posiadlosc

Dwa fragmenty książek do oceny

Witajcie, mam silną chęć napisania książki, nigdy tego nie robiłem tak więc mam nadzieję że mnie naprowadzicie, i ewentualnie wskażecie co robię źle. Jak możecie, to wskażcie lepszą wersję

1. Wprowadzenie
Rok 300 Po Wielkim wybuchu, Lodowe Wzgórza, zima, noc.
- Napewno zamierzasz iść wyżej w tą śnieżycę ?
- Spokojnie Harry, przecież znasz moją siłę.. Poradzę sobie.
- No nie ważne, po prostu wróć.
"Lodowe wzgórza, miejsce które pozwala przyzwać swojego ducha "Wyższym". Ludziom, którzy urodzili się z wrodzoną mocą. Powstała ona w wyniku Wielkiego wybuchu nieudanego eksperymentu w tajnym laboratorium rządowym. Mimo że nie wywołał on żadnych szkód materialnych, wynikiem tego był natomiast napływ mocy astralnych, co według ludzi opętało ich dzieci, z czasem nazywani zostali "wyższymi" gdyż ich naturalna siła znacząco przewyższała siłę zwyczajnych ludzi. Teraz ta granica dzielacą między te dwie rasy jest całkowicie zatarta gdyż większość ludzi jest potomkami "wyższych". Tylko nieliczni wciąż pozostali ludźmi.
Antihey Wciąż idąc w stronę sczytu wzgórza natknął się na dziwną aurę. Połyskiwała kolorami bieli i czerni. Gdy się zbliżył, dziwna moc odepchnęła go, zdezorientowany postawił wokół siebie barierę i przeszedł nie zwracając uwagi na tajemnicze moce. To co ujrzał zdziwiło go niesamowicie. Aura ta pochodziła od dwójki dzieci, Pierwszy, młodszy emanował blaskiem światła niemalże niebiańskim, drugiego zaś spowijała ciemność oraz niebieskie płomienie, znak demonów. Coś chroniło je przed zewnętrznym światem, gdyż w ogóle nie przeszkadzała im temperatura tego miejsca. Antihey od początku zobaczył w nich coś niezwykłego, coś co pozwoli im zapisać się w historii Threyi. Bez zastanowienia postanowił ich przygarnąć, gdy ich dotknął rozbryzła się fala mocy, która wpłynęła do ciała mężczyzny. Stał się pieczęcią ich mocy. Gdyż ogrom jej nie wytrzymały by te małe kruche ciała.
-No to cóż, czas w drogę. Ciekawe co powie na to Harry gdy zobaczy że zostałem ojcem.. Ojcem potomków gór. Tak więc młodziaki starszy z was nazywać się będzie Rin, młodszy zaś Yukio
Rozdział 1
Trzest, otwarcie drzwi.
-Antihey! Bracie, wróciłeś. Ale nie sam, kim oni są? Skąd ty masz te dzieci?
-Można powiedzieć że zostałem ich ojcem. Zamierzam się nimi opiekować, a co dalej będzie to Bóg jeden wie.
-Zobaczyłeś coś w nich? Każdy wie że samym wzrokiem możesz rozpoznać człowieka określając
jego moc.
-W tym właśnie jest problem, nie zobaczyłem nic a przynajmniej o niczym na razie nie mogę ci powiedzieć. Jest może wolny pokój u ciebie?
-Pewnie, schodami w górę i drugie drzwi po lewej. Wygód nie ma ale przynajmniej jest ciepło.
Trzynaście lat później.

