Sesja Kiyuku

- Wystarczy godzina. - oznajmił Rodianin - Zdrzemnę się i zabiorę swoje rzeczy i możemy ruszać. Sen po takich wrażeniach mi się przyda.
Wspaniale - Kendar klasnął w dłonie - Wobec tego oczekuję was przed główną bramą za godzinę. Weźcie tylko to, co niezbędne. Medytacja także nie zaszkodzi, by oczyścić skołatany umysł - uśmiechnął się krótko, wstał z fotela i skinąwszy wam obu głową, odszedł.
- To do zobaczenia za godzinę.
Odchodzę w stronę swojego pokoju, by poddać się medytacji.
Dużo mówić nie ma co - przygotowałeś się, odpocząłeś i stawiłeś przed wejściem, gdzie czekał na ciebie już twój towarzysz i Kendar.
- Mamy komplet. Gotowi? Czy jeszcze jakieś "ale"? - pytał z uśmiechem.
- Ruszajmy. - lakonicznie oznajmił Saram.
Ruszyliście więc, w złotych promieniach słońca prześlizgujących się przez korony drzew. Trasa, tak dobrze wam już znana i nie najlepiej wspominana, zdawała się przyjemniejsza w towarzystwie Kendara, choć nie rozmawialiście podczas wędrówki. Gdy po kilkudziesięciu minutach energicznego, acz niepospiesznego marszu stanęliście ponownie u wejścia grobowca, Kendar zatrzymał się na chwilę, sondując bacznie zapisy na drzwiach.
- Hmm... nie... To zbyt proste... - mruczał bardziej do siebie niż do was, mrużąc oczy w skupieniu - Zdecydowanie zbyt... proste... - po chwili takiego monologu machnął dłonią, otwierając wrota Mocą.
- Prowadźcie panowie. - poprosił ochoczo - Nie chcę tracić czasu na kluczenie w mroku, który wy już znacie. Co powinniśmy zbadać najpierw?
- Na razie prosto. Zobaczymy, czy wrota dalej są otwarte.
Faktycznie, główne drzwi przy odgałęzieniu dwóch korytarzy, były otwarte. Przeszliście przez nie do wielkiej komnaty, w której nadal leniwie lewitował miecz.
- To ten miecz. A to figura Kuna - wskazuję na figurę stojącą nad posągiem.
- Co robimy z tym diabelstwem? - pytał Saram, krzywiąc się dziwnie.
Kendar milczał przez chwilę, obchodząc wokół lewitujący miecz, przyglądając mu się w skupieniu.
- A co radzicie...? - pytał przeciągając słowa, nie przestając krążyć - Zdaje się, że ten przedmiot zabezpiecza pułapka z ogromnym ładunkiem Mocy... Z większym ładunkiem, niż posiada którykolwiek z nas w pojedynkę.
- Może skupimy się razem, spróbujemy połączyć nasze ładunki, by skierować przeciw pułapce jeden olbrzymi, który ją zniszczy lub dezaktywuje...
Obaj Jedi zgodzili się z tą sugestią
- Dobrze, skoncentrujcie się zatem - Kendar stanął tuż przed mieczem, parę kroków przed wami - Myślcie o natrze Mocy wokół tego miejsca i przedmiotu, nie o niej samej. Żeby przełamać taką barierę, trzeba zrozumieć jej istotę. W przeciwnym razie czeka nas klęska...
Mistrz odetchnął głęboko i zamilkł...

[... A ja czekam na konkretny opis co i jak]
- Zaraz, można by użyć czegoś prostszego - umie mistrz korzystać z Absorpcji Mocy?

