie u mnie znudzi po prostu zaczyna się wiercić i wtedy odkładam ją do klatki. Swoją drogą, byłby z niej niezły stomatolog, bo strasznie lubi zaglądać ludziom do ust. Odważna jest, w ogóle nie boi się, że ktoś jej tą głowę może odgryźć. Dobra z niej alpinistka i potrafi wejść nawet i na głowę, co robi notorycznie przy obcinaniu pazurków. Poza tym nie jest zbyt wokalna i nie wydziera się tak, jak reszta stada chyba, że... ją kąpie. Jak tylko wchodzimy do łazienki to zaczyna się taki lament, że nieraz dźwięczało mi potem w uszach.

Druga świnka, jaka zawitała do mojego życia, nazywa się Koniczyna. Została zaadoptowana z organizacji ratującej zwierzęta, a jej historia polega na tym, że została odebrana właścicielowi, który zostawił ją w zimę na dworze i całkowicie o niej zapomniał. Koniczyna była kiedyś przywódczynią tego naszego świńskiego stada, ale po akrobacjach jakie wyczyniała przy wychodzeniu z klatki doznała urazu miednicy, a pałkę dowódcy przejęła inna świnka. Koniczyna nie należy do najodważniejszych, chociaż jest najstarsza, i zazwyczaj piszczy na całe gardło, kiedy tylko jakaś inna świnka bądź ludzka ręka się do niej zbliża. Aktualnie mieszka sama na piętrze klatki i tak już pozostanie, bo co chwilę dostaje ataków 'astmy' ze zdenerwowania. Z tego co się orientuję i z ocenienia uzębienia u niej przez weterynarza, ma około 6ciu lat. Niby taka z niej cicha woda, ale kiedy słyszy, że otwiera się lodówka potrafi piszczeć głośniej niż nie jeden czajnik, przy czym niesamowicie podskakują jej przy tym uszy.

Trzecia świnka jaka do nas zawitała, przyjechała z nami z zakupów 'tylko po karmę dla świnek' w tym samym czasie co królik. W sklepie miała nieco zaropiałe oczka i nie była okazem zdrowia, więc automatycznie została przeze mnie zakupiona. Różyczka cierpi na zaćmę w obu oczkach i swego rodzaju niedosłuch. Chociaż najmłodsza (około 3 latek), jest największa i do jej kochanego łebka najwyraźniej nie dochodzi, że nie może zmieścić się w dziurę o szerokości dwa razy mniejszej niż jej pupa. Mimo to uparcie próbuje wleźć wszędzie, gdzie tylko się da. Czasami przez przypadek na coś wpadnie, albo stuknie o coś głową, gdy się rozpędzi, ale jest raczej okazem świńskiego szczęścia. Nie lubi obcych i lubi na nich sikać, więc gdy odwiedza mnie ktoś nie widniejący na top liście, a koniecznie chce potrzymać którąś ze świnek, no to... Nie ma chyba takiego koloru, którego w jakiejś odmianie nie ma na sobie Róża. Jest rozetką i z tego, co wyczytałam, najprawdopodobnie rasową.

Ostatnim mieszkańcem, a przynajmniej mojego pokoju, jest Pedro. Czarno-brązowa rozetka, która kiedyś była w pełni chłopem. Około 4-5letni Pedro jest największym rozrabiaką całej ferajny i nienawidzi Koniczyny (jeden z powodów, dla których wspomniania mieszka sama), uwielbia za to Różę i często śpią koło siebie. Uparcie stara się zdominować stado, chociaż jego próby zdominowania Tuffcia, zagonienia jej w kąt czy w ogóle zwrócenia jej uwagi na siebie kończą się z tym, że ma obsikany nos. Gościu po prostu nie rozumie, że Tuffcia nie ma nad sobą władzy. Pedro to taki typowy chojrak, dużo gada, ale jak się do klatki podejdzie to ucieka.
Jak z Różyczką, jest idealną świnką do położenia komuś na kolana, kogo nie chce się raczej przez jakiś czas widzieć u siebie w domu. Nie dość, że się na niego zleje... to może i ugryzie.

Ostatnim moim pupilem jest Łysa. Krowa rasy polskiej czerwonej, ma 15 lat i jest po prostu oazą spokoju. Wszystko z nią można zrobić, a ledwo się ruszy. Uwielbia wodę z arbuzem oraz chlebem i należy do najczystszych krów, jakie kiedykolwiek widziałam. Rzadko zdarza się, żeby położyła się na to, co *no wiadomo*, więc przygotowywanie jej do dojenia jest istną przyjemnością. W przeciwieństwie do innych krów, które zazwyczaj stoją z nią razem w szopie...
Odpowiedz
Ta opowieść o świnkach jest po prostu przecudnie urocza

Opowiem zatem trochę więcej o swoich innych stworach, których również miałem w obfitości, choć może nie tak obszernie jak Eirin.

