Sesja Tokara

Wbijasz w szachownicę nieobecny wzrok, zamyślony nad tym ile jeszcze będziecie tkwić w tym cholernym bezruchu.Twój oddział przyleciał na Vicotra 7 w celu zlikwidowania grupy skretyniałych terrorystów w których posiadaniu znalazły się dwie niewielkie głowice jądrowe, które zapewne zamierzali opchnąć innym skretyniałym terrorystom gdzieś w środku dżungli. Informacji na temat planety mieli udzielić wam Amerykanie “Weylanda”, którzy majstrowali przy procesorach atmosfery w stacji, w której właśnie siedzicie. Problem w tym, że po wylądowaniu twoja jednostka zastała pustą stację. Żadnych piratów, żadnych naukowców, żadnych bomb, żadnych śladów walki. Jedynie sygnał “SOS” nadany kilkanaście godzin wcześniej na amerykańskich częstotliwościach.

- Koń na D4 – wyrwał cię z zadumy Stevens, dla którego wymyślenie kolejnego ruchu okazało się niemal zabójczym wysiłkiem. Obok szachownicy leży paczka twoich “Białomorów”, które postawiłeś przeciw kubańskiemu cygaru Stevensa. Wasyl siedzi przy biurku po prawo, jak zwykle
pieszcząc i polerując swojego ukochanego Kałacha. Wielokrotnie zachodziłeś w głowę kogo musiała zabić ta syberyjska menda, że dowództwo Kanadyjskich Sił Specjalnych pozwoliło mu zabierać ten eksponat na misje bojowe. W drzwiach pomieszczenia stoi Clayton, który z uporem maniaka usiłuje złapać częstotliwość na swojej krótkofalówce.
- Pieprzone zakłócenia... - mamrocze pod nosem memłając w ustach wykałaczkę.
No tak, faktycznie nie ma nic do roboty, dopóki kapitan nie odpuści sobie zabaw z nawiązywaniem łączności. Reszta oddziału też siedzi z nim w budynku obok. Ciekawe co teraz robią...
- Idziesz, czy nie? - Pyta nerwowo Stevens, najwyraźniej dumny z tego, że zdołał nareszcie wykonać ruch.

[Planeta posiada dwa księżyce, które rzucają na nią jasne, trupio blade światło. Stacja znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie dżungli, do której jak dotąd nie wchodziliście. Znajdujesz się w jednym z dwóch budynków stacji, w niewielkiej spiżarni o wymiarach 4x8 metrów. Na zewnątrz wyje zimny wiatr, roznoszący dziwny, popielaty pył, powodujący zakłócenia w transmisjach. Pozostałych 6 członków oddziału znajduje się w drugim budynku. Sytuacja na szachownicy wygląda tak:]

- Goń się Stevens... Już pieprzony szympans gra lepiej od Ciebie, on przynajmniej rusza się szybciej i nie stęka po porażce, że używam niedozwolonych ruchów. Pion na F6 i tym razem rusz tyłek, bo chciałbym sobie już zapalić MOJE cygaro. - odkaszlnął i upił kolejny łyk whisky ze swojej piersiówki. Jak się okazało - ostatni i źródło jego ambrozji wyschło do dna. - Cholerni Kowboje, którzy mają "gawno" zamiast mózgów. Mszczą się skurwysyny za tą naszą ostatnią akcję, kiedy zrobiliśmy z ich kapitana kompletnego idiotę. - z przyzwyczajenia ponownie przyłożył piersiówkę do swoich ust, ale gdy zdał sobie sprawę, że jest tam tylko same powietrze rzucił ją w kąt - A teraz siedzę na tej zapomnianej przez Boga planecie, w ciasnym i śmierdzącym potem baraku, a jedyną moją rozrywką jest kontemplacja nad skupioną miną Stevensa, który nad jednym posunięciem główkuję półtorej godziny albo delektować się widokiem Wasyla, którzy całe życie pucuje ten złom, zamiast sobie znaleźć kobietę. Lepszych wakacji nie mogłem sobie wymarzyć chłopcy, chyba wyślę do amerykańskiego dowództwa pocztówkę z pozdrowieniami..
