dziki_zachód

Cania

Bohaterowie zatrzymali się tuż przed budynkiem usytuowanym na południowym zachodzie. "Karczma Ognia Piekielnego" - głosił napis na szyldzie przed wejściem. Brzmiał zachęcająco, biorąc pod uwagę, że wokół panował wieczny mróz i tylko posiadanie jagód Veloxa pozwalało przetrwać w tej sferze. Nie zastanawiając się długo weszli do środka.

Uderzył w nich zapach pieczeni, którą szef kuchni podał właśnie do jednego że stolików. Siedziała przy nim grupka krasnoludów składająca się z czterech brodaczy. Jeden z nich sprawiał wrażenie ich dowódcy, jednak nie świadczył o tym jego strój czy atrybuty, ale doświadczenie widoczne na twarzy. Wzrostem nie różnił się od pozostałych członków swej rasy. Był mocnej budowy, a żeby to podkreślić miał przerzucony przez plecy potężny topór dwuręczny. Zebrane z tyłu głowy rude pasma włosów sięgały mniej więcej wysokości barków, a broda zapleciona w dwa staranne warkocze spływała aż do klatki piersiowej. Krasnolud podziękował za pieczeń, po czym wraz z resztą kompanii począł się raczyć stojącym na stole piwem w kuflach.

Mroczna elfka o srebrnych włosach zmierzyła spojrzeniem zajadających się brodaczy, po czym nie spuszczając z nich wzroku rzekła:
- Rzadko zdarza się, żeby goście byli obsługiwani przez samego szefa kuchni, który w dodatku podaje im pieczeń. Według mnie coś jest na rzeczy i dobrze by było dowiedzieć się, co.. - głos drowki był tajemniczy i pełen podejrzeń
- Zgodzę się z tobą - odparł Bard, który dowodził drużynie. Spojrzał w stronę krasnoludów izwrócił się do reszty po chwili namysłu:
- Ciekawi mnie, w jaki sposób tu trafili. Sądzę, że może mieć to jakiś związek z Mefistofelesem..
- Może barman coś wie? - wtrąciła Aribeth, skupiając swój wzrok na smoku cienia rozdającego trunki klientom
- Ty i te twoje pomysły.. - prychnęła Nathyrra - nie dogadywała się z elfką i każda sytuacja mogła być powodem sprzeczki między nimi. Powód był prosty - była zazdrosna o Aribeth, która stanowiła dla niej realne zagrożenie, jeśli chodziło o Barda. Jednak on widząc cień smutku na twarzy elfki stanął w jej obronie: - Aribeth ma rację. Barman może coś wiedzieć o tych krasnoludach, Nathyrro - Spojrzał na Aribeth, a ta lekko się uśmiechając szepnęła:
- Dziękuję
Podeszli do smoka. Ten pochylił się nad nimi tak, że od razu można było wyczuć, że sam również próbował trunków

Co podać? - dało się słyszeć od podchmielonego barmana
- Chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś o grupce krasnoludów siedzących przy tamtym stoliku - Bard spojrzał na brodaczy, którzy opowiadali sobie historie i popijali piwo

Ha ha! - roześmiał się smok. - Wiesz, ile rzeczy ja bym chciał?
- Czego na przykład? - zainteresował się Bard
- Powiedzmy... - ciągnął smok - że jeśli zrobiłbyś coś dla mnie może mógłbym pomóc tobie i twoim towarzyszom
- Czego oczekujesz? - odrzekł mężczyzna
-Widzisz grupkę niziołków bawiących się w tamtym rogu karczmy?
- Widzę - paladyn spojrzał w ich stronę
- Jeden z nich ukradł moja sakiewkę z napiwkami. Sam nie mogę jej im zabrać bo raz - nie zmieszczę się w ten ciasny kąt, a dwa - nie mogę robić zamieszania... jeśli wiedziałbyś jak..
