[Baldur's Gate II: Tron Bhaala] Recenzja

Zapraszamy do zapoznania się z recenzją gry "Baldur's Gate II: Tron Bhaala"!

"Tron Bhaala" jest dodatkiem do wspaniałego "Baldur’s Gate II: Cienie Amn" i ostatnią częścią opowieści o dziecku Pana Mordu. Rozszerzenie wprowadza do gry ósmy i finalny rozdział, w którym to poznamy nasze przeznaczenie. Nowa przygoda będzie nie lada wyzwaniem dla naszej drużyny – poziom trudności jest jeszcze wyższy, niż w podstawowej wersji gry. Twórcy podnieśli limit punktów doświadczenia do niebotycznej wartości 8 milionów, co pozwoli naszym bohaterom osiągnąć 40 poziom i niemal boską potęgę.... Czytaj dalej!

Komentuj, dyskutuj, dziel się z innymi swoim zdaniem!

Odpowiedz
Nie powiedziałbym, że fabuła słabsza niż w podstawce. Jest po prostu inna - nastawiona na większą widowiskowość. Brak jej zatem zaskakujących zwrotów akcji (Melissana od początku jest mocno podejrzana - są nawet specjalne linie dialogowe, gdzie możemy taki pogląd wyrazić), ale trudno byśmy mogli wielką epicką historię kwitować czymś innym niźli wyborem między boskością a śmiertelnym życiem. Szkoda, że owym bogiem można się poczuć wcześniej, a to za sprawą wysokiego poziomu postaci. Chwała Lolth, że wtedy w modzie nie był maksymalnie 20 poziom, ale w pewnym momencie robi się ciut za łatwo. Dobrze zatem, że możemy zmieniać poziom trudności. W dodatku jednak brakowało mi większej ilości towarzyszy do przyłączenia - sam jeden Sarevok to trochę mało. Lokacji także mogłoby nieco przybyć, ale to już marudzenie rozpieszczonego podstawką fana
Znalazłem jedyne źródło i cel wszelkiej racji
Odpowiedz
Wszystkich NPC-ów z podstawki można dołączyć za pomocą kawałka ściany w sferze kieszeniowej (formalnie nazywa się toto "duch przeznaczenia" ).
Odpowiedz
Trochę późno, ale odpowiem, że chodziło mi o możliwość przywołania większej ilości zupełnie nowych towarzyszy. Mody swoje zrobiły
Znalazłem jedyne źródło i cel wszelkiej racji
Odpowiedz
Jeden z najgorszych dodatków jakie kiedykolwiek wyszły do gier. Tragicznie uproszczona fabuła, przegięte trudnościowo walki, gdzie każda walka to boss fight. Teraz każdy bandyta ma magiczne bronie i pancerz, a byle jaki randomowy mag rzuca time stop. Dla mnie historia zakończyła się, gdy Dziecie Bhaala odzyskało swą duszę od Irenicusa i potem żyło dlugo i szczesliwie. Tron Bhaala to dodatek dla masochistów, kompletna abominacja.
Odpowiedz
Ok nie spodziewałem się takiej opinii.
Odpowiedz
W TB rzeczywiście było duże natężenie starć i przesyt wysokiej jakości sprzętu/ umiejętności, ale też jestem zaskoczony tak negatywnym odbiorem.
Odpowiedz
Jeśli kogoś to interesuje, postaram się rozwinąć dlaczego napisałem to co napisałem o Tronie Bhaala i dlaczego uważam, ten dodatek za grę złą niemal na każdym poziomie. Zdaję sobie sprawę, że z moimi żalami jestem spoźniony jakies 20 lat i seria Baldur's Gate ma ugruntowaną pozycję jako klasyk gier RPG i pewien wyznacznik standardów. Jest to jednak moja opinia i chcę wyłożyć co mi leży na wątrobie.

Mam 30 lat. Jestem już starym, zmęczonym życiem człowiekiem. Ograłem dużo gier RPG. Z jakiegoś jednak powodu nigdy w me ręce nie mogła trafić żadna gier z serii Baldur's Gate. Stan ten utrzymywał się aż do tego roku. Zauważyłem ogromną promocję na steamie i sugerując się opinią mojego kolegi - fanatyka baldurów dokonałem zakupu. Wiedziałem, że gra może być już troche archaiczna - graficznie i jeśli chodzi o mechanikę. Jako, że wychowałem się na starych tytułach stwierdziłem, że sprobuję. Żeby jednak rozumieć czemu tak bardzo nieprzypasował mi tron Bhaala, muszę napisać pare słow o BG1 i BG2.

