Sesja Jedi Mastera

Kotka przeciągnęła się niespiesznie, a następnie zaczęła lizać łapkę, wyraźnie igrając z twoją cierpliwością.
- W niektórych obszarach Umbry powstały wyrwy. Niezależne przejścia, które stworzyło coś, co mieszka tym mieście po obu stronach Zasłony. Przez te przejścia przełażą teraz rozmaite stworzenia, których przeznaczeniem nie jest przebywanie w wyższych jej planach. Nie jest ich wiele, ale będzie więcej i będą sięgać głębiej, jeśli ktoś tego nie powstrzyma. A nie sądzę, żebyś chciał się do tego zaoferować. - spojrzała ci w oczy, mrużąc paciorkowate ślepia.
I dobrze sądzisz, nie będę chciał. Jednak również nigdy nie chciałem przesłuchiwać żadnego wampira, nigdy bym się nie zgodził przebywać w jednym pomieszczeniu z trzy metrowym krinosem, z tego co znam siebie wiem też, że raczej nigdy bym nie chciał wejść do komnaty obłąkanego matuzalema wypełnionej po brzegi jego szalonymi akolitami i SMOKIEM uzbrojony w gazrurkę i kieszonkowy zegarek a jednak los chciał że wszystko to zrobiłem, więc odpuśćmy sobie rozmowy o tym co chciałbym robić na rzecz takiej w której powiesz mi co będę musiał zrobić, moja piękna... ostatecznie oboje wiemy, że nie jestem aż takim dupkiem Powiedział delikatnie głaszcząc Bast po grzbiecie.
- Rzecz nie w tym, co musisz zrobić, ale w tym, co możesz zrobić. - odpowiedziała, łasząc się łaskawie. - Możesz spróbować jakoś pozbyć się tego, co powoduje rozdarcia, a wtedy po jakimś czasie same znikną... chyba... Możesz też spróbować pozbyć się rozdarć, ale to coś tego tak po prostu nie zostawi... Oczywiście najlepiej będzie zrobić to wszystko na raz. - odskoczyła nagle od twojej ręki, tylko po to, by powdzięczyć się pięć centymetrów dalej.
- Pytanie tylko, czy faktycznie możesz zrobić to sam. Albo raczej - czy możesz nie robić tego sam?
Uwierz mi, że nie robić nic uwielbiam właśnie najbardziej we własnym jedynie towarzystwie, natomiast robić coś, a do tego takie COŚ co zostanie kiedyś tematem epickiej pieśni dzieci mroku...
uwierz mi znam wielu marzących o nieśmiertelnej sławie.. tyle, że Boe czy Rafał są zwierzoludami, jako mag na szczęście wykazuję więcej rozwagi i chętnie skorzystam z pomocy, oczywiście nie za wszelką cenę. Będę musiał poobserwować sobie tego Mackiewicza, żałuję, że nie zapytałem Nikodema skąd on w ogóle wytrzasnął irlandzkiego detektywa euthanatosa. Ale nic to, jeśli jest dupkiem zawsze jeszcze mogę olać mroczne frędzelki po moich byłych mistrzach i zrobić to na mój własny sposób... To było właśnie to co Reznor cenił w rozmowach z Bast najbardziej- obok jego znienawidzonego ojca była jedyną osobą w tym wymiarze z która mógł tak swobodnie się otwierać.
Bast usiadła grzecznie na rogu stołu, owijając łapki ogonem i niby od niechcenia zaczęła przewracać solniczkę.
- Chyba jest takie powiedzenie... "Lepszy żywy szczur, niż martwy lew", tak? Chyba któreś z wampirów się nim posługują.