- Że co ty znowu pieprzysz? - Zapytał uprzejmie Stevens, wyraźnie skonfundowany potokiem wypowiedzianych przez ciebie słów. - Zaraz zobaczysz ruski cwaniaczku. Pion na G3! - Zaatakował dumnie, a twarz jego nieskalana była żadną myślą, w oczach zaś błąkało się błaganie o rozum.
- A po jaką cholerę miałbym szukać sobie dziewczyny? - Zagaił jednocześnie Wasyl, który rozebrał swojego Kałacha na części pierwsze i, jak to wielokrotnie widziałeś, z zamkniętymi oczami złożył go w 8,5 sekundy. - To jest moja rura, innej mi nie trzeba! - Zakrzyknął jowialnie głaszcząc pieszczotliwie lufę prawą dłonią w obscenicznym geście.
- Jebany, zasrany złom!!! - Wrzasnął od drzwi znęcający się nad krótkofalówką Clayton, z obłędem w oczach nastawiając częstotliwość na najwyższą skalę, przez co powstało sprzężenie tak potworne, że wszystkim wam zadzwoniło w zębach.
- Mówię pączusiu, że nasze zasrane życie znów doprowadziło nas do czarnej dupy. Nie martw się, nie liczyłem, że to zrozumiesz. Goniec na B3 i szach. - podrapał się po policzku i westchnął - Dawaj te radio Clayton, bo nam tutaj na zawał zaraz zejdziesz, a już dawno przestało nas bawić twoje rozdrażnienie. Do elektroniki to trzeba delikatnie podchodzić.
- COOO????!!!! - Wrzasnął z bezbrzeżnym zdumieniem Stevens. - Jak to kurwa?!! - Dodał, i chwycił głowę w dłonie nerwowo drapiąc się po włosach, jakby miało to pobudzić do myślenia jego zwoje mózgowe.
- No zobacz co z tym jest, bo zaraz zwariuję. Nie wiem co jest w tym pyle, który lata tu wszędzie, ale nie idzie się dostroić. - Zamarudził Clayton, podając ci krótkofalówkę.
Faktycznie, na pierwszy rzut oka sprzęt wydawał się w pełni sprawny i taki powinien być, bo sam sprawdzałeś całą elektronikę przed akcją, jeszcze na "Bogirvill". Wyjmujesz z kieszeni zestaw małych śrubokrętów i zaczynasz kombinować jakby tu co po podpinać, żeby zmienić czułość radia. Sam jesteś ciekaw, dlaczego w powietrzu lata tyle ołowianego cholerstwa.
- Ha! Goniec na D2! - Wykrzyknął triumfalnie Stevens.
Musnął się kilka razy śrubokrętem po policzku - Cholerna planeta, tyle tu tego małego, latającego gówna blokującego sygnał, że nie dziwota, że sprzęt odmawia posłuszeństwa. Spróbujemy zrobić takie małe obejście i wzmocnić tego "małego psotnika" - podpina kilka kabelków, aby wzmocnić sygnał i przy okazji sprawdza dokładnie czy we wszystkie podzespoły działają bez zarzutu, w końcu zawsze mógł coś przeoczyć - Przestaw mojego skoczka na F3 Stevens, bądź łaskaw - po czym zaczął cierpliwie dostrajać przyrząd.
- F3... F3... - Stevens przestawił figurę i zamilkł, analizując zmiany, które zaszły na planszy.
Dwa skręty w lewo, pół skrętu w prawo... Dało się słyszeć bardziej jednostajny szum.
- Ty przeklęty sowiecki oszuście!! - Krzyknął Stevens udowadniając, że dotarło do niego, iż znowu jest szachowany.
Jeszcze ćwierć skrętu w prawo...
- (...)... snej cholery, Clayton! (...)steś tam czy nie?! - Dało się słyszeć przerywany głos kapitana Rogersa.
- Trzymaj pakerze, lepszego sygnału na tym zadupiu raczej nie uzyskam. Następnym razem wystarczy poprosić, chyba że to przewyższa procesy myślowe, twojego przeżartego przez sterydy mózgu. - podaje krótkofalówkę Claytonowi - Może w końcu wyrwiemy się z tego zadupia. Pokonywanie Stevensa przestaje mnie bawić, a jak tak dalej pójdzie to na kolejną misję wyruszy w samych gaciach...
