posiadlosc

[ekhp1] Dzielnica Portowa - Dany

Do Danego

Co wziąłeś ze sobą ze zbrojowni (napisz)?

Znajdujesz się we wschodniej części dzielnicy portowej. Przechadzasz się wśród zaułków które wypełniają liczne podejrzane typy: pijani żeglarze, drobni złodziejaszkowie (niektórych poznajesz), kurtyzany i różni handlarze. Przestrzeń jest wypełniona wielojęzycznym gwarem ludzi kłócących się handlujących lub okradających się nawzajem. W powietrzu unosi się mdły zapach nieświeżych ryb zmieszany z ostrym zapachem przypraw bijącym od magazynów portowych. Przeciskasz się przez tłum z niemałym trudem. Większość osób ustępuję ci z drogi dopiero po mocnym szturchnięciu... . Idziesz do jednego z portowych jubilerów który jest znany z licznych ciemnych interesów.
Mój miecz dlugi, łuk na plecy i jakąś skórzaną zbrojkę, taką do patrolu. Ale na ulicę wychodzę w płaszczu na tej zbroi gwardzisty.
Wstępuje do niego i podchodząc do lady, patrzę jakie ma przedmioty tu i ówdzie, czy posiada coś, co mnie interesuje. Później mówię:
Witam, interesuje mnie coś specjalnego, nie masz niczego takiego? A możee wiesz, czy ktoś inny czegoś takiego nie ma? A dokładniej poszukuję pewnego pióra, ładnego, z metalu.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Wchodzisz do niskiej slabo oświetlonej izby. Która jest przedzielona ścianką z małymi zakratowanymi okienkami oraz solidnymi drzwiami. Zza jednego z okienek zauważasz siedzącego gnoma w dużych okularach

A ty coś za jeden? Nie znam cię, czego tu szukasz. Możesz dostać specjalnego kopa w rzyć jak ci tak bardzo zależy
- zastanawiasz się w jaki sposób taki mały gnom mógłby spełnić swoją groźbę. Na specjalne towary to tzreba mieć albo coś specjalnego na wymiane albo walute. A ty mi raczej wygladasz na kogoś kto w mieszku nosi głównie powietrze. Nic nie wiem o żadnym Piórze Łabędzia.
Usmiecham się.
Ale ja nie mówiłem o żadnym Piórze Łabędzia.
Sprawdzam czy nie ma żadnych kolesi z nim. Jeżeli nie, to mówię:
Mogę zapłacić za tą rzecz bardzo dużo, ale skoro mówisz, że nic o niej nie wiesz, to trudno, poszukam i kupię może gdzie indziej.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Niziołek wybałusza na ciebie oczy po czym wykonuje gest jakby sie chciał palnąć w czoło.

Pióro? Jakie pióro? hehe Co ja skryba jestem jaki czy co? Albo gęsi hoduje? Ja złotnik jestem. Może pan jaki sygnecik kupi albo coś innego?

Widzisz, że niziołek kręci. Co gorsza on chyba też zdaje sobie sprawę, że nie najlepiej mu idzie. Denerwuje się coraz bardzie, ręce mu dygocą...

Wydaje ci się że słyszysz jak szepcze: Że też ja mam taką niewyparzoną gębe...

Przecież ciebie łachmyto nie stać na taki klejnot? Nagelście wszyscy tacy bogaci by sobie klejnoty królewskie kupować Chyba, że masz może co na wymianę. - błysk w oku - Znajdę parę ładnych rzeczy które moze bym wymienił za to co masz.
Dosyć tych matactw, wiem, że wiesz coś o piórze i powtarzam, że jestem gotów za nie dużo zapłacić. Zastanów się więc dobrze, bo może to być odmiana w twoim życiu. Więc jak, masz to Pióro, czy nigdy o nim nie słyszałeś i sobie stąd idę?Daję mu czas do namysłu, po czym powoli się zbieram i idę w stronę drzwi.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Za równowartość tego klejnotu można by kupić małe miasto, a ty mi mówisz, że możesz je kupić hę? Ja go nie mam, ale wiem w czyich jest rękach. Lecz moja pamięć nie jest już tak dobra jak kiedyś... - spogląda na ciebie dwuznacznie.
Cholera będzie mi musiał zapłacić za to dowódca. - myślę.
A jedank coś o tym wiesz.
Rzucam mu na ladę mieszek z 50 sz.
Może to ci odświezy pamięć?
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Niziołek łapie mieszek potrząsa nim przysłuchując się brzęczeniu monet.

