outpost2

Przeciwnicy

Ostatnio strasznie męczę się ze Stalowymi Rycerzami. Goście są pro, niszczysz im życie, a te im się odnawia! Próbowałem taktyki "niszczymy każdego osobno", ale niewiele dała. Sojusznicy w tej lokacji niewiele potrafią zdziałać, tylko przez kilka sekund odwlekają atak przeciwnika na mnie. Na razie działam tak, że próbuję jednego Stalowego Rycerza zabić, a jak już kiepsko z życiem, to robię ze swoich postaci przynętę i prowadzę wroga do potężniejszego sprzymierzeńca znajdującego się w którymś z pomieszczeń. A z nim już jakoś idzie

Teraz zamierzam trochę zmodyfikować swoją taktykę, bo mam jeszcze jedno pomieszczenie do oczyszczenia, lecz ze sporą ilością Stalowych Rycerzy. A mi się nie chce tak latać z nimi do potężniejszego sojusznika, który woli siedzieć na tyłku zamiast mi pomóc

A Wy macie kłopoty z kimś szczególnym?
Odpowiedz
Gram na wysokim poziomie trudności. Żeby nie zdradzać zbyt wiele z fabuły powiem tak: na dolnych poziomach Warowni trafiam co jakiś czas na walki, które wykańczają mi drużynę, ale porażki zdarzają mi się rzadko (zwykle, gdy idę na żywioł i robię berserkera). Czyli ogólnie rzecz biorąc jest ok. Póki co chyba najcięższą walkę miałem z ogrami w liczbie wielu - niestety, musiałem podchodzić do niej kilka razy. Za każdym razem czułem do siebie obrzydzenie używając mojego wilka (gram łowcą) jako przynęty.

Walki wymagające, ale w sposób przyjemny. Podoba mi się, że trzeba kombinować
Odpowiedz
Walki są wymagające, wystarczy jeden błąd i cała taktyka się sypie, ta gra nie wybacza błędów. Zdecydowanie trzeba sobie przypomnieć sposób myślenia o walce ze starych dobrych gier, bo taktyka na berserkera, jak to powiedział Kresselack na ogół się nie sprawdza. Co do samych przeciwników nie oceniałbym ich z osobna, praktycznie na każdym etapie gry, który mi się dotychczas przytrafił, większość przeciwników okazywała się dosyć wymagająca, a w większej grupie nawet bardzo, nie pomagają limitowane obozowiska, bo dodatkowo w trakcie walki staram się oszczędzać nieodnawiające się po walce czary i umiejętności.

Odpowiedz
Kresseleck chodzi ci o te 5 ogrów w jednej komnacie co najlepiej je zmasakrować pułapkami a potem zwalczyć z nimi dopiero w wąskim przejściu u góry mapy.
Najgorszym jak dla mnie przeciwnikiem jak na razie okazało się 6 druidów wraz z trolamii i tylko dzięki szczęściu w krytyku nie zaczynam gry po raz trzeci. Ogółem każda walka jest indywidualnym i wiele zależy od układu terenu i tego jak zgrupowani są przeciwnicy. W sumie czy tylko ja przemierzam wszystkie podziemia w trybie skradania?
Odpowiedz
Ok, na 9 poziomie warowni zostałem zmasakrowany. Problem w tym, że te lochy to straszny hack'n'slash.
Odpowiedz

Cytat

W sumie czy tylko ja przemierzam wszystkie podziemia w trybie skradania?

Nie tylko. Ja prawie wszystkie lokacje staram się na skradaniu żeby odkryć wszystkie skarby
Odpowiedz
Kresselack, zgodzę się ale tego oczekiwałeś od tych lochów, mogli nam twórcy dać jakiegoś specjalnego towarzysza, nie powiem chciałbym mieć ogra w swojej kompanii albo innego ciekawego osobnika, na stałe. Co do skradania to brakuje mi w drużynie złodzieja i mocno się zastanawiam nad tym czy samemu go nie dodać tylko czy on zaczyna od pierwszego poziomu doświadczenia czy od 8 jak reszta drużyny?
Odpowiedz
Wg. Instrukcji dodany awanturnik zacznie z poziomem o jeden niższym niż główny bohater
Odpowiedz
Oj... tak Banda druidów, z których dwóch rzuci czar "Powracającej burzy" potrafi w kilka sekund wykasować całą drużynę. Jeden z najcięższych orzechów do zgryzienia

Do nowego poziomu zła dodałbym Banshee, która co 10-15 sekund swoim krzykiem unieruchamia Ci całą drużynę. Jeżeli ma jeszcze pomagierów do pomocy - masakrator. Męczyłem się z nią chyba kilka razy, zanim udało mi się nieumarłe babsko ubić.

