[Deadlands] Wrażenia

Postanowiłem założyć temat o grze rpg, która bardzo mi się podoba zarówno mechanicznie jak i fabularnie. Deadlands: Martwe ziemie to gra, która wyszła jakiś czas temu w Polsce. Opowiada ona o Ameryce w czasie wojny secesyjnej. Historia do jej wybuch tu jest taka sama jak w naszych czasach, aż do momentu bitwy pod Gettysburgiem w 1863 roku. Bitwa zostaje przerwana na skutek powstawania ciał martwych żołnierzy. Kilkanaście lat później mamy konfederację walczącą w dalszym ciągu z unią oraz dwa państwa Indian. Znaleziono nowy surowiec zwany upiorytem, który jest znacznie wydajniejszy niż węgiel. Rodzą się szaleni naukowcy którzy pchają technologię naprzód. Świat pełen kowboi, indian i rożnych dziwnych osobników. Świat bardzo niebezpieczny ale ciekawy.

No i do tego mechanika oparta na kartach do pokera. Nic dodać nic ująć.

Jak wam się podoba ten system i świat? Dla mnie jest niezwykle zacny:)
Odpowiedz
Zacznijmy od tego, że Gettysburg miał miejsce 100 lat wcześniej, zarówno w historii jak i w Deadlandach.

DL to setting z cowboyami, pojedynkami strzeleckimi w samo południe, albo pistoletami na proch, osadzony w czasach rozwoju mechaniki opartej na parze. Dziwny Zachód i steampunk. Dziwny, bo jak w przypadku DL, przesiąknięty ciekawymi mobkami do ubicia i anormalnymi wydarzeniami, z punktu widzenia NPCów xD A steampunk to steampunk, każdy wie co to i czym to się je

Co do DL samego w sobie: trafił do mnie. Postaci się udały, zależności między bohaterami wyszły pięknie, świat pokazano nam cudnie, ze wszystkimi możliwymi smaczkami, jak strzelanie do piejącego z rana koguta xD, i przekonałam się do grania postacią, która ma dziecko. Również przez to, że potem to dziecko ma się jako postać Jest jeszcze lepiej, gdy jak w moim przypadku, dziecko jest Burzą (kto grał ten wie, jakie z tym cyrki ). I ta epika kanciarzy...
Trzeba jednak dobrego MG, aby przygody nie stały się nużące przez powtarzalność szkieletu scenariusza, ale to wszędzie...
Odpowiedz
Ehh mój błąd, znaczy literówka. Oczywiście że 1863. Już poprawione.

Mniam Burza to fajna zabawka ale nie jedyna w tym świecie:)
Odpowiedz
Hoho, znaczy, że nam MG straszliwie okroił świat... Co za smaczki przeszły nam koło nosa? Co Ty miałeś u siebie?
Odpowiedz
Nom najważniejsze w tym systemie aby gracze nie znali świata, no ja z kolei jako stary MG już sobie nie pogram bo znam wszystkie podręczniki:( i tym samym tajemnice. Nieco opowiedzieć jednak mogę o drużynie w której grałem jakiś czas temu.

Zacznę od swojej postacie(w dużym skrócie). Stworzyłem nieprzeciętnego kanciarza po 30-stce. Hazardzistę z upodobaniem do picia. Kłamcę nad kłamcami, który grał Unii na nerwach(O tak Teksas rzączi:)). Cech nie będę wymieniał ale zdecydowanie blef był na czele jego umiejętności. Świetna postać do prawdziwego rpgowania. No i jako kanciarz tak naprawdę bardzo potężna, choć trzeba się ukrywać przed szubienicą. Daru nie wylosowałem niestety, ale i tak, to jedna z moich bardziej udanych postaci. Za to chodziłem o lasce z powodu popsutego kolana:P

W drużynie miałem polaka szalonego naukowca, który stał się wygrzebańcem. Tak, śmierć nie oznacza końca gry. Piękna sprawa wyjaśniona w jeszcze lepszy sposób. Lataliśmy jego wymyślonym trzy skrzydłowym samolotem(kolejna fajna sprawa to niezawodność wszystkich wynalazków, a raczej jej brak:P. Te chwile kiedy wzbijaliśmy się w powietrze i nie wiedzieliśmy czy wylądujemy.ach). Nadmienić jeszce sobie pozwolę iż owy szalony naukowiec cierpiał na zaniki pamięci, co za problemy były:)

Te postacie "przeżyły" do końca grania, a reszta niestety się zmieniała. Cóż wszak każdy wie,że rewolwerowcy długo nie żyją

I najważniejsza sprawa. Przewag zwana "weteran dziwnego zachodu" to już daje możliwości dla MG i to duże:)

A na koniec genialny manewr ładowania drewnianej laski przeładowując winchestera, z pstryknięciem w locie naboju. Tylko dla najlepszych:)
Odpowiedz
Nieźle, całkiem nieźle...