Nie rozpisując się zbyt długo i skracając mój wywód odnośnie BG1, muszę powiedzieć, iż pomimo swoich lat, gra trzyma poziom. Doskwierał mi co prawda szczątkowy rozwój postaci przez niski level cap, mało interakcji pomiędzy członkami drużyny, brak questów typowo związanych z członkami drużyny, ale gra wynagradzała mi to satysfakcjonującym poziomem trudności, oferowaniem wolności i nietrzymaniem gracza za rękę. Do tej pory pamiętam te momenty satysfakcji po pokonaniu Sarevoka, do ktorego musialem podejść kilka razy by zrozumieć jak go pokonać. Pamiętam tą frustrację, gdy czysciłem wieżę Durlaga, ale też i satysfakcje gdy z niej wyszedłem i pokonałem Demona w Brodzie Ulgotha, na którego też nie mogłem za pierwszymi razami znaleźć sposobu. Podsumowujac, w BG1 bawiłem się dobrze. Był to miks satysfakcjonującego poziomu trudności, eksploracji i całkiem ciekawej fabuły.

Po BG1 odpaliłem dodatek Siege of Dragonspear. Wiele osób ma negatywne zdanie na temat tego dodatku. Mi się jednak bardzo on podobał. Zmieniał trochę rozkład akcentów. Dodawał dużo walk, czyli robił to co Tron Bhaala, ale poza walkami mogłem zająć się questami pobocznymi. A to musiałem kogoś uratować od petryfikacji, a to eksplorowałem kopalnie-grobowiec kasnoludów lub szukałem szpiega w obozie. Nie czułem przy tym dodatku znużenia i robienia w kółko tego samego. Jeśli jakaś walka była za trudna, skupiałem się na prostszych rzeczach by podlewelować drużynę. Plusem był też dla mnie wygląd lokacji. Poza tym, że z silnika wyciśnięto chyba wszystko co się dało, lokacje były duże, zróżnicowane i widać było, że ktoś nad nimi posiedział. Lochy oferowały sekrety, tajne pomieszczenia, które można było przypadkiem pominąć, jeśli nie zwracało się uwagi. Dodatek na duży plus.

Logiczną koleją rzeczy było zagranie w BG2. O BG2 nasłuchałem się sporo: dla wielu to najlepsza gra RPG w ogóle. Ja natomiast oczekiwalem po prostu ulepszonej wersji BG1 z większą ingerencją w kształtowanie mojej postaci, z większą ilością questow, dialogów, lokacji, wszystkiego. I w zasadzie to dostałem. BG2 oferuje duże możliwosci ponownego przejscia tej gry, używajac innych członków druzyny, robiąc questy w inny sposób i w innej kolejności. Zostając chwile przy questach, mamy naprawdę zróżnicowane questy. Czasami są to proste zadania w stylu "przynieś, wynieś, pozamiataj", a czasami długie, złożone wyprawy, gdzie zapominamy o głownym wątku. To są te momenty, gdy BG2 naprawdę błyszczy. Szczególnie na początku można poczuć się przytłoczonym ilością questów i rzeczy, za które możemy się zabrać. Podsumowując, starczy powiedzieć, ze na pewno przejdę jeszcze raz jedynkę i dwójkę używając innego buildu i grając inaczej.