Pierwszym kotem obecnym w moim domu, jeszcze przed moim przyjściem na świat, był Zor. Był to kocur wielkości żbika, kruczoczarny, prawdziwy predator i leniwiec, który specjalizował się w łowieniu szczurów (co, jak niektórzy mogą nie wiedzieć, nie każdy kot potrafi). Podobno gdy się urodziłem z wielkim zainteresowaniem zaglądał do pyzatego, gadającego z sufitem bachora w wózku i starannie go pilnował

Kolejnym kotem, którego już pamiętam, był Psot. Typowy, łaciaty dachowiec, biały w czarne i brązowe łaty, który uwielbiał na mnie polować Pozwalał się wozić w plecaku pociągiem i prowadzać na szelkach na spacery.

Po nim zjawiły się dwa koty, które najdłużej zagościły w domu. Pierwszy, Szaruś, którego wzięliśmy na "jedną noc, mamusiu!", należał do tego rodzaju stworzeń, które nie potrafią jedynie mówić. Faktycznie, miauczał bardzo mało, zawsze milczący, poważny, ale bardzo przymilny i niezwykle inteligentny. Na zawsze zapamiętam scenę, w której Szaruś leżąc w bramie zaganiał swoje potomstwo z powrotem na podwórko, żeby małe pełzaki nie wyłaziły na ulicę. Jego wielką miłością była marchewka z groszkiem i surowe ogórki, które pożerał razem z folią.
Jego przyszywanym bratem był Gonzales. Biały, w czarne łaty, został nieco za wcześnie zabrany od kocicy, w związku z czym nie miał zwyczaju się myć, co pozostało mu do końca życia. Jakkolwiek jego lumpiarski styl (włażenie pod samochody i wycieranie ich dokładnie białym futerkiem, ze względu na co nazywaliśmy go Żulem, od Gonzales - Gonziul - Ziul - Żul) był niezmienny, kot ów zasługiwał w pełni na tytuł Hrabia Gonzales. Samo imię wzięło się od słynnego Speedy'ego Gonzalesa, gdyż młody Ziul zasuwał po mieszkaniu i podwórku z prędkością światła, lecz po paru latach porzucił tę aktywność na rzecz bezgranicznego lenistwa, ustawowego obrażalstwa i nietykalności. Szaruś różnił się od niego w tym względzie, jednak oba świetnie polowały (raz Gonzo złapał srokę, przez co przez tydzień pozostałe czyhały na niego na podwórku i atakowały niczym myśliwce nurkujące) oraz biły się ze wszystkimi kotami w okolicy, powiększając swoje terytorium do ogromnych rozmiarów. Szaruś chadzał z nami na spacery przy nodze, niczym pies, Gonzales łaził bezczelnie przez jezdnię, oddając się czasem swemu hobby - wkurzaniu kaukaza sąsiadów. Siadał na słupku na płocie, na wysokości do której psi odpowiednik grizzly nie mógł doskoczyć i ziewał nań z góry. Psów nie bał się wcale, olewając totalnie, jednak dwa razy zdarzyło się, że owczarek niemiecki sąsiadów i skundlony kaukaz ciotki podeszły do niego, gdy spał. Nigdy więcej już do niego nie podeszły.
Szaruś żył 9, Gonzales 12 lat. Oba ostatecznie przeżyły o jeden wypadek za dużo, mając ich wcześniej na koncie po kilka. Gonzales ostatnie 2 lata przeżył z jednym okiem, choć nie przeszkadzało mu w biciu innych kotów i byciem królem lansu