- Sądzę, że mogę to zrobić - ucięła Nathyrra przerywając wypowiedź smoka. Ten przyjrzał się jej i odrzekł:
- Skoro tak, obiecuję - że jeśli ci się to uda powiem wam po co przybyły tu krasnoludy. Sakiewka jest dla mnie cenna..
- W porządku - rzekła drowka - daj mi 5 minut. Ruszyła w stronę złodzieja, by odebrać mu smoczą własność. Postanowiła rzucić na siebie "niewidzialność", lecz nie mogła zrobić tego tutaj - na widoku wszystkich. Miejsce, do którego zmierzała było zaciemnione, ponieważ światło pochodni ledwo doń docierało. Złodziej i jego koledzy byli dość mocno upojeni, na co wskazywało ich zachowanie. Rozejrzała się dookoła. Osoby siedzące przy stoliku po jej prawej stronie zajęte były rozmową oraz posiłkiem i nie zwracały uwagi na otoczenie. Pewien jegomość oparty o coś, co wyglądem przypominało prowizoryczną balustradę uciął sobie drzemkę. Przyglądając się mu dokładniej Nathyrra spostrzegła, że był półorkiem. Dookoła panował ogólny gwar. Kelnerki krążyły od stolika do stolika, by zrealizować zamówienia gości, a ci sprawiali wrażenie, że sytuacja wokół nich jest im całkowicie obojętna. Mimo to drowka postanowiła rzucić na siebie czar, by nie ryzykować. Wiedziała, że jeśli da się zauważyć, zamieszanie uniemożliwi całej grupie zdobycie jakichkolwiek informacji. Dopiero będąc w półmroku pozwoliła sobie wykonać kilka ledwo zauważalnych gestów, dzięki którym stała się niewidoczna. Zakradła się do niziołków bacznie wypatrując sakiewki. Jako, że drowy widzą w ciemności, dostrzeżenie jej nie sprawiło kobiecie większego problemu. Leżała z dala od swego nowego właściciela, tak więc Nathyrra nie musiała się martwić o to, jak mu ją odbierze. Po prostu podeszła jak najciszej do woreczka i wyczekała moment, gdy oczy wszystkich skierowane będą w inną stronę
Schowawszy go ostrożnie, by nie wydał dźwięku, skierowała się w stronę smoka, by ukryć się za nim do momentu, aż czar przestanie działać. Gdy to nastąpiło wyjęła sakwę wręczając ją smokowi
- Proszę - kobieta podała zdobycz smokowi. - Pilnuj jej dobrze
- Oczywiście - odrzekł ukrywając swój dobytek w małej zapadni za sobą. Więc co chcecie wiedzieć?
- Co krasnoludy robią w takim miejscu jak to?
Krasnoludy.. taak.. - odsapnął smok - Czekają tu na Aardena Swifta. Słyszałem jak kilka dni temu ten rudy umawiał się z nim na spotkanie. Pewnie mają jakieś wspólne interesy do załatwienia
- Arden Swift? - powtórzyła pytająco Aribeth. Jesteś pewien, że tak właśnie się nazywał?
- Mam dobry słuch oraz pamięć - smok sprawiał wrażenie lekko oburzonego, że ktoś śmie upewniać się co do wypowiedzianych przez niego słów - jestem tego absolutnie pewny..
- To wróży kłopoty.. - westchnęła elfka
- Wiesz, kim jest ten człowiek? - zapytał Bard
- Owszem, choć wcale mnie to nie cieszy. - kobieta wydała z siebie głębokie westchnienie, po czym zaczęła swą opowieść:
- Gdy jeszcze byłam w Neverwinter czasami zaglądałam do tamtejszego "Targowiska Awanturników"..