-Staruszku!
-Ile razy wam mówiłem żebyście mnie nazywali ojcem?
-Chyba śnisz stary pierdzielu!
-No nic, pamiętacie jeszcze co wam wbiłem do tych głów pustaki?
- Taak..
- a więc w drogę, dziś jest wasz pierwszy dzień szkoły, nie róbcie nic głupiego... Powodzenia!
-Żegnaj starcze.
Witajcie Uczniowie w Pierwszej Szkole rzeczy Magicznych i wszystkiego z Magią związanych. Odtąd będziecie mieszkać w Dormitoriach rozdzielonych na damśkie i męskie.
W pokojach znajdować się będzie 5 osób, nad akademikiem będzie opiekował się mój drogi przyjaciel Mephisto. Jutrzejsze zajęcia zaczynają się o 8:00 rano. A teraz idźcie młodzi do pokoi przypisanych na instrukcjach kartkach znajdujących się w kieszeniach.
-Rin, Jaki pokój?
- 205, a ty?
- No to jesteśmy razem, chodźmy zobaczyć kto nam się jeszcze trafił.
Po wejściu do pokoju zastali w nim jedną tajemniczą osobę.
-Hej, Jestem Yukio, a to mój brat bliźniak Rin, wygląda na to że będziemy razem mieszkać
Nieznajomy tylko kiwnął głową i wyszeptał „Jestem Sora” Po czym wstał i wyszedł z pokoju.
-Dziwak, nie Rin?
-Daj mu czasu, nie oceniaj książki po okładce.
Następnie do pokoju wszedł po kolei Chłopak o ciemnawej karnacji i kruczoczarnych oraz niski młodzieniec o jasnoszarych włosach i błękitnych oczach.
- Witajcie Jestem Threy a ten ciemniak to Brith. Miło mi was poznać
-Cześć, nam również, Ja jestem Yukio, a to Rin, mam nadzieję że że szybko się zaprzyjaźnimy
Następny dnia
-Rin wstawaj! Zajęcia zaczynają się za 30 minut
- O Cholera, dobra daj mi 5 min, chrapanie
-Żartujesz sobie?
- Już wstaję...
Zajęcia Magiczne
- Witajcie mam na imię Tereth i jestem arcymistrzem z dziedziny magii, ale pominę ten wstęp i przejdę do „fajniejszej” części tych zajęć. Otóż każdy z was posiada w ciele ducha, który jest albo zapieczętowany, albo siedzi w was czekając na zaklęcie otwierające. Tak więc będe was prosił na środek oraz otwierał bramę do ich świata. Przywołane duchy będą z wami do końca życia, mają oni określony typ, żywioł, który będziecie doskonalić. Tak więc kto chce pierwszy?
- Ja, Jestem Rital, Pochodzę z rodu Crimwalldu, rodziny królewskiej.
- Nie pytałem o to ale dobrze, tak więc podejdź. Nauczyciel zaczął kreślić w powietrzu nieznajome runy i wyszeptywać słowa. Wokół sali pojawił się Wir ognia skupiający się w ręku młodzieńca. Wśród uczniów słychać było pomruki zachwycenia.
-Ciekawe, Rital dobrze mówię? Władasz żywiołem ognia typ płomieni określi się w przyszłości.
-Hmm wiedziałem że będę potężny!
- To już będzie zależało od twoich starań. Możesz wrócić to swojej ławki. Pomruki nadal wciąż się unoszą. - Rin co o nim myślisz?
- Przechwala się, myślę że zdominuję większość klasy dzięki swojemu pochodzeniu.
Ty na górze, możesz podejść? Powiedział nauczyciel wskazując na Rina.
-Mistrzu to może nie zadziałać...
Tereth nie zareagował jakby nie słyszał uwagi ucznia i zaczął kreślić w powietrzu runy.
Po chwili buchnęła mu lekko ręka. W klasie zapadł śmiech. Cisza! Hmm pieczęć co? Rin, wiesz może coś na ten temat? -Wydaję mi się że to zadziała jeśli będę trzymał brata za rękę to pieczęć może zostać zerwana.
- Yukio możesz podejść?
- Tak Mistrzu.
Cały proces zaczął się powtarzać, jednak tym razem Fala światła i ciemności zalała cała salę. Klasa wpadła w podziw, wrzawa głosów gwałtownie się uniosła. Wokół bliźniaków pojawiły się biało-niebieskie płomienię które się uzupełniały. Nad Rinem pojawił się Legendarny Demoniczny miecz wykuty w Magicznym lesie przez największego kowala wszech czasów. Do Yukiego zaś wkuła się złota rękawica potrafiąca skupić magię z jego ciała oraz otoczenia w Dłoni. Jak to mówią w Legendach jest to rękawica samego gromowładnego. Następnego dnia były zajęcia ze sztuk walki w których Arcymistrz Fahren nauczył podstaw posługiwania się duchami oraz pozwolił