- Pokonywanie? Chyba oszukiwanie zdradziecki kacapie! - Zapluł się Stevens. Wasyl słysząc słowo "kacap", niby od niechcenia, jednym ruchem ręki załadował magazynek i głośno przeładował swoją ukochaną AśKę, co wstrzymało nieco poetyckie zapędy pokrzywdzonego przez życie Stevensa.
- Clayton zgłasza się. Miałem problemy z łącznością. Odbiór.
- (...)..scy mają problemy z (...)ścią - odpowiedział kapitan - Przyślij mi tu (...)toljewicza, niech coś z tym zrobi. Odbiór.
- Tak jest, zrozumiałem. Wysyłam. Bez odbioru. - Clayton zapiął krótkofalówkę na pasku na swoim kevlarowym pancerzu - Słyszałeś Lev, dowódca wzywa.
Klepnął się dwa razy w uda i wstał energicznie - Nic tu więc po mnie, robota czeka. - Zebrał swój sprzęt i przeliczył w myślach czy wszystko mu się zgadza. Bezczelnie przewrócił białego króla na szachownicy- Держитесь за товарищей. A Ty wisisz mi cygaro Stevens, bo bym wygrał niezaprzeczalnie, Wasyl potwierdzi - klepnął się w standardowe miejsce gdzie trzymał umówioną paczkę fajek i skierował swoje kroki do dowódcy.
Zarzucając broń na ramię otworzyłeś drzwi bloku B i wyszedłeś na zewnątrz. Ciemno, zimno i do domu daleko, a dodatkowo cholerny pył. Wszystko skąpane w bladym, księżycowym świetle Jedynie pas startowy, przejście pomiędzy dwoma budynkami stacji i same budynki oświetlone były elektrycznymi lampkami. Dostrzegłeś stojące kilkadziesiąt metrów dalej UD-4, którym przylecieliście do tego kurortu. Pokonujesz szybko dystans pomiędzy budynkami opatulając się długim, ciemnym płaszczem. Po chwili stajesz przed drzwiami do bloku A. "Curr. Stat. LOCKED" - wystukujesz kod zamka - "Curr. Stat. OPENED".
- Jak tam pogoda w słonecznej Californi? - Słyszy od wejścia niski, murzyński głos Johnsona. W odpowiedzi wypluwasz jedynie w jego stronę trochę pyłu i kierujesz się na drugie piętro, gdzie ostatnio widziałeś kapitana. Rogers stoi przy biurku wpatrując się w ekran głównego komputera stacji i bezskutecznie majstruje gałką przy skali radia, z którego nadano sygnał alarmowy.
- A, jesteś wreszcie. Możesz mi wyjaśnić dlaczego od dwudziestu minut nie mogę was wywołać i dlaczego od dwóch godzin nie jestem w stanie złapać żadnej czystej fali? - Zapytał lekko zirytowany - Jeśli tak, to dorzuć przy okazji jak zamierzasz to rozwiązać.
Zasalutował lekko nonszalancko - To wynik naszej uroczej pogody na zewnątrz. Paskudna pogoda i dodatkowo ten tajemniczy pył strasznie utrudniają przepływ fal radiowych. Postaram się wzmocnić jakoś nasz sygnał i odpowiednio skalibrować wszystkie systemy. Przydałoby się też sprawdzić czy na zewnątrz z anteną jest wszystko w porządku... - Drapie się po policzku - Jeżeli mam być szczery to potrwa dłuższy czas, a i efekty tego mogą być raczej marne. Trzeba przeczekać, aż przestanie tak wiać na tym zapomnianym przez człowieka wygwizdowie, co jednak też mi się nie podoba.