- Pani Aribeth chodziła do karczmy? - zapytał zdziwiony Deekin
- Tak, bywałam tam od czasu do czasu, aby dowiedzieć się, ilu nowych, pełnych energii i zapału do pracy chętnych przybyło
- Tak pani elf poznała szefa? - nie dawał za wygraną kobold
- Nie, Barda poznałam w zupełnie innych okolicznościach, ale o tym kiedy indziej.. kiedy pewnego razu udałam się w tamto miejsce byłam świadkiem kłótni pomiędzy Aardenem a jakąś kobietą
- I zapewne wzorowa paladynka natychmiast pobiegła wymierzać sprawiedliwość.. - Nathyrra przewróciła oczami
- Widząc mnie w drzwiach pokrzywdzona przyszła, by prosić mnie o pomoc. Okazało się, że Aarden wykorzystał jej naiwność i wygrał cały jej dobytek w kości
- Skoro go wygrał nie mogło być mowy o oszukiwaniu - wtrąciła drowka
- Grał nieuczciwie. Poza tym że tak powiem postawił swoją współzawodniczkę pod ścianą, o czym dowiedziałam się w trakcie rozmowy
- Skoro się zgodziła powinna ponieść tego konsekwencje - wtrąciła Nathyrra. Aribeth spojrzała na nią po czym dokończyła wypowiedź
- W niedługim czasie w Neverwinter zrobiło się głośno o nieuczciwym trefnisiu i oczywiście dostałam zlecenie od Lorda Nashera, by się tym zająć..
- I co zrobiłaś ? - zapytał zaciekawiony paladyn
- Wybrałam się do szulera by odbyć z nim pogadankę na temat zasad panujących w mieście, a także zasad moralnych, lecz wyobraźcie sobie moje zaskoczenie,
gdy Aarden zaproponował mi układ polegający na tym, że jeśli wygram z nim w kości wyniesie się z Neverwinter i słuch wszelki po nim zaginie, zaś jeśli nie - oddam mu swoje uzbrojenie
- Co było dalej? - Bard cały czas był ciekaw
- Nie mogłam przyjąć wyzwania ze względu na swój kodeks, oraz z przyczyn prywatnych..
- Co to znaczy? - zapytał kobold
- Nie jestem mistrzynią gry w kości Deekinie, szczerze powiedziawszy nigdy w to nie grałam
- Czyli odmówiłaś ? - Deekin spojrzał na Aribeth po czym dodał: - Deekin też by tak zrobił
- Odmówiłam, zaś Aarden został publicznie ogłoszony jako szuler, przed którym udało się przestrzec ludność. Kilka dni po tym wydarzeniu wyniósł się z miasta wiedząc, że nie ma tam czego szukać
- Kto go ogłosił oszustem ? - Deekin wyglądał na zafascynowanego historią
- Lord Nasher. To on zajmował się takimi sprawami. Wydał oficjalny werdykt o Aardenie.. - kobieta zamyśliła się na chwilę a jej twarz spowił smutek. Widząc to Bard domyślił się, dlaczego. Zbyt duża zbieżność wydarzeń z werdyktem Fenthicka musiała wywołać u Aribeth nieprzyjemne wspomnienia. Podszedł do niej i obejmując ją ramieniem przytulił do siebie. Aribeth wtuliła się w niego, gdy głaskał ją po rudych włosach. Reszta kompanii wraz ze smokiem patrzyła na nich do momentu, gdy elfka poczuła się lepiej. Delikatnie zroszone łzami oczy elfki spojrzały na mężczyznę, a on obdarował ją uśmiechem, który odwzajemniła.
-Już dobrze, Aribeth. Nie myśl o tamtym
-Postaram się. Po prostu..
-Nie myśl już
Nathyrra rzekła:
Gdybyśmy wiedzieli, o czym rozmawiają, gdy Aarden się pojawi, moglibyśmy się czegoś dowiedzieć, o tym, co planują..
- Ale jak? - zapytał Deekin
- Idź na zaplecze, do szefa kuchni i powiedz mu, ze Bakertraxis najął cię na moment jako swoją pomoc i poproś go o fartuch kelnerki. W ten sposób gdy będziesz się kręcić koło ich stolika możliwe, że coś usłyszysz.. - powiedział barman
- Jesteś pewien, że ten cały szef kuchni przyjmie mnie od tak?
