Napisano: 23 sierpnia 2019, 13:36 · #1
0

Fani gry "Fallout 76" nie mają łatwego życia. Mimo rozlicznych przeciwności losu, masy błędów i wielu dyskusyjnych decyzji twórców, wciąż pięknie wspierają produkcję, nadal poświęcając jej mnóstwo swojego cennego czasu. Jest coś niedorzecznie romantycznego w tej miłości i to chwyta za serce. Tym bardziej, że dla osoby postronnej może się to wydawać mocno toksycznym związkiem, który kwalifikuje się do zorganizowanej interwencji oraz detoksu.

fallout 76

Spójrzmy choćby na ostatnią nowinkę, która zadebiutowała w grze. Do tytułu wprowadzono pierwszy raid, czyli lokację, gdzie grupy graczy po serii wymagających walk oraz ubiciu głównego bossa, mogą liczyć na cenny legendarny łup. Przynajmniej w teorii, o czym przekonał się użytkownik skrywający się pod ksywką Kaelynath.

"Pokonaliśmy finałowego bossa i otworzyliśmy skrzynkę, a tam..."

fallout 76

Zgadza się, wiertarka.

Oczywiście, narzędzie do wiercenia może zostać użyte jako narzędzie mordu, ale jest to z grubsza słaba, krótkodystansowa broń. Sytuacja jest więc kuriozalna, bo aktywność dedykowana jest dla graczy o wysokim poziome postaci, którzy od dawna ukończyli już główny wątek i szukają adrenaliny w "endgame". Sama Bethesda zaleca wejście do lokacji grupą 3-4 graczy ze względu na poziom wyzwań, jaki tam czeka. Trud włożony w wysiłek jest więc stanowczo nieadekwatny i przywodzi na myśl dostanie z popularnego "liścia" w twarz.

Co smutniejsze, to nie pierwszy taki "wiertarkowy incydent". Gracze od dawna zgłaszali studiu, że z legendarnych bossów nierzadko wypada właśnie omawiany przedmiot. Błędu, jak widać, nie naprawiono do dziś.