Co do skradania, to szczerze pisząc, podoba mi się cwany koncept Obsidianu. Wcześniej ostro psioczyłem na brak punktów doświadczenia za zabicie potworków (jeno aktualizacja wpisów), ale teraz widzę, o co im chodziło. Generalnie w grach typu "Baldur's Gate" nie opłacało się pykać po cichu, a skradanie często było taką "sztuką dla sztuki", bo i tak trzeba było wyrżnąć całe tałatajstwo na mapie, aby zyskać kolejne poziomy. W "Pillars of Eternity" bardzo opłaca się inwestować w skradanie i nie ma obaw, że jesteś stratny na jakimś etapie - kto lubi omijać problemy oraz odgrywać bohatera-cienia, ten się tutaj odnajdzie Wasz styl gry to potwierdza, za co wielki szacunek dla studia, bo po tylu latach wyciągnęli wnioski
Odpowiedz
Tokar jesteś moją bratnią duszą. Też na początku miałem ostry zgryz: "gdzie jest mój exp za zabicie miliona x potworów". Ale teraz po ponad 20h gry uważam, że brak doświadczenia za zabijanie wciąż tych samych potworów nie jest złym rozwiązaniem. Choć moim zdaniem ilość doświadczenia za przeciwników jest trochę przy mały, zwłaszcza za zabijanie przeciwników co mają swoje jakieś konkretne nazwy.

Co do samego poziomu trudności, to grając magiem i nie rekrutując "własnych" poszukiwaczy przygód, to było bardzo ciężko. Rzucasz 4 czary i musisz odpoczywać, co było wkurzające. Teraz rzucasz 2 fireballe na start i się śmiejesz.

Dużo osób wspomina spotkanie z druidami, też mnie zaskoczyli za pierwszym razem. Ale jak rozstawiłem drużynę w drugim starciu to po problemie. Szkoda, że przeciwnicy są tak powtarzalni bardzo.

Z Banshee to chyba zależy, ja tą misje wykonywałem dość późno i dlatego raczej bez większych problemów usiekałem. Trochę zjawy mnie denerwowały, ale po za tym spoko.

Fajnie się gra bez skalowania poziomów przeciwników. Jak czegoś nie możesz przejść to wracasz później z lepszym sprzętem/poziomem. Choć w jednym aspekcie to ma wadę, a mianowicie jak ktoś próbuje "napaść" naszą postać. Wtedy ta grupa napadająca mogłaby być trochę skalowalna, gdyż jak napadła mnie jakaś grupka, to 2 fireballe i nie było co zbierać więc to kiepska zasadzka.
Odpowiedz

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Tokar dnia wtorek, 31 marca 2015, 00:52 napisał

Co do skradania, to szczerze pisząc, podoba mi się cwany koncept Obsidianu. Wcześniej ostro psioczyłem na brak punktów doświadczenia za zabicie potworków (jeno aktualizacja wpisów), ale teraz widzę, o co im chodziło. Generalnie w grach typu "Baldur's Gate" nie opłacało się pykać po cichu, a skradanie często było taką "sztuką dla sztuki", bo i tak trzeba było wyrżnąć całe tałatajstwo na mapie, aby zyskać kolejne poziomy. W "Pillars of Eternity" bardzo opłaca się inwestować w skradanie i nie ma obaw, że jesteś stratny na jakimś etapie - kto lubi omijać problemy oraz odgrywać bohatera-cienia, ten się tutaj odnajdzie Wasz styl gry to potwierdza, za co wielki szacunek dla studia, bo po tylu latach wyciągnęli wnioski


Jako że nigdy nie miałem cierpliwości do skradania (nawet w "Assassin's Creed"), to ten system zdecydowanie mi się nie podoba Ja nawet nie rozwinąłem u żadnej postaci umiejętności skradania z nastawieniem, że powalczę, wyczyszczę pomieszczenia i uzbieram kupę doświadczenia. Nie da się wszystkich zadowolić, wiem, ale i tak jestem daleki od zachwytów nad pomysłem Obsidianu w tym aspekcie
Odpowiedz
Tak gloryfikujecie te kule ognia na forum, ale to wcale nie jest w sumie taki przekozacki czar. Prawdziwe spustoszenie na grupie przeciwników robi... pierwszopoziomowy "Wachlarz płomieni", który zadaje około dwa razy więcej obrażeń - dwa-trzy dobrze puszczone zaklęcia i nawet z największej grupy kozaków nie ma czego zbierać Jedyny problem jest taki, że mag musi podejść odpowiednio blisko, jak również pod odpowiednim kątem to puścić, żeby nie przypaliło tyłka naszym sojusznikom.
Odpowiedz
← Pillars of Eternity

Przeciwnicy - Odpowiedź

Wczytywanie...