- Do diabła z tym, nie mamy czasu na robienie darmowego przeglądu całej stacji -odpowiedział Rogers - Jeśli to terroryści zabrali stąd Amerykanów, to tym mniej mamy czasu do stracenia. Przemontuj po prostu radia chłopaków tak, żeby dało się jako tako porozumieć. - Odszedł od biurka i krzyknął w dół ze schodów - Johnson, przynieś mi tu krótkofalówki! - Podszedł znowu do ciebie - Ale mamy większy problem. Ten sygnał - wskazał palcem na ekran komputera - jest nadawany od kilku, jeśli nie od kilkunastu godzin, na amerykańskiej częstotliwości. To oznacza, że prawie na pewno odebrała go jakaś jednostka. A to oznacza, że zaraz zjawią się tu jacyś pieprzeni kowboje kosmosu - Splunął na podłogę po ostatnim słowie - Jeśli przyślą tu oddział U.S. Marines, to zgodnie z ich taktyką "Najpierw strzelaj, potem znowu strzelaj, a dopiero trupom zadaj kilka pytań" będziemy mieli problem, bo ci idioci gotowi są nas zaatakować zanim się zorientują, że mamy prawo tu być. Jeśli wyślą RECON, no... To może wtedy będzie trochę lepiej - Przerwał na chwilę tę tyradę, by wyciągnąć i zapalić papierosa - W związku z tym, jak już skończysz z krótkofalówkami, zabierz się za to - walną dwa razy pięścią w główny komunikator, nad którym znęcał się przez cały ten czas - i spróbuj nawiązać jakąś łączność z najbliższą jednostką, która odebrała ten sygnał. - Johnson wszedł nado pokoju niosąc pięć krótkofalówek - Zrozumiałeś? - zapytał nie wyjmując z ust papierosa kapitan, dokładając szóstą na stół obok ciebie.
- Jak Słońce. Bez pańskiego przodownictwa pewnie dawno byśmy tu już zginęli.- wymamrotał pod nosem i wziął się od razu za przerabianie krótkofalówek na modłę komunikatora Claytona. Robota była prosta i dobrze wiedział co robić, więc po kilkunastu minutach ta faza prac została zakończona. - Teraz czas na ciebie kolego - na pierwszy rzut oka komunikator działał w miarę poprawnie. Nie znaczy, że był to jakiś cud techniki, a tego i owego nie dałoby się poprawić, ale skoro czas gonił, nie była to pora na drobne i dokładne naprawy. Zresztą z pewnością nie spowodowałby one całkowitych problemów z łącznością, a jedynie problem z czystością przekazu, więc nie w tym był kłopot. Pozostało tylko ręczne i cierpliwie szukanie odpowiedniej częstotliwości oraz trzymanie kciuków za jakikolwiek kontakt od tych bezmózgich Jankesów. Rogers był może znakomitym taktykiem i potrafił dowodzić, ale nie miał rąk do takiej roboty - Jak ja tego nienawidzę...
Z każdą chwilą nienawidziłeś tego jeszcze bardziej. Po pięciu minutach majstrowania przy różnych skalach, pasmach i częstotliwościach poczułeś ostry zapach alkoholu, który zawierał śladowe ilości perfum stanowiąc wodę kolońską "Goliata", który właśnie wszedł na piętro.
- Jesteś wreszcie. Melduj - Zwrócił się do niego kapitan.
- Melduję, że nic nie melduję, panie kapitanie - Odrzekł swoim barytonem uśmiechnięty gigant. - Spokój i cisza, nie licząc wycia tego przeklętego wiatru.
Po kolejnych pięciu minutach zdołałeś znaleźć pasmo, które nie szumiało. Panująca na nim niezmącona cisza dawała nadzieję, że jest to sprawny, w tym momencie wyłączony kanał jakiegoś zewnętrznego odbiornika. Już miałeś się ucieszyć, gdy światło w pokoju i widocznym przez okno pasie startowym zamrugało raz, drugi i wyraźnie tracąc napięcie zgasło.
- Co do cholery?! - Rzucił w próżnię Rogers. Jakby w odpowiedzi sekundę później włączyło się ohydne czerwone światło zasilania awaryjnego. No tak, pewnie główny generator padł, albo szczury przeżarły kable. W sumie nie byłeś jeszcze w piwnicznej elektrowni.
- Lev, co ty wyczyniasz z tym piekielnym radiem?