No i drugi fragment




2. Nazywano nas złodziejami, jednak kradliśmy by żyć, kradliśmy by przeżyć.
-Rin znowu się lenisz, wracaj do pracy!
-Cicho stara babo!
Ta stara baba to moja ciocia. Mieszkam z nią odkąd pamiętam. Matki nigdy nie poznałem, a Ojciec zostawił mnie z nieznanych powodów gdy miałem 3 lata. Jedyne co mi po jedyne co mam to wiadomość, że był złodziejem. Jednym z najlepszych, jednak skutecznie krył swoją tożsamość, tak że nikt z mi znanych nie znał osoby o moim nazwisku. No więc mam 15 lat, pracuję jako złodziej. Co kradnę? To czego mi brakuje a w Eliore mam wszystko o czym zapragnę. Dziś jednak nie jest czas na przywłaszczanie sobie cudzych rzeczy, gdyż jest "ten" dzień. Jest to czas w którym będę mógł zostać prawdziwym złodziejem.
Po południu na najwyższym punkcie miasta odbędzie się wstępny egzamin, który oszacuje moje zdolności i określi czy jestem gotowy. Gdy go zdam, wreszcie będę mógł uczęszczać do akademii złodziejstwa założonej przez mojego dziadka, którego nigdy nawet nie widziałem.
Wieża Haramel, miejsce gdzie odbędą się testy znajduje się niedaleko mego domu. Jedyne co muszę zrobić to przejść przez okoliczny targ. Przynajmniej zjem śniadanie. Na miejscu zdałem sobie sprawę że największym problemem jest wejście na samą wieżę. Nie ma ona okien conajmniej poniżej 5 piętra, a przy jedynych drzwiach stoją gwardziści strzegący rzeczy będących w środku. Co oni takiego tam trzymają? Kosztowności? Broń? W każdym bądź razie ja tego nie wiem i nie mam czasu się nad tym zastanawiać, gdyż czas goni, a nie mam jego wiele. No dobra, drzwi odpadają, tak więc pozostała mi wspinaczka. Ściany murów byłystare, toteż wspinanie się nie zajęło mi wiele czasu. Okienko odgrywało funkcję obronną, dlatego było bardzo małe, jednak dzięki ciężkiej pracy nie jestem gruby jak moi rówieśnicy. Wejście do środka nie stanowiło dla mnie większych problmów. Wewnątrz budynku rzędami ustawione były beczki prawdopodobnie z winem toteż przechodząc obok schłodziłem lekko gardło. Wychodząc na schody bezszelestnie slizgnąłem się na belki. Niedługo potem szli po nich strażnicy. Nie tracąc czasu wchodziłem wyżej. Wszystko co mnie dalej spotkało nie było większej uwagi. I tak idąc wyżej Natknąłem się na strażnika strzegącego drabinę prowadzącą na dach. To co ujrzałem było naprawdę dziwne. Strażnik ten leżał nieruchomo. Co tu się stało? Mając mało czasu Młodzieniec obszukał tylko strażnika pełen nadziei że będzie miał trochę złota. Dobrze myślał. To co strażnik miał przy sobie wartę było dużo srebników. Gdy obszedłem nieprzytomnego, wspiąłem się po drabinie na dach. Zobaczyłem tam 4 osoby. Jednym z nich niewątpliwie był złodziej. Prawdopodobnie ten który będzie nas egzaminował. Nie minęło wiele czasu a ów nieznajomy pojawił się za Rinem.
- Witaj
-Co? Jak ty? Przed chwilą stałeś przy reszcie...
-Jestem Terry, będę waszym opiekunem, a tak przy okazji.. Informuję cię że zdałeś
-Nie rozumiem.. A co z testem?
-A myślisz że byle kto dałby radę pokonać strażników i dostać się tutaj?
Rin się zaczerwienił (strażników, yy..)
Tak czy siak Witaj. Jesteś ostatnim przybyłym, Szesnasta Wybiła, możesz dołączyć do reszty.
No więc chłopcy, jeszcze raz gratuluję dostania się tu. Mam do was pytanie. Jaki jest wasz cel zostania złodziejem? Rin wyrwał się do odpowiedzi, gdy nagle głos zabrał najwyższy z grupy: Zostanę najsilniejszym złodziejem i okradnę samego króla!
Odważne słowa Gerril. No nie ważne, dziś będziecie mieli pierwsze zadanie. Będzie nim zejście z tej wieży. Liczy się czas, sposób zejścia oraz to żeby nikt was nie zobaczył. Daję wam 5 minut na rozejrzenie się po dachu, jest tu kilka przydadnych rzeczy, gdy czas ten minie wracacie do mnie. Rin nie czekając ani chwili dłużej rozpoczął rekonesans. Gdy wszyscy zebrali się wokół Terrego, ten podniósł ręke na znak i ulotnił się. Misja rozpoczęta. Rin zdobywszy informację o budynkach wokół, zobaczył że na jeden z nich można skoczyć. Wykorzystawszy naukę chodzenia po dachach nabytą w dzieciństwie bez trudu przeskoczył na dalszy budynek. Później zejście to już była kwestia czasu. Na dole przed nim pojawił się Terry. Gratuluję jesteś drugi", jutro spotkanie o 7 w starym spichlerzu po czym zniknął tak szybko jak się pojawił. Kto mógłby być pierwszy? Nie ważne, bo i tak będę najlepszy!
