Sesja Vena

Po drapieżnym chłodzie nocnej pustyni pozostało jedynie wspomnienie, ustępujące nadchodzącej groźbie sadyzmu dwóch słońc wobec wszystkiego, co żyje. Korzystałeś więc z tych kilku ulotnych niczym piasek minut akceptowalnego ciepła, idąc przed siebie w kierunku swej niedawnej (jak ten czas leci) kryjówki. Zostawiając za sobą wąską ścieżkę śladów, którą na bieżąco pożerał pustynny wiatr, stanąłeś u wejścia do ciemnej, wilgotnej, chłodnej jaskini. Z mieszanymi uczuciami wszedłeś do środka by odkryć, że wszystko stoi dokładnie tak, jak stało, gdy byłeś tutaj po raz ostatni.
" Wielu z nas popełnia prosty, ale bardzo kosztowny błąd... Myślą, że gniew powinien być obecny zawsze. Zasilać zawsze, niczym ozdobna szata, którą pysznisz się przed wszystkimi..."
Te słowa zaczęły odbijać mi się w głowie gdy tylko wszedłem do kryjówki.
Zupełnie jakby to było wczoraj, widzę osobę która wypowiedziała te słowa. Spokojnie, mądrze, z przekonaniem.

Rozglądam się wokoło by ocenić co mogło by się przydać.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Jako się rzekło - wszystko było tam, gdzie ostatnim razem. Datapady zawierające mapy poglądowe Morza Wydm na obszarze od Mos Ila do grobowca kuna, dzienniki Kirlana od chwili, gdy przybyliście na Tatooine, przenośna chłodziarka ze skromnymi zapasami, przede wszystkim zaś dwa szerokie stoły zastawione alchemicznymi odczynnikami, substancjami i przyrządami, które nagle nabrały dla ciebie zupełnie nowego znaczenia. Wiedziałeś, że umiesz się nimi posługiwać bez porównania bardziej, niż kiedyś, gdy Kirlan z marnym skutkiem usiłował wbić ci do głowy formuły nieco bardziej skomplikowanych wywarów. Od natłoku wiedzy, która - nie wiadomo skąd - pojawiła się w twym umyśle, aż rozbolała cię głowa.
Przyglądając się tym wszystkim przedmiotom, które kiedyż były używane przez mojego mistrza, dopadł mnie dziwny stan. Tak jakby melancholia połączona z rozgoryczeniem.
Odganiając różne myśli nawiedzające moją głowę,siadam na podłodze. wyciągam jeden z moich mieczy oraz perłę.
Zamykam oczy i pozwalam by moc zaczęła wirować wokoło mnie. Najpierw powoli, potem coraz szybciej, by w końcu unosiła mój miecz i delikatnie rozkładała na części.
Wyciągam czerwony kryształ skupiający i zamieniam go na perłę.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Po dokładnym rozłożeniu i złożeniu broni oraz podmianie rdzenia ostrze zajaśniało oślepiającym blaskiem. Gdy ująłeś miecz przez dłoń przeszedł ci charakterystyczny dreszcz. Dosłownie emanował energią w czystej, mrocznej postaci.
Przyglądając się uważnie ostrzu miecza, zrobiłem kilka młynków, po czym schowałem miecz.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak bardzo jestem głodny. Nie myśląc wiele skierowałem swoje kroki w stronę 'lodówki'. Z tego co pamiętam robiłem zapasy nim koleje losu potoczyły się niczym pociąg pośpieszny.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
W rzeczy samej, zapasy były tam, gdzie były i nawet nie wyszły same z lodówki, co było najlepszym dowodem na to, że nadal działa. "Żelazne racje", jak zwykł mawiać to Kirlan. Trzy hermetycznie uszczelnione pojemniki z sałatkopodobną, proteinowo-witaminową papką, bogatą we wszelkie potrzebne do przetrwania substancje odżywcze i całkowicie pozbawioną czegokolwiek, co można by nazwać smakiem. Do tego zakupione jeszcze po przylocie, miejscowe ususzone warzywka, rodzaj tatooińskiego ziemniaka, o nazwie równie dziwnej, co wygląd i smak.
Nie tyle sama skuteczność diety, co jakiekolwiek jej walory smakowe - na tym polu Sithowie zawsze przegrywali z Jedi.
Pochłaniając kolejne łyżki 'jedzenia', myślałem.
Czy mistrz byłby zadowolony widząc co robię, kim się stałem? Jak by skomentował minione dni bez niego u mojego boku? Czy decyzje które podjąłem są decyzjami poprawnymi? Czy jest w ogóle podział na decyzje poprawne i te mniej?
Co mi przyjdzie z tej potęgi, z zawartych sojuszy. Do czego przyda się ta moc?

Targany pytaniami niczym samotne drzewo na pustkowiu, wstaję.
Wolnym korkiem podchodzę do wyjścia z kryjówki. Opieram się o ścianę spoglądając na wschodzące słońca.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Do jednej słonecznej tarczy dołączyła druga, większa i bardziej pomarańczowa. Gdy obserwowałeś to zjawisko, w twej głowie pojawiła się odpowiedź na zadawane przez samego siebie pytanie. A może nie tyle odpowiedź, co sugestia, propozycja, pomysł.
A gdyby tak... żyć wiecznie...?
A gdybyś mógł osiągnąć coś, czego nikt dotąd nie dokonał? Stopić się w jedno z bezkresnym kontinuum Mocy, która trwa, nie przemija, wzrasta. Coraz silniejsza i silniejsza, większa. Zagłębiłbyś się w niej jak nikt wcześniej, nieograniczany przez słabość ciała, które - prędzej czy później - musi poddać się niszczycielskiemu wpływowi Ciemnej Strony lub samego czasu.
Ale... czy naprawdę nikt wcześniej tego nie dokonał...?
Przypomniałeś sobie wydarzenia ostatnich dni. A wraz z tymi wspomnieniami przyszła wskazówka, gdzie szukać tego skarbu, o którym myśli nasunęły ci się w tej chwili.

Albo może - ktoś ci je podsunął...?

[Dodano po miesiącu]

KONIEC



http://forum.gexe.pl/...-podsumowanie/
← Sesja SW
Wczytywanie...