[TESV] Towarzysze

Z kim podróżujecie? Wolicie rozgrywkę solo? Co sądzicie o pomyśle dania towarzyszy do Skyrim? Polecacie jakiegoś towarzysza? Znacie jakiś fajnych?

Ja podróżuje na razie z Lidią, która w ogóle nie ginie, upada na kolana i wstaje. Podróżuje także z psem, którego wczoraj kupiłem za 500 septimów. Lidię wybrałem, bo jest uniwersalna - walczy wręcz i strzela z łuku w zależności od momentu co mi bardzo odpowiada. Zastanawiam się nad wzięciem maga zamiast Lidii, ale uznałem, że bardziej mi się przyda osoba do walki wręcz i na odległość równocześnie. Ale myślę nad zmianą, bo spotkałem jakiegoś fajnego gościa, ale muszę się namyślić. I spotkałem także fajną dziewczynę, która choć zła i mówi, że sama bogini zazdrości mi brzydoty (chyba zgłupiała! Jestem przystojny! ) to walczy wręcz i używa magii, ale według mnie trochę zbyt bardzo trzyma się z tyłu i rzuca pociskami.

Pomysł dania towarzyszy do Skyrim to świetny pomysł, ale przydałaby się większa ilość dialogów, aby ich poznać, w końcu liczy się jakoś, a nie ilość - a tu przeważa to drugie, a kuleje pierwsze. przynajmniej jest co poprawiać w TES: VI.
Odpowiedz
Z nikim. Towarzysze to idioci bez historii i nie widzę absolutnie żadnego powodu do tego, aby pałętali mi się pod nogami. Bethesda poszła na łatwiznę. Zamiast zaimplementować system, który wykoncypował Obsidian w "Fallout: New Vegas" i stworzyć kilku głębszych przyjaciół (z przeszłością, zadaniami pobocznymi i wstawkami dialogowymi), których można jakoś kontrolować (poręczne kółko dowodzenia), dała absolutne minimum. Co mi po "jucznym mule" (bo tylko przez taki pryzmat da się ich rozpatrywać), który niszczy moje drobiazgowe zasadzki, wchodzi mi ciągle na linię strzału i leci do przodu pod ostrza nieprzyjaciół? Jaki ma to sens?

Dziękuję, postoję. W "Skyrim" najlepiej być samotnym wilkiem. Niestety. Boli mnie to strasznie, gdyż Howard miał wszystko podane jak na złotej tacy i wystarczyło to tylko przeszczepić na grunt Tamriel.
Odpowiedz
A mi tam pomagają - dzisiaj walka z moim trzecim smokiem. Ja ostrzeliwuje go z łuku, towarzysz wręcz z nim walczy, czasem z łuku, a pies... ucieka. Ale pomagają mi też w walce z zwykłymi wrogami, w Twoim przypadku raczej bym Ci polecał maga - z daleka by rzucał czary, nie jestem pewien, ale nie powinien wtrącać się do walki. Ewentualnie łucznika. Ale prawda - ogroooomnnaaa szkoda, że towarzysze są tacy płytcy, aż się prosi o jakieś historie - może jakieś dlc to zmieni, polepszą to w TES: VI lub... mniejsze szanse, gracze stworzą moda.
Odpowiedz
Czyli towarzysze skradają się za przykładem głównej postaci tylko do pewnego momentu? Potem hulaj dusza? To faktycznie troszkę lipa..

Przez jakiś czas towarzyszyła mi Lydia. Uparłam się jednak, że wolałabym jako przybocznego jakiegoś maga, najlepiej mężczyznę. Krzyslewy dał mi cynka, gdzie takiego mogę zgarnąć. Zapłaciłam całkiem ładną mu sumkę (a składam od początku gry na dom) i wybrałam się z nim na eksplorację terenu Skyrim. I co? Mój przegenialny mag zaraz gdzieś zginął!! Okazał się kompletnie nieprzydatny. Niby rzucał jakieś zaklęcia, ale jak widać - wiele pożytku to z niego nie było. A zastanawia mnie jedna rzecz: jak ja leveluje, to co się dzieje z towarzyszem? Bo wgląd jest tylko do jego inwentarza..

Ale fakt, szkoda, że nie popracowano nad tym bardziej. Wolałabym zdecydowanie mniej towarzyszy, ale jakiś bardziej sensownych. I tak jest to lepiej dopracowane, niż te pseudo małżeństwa..

Jak to pies ucieka?? Taka heroiczna z niego bestia?
"Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtarzanie."
Odpowiedz
No sam się zdziwiłem - tak to walczy, a jak jest smok to ucieka.