- Какого черта! - rzekł szpetnie uderzając pięścią ze złości w kapryśne urządzenie - To nie moja wina, bo radiem to bym tego nie nazwał, już sprawniejsze okazy znajdują się w Miejskim Muzeum Techniki w Jekaterynburgu. - powiedział podirytowany, po czym podrapał się po policzku - Pewnie coś strzeliło w międzyczasie i padło napięcie, normalka przy takim złomie. Teraz muszę ruszyć tyłek do generatora i sprawdzić co jest nie tak. Ech... same problemy.
- "Goliat", idź z nim. - zakomenderował krótko. - Zobacz co tam się stało, podepnij co trzeba i wracaj. Najwyżej nadam jakiś komunikat w ciemno, jeśli coś tutaj złapałeś i spieprzamy stąd. Jeśli ci cholerni terroryści tu są, to siedzą w dżungli razem z głowicami i doktorkami. Jeśli nie, to zastrzelimy parę wiewiórek i poczekamy na kontakt z dowództwem.
Popatrzył na mięśniaka z niesmakiem - Nie prosiłem o przyzwoitkę, jeżeli ci terroryści nie mają gówna zamiast mózgu to siedzą w jakiejś dziurze i modlą się, abyśmy ich nie znaleźli. Atak z ich strony byłby czystym samobójstwem. - Sprawdził czy jego latarka działa, po czym odpowiedział z westchnieniem - No, ale to ty tu rządzisz szefie. Jakbyśmy się nie odezwali za dziesięć minut to znaczy, że zginęliśmy gdzieś w tej mrocznej piwnicy, zaskoczeni przez atak zakamuflowanych szczurów-zabójców... - Nieśpieszenie skierował swoje kroki do podziemnego generatora.
Tak jak wejściowe, drzwi prowadzące na poziom -1 posiadały zamek magnetyczny. Z pewnym zdziwieniem odkryłeś, że wysuwane skrzydła drzwi są niedomknięte, choć na wyświetlaczu widzisz czerwone "LOCKED".
- Oho, widać szczury-zabójcy nie domknęły drzwi - zażartował tak, jak potrafił "Goliat". - Czekaj, zaraz otw...*EHhh!* ...rzę! - wystękał wciskając w szparę najpierw jedną rękę, potem całego siebie i zmuszając drzwi do wsunięcia się w ścianę. Wchodzicie do bardzo dużego pomieszczenia, o powierzchni zbliżonej rozmiarami do całego piętra. W ciemnoczerwonym świetle awaryjnym dostrzegasz tylko zarysy mniejszych generatorów, większy klocek, będący zapewne głównym generatorem i przedziwne, otoczone wentylatorami coś, co sądząc po panującej tu temperaturze powodującej, że z twych ust leci para, musi być rodzajem ogromnej chłodziarki. "Chłodnica procesora" - odczytujesz napis na tabliczce, na którą świecisz latarką. Pod nim widzisz ciąg japońskich "krzaczków". Od chłodnicy, pod podłogę i zapewne dalej pod ziemię, odchodzi pięć grubych rur wentylacyjnych, z których dwie wydają się rozszarpane od środka. Gdy przyglądasz się temu, dochodzi do ciebie charakterystyczny zapach spalonego kabla. Robiąc kilka kroków w głąb pomieszczenia dochodzisz do głównego generatora. Po chwili machania latarką dostrzegasz główny kabel, na którym po dokładniejszych oględzinach dostrzegasz resztki czegoś, co mogło być tutejszym chrząszczem lub karaluchem, który wchodząc na niewłaściwie zaizolowany kabel usmażył się na nim, powodując zwarcie.
- Oto nasz pieprzony terrorysta... - ostrożnie zdjął truchło z kabla - Hmmm... ciekawe czy jadalny? Przynajmniej już wiem z czego jest zrobione to gówno w naszych konserwach. - wyrzucił owada gdzieś w głąb sali i zajął się naprawą kabla. Gdy już się z tym uporał sprawdził spokojnie stan pozostałych przyrządów. Na jego oko nie było nadzwyczajnie, ale powinno przez jakiś czas to podziałać. Po wszystkim uniósł uchwyt generatora do góry, w celu jego ponownego uruchomienia.
← Alien
Wczytywanie...