dziki_zachód

[IWD2] Który moment w IW2 wzbudził w was największe emocje?

U mnie był to moment walki ze strażnikiem (wielki smok, którego imię zapomniałem) w celu zamknięcia portalu do Kuldahar z którego przybywały Jaszczuroludy.
Powiem że ta walka wzbudziła we mnie większe emocje niż walka finałowa.
[font=\"Book Antiqua\"]Wielu żywych zasłużyło na śmierć, a czasem umierają ci, którzy zasłużyli na życie. Potrafisz im je zapewnić? Nie sądź i nie uśmiercaj tak pochopnie. John Ronald Reuel Tolkien
[/font]













[font="Times New Roman"]
[i]Soked Hezi
[/font][/i]
[font="Times New Roman"]
[i]Picki91
[/font][/i]
Odpowiedz
Ja do tego nie doszłam, bo wcześniej... pękła mi płyta z grą. ;p Ale z tego co przeszłam to chyba najbardziej odzyskiwanie tego mostu. Aj, tęsknię za IWD2
Odpowiedz
Tak, ten smok, to był suczysyn. Zabierałem się do niego ze trzy razy, zanim załatwiłem go bez strat i zdążyłem na portal powrotny. Oprócz tego fajna była gra bitewna w lodowej świątyni.
Dzisiaj podzielę się z wami opowieścią o hipokryzji, kłamstwach i małych dzieciach.

Jak wszyscy dobrze wiedzą, nam Szajt został wykopsany z gry. I pewnego pięknego dnia, dostałem na forum taką oto wiadomość:

Cytat

Po namyśle uznałem, że dobrze zrobiłeś usuwając mnie. I to dla mnie samego. Chociaż szkoda mi konta, które tak długo pielęgnowałem, to przynajmniej już nie ryzykuję uzależnienia od zabawy oraz kontaktu z niektórymi idiotami. A więc dzięki, Rang.

Pozdrawiam.


Szajt! Z twoich ciągłych powrotów wnioskuję, że jednak skasowałem cię zbyt późno i uzależnienie jednak się rozwinęło. Zatem nie dziękuj mi, bo zawiodłem... Ale postaram się jak mogę, byś pozostał na odwyku, chociaż tak mogę ci jeszcze pomóc...
Odpowiedz

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Rangramil dnia czw, 05 lis 2009 - 20:55 napisał

Tak, ten smok, to był suczysyn. Zabierałem się do niego ze trzy razy, zanim załatwiłem go bez strat i zdążyłem na portal powrotny. Oprócz tego fajna była gra bitewna w lodowej świątyni.



Przecież po zaciukaniu smoka masz autosave'a. A czasu jest tyle, że spacerkiem zdążysz iść do tych ludzików antyYuan-Ti, z jakiejśtam sekty, usłyszećod nich, żebyś uciekał i dojść do portalu.
Mon verre n'est pas grand, mais je bois dans mon verre.



Redaktor Twierdzy Insimilionu.
Odpowiedz
Ja do dziś wspominam jedną z najpiękniejszych walk w mojej karierze cRPG-ów. Ukształtowała się ona spontanicznie, toteż tym bardziej zasługuje na to miano. Walka z duergarami broniącymi wejścia do ich jaskiń (dokładnie już nie pamiętam momentu, większość bitwy toczyła się na wzniesieniu). Ani razu nie wczytywałem gry, gdyż mimo ciężkiej przeprawy nadążałem z kapłańską pomocą. Miałem dwóch magów w drużynie, których wspólne zaklęcia dawały niesamowity efekt (próbowałem to powtórzyć w BG II, ale zazwyczaj używałem tych samych kombinacji). Do tego skradający się i sztyletujący złodziej oraz paladyn i krasnoludzki wojownik w roli murów.

W połowie walki miałem nawet dziwne uczucie, że nie muszę właściwie nic robić, bo postacie same o siebie zadbają To jak oglądanie czegoś w rodzaju potyczki w LoTR-owskim Khazad-Dum.


Odpowiedz
Natomiast z mojej strony moment, który wzbudził we mnie największe emocje było to przedzieranie się przez bród rzeki Shaengarne, nieokiełznaną przyjemność sprawia mi toczenie walk z zielonym ścierwem - zwłaszcza orkami - którzy po prostu samym wyglądem proszą się o łomot. Późniejsze odbicie mieszkańców z brudnych rąk zielonoskórych i odbicie mostu(którego zawsze odbijałem bez jego zniszczenia) są jednymi z ciekawszych momentów przedzierania się przez Shaengarne.

