Sesja Ati

- Zdecydowanie dużo. - zapewnił pośpiesznie, nakładając kaptur. - Chodź nie wiem jakie są potrzeby finansowe panienki. - zażartował i spojrzał gwałtownie w kierunku drzwi. Nikt jednak przez nie nie wchodził. Znów spojrzenie na ciebie. - Decyzja?
- Nie mam dużych potrzeb, ale czuję, że mogą wam się przydać moje umiejętności do poruszania się po mieście i otwierania zamków - mruknęła z delikatnym uśmiechem, a w jej oczach niespodziewanie pojawił się zawadiacki błysk, podobny do tego, które pojawiają się u starych poszukiwaczy przygód, wracających po wielu latach na szlak.
- Wybornie. - skwitował krótko i podbiegł do okna, gdy przez drzwi wpadli miejscy strażnicy.
- Stać! - krzyknął jeden z nich, ale słowa uwięzły mu w gardle, gdy Wirtuoz roztrzaskał jakiś flakonik z siwym, gryzącym dymem, który natychmiast wypełnił całą tawernę.
Nie zastanawiała się długo i ruszyła od razu w ślad z tą dziwną szajką. W stronę okna najpewniej.
Wypadliście na portową aleję, roztrącając w biegu zawianych marynarzy. Strażnicy jednak nie dawali za wygraną, biegnąc tuż za wami.
- Za godzinę przy bramie! - krzyknął Wirtuoz, gdy dobiegliście do rozwidlenia i pociągnąwszy cię za skraj szaty skierował cię w lewo, w uliczkę prowadzącą w górę do miasta. Brodacz i kobieta pobiegli w dół, wzdłuż linii doków. Starałaś się utrzymać jak najbliżej mężczyzny, co nie było łatwe, gdyż ten biegł bardzo szybko i co chwila kluczył, zmieniając kierunek. Zatrzymaliście się w jakimś zapyziałym podwórzu, Wirtuoz stał przez moment, nasłuchując. Również dobiegły cię nieodległe głosy wykrzykiwanych komend i echo ciężkich butów.
- Do Siedmiu Piekieł... - zaklął mężczyzna i kopnął drzwi domu, przy których staliście. Te jednak wytrzymały.
- Zaraza... Otwieraj szybko! - syknął do ciebie, odwracając się w stronę uliczki. Spojrzałaś prędko na zamek - prosty, mosiężny, pewnie jednorzędowy, z dużym otworem na klucz.
Wysunęła z chusty niewielki drucik i wsadziła go w zamek, z impetem godnym marynarza, który właśnie dorwał ponętną dziewkę. Zaczęła gmerać, co nieco utrudniały jej wyczekujące oczy mężczyzny i zbliżający się złowrogi grzechot strażników.
Wystarczyło pięć ruchów i trochę siły, a zamek puścił. Wpadliście do środka, zatrzaskując drzwi za sobą. Wirtuoz przylgnął do nich, nasłuchując odgłosów ulicy. Usłyszałaś stłumione dudnienie, jakby grupa ludzi przebiegła w głębi ulicy. Twój towarzysz nie odkleił jednak ucha od drzwi, odzywając się jedynie bardzo cichym szeptem.
- Trzeba sprawdzić szybko czy lokatorów nie ma w domu. Gdzie się tego nauczyłaś? - odniósł się do twego sukcesu sprzed chwili.
Rozejrzała się pobieżnie, szukając jakiś oznak przebywani w domu, chociaż czuła, że bez przebiegnięcia po nim się nie obejdzie. Na jego pytanie tylko wzruszyła ramionami.
- Tak jakoś wyszło...