Następnego dnia wszyscy spotkali się o ustalonym czasie i miejscu.
No więc witajcie, tu i teraz objaśnię na czym polega bycie złodziejem i z czym się ono wiąże. Wbrew pozorom nie jesteśmy ludźmi którzy w naszym mieście kradną, gwałcą, zabijają. Możecie myślić, że żartuję, ale jesteśmy pod władzą naszego króla Arvena. Można powiedzieć, że jesteśmy legalnymi złodziejami. W aktualnej sytuacji jesteśmy sprzymierzeni z wszystkimi otaczającymi miastami, a żeby zdobyć dominację nad innymi krainami król wynajmuję nas, złodziei. Otóż nasze miasto jest podzielone na dwa widoczne kręgi, prawda? My żyjemy poza murem w dzielnicy zwanej slumsami. My, złodzieje jesteśmy jak Robin Hood z legend, jednak nie okradamy bogatych w sumie też, ale ludzi z innych krajów, zasilając swój stan konta, głównej kwatery, oraz slumsów. Gdyby nie my, miejsce w którym mieszkamy było by dużo biedniejsze, spowite w nieznajomych chorobach. Tak więc po części wykorzystujemy nasze umiejętności dla dobra kraju. Dobra koniec przynudzania, więcej na ten temat dowiecie się po ukończeniu treningu i zdobyciu tytułu złodzieja. Ze mną spotykać się będziecie raz w tygodniu. Wasza nauka odbędzie się w centrali pod okiem mistrza Rivala, lekcje zaczynają się za dziesięć minut, ruszajcie! A i byłbym zapomniał, trzymajcie swoje klucze, nie zgubcie ich. Tylko za ich pomocą dostaniecie się do Centrali. W końcu się czegoś nauczymy, pomyślał Rin i szybkim krokiem sunął po dachach slumsowych budynków. Kwatera złodziei wyglądała na zwykłą chatę nie różniącą się zbytnio od innych, jednak gdy chłopak przeszedł przez drzwi, jego oczom ukazał się wielki kamienny most prowadzący do olbrzymiego budynku, co wprowadziło go w olbrzymie zdumienie. Jak Oni to robią? Do zajęć pozostały trzy minuty, a spóźnienia nie są tolerowane tak więc młodzieniec mknął przed siebie.
Klasa liczyła około osiemnastu uczniów podzielonych na trzy grupy sześcioosobowe prawdopodobnie założone w podobny sposób jak grupa Rina. Po zajęciu miejsc głos zabrał nauczyciel. Witajcie, jestem Rival, na moich zajęciach nauczycie się magii. Nasz kraj specjalizuję się w działaniu po cichu, tak że osoba do której się włamiecie nawet nie usłyszy ani nie zauważy że ktoś ją okradł. Podstawową umiejętnością złodzieja i pierwszą której się nauczycie jest cichy krok. Polega to na poruszaniu się bezszelestnie nawet jeśli jest to bieg. W przyszłości będzie to dla was jak oddychanie, jednak teraz musicie się skupić. Najpierw musicie nauczyć się wyciszenia, polega ono na skupieniu się oraz wsłuchaniu w głąb organizmu.
Róbcie to tak długo aż jedyną rzeczą którą usłyszycie będzie bicie serca oraz mój głos. Następnie postarajcie zobaczyć swoją duszę jako płomyk, im świeci ona mocniej, tym potężniejsza będzie wasza magia. Zakładając że wam się udało, postarajcie się włożyć całą energię w swoje stopy, a teraz otwórzcie oczy i spróbujcie zrobić parę kroków. Ku zaskoczeniu uczniów, mimo że wszyscy się poruszali, słychać było tylko szelest szat;
Im szybciej będziecie się poruszali, tym więcej duchowej energii musicie użyć. Zakończeniem dzisiejszej lekcji będzie praktyka. Polegając na nowo nabytej umiejętności, postarajcie się ukraść coś z kwatery. Wasza ocena będzie zależeć od tego, jaki przedmiot ukradniecie.
Nie czekając na znak mistrza pobiegłem przed siebie, chcąc ukraść coś z pokoju samego dyrektora. Za mną z sali wybiegło mnóstwo uczniów i zrobili oni nie lada zamieszanie, tak więc jeśli misja ma się powieść, muszę znacznie przyśpieszyć. Przechodząc z sali do sali napotkałem złodziei ćwiczących shunpo