Inny towarzysz:
SPOILER
Znajdziesz ją w Markarthcie - jest magiem -wojownikiem. Nie za kasę, musisz zrobić jedno zadanie poboczne, które jest super! I dostaniesz całkiem niezły pierścień.


Co do skradania się towarzyszy - ja tylko raz się skradałem i towarzysz trzymał się z tyłu i nic takiego nie robił. A jeśli chodzi o to zniknięcie - to bug. Mi wczoraj zniknął koń, gdy wziąłem szybką podróż.

[Dodano po 4 godzinach]

http://inskyrim.pl/11...owarzysze.html - wszyscy towarzysze.
Odpowiedz
Towarzysz papuguje twoje ruchy, jeśli się skradasz, to się skrada, jeśli strzelasz z łuku, strzela z łuku itd itp. Z tym że, jak np się skradasz i chcesz zdjąć po cichu jednego przeciwnika, to towarzysz potrafi wyskoczyć z okrzykiem na ustach i zabić kolejnego, denerwujące to tym bardziej gdy idziesz w grupie złodziei (a jeden ma napisany skrypt do walki z dystansu a drugi do ataku z bliska, i raczej trudno to zmienić - ale tak bijący po oczach skrypt zauważyłem tylko raz, nie piszę gdzie, myślę że każdy kto to przeszedł się domyśli). W przeciwnym razie, często jest tak, że towarzysz z gorszymi umiejętnościami skradania jest po prostu wcześniej wykrywany, trzeba go zostawiać gdzieś w drzwiach i czyścić obszar, co jest dość nieporęczne. Skłaniam się do tego co Tokar powiedział - to nie jest gra dla towarzyszy, przynajmniej jeszcze, i to nie tylko przez w/w powody ale także przez słaby poziom trudności. A misje w których narzuceni są towarzysze, których nie możesz w żaden sposób kontrolować, są najtrudniejsze i najbardziej upierdliwe dla złodzieja/zabójcy:/
Odpowiedz
A że ja gram wojem i atakuje bez żadnych skradań, towarzysze mi się bardzo przydają. Mi raz wojownik towarzysz zmienił się w maga - zaczął używać kostura, bo nie mógł upolować łosia. Wiem, głupio to brzmi, ale to prawda. Idę, jakiś łoś koło mnie, zaczął uciekać, a towarzysz za nim. I wtedy założył kostur, który teraz często zakłada.

Ja tam liczę na jakiegoś patcha, dlc lub moda, który usprawni towarzyszy. Już nie mówię o ich historii i osobowości. Najbardziej mnie irytuje pies - czasami potrafi zniknąć! I nie jest nieśmiertelny - towarzysze powinni tracić przytomność do końca walki, a nie wstawać albo ginąć na zawsze. A co do centrum dowodzenia postaciami jak w DA - to nie bardzo by było to fajny. Lepiej by wyszło tak, że możesz zajrzeć do kompanów, zmienić im przedmioty, ale walczyć to oni sami walczą - czyli nimi nie sterujesz.

Towarzysze komentują! Dzisiaj i wczoraj kilka razy mój kompan się odezwał. Liczę na więcej, zobaczymy. Ciekawe czy jak kompan będzie za cesarskimi, aja dołączę do gromowładnych to czy odejdzie.

Wychodzi na to, że tylko ja gram z towarzyszami i mi się podobają.
Odpowiedz
Nie jak w DA, ale jak w Fallout:NV, nie musieli wymyślać koła na nowo, mieli wypróbowane rozwiązanie na tacy! Ale chyba się przestraszyli oskarżeń o plagiat (czego i tak nie uniknęli - jak każda gra/muzyka/film).
Grałem z towarzyszami - do tej pory chodzę z jednym polować na smoki, jakąś przynętę muszę mieć
Wcześniej zwiedzałem lokacje z pewnym najemnikiem, i towarzysz miał stałe zaskryptowane teksty, włączające się gdy a) zobaczył jakąś jaskinię wartą eksploracji b) wszedłem do jaskini o wyjątkowej urodzie c) dostał z FF ode mnie przypadkiem. Chyba o taką formę "przemówienia" tobie chodzi? O tym by włączał się do dialogów nie ma raczej co marzyć
Odpowiedz
No, czasami powie zdanie. Tylko czasami jest błąd np. jestem w jaskini, a on, że te mury mają do opowiedzenia nie jedną historię Ale wcześniej w ogóle nic nie mówił - no chyba, że zabiję Cię do wrogów czy coś takiego. A w F:NV dopiero zamierzam zagrać, nie widziałem jak tam zrobiono towarzyszy
Odpowiedz
Polecam F:NV.
Wg mnie, F:NV jest lepszy pod wieloma względami od Skyrim, i dziwią mnie te wysokie noty, tak jakby większość leciała na grafikę, zapominając o tym co przecież w RPG jest najważniejsze. Ja wiem że można to rozpatrywać jako zwykłą grę akcji, ale chyba nie po to daje się pełną notę, żeby przymykać oko na pewne aspiracje tytułu
Odpowiedz