Równolegle z Szarym i Gonzem przybłąkała się do nas pół dzika kotka Mimi, czarny, anielsko spokojny "kot czarownicy", który potrafił godzinę siedzieć bez ruchu tam, gdzie się go posadziło. Początkowo przychodziła jedynie po papu, a gdy stwierdziła, że okolica jest bezpieczna, przyniosła nam przez lufcik cztery kocięta, będące dziećmi Szarusia. W rekordowym okresie mieliśmy w domu na raz 9 kotów, gdyż kolejne dwa mioty dzieciaków należały wymiennie do Gonzalesa i Szarusia. Z tych romansów do dziś u rodziców pozostały cztery - Pedro, wykapany syn Gonzalesa, Bunia, jego siostra, pięciokolorowa kotka o różowym rozumku, wołająca rozpaczliwie "Niu niu!" zawsze, gdy się jej nie nosi na rękach lub nie trzyma za brzuszek podczas snu, a także rok młodsze siostry, czarne z białymi krawatkami córki Szarusia - Miśka i Pablica. Pablica miała być Pablem, ale okazała się dziewczynką To kolejny "kot czarownicy", lecz nie tylko z wyglądu, ale i charakteru. Również pół dzika, żywi się głównie powietrzem, waży może z kilogram, jest wredna, obrażalska i potrafi stawać na głowie na zawołanie (moja w tym zasługa). Miśka w zimie dochodzi do trzykrotności rozmiarów Pabli, uwielbia polować, przytulać się, spać między poduszkami, przez sen sprawdzając, czy sobie przypadkiem nie wstałeś, a także wchodzić na ramię niczym papuga. Jest też wielkim łowcą, a pewnego razu przegoniła wzdłuż podwórka głupiego sznaucera sąsiadów
Odpowiedz
Po prostu domowe zoo, jak widzę.
Zazdroszczę wam kotów, to najlepsze stworzenia, zaraz po wydrach. Niestety obecnie nie posiadam zwierząt, a może na szczęście, chociaż było ich kilka w moim życiu. Pierwszym, chyba, była świnka morska o imieniu Tuptuś, z którą świetnie się bawiło. Pamiętam, jak z bratem, zawsze dawaliśmy mu kawałki papieru, a on je przegryzał swoimi ząbkami niczym biletomat. Jeździł również w moim plecaczku na rowerze, ale często tam sikał, pewnie ze stresu. Ostatecznie jego losy nie są znane, bo pewnego dnia zniknął, gdy został na podwórku w kartonie... pewnie wyruszył w świat kasować bilety.

Następnie pojawiły się żółwie wodne, chociaż nie pamiętam jak się zwały. Były całkiem zabawne, ale wymagały za dużo pracy. Poza tym często mnie gryzły.

Ostatnim zwierzakiem był biała szczurzyca Sisi, która zmarła na raka. To było najlepsze zwierzę jakie miałem i bardzo towarzyskie.

Teraz nie posiadam żadnych zwierząt, bo moje życie zbyt wiele uwagi wymaga, bym miał jeszcze czas na zajmowanie się zwierzętami. Poza tym moja filozofia nie pozwala mi ich kupować.
Odpowiedz
Dlaczego ludziska takie niechętne do opowiadania o swoich zwierzakach?
Odpowiedz
Nie będę oryginalny. Posiadam (tfu, raczej jestem uniżonym sługą) piątki kotów. Nie jest to dużo, albowiem zdarzało się że miałem ich 9.


Pokrótce o każdym:

Ama


Ama jest przesympatyczną, pełną ciepła i przyjaźni oraz skorą do zabaw choć płochlwią kotką. Potrafi godzinami domagać się pieszczot. Z zasady jest wyrozumiała, choć potrafi strzelić focha, a wtedy zamienia się w małego potwora trzymającego się z boku i rzucającego spojrzenia od których mam ochotę usiąść w kącie i przepraszać że żyję.

CLICK for photo
CLICK

Speed
(albo dla przyjaciół Pan Mięciutki)

Speed jest najmłodszym z domowników, jedynym który przeżył z miotu szóstki jaka w niemłodym już wieku urodziła się ś.p. Natashy. Praktycznie nie opuszcza domu, większość dnia przesypia, z kolei wieczorami jest go wszędzie pełno. Do ulubionych rozrywek należy skakanie mi po głowie gdy usiłuję spać i zabawa moimi włosami gdy siedzę np. na fotelu. Dodatkowo nie byłby sobą gdyby nie próbował dostać się na szafę na której stoi klatka z kanarkiem. Ma lekką nadwagę, stąd też imiona.

CLICK
CLICK

Miy

Miy jest młodą płochliwą kotką. Boi się obcych, ale dla ludzi których pozna jest niesamowicie przymilna. Oczywiście tylko wtedy gdy ma ku temu humor.