U nas było tak:
Sam, postać znajomego: kanciarz na wypasie, grał chłopak wcześniej i tak miał podboofowaną postać, że głowa mała. Karabin Gatlinga z pieprzniczki mojej postaci to norma na sesjach i headshoty szykalopom z 250 metrów na grzbiecie pędzącego konia, tyłem xD Szaleństwo. Przystojny, elegancki, gentelman z wyprzedaży. Współwłaściciel saloonu w Doomtown xD
Charlie, kolejnego znajomka postać, właściciel saloonu. Też kanciarz, uczeń Sama. On miał kasę fabularną i dziwki I lokum, co było czasem pomocne, czasem jednak przeszkadzało (włamania do mojego pokoju).
Ja, czyli pisarka z dzieckiem, wdowa wojenna z archetypu. Przez większość czasu córka prowadzona była przez MG. Moja postać starała się we wszystkim znaleźć jakąś kroplę rozsądku i rzeczywistości, uciekała, jak okazywało się, że ma córkę podpalaczkę. Potem za nimi dwom apuścił się mąż wygrzebaniec, któremu umarło się pod Gettysburgiem kilka lat wcześniej. Córcia zrobiła z niego pochodnię. Szkoda Z hukiem do Doomtown wpadłyśmy

U nas przeciwnie, nie ginęło się, bo wydawaliśmy sztony. Końcówki sesji niemal nas z nich spłukiwały do czysta. Ale było warto

My znikaliśmy, podróżowaliśmy w czasie z jednym z NPCów, robiliśmy sobie wycieczki do piekła... No działo się, działo. Psychodela też się zdarzała.

*chlip* Tęskni za Nathalie i Mary Bullock

Ha! Nazwisko pożyczyłam od jegnego wynalazcy amerykańskiego (nie od Sandry, ehem ehem) z mniej więcej tamtych czasów. Wymyślił mianowicie i opatentował rotator do prasy drukarskiej. Geniusz. A moja postać w końcu książki pisała... Trochę pana przesunęłam w czasie i wszystko pasowało
Odpowiedz
Nom my też wydawaliśmy sztony ale czasem zbrakło, a to gorszy dzień na kościach. Nawet Mój kanciarz strzelił niefortunnie i dobił umierającego członka drużyny:P Jednym słowem ciężko było. A jak ja prowadziłem to też parę postaci straciło życie, a bynajmniej to pierwsze.

Co do twojej drużyny to strasznie dużo kanciarzy. Już jeden to za dużo:) No i ta burza, fajna sprawa dla Szeryfa albo jak kto woli Wodza Indian.

Ale poruszając jeszcze sprawę samych podręczników to są napisane najlepiej ze wszystkich z którymi się do tej pory spotkałem. No i te zawady:D
Odpowiedz
Ta, epika była straszna w ich wykonaniu... Ja nie lubię grać high, a przy nich pułap 37 tyś metrów to i tak za nisko. A potem dołączył trzeci. Mh. Aż nudno się czasem robiło.

Ta, z Mary było wesoło.

Co do zawad i przewag to mnie trochę rozczarowywały... Stwrzenie postaci kobiety z dzieckiem o odpowiedniej matczynej mentalności (cel: wychowanie dziecka na kogoś normalnego) było niemalże niemożliwe. Ok, ciekawska, delikatna, słabeusz, śpioch, ważniak, ale cała reszta jednak poprzez zachowanie może sprawić, że się dzieciuch skrzywi xD Pamiętaj, że moim planem było granie tą małą, dlatego nie chciałam z matki robić jakiejś wariatki Córcia potem dostała podobne plus dzieciuch na 4 (dzięki czemu miała 9 lat ). Przewagi też były jakieś średnie, i powiem szczerze o wiele jednak łatwiej było przywary dopasować xD. Tak, Nathalie i Mary były moimi jedynymi postaciami...

Niestety doprowadzono nas w takie miejsce, z którego nie da się ani cofnąć ani iść naprzód. A szkoda...
Odpowiedz
Tak ale bez problemu można wybrać nowe swoje zawady i przewagi. W zasadzie bardzo łatwo jest to zrobić. Choć na pewno przyznasz mi rację że niektóre zawady są genialne:) można stworzyć naprawdę fajne postacie.
Odpowiedz
To fakt, sprzyjają wymyśleniu postaci tak dziwnej, ze głowa mała.

Co myślisz o mechanice karciano-kostkowej?

A, a ja miałam tajemniczą przeszłość dla Nath Kocia kołyska, doskonały smak gry
Odpowiedz
Mechanika jest bardzo dobra i w miarę oddaję rzeczywistość (jak na mechanikę.) W zasadzie tylko lepszą mechanikę wymyśliłem z kolegą do Gasnących Słońc. Lepszą czyli wydającą się bardziej realną. No ale pomysł z kartami jest bardzo oryginalny, no i co najważniejsze system nie bazuję na d20. Karty są bardzo pomocne, zwłaszcza w inicjatywie. Wyrównują szanse.

Tak, tajemnicze przeszłości to fajna sprawa:D
Odpowiedz
← Ogólnie

[Deadlands] Wrażenia - Odpowiedź

Wczytywanie...