Reznor zaśmiał się serdecznie -Znasz mnie na wskroś Droga Bast, w istocie myślałem o Mariusie, ale wypadki najpierw muszą nabrać jakiegoś konkretniejszego kształtu, kiedy każdy już przedstawi mi się w wystarczającym stopniu ze swoim stanowiskiem, kiedy to będę oprowadzał owego detektywa, to będzie odpowiedni moment aby zwrócić się do wampira, przedstawię mu szczegóły i razem postanowimy czy ten tam jest nam do czegoś potrzebny. Rzekł z rękoma skrzyżowanymi na piersi pokazując głową w stronę pokoju Mackiewicza ... na tej szachownicy martwy kaznodzieja jest jedyną figurą którą obstawiam w ciemno.
- A co jeśli w tej partii ta figura zostanie zbita... - zapytała strącając łapką solniczkę, która rozbiła się na podłodze, a potem jakby nic się nie stało zaczęła oglądać sufit i ściany. - ... i martwy kaznodzieja stanie się istotnie martwym? Nie wiesz jeszcze przeciw komu grasz, artysto-malarzu. - zmrużyła ślepia.
Znów ze mną igrasz, czy masz jeszcze jakieś informacje o których nie wiem? czy informujesz mnie poprostu o nieberzpieczeństwie na wypadek gdybym miał sumienie? To ostatnie zdało się rozśmieszyć go najbardziej. Ostatecznie pamiętaj, że nie istnieje jedna tylko ścieżka dla przyszłości, lecz jest ich wiele i żadna nie jest najsilniejsza... żadna nie jest.. Tutaj mag przesunął dłonią nad miejscem w którym solniczka spadła tak, że ta wróciła na swoje miejsce w nienaruszonym stanie nieodwracalna...
- Ach, aleś ty wulgarny... - zamruczała, śmiejąc się. - Skoro tak mocno w to wierzysz, to dobrze, wież w to. Właśnie o wiarę chodzi w całej tej sprawie. Myślisz, że jemu jej wystarczy? - zapytała i zeskoczyła z blatu. - A tobie? - odwróciłeś się, a jej już nie było. Zamiast niej przy stole siedziała Kloto, wpatrzona w ciebie swoimi zapadłymi oczami, stukając szponami o mebel.
- Myślisz, że jesteś taki mądry? - zaskrzeczało prastare ropuszysko, skrobiąc szponami stół. - Mówiłam Nikodemowi, że proszenie cię o cokolwiek to błąd. Nie ma niczego, czego nie mogłybyśmy zrobić bez ciebie. A teraz proszę, szajba odbija i gadasz do siebie. Pewnie się okaże, że Jhor zeżarł ci mózg i wtedy zobaczymy kto miał rację... - zagderała bardziej nosowo, jakby ostatnie zdanie kierowała sama do siebie.
Szpony purchawy zarysowały blat, na który następnie spadła zaciśnięta w zimnej furii pięść.
- A czy przypadkiem nasz wszystkowiedzący Potter nie ukrywa czegoś przed nami? - zapytała obleśnie przymilnym głosem, choć oczy nie kryły pogardy. - Bez wątpienia nie wyszedłeś z twierdzy tego wampira z pustymi rękami, nie trzeba tarota ani Sfer, by się tego domyśleć. A ja zastanawiam się, czy nasz drogi Reznor nie zapomniał, że obowiązuje go Chodona...
Reznor zaśmiał się perliście. _Ależ oczywiście droga Wiedźmo, że mnie nie obowiązuje... zupełnie jakbyś zapomniała, że na własną odpowiedzialność i z premedytacją zrezygnowałem z niej łamiąc zasadę Tyaga- Wnet szelmowski uśmieszek zniknąl z twarzy mężczyzny, na długość jednego oddechu wrócił myślami do dnia kiedy to złamał święty cykl życia zabijając maga odpowiedzialnego za śmierć jego ukochanej bastet Eweliny- jedynej kobiety którą w życiu naprawdę kochał. Do dziś nie żałował tego co zrobił z tym skurwielem. I czuł się z tym dobrze. -Jestem tu jedynie gościem, który przybył w odpowiedzi na prośbę o pomoc, co prawda Ty byś już mnie tu nigdy nie chciała ale jednak. Oczywiście wyjdę na jedno tylko Twoje słowo, lecz proszę uprzejmie- nie mów mi -odrzutkowi co mi wolno a co nie, a już napewno mnie nie rozliczaj z tego co zaszło w komnatach matuzalema- do tego mają prawo tylko Ci którzy tam walczyli ze mną ramie w ramię a z tego co mi wiadomo oni nie maja do mnie pretensji o nic.