CLICK
CLICK

Nerethyr
(a.k.a. Buwik)

Nerethyr to niemłody już kocur którego lata temu ktoś podrzucił mi wraz z Natashą na taras. Ignorancja jest w nim silna. Niezależnie od tego co byś nie robił nie istniejesz dla niego dopóki
a) nie posiadasz przy sobie jedzenia
b) nie jest głodny
Wtedy zamienia się w super pociesznego, radosnego i skorego do zabawy przytuląśnego futrzaka. Ale tylko do momentu osiągnięcia własnego celu. Potem zapomina o twoim istnieniu i idzie sie położyć na jakimś wolnym łóżku. Dodatkowo śpiąc ze mną chyba na złość układa się w sposób uniemożliwiający mi w trakcie snu zmianę pozycji. Niepoprawny casanova i obiekt westchnień połowy kotek z okolicy.

Deal with it...
CLICK

Stallman

Stallman, mój najlepszy Bro, jest synalkiem Amy, jednocześnie też 3 najstarszym kotem zamieszkującym mój dom. To spokojny, choć ciekawski i rozrywkowy futrzak. Nie przepada za Nerethyrem, z wzajemnością. Ot kwestie terytorialne. Mimo wszystko potrafią się dogadać np. gdy idzie o podział mojego łóżka między siebie. Zwykle zajmuje się swoimi sprawami choć miewa momenty gdy przychodzi dać się pogłaskać albo poobserwować czym się zajmuję. Jednocześnie nigdy nie pozwala by ktoś pod moją chwilową nieobecność użytkował mojego notebooka. Wystarczy na chwilę zostawić lapka samego a kot zaraz zajmuje cała powierzchnię klawiatury.

CLICK


Mógłbym tak godzinami. Miałem w życiu ponad dwie dziesiątki kocich towarzyszy, niestety nie wszystkich zdjęcia posiadam oraz nie wszystkich pamiętam. Trudno pamiętać koty które się miało gdy w wieku 3 lat używało się ich jako poduszek, czyż nie?

Może opiszę kilku z nich potem.


Tymczasem kończę fotką typu "Daaawwww..." czyli Schrodingerem (po lewej) i Teslą.

CLICK



I like my women how I like my bacon - burned.
Odpowiedz
Pan Mięciutki podoba mi się chyba najbardziej. :3

Zaprezentuję swojego kota, oto Katarzyna Wielka III:



Sprzątam sobie u świnek, wychodzę na chwilę, wracam... a kot w klatce i gapi się na świnki biegające po pokoju!

I nie byłoby mojego postu bez...



Akuku świnka!
Odpowiedz
A ja nie lubię kotów...
Mam 3 psy, sukę amstaffa, jej szczeniaka,również suczkę i jednego nonejma. Kiedy mogę, to szczuję nimi kota moich siostrzyczek i każdego innego zwierzaka, który łazi mi po podwórku.

Jak było bogato w portfelu, łącznie miałem 14 psów, amstaffów i mieszańców z amstaffem.

Żółwia błotnego miałem.
Pająka też.
No i papugi dwie.
Kiedy znajdziemy się na zakręcieeee... Redukcja, but i odcięcie!
Odpowiedz
Ja kiedyś (gdy miałem 10 lub 11 lat) miałem przez tydzień (na przetrzymanie dla koleżanki mamy) suczkę boksera - białą, z kilkoma czarnymi cętkami. Miała na imię Bona i o 5 rano musiałem z nią wyłazić na dwór. A była zima. Jak spuszczałem ją ze smyczy, to trochę czasu mijało, zanim odnajdywałem ją w śniegu;)
Po tygodniu czy dwóch, gdy wróciła koleżanka mamy, trzeba było ją oddać. Oczywiście był lament i płacz, ale mama obiecała, że kupi mi chomika w zamian. NIE KUPIŁA! Do tej pory skrywam żal o to;)
Odpowiedz
Amstaffy są cudowne, miałam amstaffa przez większość swojego życia : )

A teraz w wakacje adoptowaliśmy z tatą taką oto bestię, która rozśmiesza nas zabawnymi trickami, przybija piątki i ma najprawdziwsze w świecie adhd połączone z niemożliwym pieszczochem : D
Odpowiedz
A co tam, też się pochwalę swoim chowańcem.

http://img842.imagesh.../dsc0074vk.jpg

Wyprowadzam go na spacer, czasem się pobawimy... Uwielbia tańczyć w deszczu Mówię wam, jak byście go zobaczyli... Coś pięknego.


Tonari no Totoro!
Odpowiedz
A, to mój Totor studiował. Chce iść na studia, głupi. Tak dobrze go karmię, a chce mnie opuścić, chlip


Tonari no Totoro!
Odpowiedz
← Karczma

Chowańce użytkowników - Odpowiedź

Wczytywanie...