- Przyjmie, nie martw się o to
- W takim razie idę - odrzekła kobieta i po chwili zniknęła za drzwiami prowadzącymi do zaplecza
- Szefie, pani drow będzie kelnerem? - kobold był nieco zdziwiony
- Tak Deekinie. Czasem sytuacja wymaga od nas odgrywania pewnych ról..
- A czy pani elf też udawała, że jest zła? - kobold wymownie spojrzał na Aribeth, lecz ta nie miała ochoty tłumaczyć mu swego wyboru
- Pani elf, jak zwiesz Aribeth podjęła taki wybór, jednak prosiłbym cię, żebyś na razie nie wspominał o tym, dobrze?
- Deekin chciał tylko opisać to w swojej balladzie..
- Piszesz balladę? - Bard próbował odciągnąć uwagę towarzysza od toczonej dyskusji
- Jasne szefie. Będzie piięęękna !! - wykrzyknęło uradowane stworzenie - Deekin nie wie tylko, jak powinien opisać tego.. Argeda?
- Masz na myśli Aardena? - wtrąciła Aribeth
- Tak, właśnie. Deekin pomyślał o nim. Co pani elf o tym sądzi? Co Deekin ma o nim napisać?
- Napisz że.. - kobieta zastanowiła się nad odpowiedzią - jest nie do końca uczciwy i lubi bawić się cudzym kosztem
- Co to znaczy bawić się kosztem? - zapytał kobietę
- Oznacza to, że ktoś chce cię wykorzystywać, żeby mieć z tego zysk, Deekinie
- No cóż.. - zamyślił się kobold - Deekin kilka razy w życiu był wykorzystywany... zwłaszcza przez wydawców i kupców
- W jaki sposób? - zapytała Aribeth
- Niedobrzy ludzie oszukiwali małego Deekina. Gdy dostał on swoje wynagrodzenie za balladę o wężycy nie wiedział dokładnie, czy otrzymał tyle, ile powinien. Później, gdy inni zorientowali się, ze Deekin jest słaby w wydawaniu pieniędzy wykorzystywali to. Bolało, zanim Deekin nauczył się rozsądnie wydawać zarobione pieniądze..
- Gdybyś miał jakieś problemy z niektórymi nominałami możesz się zwrócić do mnie o pomoc - odrzekła kobieta
- Deekin nie wie - powiedział kobold grzebiąc ręką w kieszeni - jaką wartość mają te pieniążki.. - wyciągnął z kurtki kilka złotych motet, na których widniały wibite lwy. Elfka przyjrzała im się dokładnie, po czym rzekła:
To bardzo cenne monety. Są wiele warte. Znaczą tyle co 30 sokołów lub nawet 100 palców
- Takich brązowych?
- Mówisz o palcach? Tak, takich brązowych
W czasie, gdy Deekin i Aribeth zajęci byli konwersacją na temat monet, do karczmy wszedł Aarden. Smok zwrócił się do niej:
-Ukryj się za mną. Jeśli cię pozna, może coś podejrzewać..
-Słusznie - rzekła, po czym schowała się za cielskiem wielkiego smoka
Aarden wytarł buty, zdjął płaszcz wieszając go na haczyku i przywitał się z krasnoludami.
W tej samej chwili z zaplecza wyszła Nathyrra przebrana za kelnerkę. Mrugnęła porozumiewawczo do swoich, po czym udała się do stolika, gdzie siedziały krasnoludy i ich dopiero przybyły gość
-Co dla państwa? - zapytała
Mężczyzna zamówił piwo. Gdy drowka zabierała ze stolika puste kufle dwóch brodaczy Aarden nie zdając sobie sprawy kim jest obsługując ich kelnerka zaczął rozmowę:
- Tak jak mówiłem. Sprawa jest dosyć.. kosztowna
- Jak bardzo kosztowna? - zapytał rudobrody - czy mógłbyś nam to sprecyzować?