No i niestety, dochodzimy do Tronu Bhaala. To co napisałem wyżej miało na celu pokazać jak do tego momentu widziałem te gry i jakie było moje wrażenie odnosnie tych gier. Rozpieszczony przez BG2 przystąpiłem do Tronu Bhaala i praktycznie od początku nastąpił dla mnie jakis dysonans poznawczy. Fabularnie, Irenicus zadał sobie olbrzymi trud i finalnie skończył fatalnie zadzierajac z naszym bohaterem. Upatrzył nas oraz Imoen, gdyż jesteśmy dziecmi Bhaala, kimś na swoj sposob wyjątkowym. Potrzebne były mu nasze dusze. Dodatek jednak przeczy tej wyjątkowosci, gdyż juz w pierwszej wiekszej lokacji okazuje się, ze nawet jakis pijaczek w gospodzie jest dzieckiem Bhaala. Po co wiec Irenicus upatrzyl sobie nas, gdy mogl do relalizacji swego planu wziąć kogoś pierwszego lepszego. Już w tym momencie czułem, że coś z tym dodatkiem będzie nie tak. Po prostu czułem się oderwany od fabuły poprzednich gier. Mógłbym przeboleć spadek jakości fabuły gdyby reszta była na poziomie. Tak jednak nie jest. Gra sprowadza się do ciągłych walk. Lokacja po lokacji walczymy z kolejnymi zastępami wrogów. Fabuła gdzieś schodzi na dalszy plan. Lokacji jest niewiele. Dodatkowo, są niezwykle małe i wypełnione niczym. Questów pobocznych jest jak na lekarstwo. Na swojej drodze pokonałem Yaga Shurę, zacząłęm walkę z Drowami Sendai i się poddałęm. Gra totalnie zrywa z tym czym do tej pory była. Gram w grę, która została zrobiona jakby przez innych ludzi. To co wkręciło mnie w jedynce i dwójce tutaj wyparowało. Nie mam ochoty przebijać się przez kolejne hordy przeciwników wyposażonych w najlepszy sprzęt, który osmiesza legendarne itemy zdobyte w BG2. Co z tego, że oczyszczę jedno pomieszczenie z cięzkich przeciwników, gdy po otworzeniu kolejnych drzwi znowu bede musial robic quick save, odpoczywać, buffować się czym popadnie i zaczynać od nowa. Sam koncept walki dzieci Bhaala jest spoko i fajnie wieńczy historie naszego protagonisty. Ale to w jaki sposób tego dokonano niszczy jakąkolwiek chęc grania w ten dodatek. Może coś mi umknęło, lub przegapiłem jakiś czar, czy przedmiot, ale już walki z ognistymi olbrzymami napsuły mi krwi. Nawet jak ich pokonywałem, to często ginał mi towarzysz, w taki sposob, że nie moglem go rezurektować. Nie czułem satysfakcji z gry, a raczej miałem wrażenie, że gra zneca się nad moim bohaterem, który przypomiam miał bardzo dobre staty i zrobił w BG2 praktycznie to co sie dało. Kolejen fale drowów i przegięty poziom trudności, który miał się jeszcze zwiększać (Tak, słyszałem o Niebieskim Smoku - dziecku Bhaala) przelały czarę goryczy. Rozumiem, że wiele osob grało w ten dodatek 20 lat temu, a ja go ogrywam w 2022, ale możę dzieki temu patrzę na niego ze świeżej perspektywy, bez przesadnej nostalgii, która często zaburza uczciwą ocenę danej gry. Dziwię, się, że ten dodatek w 2001 roku otrzymywał noty 9/10 w branżowych czasopismach, bo zwyczajnie na to nie zasługiwał.
Odpowiedz
Zgadzam się, że TB trochę przesadził z ilością walk, ale jeśli chodzi o poziom trudności to tak miało być. To jest zwieńczenie historii Dziecka Bhaala. Nasza postać na końcu Cieni Amn jest przekoksem i w TB twórcy musieli jakoś podnieść poziom trudności. Gdybyśmy spotkali przeciwników na tym samym poziomie co w podstawowej grze to po prostu byłoby za łatwo, bo nasza postać przebiłaby się przez nich jak przez masło.
A dzieci Bhaala było wiele, już w jedynce jest to wspominiane. Tylko były rozsiane po całym świecie. My po prostu byliśmy najbliżej Irenicusa i Atkhatli, no i byliśmy dość sławni w regionie więc znalezienie nas było dość łatwe w przeciwieństwie do innych.

Ps. Też mi się podobał SoD.
Ps. No i "dzięki" za tego starego gracza, ja mam 37 lat...
Odpowiedz
59.

Było trudno i satysfakcjonująco. Więcej grzechów nie pamiętam.

Musiałbym jeszcze raz zagrać. Pamięć szwankuje?
Odpowiedz
Gram teraz we Wrath of the Righteous na poziomie trudności core...I serio jak ktoś uważa Tron Baala za trudną grę to Pathfinder na wyższych poziomach trudności będzie dla niego niegrywalny. Przeciwnicy mają klasę pancerza z kosmosu, posiadają liczne odporności i niewrażliwości, a do tego spamują czarami i zdolnościami specjalnymi na potęgę. Nie było tak źle aż do czwartego rozdziału, ale teraz nawet grupa "zwykłych" przeciwników spotykanych na ulicy korzysta ze wzmocnień i grupowych umiejętności osłabiających, unieruchamiających. Momentami jest to wręcz niedorzeczne. A są jeszcze dwa wyższe poziomy trudności.
Odpowiedz
← Artykuły

[Baldur's Gate II: Tron Bhaala] Recenzja - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...