Wszystko ucichło, dobiegały was jedynie przytłumione odgłosy ulicy, wygłuszone głosy, ciche jęczenie domu, jak to zwykle w starym budownictwie... Widziałaś standardowe sprzęty, trochę bibelotów, niedokładnie poskładane papiery, lustro, dwie szkatułki na kredensie. Na parkiecie leżało kilka dywanów, nienowych, ale w dobrym stanie. Na kołkach przy wejściu wisiały dwa płaszcze podobnych rozmiarów, w tym jeden z kapturem, stały trzy schodzone pary butów.
Stąpając najciszej jak potrafiła zaczęła zaglądać kolejno do wszystkich pokojów jakie znajdowały się na parterze. Cały też czas uważnie nasłuchiwała.
Wirtuoz zaczął wchodzić po schodach na piętro. Otworzyłaś pierwsze drzwi - sypialnia. Niewielka, ale z przestronnym łożem z baldachimem, dwie komody, stolik z szufladami. Pościel rozrzucona. Coś się w niej poruszyło... Usłyszałaś głośne mruczenie. A, to kot.
Uśmiechnęła się tylko pod nosem i pogłaskała ostrożnie kocura. Jednocześnie też z trochę niższej, bo kucnęła do pieszczot zwierzaka, perspektywy swoje poszukiwania oznak obecności właścicieli domu.
Dostrzegłaś części bielizny zagonione pod kredens i komodę, bambosze stojące w nieładzie przy łóżku, jakiś mieszek wrzucony kopniakiem pod nie. Zeszłaś na kolana by sięgnąć pod łóżko po znalezisko, wsunęłaś się pod nie. Podłoga zaskrzypiała. Zmartwiałaś na ten dźwięk, z mieszkiem w ręku. Usłyszałaś głośne sapanie, a następnie łóżko wgięło się pod czyimś ciężarem. Kot, mraucząc z niezadowoleniem, zeskoczył na podłogę.
Siedziała bojąc się chociażby drgnąć. Wypatrywała i nasłuchiwała jakichkolwiek oznak możliwości wyjścia.
Przez chwilę towarzyszyły ci odgłosy przewracania się z boku na bok. Następnie ucichły, a ich miejsce zajęło regularne, przyciszone chrapanie.
Przesunęła się troszkę pod łóżkiem i zamarła nasłuchując. Później delikatnie wychyliła głowę rozglądając się na wszystkie strony, a tym na kogoś na łóżku. Z najwyższą ostrożnością, bo ból zbieranych razów już poznała i nie chciała tego doświadczać ponownie.
Kilkanaście oddechów i chrapnięć później wygramoliłaś się spod łózka, by zobaczyć na nim śpiącego wielkim brzuchem do góry grubasa, sądząc po zapachu - zalanego w trupa, leżącego w wyjątkowo tandetnej podomce.
Na paluszkach wyszła z pokoju chowając sakiewkę pod bluzkę. Stale oglądała się na śpiącego pijaka, ale jednocześnie też próbowała zorientować się, gdzie podział się jej niedawny towarzysz.
Podział się przy schodach, przy końcu korytarza, dokładniej rzecz biorąc przy umieszczonym tam oknie. Ponaglił cię gestem, wyszliście szybko, acz ostrożnie na dach sąsiedniego budynku. Był płaski, więc bez problemu oddaliliście się od domu grubasa i przycupnęliście na kolejnym, nieco bardziej stromym, z którego mieliście dość dobrą widoczność na dzielnicę portową. Jak dotąd ani śladu pościgu.
- Dobra nasza. - skwitował krótko Wirtuoz, rozglądając się wokół. - Nadal idziesz ze mną, czy może jednak wolisz mniej karkołomne rozrywki?
Prychnęła i gdyby mogła pewnie by oparła dłonie na biodrach wypinając dumnie małą pierś. Zrobiła przy tym jeszcze zadziorną minę.
- Chyba kpisz, że karkołomne. Toć to dzień powszedni... - odpowiedziała buńczucznie. - kiedy żyje się na ulicy... - dodała już znacznie ciszej.
← Sesja FR
Wczytywanie...