- Precyzyjnie - mężczyzna podrapał się po głowie - 500 tysięcy sztuk złota
- Ile?! - zdumiał się krasnolud odstawiając kufel z którego sączył piwo. Mimo, iż rasa ta była znana z gromadzenia skarbów i kosztowności suma zrobiła na nim niemałe wrażenie.
- Dokładnie tyle, ile powiedziałem. Znająca.. - drowka nie była w stanie usłyszeć dalszej części rozmowy mimo wyostrzonego zmysłu słuchu. Znajdowała się zbyt daleko. Gdy wróciła do stolika, by obsłużyć swych klientów mogła dalej przysłuchiwać się konwersacji:
- Imię tego czarta nie należy do tanich. Dla nas jest ono bezcenne. Połowę sumy mam z wygranych. Kwestia tego, czy dołożycie drugie tyle, żebyśmy mogli się stąd wydostać..
Brodacz podrapał się po głowie - Musimy się naradzić. To nie jest mała kwota.
- Rozumiem. - odrzekł. - Chciałbym jednak, żebyście zrobili to w dość szybkim tempie..
Nathyrra zajęła się ścieraniem ze stolika resztek rozlanego trunku.
- Zatem radźcie - rzekł, po czym niemalże duszkiem wypił podany alkohol. Ja muszę jeszcze załatwić kilka spraw - dokończył wstając i skierował swe kroki ku wyjściu biorąc ze sobą płaszcz.
Krasnoludy poczekały, aż Nathyrra dopełnię swych obowiązków po czym pochyliwszy się ku sobie zaczęły naradę
Kobieta w tym czasie ukończywszy zadanie poszła się przebrać na zaplecze. Gdy dołączyła do drużyny przekazała informacje, które udało się jej zdobyć
- Ale o co chodzi z tym imieniem? - zapytała Aribeth, gdysiedzieli przy jednym ze stolików, kiedy krasnoludy już wyszły
- Deekinowi zdaje się, że wie, o co - rzekł kobold. Cała reszta skupiła na nim uwagę
- Kiedyś.. - zaczął Deekin - U starego mistrza Deekin czytał pewna książkę, w której było dużo, dużo obrazków. Nosiła tytuł..- kobold zaczął usilnie się zastanawiać - ..chyba..chyba.. - nie mógł sobie przypomnieć
- Jej tytuł nie jest najistotniejszy Deekinie - rzekł do niego Bard. O czym była ta książka, którą czytałeś u smoka?
- Było tam wspomniane o tym, że każdy, kto się urodzi ma nadawane imię przez jakiegoś z bogów. Prawdziwe imię, które jeśli się zna, można wykorzystać na przykład do rozkazywania tej osobie
- Ha! To by było coś! - ucieszyła się Nathyrra. Rozkazywać Mefistofelesowi!
- Racja, ale nie mamy pewności, że to właśnie o TYM imieniu rozmawiali
- Wspomnieli coś o znającej, tak? - odezwała się Aribeth
- Owszem - ucięła drowka
- Kiedyś, gdy rozmawiałam z tutejszą Sesnei Ghiltzherai wspomniała coś o jakiejś. Jednak nie słuchałam jej zbytnio uważnie, czego teraz żałuję. Nathyrra posłała jej obojętne spojrzenie dając do zrozumienia, że niewiele ją to obchodzi w przeciwieństwie do Barda i Deekina którzy słuchali jej z zainteresowaniem.