[Wiem, wiem, "ucieczka" przed opisem, ale nic sensownego nie przychodzi mi do głowy ]
Kendar spojrzał na ciebie ostro:
- Oczywiście, że umiem, co to za pytanie? Ale rusz trochę głową, Kyle. To źródło Mocy tak wielkie, stare i skażone, że żaden z nas nie będzie w stanie go wyczerpać ani z niego korzystać bez narażenie się na obłęd i przepełnienie energią. Więc albo rozwiń co miałeś na myśli, albo nie traćmy już czasu - zakończył karcąco, jakby poddenerwowany pytaniem. No tak, cały Kendar. Zawsze wiedziałeś, że ma lekki przerost ego. Coraz mniej dziwło cię, że Saram był jego padawanem.
- Eeee... no cóż, wypowiedź mistrza zabiła mój pomysł w zarodku. Nieważne.
Odwracam się w stronę miecza, zamykam oczy, i wyciszam się przez chwilę. Staram się skupić w mocy. I myślę, tak jak powiedział Kendar. Po kilku głębokich oddechach mimowolnie wprowadzam się w stan medytacji.
Koncentrując się poczułeś coś w rodzaju wspólnoty myśli z dwoma pozostałymi Jedi. Sam, swoim własnym umysłem, a jednocześnie wszyscy trzej naraz badaliście i określaliście strukturę bariery. Widzieliście (widziałeś) jej szkielet, czuliście (czułeś) pulsowanie groźnej, ciemnej Mocy, przyczajonej jak gotowy do ataku wąż. Dały się wam (ci) także zobaczyć specyficzne nitki, łączenia Mocy, scalające barierę w jedno.
Czekam, by zaatakować razem z Kendarem i Saramem jedną z tych nitek.
Skupiliście się maksymalnie na tym samym elemencie. Zawirowanie Mocy wstrząsnęło komnatą. Miałeś wrażenie, że podłogą zadrżała pod tobą, gdy rozrywaliście strukturę bariery. Przez moment nitki naprężyły się, zmuszając was do bolesnego wysiłku, aż w końcu pękły, wy zaś zostaliście rzuceni na posadzkę, zupełnie jakbyście sami trzymali się pękających łączeń Mocy. W ciemności grobowca dało się słyszeć trzy stłumione jęknięcia odbijające się w płucach i uderzających o ziemię plecach, a także głuche echo metalu opadającego na posadzkę.
Podnoszę się powoli, rozcierając bolące miejsca, po czym pomagam w staniu temu z Jedi, który jeszcze nie wstał. Podchodzę powoli do miejsca, gdzie lewitował miecz.
Miecz leży przed Tobą, wyłączony, nieruchomy, połyskując lekko metalowym refleksem w ciemności komnaty. Widzisz też złote zdobienia, którymi został pokryty, bardzo piękne i kunsztowne.
Klękam, i wyciągam rękę po miecz. W ostatniej chwili cofam ją, wahając się, ale po chwili spokojnie zaciskam na nim dłoń. Wstaję i włączam ostrze.
Po zaciśnięciu palców na chłodnej, metalowej powierzchni miecza, twoją dłoń przeszyła fala gorąca, rozchodząca się po całym ciele wraz z wysuwaniem się ostrza. Jego jaskrawozielony promień oślepił cię na moment, w trakcie którego przez mózg przeleciały z prędkością światła krótkie migawki i obrazy miejsc, osób, rozmów, twarzy, głosów...
Twoim ciałem wstrząsnął dreszcz i rozlało się po nim palące uczucie wszechmocy. Żar siły, wiedzy, niespożytej, niepowstrzymanej energii, pozwalającej robić, wiedzieć i zdobywać wszystko, absolutnie wszystko. Odetchnąłeś głęboko zimnym powietrzem komnaty, która zdała ci się teraz z dawna nieodwiedzanym pokojem twego własnego domu, zaś na twarzy pojawił się szeroki, drapieżny uśmiech. Wszystko, czego kiedykolwiek chciałeś się dowiedzieć, czego istnienia nawet nie podejrzewałeś, znajdowało się tu i teraz, w twojej głowie, w twej dłoni, w tych wszystkich miejscach, które bez wahania znajdziesz, odkryjesz, poznasz, podbijesz. Jesteś całkowicie pewny, że nic ani nikt nie stanie ci na drodze do tego, czy jakiegokolwiek innego celu. A już na pewno nie takie miernoty, jak ci dwaj tutaj.
- Aargh! - krzyczę, po czym wyskakuję w powietrze, wspomagając się Mocą. W powietrzu atakuję nią Sarama, ląduje koło mistrza Kendara i zadaję szybki cios.
← Star Wars
Wczytywanie...