Może, jednak cię źle oceniłem? Ale dobra, umowa to umowa. Zapłaciłeś więc ja ci dam informację, Krono zawsze dotzrymuje obietnic (w interesach)

Pióro Łabędzia to jeden z najdroższych klejnotów jakie można znaleźć w królestwie. Jego zaginięcie wywołało, można tak powiedzieć panikę na rynku. Nie jesteś pierwszym który o nie pyta. Ale wracając do rzeczy. Jest pewien człowiek, Terrentio de Raachim, ktory zajmuje się szmuglowaniem takich precjozów. W ciągu roko dokonuje 3 przerzutów przez granicę. Zawsze w tym samym czasię. Tak się składa, ze ostatni transport wysłał miesiąc temu. Kolejny powinien być za 3 miesiące, lecz tak się nie stało. Zaledwie wczoraj wyruszyła z miasta zbrojna kompania pod przywództwem Terrentia, co ciekawe jednak poszli w pzreciwnym kierunku niż znajduje się granica. Wyruszyli w kierunku Jaskiń Umarłych w górach... Ja nie wiem czy Terrentio postradał zmysły albo może zaczął wierzyć w zabobony czy chce tylko zmylić konkurencję. Kompania wyruszyła wczoraj w tamtym kierunku.

A teraz, szelmo zjeżdzaj mi stąd. Dobliśmy targu, muszę zamykać. Śpieszy mi się.





Dodatek:

Nagle zaczyna ci coś świtać w głowie, że o Piórze Łabędzia krązą legendy jakoby mogło one posłużyć do otwarcia jakiegoś grobowca albo może skarbca. Nie jesteś do końca pewien...
Dziękuję ci sprzedawco. Zostanie ci to wynagrodzone.
Wychodzę z tamtąd i biegnę do naszej bazy, natychmiast szukam dowódcy. jeżeli jest pod wieczór to czekam na wszystkich, jeżeli nie, to mówię o wszystkim dowódcy. Kierunek, kto, gdzie, kiedy.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Pojdę do koszar, zaczekam aż sie chłopaki zbiorą i powiem im wszystko czego się dowiedziałem. Ciekawe czego te łamai się dowiedziały - myślisz sobie wychodząc od jubilera.

Kiedy zamykasz drzwi zauważasz jak niziołek wybiega tylnym wyjsciem. Wpada na ciebie lecz zachowuje się tak jakby cię nie zauważył. Wbiega do wysokiej kamienicy po drugiej stronie ulicy.

Kierujesz się w stronę bramy prowadzącej do wyjscia z dzielnicy. Przechodzisz przez targ rybny. Jakiś wyrostek próbuje ci zwinąć sakiewkę. Łapiesz go za nadgarstek i odpychasz od siebie. Dzieciak zrywa się na równe nogi i niknie w tłumie. Zostawiasz za sobą gwarny i śmierdzący targ, skręcasz w dzielnice rzemieslników. Zwalniasz kroku przyglądając sie wystawionym towarom. Mijasz stragany pozastawiane jakimiś skorupami i przystajesz przy stoisku grotnika.

Na ulicy panuje mały ruch. Jakiś krasnolud kłoci się o cenę zwoju lin u powroźnika, 2 kobiety przeglądają stragan z garnkami. Trzech mężczyn idzie wolnym krokiem ulicą przyglądajac sie sprzedawcom. Jakiś elf z synem ogląda łuki u fleczera.
Sprawdzam czy mam wszystko przy sobie, zaciagam lepiej kaptur i przyspieszam kroku do garnizonu.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Wychodzisz z uliczki rzemieślników i idziesz skrajem doków. Kiedy przechodzisz koło dźwigu, zazcynasz coraz wyraźniej odczuwać na sobie czyjś wzrok. Odwracasz się i widzisz tych samych mężczyzn co w uliczce rzemieślniczej. Przyśpieszasz kroku i skręcasz za róg. Słyszysz za sobą głosy, odgłos rozbryzgiwanego błota uzmysławia ci, że tamci również przyśpieszyli. Przechodzisz koło karczmy "U pijanego gnoma", kątem oka zauważasz jakiegoś osiłka siedzącego na ławce co z romarzoną miną wygrzewa się na słońcu. Słyszysz kroki coraz bliżej za sobą. Postanawiasz skręcić w drogę tuż za karczmą i ruszyć biegiem. Mijasz wejście do karczmy, pierwsze okno, drugie, zaczynasz biec i skręcasz.








































Ślepy zaułek.





