- Moglibyśmy się do niej udać i zapytać o tą Znającą - rzekł paladyn
- Słusznie - odparła elfka
- Tak więc chodźmy - zaproponował dowódca. Wszyscy wstali, po czym zabierając swe okrycia wyszli drzwiami karczmy by udać się do Sensei...[/font]

[font="Palatino Linotype"] [/font]

[font="Palatino Linotype"]Świątynia Śpiącego, do której weszli była jasno oświetlona. Atmosfera panująca w tym miejscu była podniosła i uroczysta. W centrum sali znajdowała się mównica z leżącą na niej otwartą księgą. Bard postanowił rzucić nań okiem w nadziei, że może z tego ogromnego tomu uda mu się czegoś dowiedzieć o Znającej. Podszedł do księgi. Rozejrzał się, by sprawdzić, czy Sensei nie ma w pobliżu. Wiedział od Aribeth, że nie pozwala ona studiować swych ksiąg "niewtajemniczonym". Spojrzał na jedną ze stronic tomu. Słowa napisane były ładnymi, zdobionymi literami. Każda z nich rozpoczynała się inicjałem pokrytym płatkami złota, bądź lapis lazuli. Pierwszy z wpisów głosił:
"Sny Śpiącego zwróciły się ku jego poszukiwaniom. Im głębiej zaglądam w jego umysł, tym bardziej niespokojny staje się jego sen. Jego poszukiwania zaprowadziły go na pustkowia Canii, daleko za jej Wrota..."
Mężczyzna niezbyt wiedział, co miałyby znaczyć te słowa. Nie miał pojęcia, kim jest Śniący, oraz dlaczego Sensei "zagląda w jego umysł" . Postanowił przeczytać kolejny wers:
"Mogę prawie poczuć straszliwy mróz, którego doświadczył, będąc już niemal na skraju śmierci. Miał na palcu pierścień, który pogrążył cały świat w ciemności, podświetlając tylko drogę, którą miał podążać."
Kolejny fragment również nie oświecił Barda. Pierścień? Podświetlając drogę i pogrążając świat w ciemności? Wszystko to wydało mu się być mocno zawiłe. Chciał poszukać odpowiedzi w kolejnych wersach, lecz Nathyrra stojąca nieopodal uprzedziła: "Psst! Sensei wraca." - Paladyn postanowił czym prędzej odwrócić się od księgi, udając zainteresowanie jakąś płaskorzeźbą.
Po chwili z komnaty obok dało się ujrzeć wysoką kobietę o poważnej, skupionej twarzy. Pod jej ziemistoszarą skórą prężyły się mięśnie. Kobieta zwróciła się w stronę przybyszów. Jej oczy były koloru szczerego złota.
"Pozwól, że przedstawię ci Sensei. A co do ciebie - obawiam się, że nie musisz się przedstawiać..." - zabrała głos Aribeth. Kobieta lekko się do niej uśmiechnęła, po czym skupiając swój wzrok na paladynie rzekła:
"Ach, witaj, Bard. Wiedziałam, że, jak każdy cierpiący, pewnego dnia i ty przybędziesz tutaj, aby złożyć swe smutki u stóp Śpiącego... Jak przebiega twoja Pielgrzymka?"
Nie wiedząc, o czym mówi Sesnsei wspominając o jakiejś pielgrzymce zwrócił się do niej:
"Co masz na myśli, mówiąc o Pielgrzymce?"
"Każdy - podjęła kobieta - kto przybywa do Śpiącego, jest Pielgrzymem na wielkiej drodze życia. Tak jak on, Pielgrzymi przemierzają sfery w poszukiwaniu odpowiedzi, i tak jak on - kiedyś je znajdą."
"W jaki sposób można przemieszczać się między sferami?" - mężczyzna był zaciekawiony
"Istnieje całe mnóstwo sposobów: są odpowiednie zaklęcia, portale, wiry, magiczne mgły i cienie. To zresztą zależy od samej sfery. Tutaj, w Canii, są tylko dwa sposoby: Wrota i dopływy rzeki Styks."
"Dokąd prowadzą?" - Sensei na chwilę zastanowiła się, czy jej rozmówca nie chce aby za dużo wiedzieć, jednak po chwili uznała, przekazywaną mu wiedzę za „nieszkodliwą”.
