[Tu jest miejsce na Twoją reklamę!]

No i stało się. Jedna niewłaściwa grafika, jedna niewłaściwa piosenka, jeden niewłaściwy trailer i jedna niewłaściwa gra, by powstało takie coś, by noc pozostała nieprzespana i by stare, ale jare "Ratunkuuuu, Niemcy mnie biją!" budziło biednego kumpla.
Od razu mówię, że to nie 40k.
Dla wyjaśnienia, dodam grafikę:


Dodam też, że skoro już znów tu jestem, dzielę się swoim skarbczykiem z pisemnymi cudami, które, hm, mhm, jako tako nadawały się do zamieszczenia gdziekolwiek indziej, niż w głębokich czeluściach szuflady. Zapraszam do lektury: Kliknąwszy

Without further delays;
----------------------------------------------
Głośniki pracowały pełną parą. Muzyka, która się z nich wydobywała nie była żadnym tanim, komercyjnym techno, czy jakimkolwiek innym komercyjnym gównem, o nie. Pomieszczenie wypełniała czysta klasyka, Mozart w swojej najlepszej formie. Siódma symfonia żwawo mknęła po cyfrowej partyturze, ciągnąc nieustępliwie do przodu. Muzyka poważna uspokajała mężczyznę, ubranego w charakterystyczny dla epoki strój, który siedział w obszernym, skórzanym fotelu za dębowym, klasycystycznym biurkiem. Mebel był co najmniej antyczny i warty fortunę, zaś jeśli był tylko nowoczesną repliką z taniego substytutu, jego twórca mógł nazywać się prawdziwym mistrzem swojego fachu. Gdy w kajucie zabrzmiały pierwsze takty "Lacrimosy", mężczyzna zabrał się za pisanie. Pióro, którym pisał było srebrne, ze złotą stalówką, drogie i prawdopodobnie wykonywane na zamówienie. Skrzypiało cicho po czerpanym papierze, stanowiącym trzon zacnie oprawionego notatnika. Muzyki nie zakłócał żaden dźwięk, lecz może była to zasługa potężnych kolumn, zajmujących rogi pomieszczenia - nagłośnienia godnego największych audiofilii. Szelest kartek i skrzypienie stalówki tonęło w czystych dźwiękach, które w końcu, po wielu godzinach pracy, ustały. Mężczyzna zatrzasnął książkę i zamknął pióro, by odłożyć je na miejsce, specjalnie dla niego przeznaczone. Potem wstał i odsunął lekko fotel, by móc rozprostować kości. Wreszcie, poruszył dłonią i całe pomieszczenie zafalowało i znikło, wymieniając się na małe pomieszczenie z koją, metalowym stolikiem i szafą na ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy. Gdzieś zniknęły kolumny, meble, kolumny, nawet charakterystyczna kamizelka, pończochy i spodnie do kolan zostały zastąpione przez brudny, jednoczęściowy kombinezon. Mężczyzna sięgnął do koi, chwytając za daszek oficerskiej czapki i nasadził ją sobie na czoło, opuszczając po chwili pomieszczenie.

W całym pomieszczeniu nie zmieniły się tylko dwa elementy - książka i pióro, leżące teraz na specjalnym miejscu.

Powoli kończyły się w niej puste strony, nadające się do zapisania. Całość, napisana odręcznie nie miała dat, ani jakichkolwiek oznaczeń, by móc aspirować do miana pamiętnika. Na pierwszej stronie znajdowało się, zapisane dużymi, wyraźnymi literami nazwisko, kilkakrotnie przekreślone i napisane od nowa, zawsze z nowym przedrostkiem, sugerującym stopień wojskowy właściciela.

Ostatni wpis znajdował się mniej więcej pod koniec kartki:

[center] Kpt. Hryhoryj Drawczenko


STRONA PIERWSZA


Kiedyś przeczytałem, że wojna nigdy się nie zmienia. To prawda. Każdy najgorszy powód może stać się przyczynkiem do konfliktu, który potem trwać będzie pokolenia. Kiedyś walczono na kamienie i patyki, potem na miecze, potem jeszcze na karabiny i bagnety. Teraz walczymy za pomocą technologii, zdolnej wynieść całe miliardy w przestrzeń, by potem w bezmyślny sposób poświęcić je jako "nieuniknione ofiary". Wszystko to dla ukochanego Imperatora. Ukochany Imperator, który spaja galaktykę swoim stanowiącym prawo słowem. Nawet gdy przestał rządzić i został zastąpiony przez Handlowe Konsorcjum, dalej wpajają nam, że walczymy właśnie dla niego. Poświęcamy wszystko i wszystkich w imię Imperatora, przelewamy bluźnierczą krew, bo on sobie tego zażyczył. Nikt nie kwestionuje jego nakazów i dekretów. W imię czego walczą nasi przeciwnicy? Niczego. To bezmózgie stwory, abominacje, które trzeba wytępić. Potwory, którymi kiedyś straszono naszych rodziców, teraz przybrały realną formę, zagrażając porządkowi i pokojowi wśród planet Koalicji. Idziemy więc na wojnę. Twarda Ręka mówi, że razem z nami posyłają niezliczone ilości ludzi, statków i sprzętu. Mówi, że nad Imperatorem i nami czuwają Przebudzeni, ręce spoza świata. Pytał czy wiem dokładnie kim są. Zapewniłem go o swojej wierze i ufności w sąd Przebudzonych, którzy pamiętają dni, których nie opisuje nawet historia. Wydawał się być zadowolony. "Ze wszystkich ludzi, którzy stanęli do boju z tym zagrożeniem, my, członkowie Pierwszego Zwiadowczego musimy mieć niezachwianą wiarę.", mówił. "To ona prowadzi nasze dłonie, czyni celnymi nasze oczy, chroni nas przed wrogimi kulami i daje ukojenie w momentach największej potrzeby. Zwłaszcza" - poklepał mnie po policzku - "że lecimy na szpicy." Uśmiechnął się do mnie wtedy i odszedł, rozmawiać z innymi. Idziemy na wojnę. Niesiemy gorejący sztandar Imperium Zjednoczonej Koalicji Wszystkich Światów, zaś reszta podąża naszym śladem. Nie ma piękniejszej roli, piękniejszej śmierci.


STRONA DRUGA

Oficjalnie namaszczono Twardą Rękę jako regimentowego Proroka. Na pokładzie nie było zbyt wiele miejsca i możliwości do świętowania, ograniczono się więc do kilku przemówień i skromnych oklasków. Przez chwilę udało mi się dostrzec admirała. Nie wydawał się zadowolony. W mesie mówili, że zbliżamy się do pierwszego układu z którym nie było łączności. Dali nam lepsze żarcie, a to oznacza, że niedługo dojdzie do zrzutu. Nerwowa atmosfera zdaje się udzielać wszystkim, a konserwacje i ćwiczenia wypełniają całe dnie. Kazali nam ćwiczyć na sucho w kapsułach. Moja chyba została odratowana po niezbyt udanym zrzucie. Pogięte wnętrze i wszechobecny odór potu z krwią. Sierżant Major powiedział, że po wejściu w atmosferę to będzie zapach, za którym jeszcze zatęsknimy. Facet jest stereotypem. Służy już ponad trzydzieści lat, a większość twarzy ma zastąpione protezą. Przeszedł tyle augmentacji, że trudno stwierdzić czy jest już maszyną, czy jeszcze człowiekiem. Kiedy wrzeszczy, wibrują pomieszczenia, ale mówią o nim, że szkolić potrafi. Wydaje się, że służył wszędzie, gdzie tylko się dało a plotki i pogłoski na jego temat wprowadzają tylko i wyłącznie więcej chaosu.

Podnieśli alarm. Skaczemy, a nie ma nawet wyznaczonych zadań.

---------------------------------------------
W miarę narastającego zainteresowania (jeśli będzie), będę pisał następne części. Jak nie będzie zainteresowania też będę je pisał, ale już jak mi się zachce, o.
Dodatkowo, jeśli ktoś ma pomysł na tytuł, niech czuje się zachęcony do podzielenia się. Nigdy nie mam na to pomysłu, a jak już jakiś wymyślę, to zawsze jest mało bangla.
Jeszcze bardziej dodatkowo, jak ktoś zgadnie z czego oprócz tej bajecznej grafiki u góry i 40k jako takiego brałem pomysły, dostanie... No, nic nie dostanie, ale będzie mógł czuć się fajny i oczytany i oglądany. Czy coś.

[/center]



Sygnaturowy elementarz gifów awaryjnych - używać tylko w ekstremalnych przypadkach:

SPOILER







Jak masz w poście kaczeńcowyˆ dopisek, istnieje duża szansa, że jest on mojego autorstwa.

Odpowiedz

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Trzeci Kur dnia sobota, 17 lipca 2010, 16:07 napisał

Czyżby na tej grafice był Mszczuj ze Skrzynna, pogromca Ulricha?


I ja już nie mam więcej pytań. Kur wins again!



Sygnaturowy elementarz gifów awaryjnych - używać tylko w ekstremalnych przypadkach:

SPOILER







Jak masz w poście kaczeńcowyˆ dopisek, istnieje duża szansa, że jest on mojego autorstwa.

Odpowiedz
← Fan Works

[Tu jest miejsce na Twoją reklamę!] - Odpowiedź

Wczytywanie...