Trójka mężczyzn staje w taki sposób by ci blokować drogę ucieczki.

- To on?
Pewnie, zawsze poznam królwskiego sługusa


Zaułek z jednej strony jest otoczony głuchą ścianą, z drugiej znajdują się 2 okna do karczmy (są tak brudne, ze nic przez nie widać). Na trzeciej ścianię znajdują się drzwi. Szyld na nich głosi, ze masz wielkie szczęście bo znalazłeś najlepszego właśnie najlepszego fryzjera w mieście. Na drzwiach znajduje się kołatka w kształcie głowy gargulca.

Krew uderza ci do głowy, wyraźnie słyszysz jej pulsowanie. Opanowujesz z trudem drżenie rąk. Co robisz?
Oceniam gości wzrokiem, jak mogą być dobrzy w walce. Mam przy sobie mój długi miecz i łuk.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Trzech oprychów porozumiewa się szpetem między sobą po czym zaczynają iść w twoim kierunku.

Dwóch z nich jest ludźmi, trzeci który wydaje się im przewodzić jest elfem. Wszyscy są ubrani w dosyć podobne wysokie buty, ciemne spodnie i płaszcze. Nie widzisz żadnej broni, wydaje ci się, ze raczej nie mają przy sobie nic 'dużego'. Nie slyszysz żadnych brzęczeń czy postukiwań, nie mają więc raczej pod płaszczami kolczug ani metalowych zbrój. Ludzie są solidnej postury, elf wygląda przy nich dużo delikatniej. Na twarzach mają liczne bruzdy i szramy (znak, ze nie jedno już przeszli).

Widzę, że królewski kundel poszedł o jeden zaułek za daleko... - mówi elf idąc w twoim kierunku.
Szybkim ruchem wyjmuję mój łuk, biorę strzałę (chyba nie muszę muwić, że skoro wziąłem luk to i strzały) i wycelowuję w elfa. Mówię:
Jeszcze jeden krok i pożałujesz.
Powoli przesuwam się w strone okien gospody.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

W momencie w którym naciągasz strzałe elf szybkim ruchem wyciąga ręke spod płaszcza.



















Błysk.

























Stuk za twoimi plecami oznacza że szuriken wbił się w drewniane drzwi. Słyszysz jęk przecinanej cięciwy. Ramiona łuku wyprostowaly się nagle. Przecięta cięciwa boleśnie chlasneła cię po policzku.

Takiś szybki? Brać go! - warknął elf.

Dwóch oprychów przyskakuje do ciebie. Pierwszy dostaje od ciebie po twarzy, drugi próbuje cie chwycic za płaszcz. Szybkie kopnięcie ochładza go troche. Wtem podbiega do ciebie elf i uderza mocno w brzuch. Po chwili jesteś już trzymany w mocnym uścisku dwóch dryblasów.

A teraz sobie porozmawiamy
A pomyśleć, że chciałem wskoczyć w okno gospody.
Czego chcesz ode mnie zdrajco efliego rodu? Dobrze wiesz, że pożałujesz atak na Gwardzistę Królewskiego. Mój dowódca już i tak o wszystkim wie, więc nic wam to nie da.
Od końcówki przedostatniego zdania krzyczę, może ktoś usłyszy.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Mocne uderzenie pod żebra daje ci znać, że raczej masz być cicho.

Cichaj żołnierzyku, cichaj. Bo jeszcze ktoś cię usłyszy.

Kolejny cios tym razem w splot słoneczny. Przez chwilę nie możesz złapac oddechu, kiedy zaczynasz się szamotać opryszki wzmacniają tylko zelazne chwyty.

Ja zdrajcą?! Jak śmiesz psie?! To ty służysz ludzkiemu władcy który ogniem i mieczem wygania nas z naszych siedzib! Świete lasy płoną albo padaja pod ciosami toporów. A ty mnie nazywasz zdrajcą

Uderzenie.

Piórek szukasz, tak? Ja ci dam piórka, jak ci zęby wybije to szybko o nich zapomnisz, mam racje?

Uderzenie. Ciemność.

Więc jak będzie?
Masz już przewalone, skur...
Jak tylko podejdzie żeby mnie uderzyć, to mu z głowy w czoło z całej siły, a jak będzie dalej, to się oprę na opryszkach i go kopnę nogami.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

← [ekhp] Sesja 1
Wczytywanie...