[ekhp1] Targ Cudów - Dany, Tokar

-Dobra spadajmy ! Dość już straciliśmy tutaj czasu.
Mówię pod nosem.
-Swoją drogą nie liczyłbym, żeby szlachta pomogła tym kmiotkom, ale co mnie to obchodzi tak po prawdzie.
Zwracam się do Volrikera.
-Zostaw te worki kamracie ! Wysypywanie zboża to działka polityków. My jesteśmy od walki i sprzątania burdelu, który narobiła "góra". Psi los panowie ! Do koni !
Kapitan jak widać postanowił być porządniejszy od was. Gwizdnął na przechodzących pachołków, wymownym gestem pokazał godło gwardii królewskiej i zagonił ludzi do roboty. Wspólnym wysiłkiem udało wam się wyciągnąć wóz na brzegu.



Do Volrikera:

Volriker przerzucasz worki. W kilkunastu na wierzchu rzeczywiście znajdują się jakieś zboża ale w kilku na dnie znalazłeś coś metalowego. No tak... Pługi, lemiesze, radła - jak widać efekt działania pewnie jakiejś niecechowej kuźni. Podszedł do ciebie stary, odwinął połę płaszcza i wyciągnął sakiewkę.

- Nie za dużo tego, ale chyba wystarczy na przymknięcie oka, prawda?











Do Tokara:

Widzisz jak Volriker wlazł na wóz i zaczął przeglądać worki. Kapitan odprawił pachołków i zaczął doprowadzać się do porządku szykując się do dalszej jazdy. Tymczasem chłop podszedł do Volrikera i nachylił się by mu coś powiedzieć na ucho.









Do obu:
- Volriker dajże tym ludziom spokój. Ruszamy w swoją drogę.
Do chłopa po cichu:



Nie, chłopie, nie przyjmę tych pieniędzy. Według mnie to żadne przestępstwo, a nikomu o tym nie powiem. Zachowaj te pieniądze dla siebie, będą ci bardziej potrzebne. Ruszaj w drogę i niech ci Bogowie będą przychylni. Wóz naprawili ci szanowni panowie.





Na głos:

Dobrze, już ruszamy w drogę. Nic tam złego nie było. Wóz jest naprawiony, więc możemy dalej wypełniać swoje obowiązki.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Podziekowaniom chłopa nie było końca. Jak zwykle przy takich okazjach byliście zapraszani na 'skromny' posiłek do gospodarza.

Lekko zziajani i mokrzy ruszyliście w dalszą drogę.

- Ciekawe na co to panisko polowało. Ludzie, psy i elfy... Wyprawa co najmneiej jak na niedźwiedzia. Ale w tutejszych lasach raczej nic nie znajdą, prawda Volriker? Coś czuje, że jakiś praobków pewnie szukają co to mozę co zwędzili. - kapitan znowu dumał na głos.
Nie pamiętam, by w tych lasach żyło coś większego oprócz lisa. Z pewnością szukają kogoś, może zbiega? Ale to ich sprawa. Musimy się spieszyć na targ.
Tokar, co ty taki małomówny? Wiem, że ci się też tam spieszy, ale pogadać można. Na przykład, co myślisz o tych wspaniałych wilgach, które latają nad nami? Albo tamten orzeł, dawno ich tutaj nie widziałem. Czyż nie są wspaniałe? A czarne wiewiórki w lesie, skaczące z gałęzi na gałąź? Zobacz, właśnie jedna spadła. Raczej sobie nic nie zrobiła, czyż nie?
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

← [ekhp] Sesja 1
Wczytywanie...