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Tokar dnia piątek, 18 listopada 2011, 18:56 napisał

Z nikim. Towarzysze to idioci bez historii i nie widzę absolutnie żadnego powodu do tego, aby pałętali mi się pod nogami. Bethesda poszła na łatwiznę. Zamiast zaimplementować system, który wykoncypował Obsidian w "Fallout: New Vegas" i stworzyć kilku głębszych przyjaciół (z przeszłością, zadaniami pobocznymi i wstawkami dialogowymi), których można jakoś kontrolować (poręczne kółko dowodzenia), dała absolutne minimum. Co mi po "jucznym mule" (bo tylko przez taki pryzmat da się ich rozpatrywać), który niszczy moje drobiazgowe zasadzki, wchodzi mi ciągle na linię strzału i leci do przodu pod ostrza nieprzyjaciół? Jaki ma to sens?

Dziękuję, postoję. W "Skyrim" najlepiej być samotnym wilkiem. Niestety. Boli mnie to strasznie, gdyż Howard miał wszystko podane jak na złotej tacy i wystarczyło to tylko przeszczepić na grunt Tamriel.


Dokładnie. Patałachy nie potrafią się nawet dobrze skradać (czyli zwabiają wszystko z okolicy i napierdzielają z łuku kiedy nie trzeba) i wchodzą pod ostrze, ginąc z mojej ręki -.-
Do tego nawet jako muły juczne są do kitu - niewiele potrafią unieść.

Walka? Może na samiutkim początku cośtam pomagali. Teraz po oddaniu Lydii Legendarnej Smoczej Zbroi Płytowej, nie potrafi sobie ona dać rady z odrobinkę silniejszym umarłym, którego ja sam zabijam pierdnięciem.

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik krew_na_scianie dnia piątek, 18 listopada 2011, 19:51 napisał

Jak to pies ucieka?? Taka heroiczna z niego bestia?

Chcesz heroiczną bestię? Kup sobie konia. Cholernik atakuje wszystko w promieniu mili, ja muszę za nim ganiać jak głupi... Na koniec tego wszystkiego durna szkapa i tak ginie -.-


Cytat

Zapłaciłam całkiem ładną mu sumkę (a składam od początku gry na dom) i wybrałam się z nim na eksplorację terenu Skyrim.

Dziwne. Ja dom miałem już niemal od razu po zdobyciu tytułu Tana. Nawet jeszcze nie wyruszyłem do Greybeards i mam już jakieś 90 tysięcy (wszystko za sprawą moich lepkich rączek )
No dobra zrobiłem też sporo questów pobocznych.





Odpowiedz
Nawet nie zbliżałam się do żadnych towarzyszy. Generalnie podpiszę się pod zdaniem Tokara - to jedynie utrudnienie.
Odpowiedz
Lidka swego czasu zginela przez to że wpierw przeciwnik ją powalił ona sie podniosła z 1hp i weszła na pulapke -.-
Odpowiedz
Ja podrużuję z Lidią, bo jest wojownikiem a ja łucznikiem więc mnie osłania.Dla tego
Odpowiedz
Dla skrytobójcy łucznika i złodzieja towarzysz to najczęściej zbędny balast, o czym się nieraz przekonałem chcąc ich wypróbować.
Dla samego złodzieja jeszcze się może przydać do niesienia fantów, mam jednak 600 udźwigu, więc jakoś sam daję radę.
Na legendarnym zdażyło mi się kilka razy iść po towarzysza do pomocy, bo na wysokim poziomie bywało w pewnych miejscach na prawdę gorąco i pomógł mi wytłuc towarzystwo, sięgam jednak po tę pomoc w ostateczności.
Poza tym towarzysz mi się czasem gubi gdzieś na skałach i muszę się ciągle odwracać, patrzeć czy za mną idzie, czy gdzieś się zamotał.
Odpowiedz
← The Elder Scrolls

Towarzysze - Odpowiedź

Wczytywanie...