"Wrota przeniosą cię niemal wszędzie, jeśli tylko Żniwiarz zechce spełnić twoją wolę. Dopływy rzeki Styks natomiast płyną wyłącznie w dół, do Nessus, dziewiątego i ostatniego poziomu Baator. Nigdy tam nie byłam i nie zamierzam się tam udawać.". Bard wspomniał na chwilę Żniwiarza, z którym zdołał się już zaprzyjaźnić. Nie wiedział dokładnie kim, lub raczej czym on jest. On sam ujawnił mu tylko tyle, że jest Strażnikiem. Mężczyzna postanowił zadać kobiecie pytanie, które nurtowało go od dłuższego czasu:
"Jak mogę skłonić Żniwiarza, by spełnił moją wolę i wysłał mnie z moimi przyjaciółmi do mojej ojczystej ziemi - Torilu?"
Sensei westchnęła. - "Nie znam innego sposobu, niż użyć jego Prawdziwego Imienia, jak zrobił to Mefistofeles. Może Śpiący wie więcej na ten temat, jednak póki nie wyśni odpowiedzi na to pytanie, jestem tutaj uwięziona razem z moimi pielgrzymami... i tobą."
"Jak to 'póki nie wyśni odpowiedzi'?" - Paladyn nie był w stanie niczego zrozumieć z wypowiedzi kobiety
"Śpiący śni o wielu rzeczach, a wtedy jego myśli gromadzą się na powierzchni umysłu, skąd mogę je odczytać. Wiele z jego tajemnic odkryłam dzięki jego snom." - Na twarzy swej rozmówczyni Bard dostrzegł ledwo zauważalny uśmiech
"Czego dowiedziałaś się ze snów Śpiącego?"
"Na jego snach opierają się filary moich wierzeń. Dzięki nim moi Pielgrzymi i ja sama zbliżamy się powoli do wielkiego oświecenia. Ze snów Śpiącego poznałam pięć jego tajemnic."
-Tajemnic? - zdumiał się mężczyzna
- Taak.. - odpowiedziała powoli, po czym ponownie wzdychając rozmarzyła się na moment. Chwilę później dokończyła wypowiedź:
"Kim jest? Skąd przybył? Dlaczego odszedł? Kogo szukał? Jaką odpowiedź otrzymał? Ci, którzy pragną doświadczyć chwały Śpiącego, muszą znaleźć odpowiedź na te pytania."
Jak mają się tego dowiedzieć?
"Cóż, jest wiele sposobów, by zgłębić jego tajemnice. Tylko ten, kto jest godzien ich poznania będzie w stanie to zrobić. Ze swojej strony mogę udzielić ci odpowiedzi na pierwszą z nich. Zapamiętaj ją dobrze...
-Tajemnica? - kobold był zaskoczony - chwileczkę.. Deekin musi to zanotować! - wyjął z plecaka swój kajecik, po czym maczając pióro w niewielkim kałamarzu zaczął pisać
- Śpiący jest niebiańskim Planetarem, wcieleniem dobra. Podobnie jak ty i ja jest on Pielgrzymem podróżującym między sferami." - odpowiedziała Sensei, a kobold rejestrował każde jej słowo
"Kim są Planetarzy?" - wtrąciła Aribeth przysłuchująca się rozmowie
"Tak jak Cania jest domem różnych diabłów i demonów, tak istnieją na tym świecie różne rodzaje aniołów, od prostych Archontów po potężnych Deva, Planetarów i Solarów."
"Skąd pochodzą anioły?" - Bard miał nadzieję, że dowie się również odpowiedzi na kolejną z tajemnic
"Z różnych miejsc. Niektórzy twierdzą, że anioły są wszędzie, nawet tutaj. Jeśli natomiast chcesz wiedzieć, skąd pochodzi Śpiący, jest to druga z jego Pięciu Tajemnic, którą musisz rozwikłać samodzielnie."
Jeśli mi się to uda - mężczyzna kątem oka zerknął na Nathyrrę bacznie obserwującą freski i płaskorzeźby - co na tym zyskam?
- Jeśli rzeczywiści okażesz się godzien i znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pięć Tajemnic pozwolę ci ujrzeć sny Śpiącego. Jednak na chwilę obecną nie mogę tego uczynić - odparła stanowczo
-Rozumiem, w takim razie powrócę do ciebie, gdy rozwikłam odpowiedzi na pozostałe tajemnice.