Mam nadzieję, że nie było to "aż" tak nudne
Odpowiedz
Błędów się nie będę czepiał, bo nie o to pewnie ci chodziło.
Zauważyłem, że za dużo na raz chcesz wszystko wytłumaczyć - świat, zdolności postaci itd., podając wszystko na tacy i siebie ograniczając, bo w ostateczności wyjdzie na to, że historia zawrze się w 20 stronach, a to nie jest jednak powieść, a opowiadanie. Co więcej, trzeba rozbudować nieco opisy, dodać więcej kolorów, porównań, metafor, by tekst był obszerniejszy i dawał pewne wyobrażenie. Tylko nie chodzi o określenia typu "zielony las", "zarośnięta ścieżyna", a bardziej zwrócenie uwagi na to, co znajduje się w lesie. Może krążą nad nim ptaki, jest to las liściasty, bór itd. Natomiast ścieżyna ma koleiny, w których znajduje się woda, jest błoto... Ode mnie głównie wskazówki bardziej dotyczące otoczki opowiadania niż fabuły czy postaci, bo to zapewne będzie bardziej rozbudowane wraz z rozwojem akcji.
Główna rada to pisać, pisać, pisać i to w każdym miejscu. No i czytać wiele, bo to też jakoś kształtuje styl.
Odpowiedz
Dzięki wielkie, wezmę twoje uwagi do serca, też mi czegoś brakowało
Odpowiedz
Kolega wyzej ma racje co do przesytu informacji. Ale dialogi moim zdaniem sa Swietne Az chcialo sie czytac dalej
Odpowiedz
← Fan Works

Dwa fragmenty książek do oceny - Odpowiedź

Wczytywanie...