- Pfff... - prychnęła gniewnie, opluwając stół i podłogę. Zwróciłeś uwagę, czy coś nie skapnęło ci na buty, cholera wie co to za kwas. - Wampiry i wilkołaki, to faktycznie kompania w sam raz dla kogoś twojego pokroju. Ale dobrze, zobaczymy jak zatańczysz z tym duchem, którego przywołał ten przeklęty Taumaturg. I jeszcze z tym głupkiem - skrzypkiem. Kto to słyszał, grać na skrzypcach w Fundacji... w środku nocy... Eugeniusz wiedziałby co zrobić z czymś takim. - zaczęła gderać do siebie, przywołując imię poprzedniego paramaguru tego miejsca.
Na skrzypcach?! Powtórzył po ropusze zbity z tropu Reznor. Teraz spojrzal na zegarek i zastanowił się ile jeszcze kawiarnianych pogawędek zdąrzy odbyć, nim ten facet wreszcie skończy kazać mu na siebie czekać, ostatecznie był środek nocy i w przeciwieństwie do Mariusa Reznor lubił o tej godzinie sypiać.
Ktoś widocznie zlitował się nad twą niedolą, powiększaną przez konieczność rozmowy z Kloto pałającą i plującą pogardą wszędzie wokół. Do pokoju wszedł wreszcie Mackiewicz.
- Mogę obejrzeć twoją broń? - zapytał.
A, Pan Mackiewicz, niestety kultura osobista nakazała mi przyjść nieuzbrojonym do fundacji z której mnie wykluczono, Panie Mackiewicz, Powiedział Reznor chłodnym tonem w międzyczasie spoglądając niby od niechcenia na zegarek. Miał nadzieję, że w ten sposób zwróci uwagę rozmówcy na fakt, że ten kazał na siebie czekać. Ale jeszcze będzie na to czas, teraz myślę, że lepiej by było usiąść i omówić całą sprawę, ustalić fakty, spojrzeć na mapę, porozmawiać o możliwych inicjatywach... Co mówiąc odsunął od stołu krzesło po swojej prawicy. W sumie to był nawet ciekaw jakim człowiekiem jest ten Mag.
- Mam nadzieję, że to nie zajmie zbyt długo. Mam za sobą ciężki dzień, a spanie do południa nie byłoby dobrze widziane. - usiadł na krześle, spojrzeniem próbując wyprosić prukwę, co jednak nie przyniosło większych efektów.
- Mogę spytać czemu cię wywalili, Reznor? - zapytał bez ogródek - Zabiłeś Primusowi chomika czy co? Gdybyś złamał Chodanę już byś nie żył, a oni cię tylko wykopali. Niezwykłe, powiedziałbym.
Reznor spojrzał swoim lodowato błękitnym wzrokiem rozmówcy prosto w oczy, i bez cienia emocji odrzekł-A i dziwniejsze rzeczy się tutaj dzieją. Proszę wybaczyć, lecz na wstępie muszę wiedzieć, czy miał Pan już wcześniej jakieś doświadczenia w kontakcie z tzw "deiformą"? Jakimiś złośliwymi manifestacjami niematerialnymi? Po krótce muszę Panu przedstawić podwaliny naszych działań, ale jeżeli jest Pan nazbyt zmęczony to możemy kontynuować jutro, proszę decydować, Panie Mackiewicz.
← Sesja WoD
Wczytywanie...