W dalszej części gry zrobił na mnie wrażenie Upadły Las(mogłem pomylić nazwę bo dawno nie grałem)i klasztor Kruka, który był zaprawdę niezwykłym miejscem z racji bycia siedzibą mnichów i wrotami do kolejnej świetnej lokacji - Podmroku. Nie zapomnę genialnej walki z musztardową galeretą, która mnożyła się non stop, a drużyna(składająca się z dwóch wojowników i kapłana) moich potężnych bohaterów została uwięziona i przyparta do ściany przez klony owego paskudztwa. Wygrałem walkę, która trwała bardzo długo z racji odporności tych kreatur na pewien rodzaj obrażeń(nie pamiętam już jakich) - nie ma to jak obszarowe zaklęcia kapłana.


Nigdy nie wiesz co Cię trafi!
Odpowiedz
Który moment wzbudził największe emocje? Otóż ten gdzie na początku w Shaengarne trzeba było walczyć z trollem i używać wszelakich wybuchających buteleczek a mi akurat zniknął dolny pasek (tzn zniknął wcześniej ale myślałam, że dam sobie bez niego radę), ot, błąd jakiś się zrobił. Trzeba było zaczynać od początku bo jak to ja zapomniałam zapisać grę
Tyle samo irytacji wywołała u mnie wspomniana galareta '
Poza tym, Świątynia Auril mi się bardzo podobała.
Odpowiedz
Ha, emocje.
Większość walk wywołuje we mnie emocje. Istotą jest - w moim odczuciu - nie stracić nikogo z drużyny i pod tym kątem patrzę całościowo na rozgrywkę.
Utratę choćby najmniejszego, najmniej istotnego "punktu" w drużynie, przyjmuję jako dyshonor i powód do rozpoczęcia danego/ danej lokacji od nowa, a wolę się wycofać niż stracić. Taki debilizm
Nie zrozumcie mnie źle, każdy w mojej drużynie jest (moim) oczkiem w głowie. Zżyłem się z nimi i tak będzie zawsze, ilekroć rozpocznę tą grę.

Most - to było piękne
Targos, palisada - coś co można opisywać wiecznie

Do ataku ! Prać duergarów - za wolność, za zniewolenie, za zasady !
Odpowiedz
Debilizm?
W takim razie też tak mam. Śmierć postaci, spowodowana raczej uderzeniem krytycznym lub w wyniku działania jakiegoś czaru, od razu skłaniała mnie do wczytania gry. Cała drużyna musiała przeżyć.

Smoczy strażnik, Chachopek... Tak, chyba on dawał mi zawsze popalić i miałem ciarki na plecach, gdy wyskakiwał na tej planszy. Aczkolwiek najlepszymi momentami w tej grze są walki kończące każdy rozdział. Przyjemna muzyczka w tle i do boju!

Najwięcej złości i ewentualnych radości wzbudziła we mnie cała gra na poziomie trudności Serce Furii. Oj tak, wczytywanie, wczytywanie i jeszcze raz wczytywanie... Kto nie próbował, niech spróbuje. Z czasem skuszę się na kolejny raz
Odpowiedz
Gra głównie nastawiona na walkę, takich momentów jest zatem wiele, z pewnością większe bitwy, jak o Targos czy Most Shaengarn, mimo że to początek gry, był też taki moment, kiedy spotykamy smoka, pamiętam, że za pierwszym razem naszła mnie myśl, oj to będzie walka, potem był niestety jeszcze większy zawód, bo gad okazał się niewiele silniejszy od reszty stworów na tym etapie gry.

Odpowiedz
Tak samo jak *WESOŁY KACZOREK* Bardzo zrzyłem się z moją drurzyną a nawet (że tak dziwnie powiem) wyczułem harakter każdego z nich.

Natomiast jednym z momętów który wzbudził we mnie największe emocje było przechodzenie przełęczy Kuldachar,a z racji tego że pszeszedłem też IWD1 i wzruszającej muzyki w tle lokacji przywołały mi się wspaniałe wspomnienia.
No i jeszcze oczywiście filmik końcowy-normalnie płakałem.Byem z siebie naprawdę dumny,wzłaszcza że było to pierwsze RPG jakie pszeszedłem.
Odpowiedz
Oczywiście 4 poziom Smoczego Oka, nieźle przedstawiona intryga, niezbyt wyszukana jednak miła dla oka, jest gniew, kłamstwa i zdrada czyli to co drowy lubią najbardziej
Odpowiedz
Nie pamiętam z tej gry zbyt wiele, jedynie to, że jest fantastyczna i jedną rzeźnię w jakieś sali tronowej. Byłem niesamowicie podjarany, jak to przeszedłem.
Odpowiedz
← Icewind Dale

Który moment w IW2 wzbudził w was największe emocje? - Odpowiedź

Wczytywanie...