-Idź z moim błogosławieństwem i uważaj na siebie - odrzekła kobieta, po czym skierowała swe kroki do komnaty w której wcześniej przebywała. Gdy zniknęła za marmurową ścianą drowka, która wcześniej zajęta była oglądaniem ścian podeszła do Barda szepcąc mu do ucha:
-Póki sobie poszła spróbuj przestudiować księgę. Skoro jej tak pilnuje, niewykluczone, że znajdziesz tam odpowiedź na którąś z tajemnic tego Planetara. Mężczyzna skorzystał z rady drowki i ponownie zbliżył się do tomu. Kolejny z wpisów, którego nie udało mu się przeczytać, gdy nadchodziła Sensei głosił tak:
"Mefistofeles rozmieścił na jego drodze Strażników, choć nie wiem dlaczego. Dwóch z nich zabił własnymi rękami. Według niego jeszcze trzech pozostało przy życiu. Jego rany były bardzo poważne. Każdy krok sprawiał mu straszliwy ból, ale jednocześnie przybliżał go do ostatecznego celu. Cel ten ukazał mi się dopiero na końcu snu. Śpiący szukał Znającej Miejsca..."
Bard zerknął w stronę ściany, za którą przebywała Sensei, by upewnić się, że może czytać dalej. Gdy był tego pewien ponownie poświecił uwagę księdze:
"Tak oto zgłębiłam Czwartą Tajemnicę Śpiącego. Od tamtej pory jego sny stały się spokojniejsze i nigdy już nie zwróciły się ponownie ku jego podróży przez lodową pustynię..."
Odszedł od mównicy, po czym zawoławszy do siebie kobolda szepnął do niego:
- Deekinie, zapisz, że odpowiedzią na pytanie: "Kogo szukał? Była Znająca Miejsca"
- Jasne, Szefie - kobold zapisał posłusznie.
Mężczyzna zwrócił się do Nathyrry:
-Udało ci się coś wyczytać z tych fresków i malowideł?
- Niestety nie - westchnęła drowka. Na każdym z nich ukazany jest Planetar, jednak nie mogę doszukać się żadnej alegorii w tych dziełach. Sądzę, że pozostałe odpowiedzi znajdziemy poza świątynią..
- Baard.. - zawołała Aribeth, która wcześniej nie wdawała się w dyskusję, lecz sprawiała wrażenie nieco zamyślonej. Paladyn podszedł do niej, by dowiedzieć się, o co chodzi
-Przypomniał mi się fragment rozmowy, w którą wdałam się kiedyś z Sensei. Wydaje mi się, że znam odpowiedź na piątą tajemnicę Planetara..
-Zatem powiedz, jak ona brzmi. - Zwrócił się do kobolda:
- Deekinie, czy mógłbyś..
-Deekin pędzi - zawołał drużynowy skryba. W mgnieniu oka znalazł się tuż przy nich.
"U stóp śpiącego, w twardym kamieniu, wyryto napis, który jest odpowiedzią na Piątą Tajemnicę: 'Znajdzie cię ona u Wrót Canii. Nie wiem dlaczego, ale od tamtej pory te słowa nie dają mi spokoju."
... u wrót Canii - kobold zapisał odpowiedź
- Chodźmy stąd, zanim Sensei zorientuje się, że jeszcze tu jesteśmy - rzekła drowka.
-Ale dokąd? - zapytała ją Aribeth - przecież nie wiemy, gdzie mamy szukać tych tajemnic
- Później się nad tym zastanowimy. Spojrzała na paladyna:
- Bard, jaka jest twoja decyzja?
- Idziemy, nie chcę mieć nieprzyjemności z Sensei. - Odrzekł, po czym wyszli na zewnątrz..
Odpowiedz
← Fan Works

Cania - Odpowiedź

Wczytywanie...