Skrobanie w tematyce Fallouta

Na początku zaznaczam iż dopiero zacząłem się tym zajmować. Fakt, jest trochę rzeczy z Fallouta tak jak firma Vault-Tec oraz kilka przedmiotów czy hierarchii panującej w krypcie. Ale chciałbym poznać opinie co trza by tutaj poprawić by miało to jakiś sens. Miłego czytania

Rodział I - Początek

Czas. Czy znamy jego pojęcie? Czy wiemy ile go jeszcze zostało ludzkości? Nie. Nie wiadomo czy czas się nie skończył wraz z rozpoczęciem Wielkiej Wojny. Wszyscy zginęli. Wojna jądrowa pomiędzy Chinami, a Stanami Zjednoczonymi zniszczyła wielkie połacie terenu. Zostały tylko pustkowia i pamięć minionych dni.

***
Miasto. A raczej jego ruiny. Niegdyś Warszawa była dumną stolicą Polski, aż do roku 2077, a konkretniej do października. Nie wiadomo do tej pory, kto rozpoczął tą bezsensowną rzeź ludzi i zniszczenie niemal całej kuli ziemskiej przez broń jądrową. Może Chiny? Może USA? A może ktoś trzeci? Nie wiadomo.
Patrząc kilkadziesiąt lat wstecz ujrzymy ambasadorów firmy Vault-Tec przylatujących do Polski i oferujących swoją pomoc. Wszyscy się obawiali wojny toteż prezydent bez żadnych namysłów zgodził się by zbudować na terenie całego kraju sieć krypt do przeżycia. Miliardy dolarów przelały się z konta państwa na konto realizującej zamówienie firmy. Powstało dokładnie trzynaście krypt. Każda z nich mieściła półtora tysiąca osób, więc skromny był budżet jak na taki kraj. Gdy tylko rozległy się pierwsze alarmy ludzie tam weszli i nie wychodzili. Aż do teraz.
***
Życie w krypcie 8 było dla wszystkich sielanką. Nie musieli się martwić o nic. Jedzenia było pod dostatkiem, woda również była dostępna. Wszyscy żyli w spokoju od czasu do czasu spierając się o to jak jest na zewnątrz. Starowinki, które przed wejściem do krypty żyły na powierzchni opowiadały młodym, że kraj ich był piękny i bogaty w zieleń, a teraz nie mają pojęcia jak to wygląda. Żadnych informacji.
Wśród tych młodzików siedział również Tomasz Szakalski. Jego rodzina żyła w krypcie jak każda inna. Ojciec pracował jako mechanik cały dzień zaś matka prowadziła kantynę. Wszystko szło dobrze aż do momentu, w którym kilka myśli Tomka złożyły się w całość.
-Tato, czy kiedyś wyjdziemy z Krypty?- Zadawał to pytanie kilkanaście razy w miesiącu, gdy tylko wracał z klasy, gdzie poniekąd uczono historii. Stara pani Herbowska, nauczycielka, często w trakcie lekcji zapominała o klasie i wspominała sobie stare czasy kiedy żyła na obrzeżach stolicy.
-Nie wiem synu i mam nadzieję, że nie. Ostatnio otworzyli naszą Kryptę i wysłano naukowców na rozeznanie. Strasznie nieodpowiedzialnie zachował się Nadzorca, ale on tu rządzi. Mimo wszystko tamci dwaj nie wrócili. – Westchnął ojciec. Zaciągnął się dymem z papierosa, a popiół strzepnął do popielniczki.
-Ale skoro wyszli to mogli uciec. Może tam nie jest tak strasznie jak myślisz? – Rzucił luźną myślą dwunastolatek.
-Oj już cicho synu. Idź spać bo późno, a jutro ty idziesz na poranną zmianę. – Zakończył rozmowę ojciec i wrócił do lektury książki paląc przy tym papierosa.
***
Minęły cztery lata odkąd wysłano ostatnią ekspedycję. Nadzorca siedział w swoim biurze rozmyślając nad tym i owym, gdy natknął się w komputerze na ostatnie zapisy z wyprawy naukowców poza kryptę. Nie miał pojęcia, że jakaś wiadomość od nich dostała się do krypty. Jednak zapiski są w komputerach laboratoryjnych. Lenarski wstał z fotela i wolnym krokiem ruszył do skrzydła laboratoryjnego. Każdy krok rozbrzmiewał w stalowym korytarzu bowiem w nocy zazwyczaj wszyscy śpią. Minął kilka kwater mieszkańców zatrzymując się przed numerem sto dwanaście. Chwilę się zastanowił po czym używając uniwersalnej karty dostępu wszedł do środka. Każdy pokój w Krypcie wyglądał tak samo. Mały salon, który posiadał dywan najgorszej możliwej jakości, kanapa oraz stoliczek na kawę. Kilka półek na książki czy inne duperele oraz przejścia do sypialni i toalety. Nadzorca ruszył w kierunku sypialni. Pokój wyglądał dość schludnie oprócz tego, że był zakurzony. Jedno łóżko, stolik nocny oraz biurko, na którym leżał komputer oraz jakieś papiery. Mężczyzna podszedł do biurka zapalając światło. Identyfikator osoby mieszkającej tutaj od razu rzucił mu się w oczy. Dr. Jan Liść był jednym z wiernych naukowców Lenarskiego i zawsze można było na niego polegać. Gdy starzec przyjrzał się zdjęciu przyjaciela mimowolnie się uśmiechnął. Był młody, ale zdolny jak cholera. Okulary na jego szczupłym nosie dodawały mu tylko uroku.
-Szkoda, że Cię nie ma wierny druhu. Dobrze się nam pracowało, a teraz daj mi dostęp do swojego komputera… -Rzucił lekko ochrypłym głosem nadzorca. Położył identyfikator po czym włączył maszynę. Poczekał aż komputer się włączy i zaczął swoją ulubioną zabawę, którą zwał „złam hasło”. Siedział wytężając mózg przy komputerze odrzucając raz po raz słowa, który mniej lub częściej używał zmarły. Wpisał już trzy razy niepoprawnie, więc nie było mowy o czwartej pomyłce. Odchylił się do tyłu na fotelu i sięgnął do kieszeni na torsie po swoją papierośnicę. Otworzył pudełko, wyjął skręta po czym odpalił zaciągając się już pierwszym dymem. Siedział tak dobre dziesięć minut w zamyśleniu aż w końcu coś przyszło mu do głowy.
-Raz kozie śmierć – I wpisał słowo „rodzina”. Udało się. Komputer przeszedł w dalsze fazy i można było zacząć szperać.
Po drodze trafiło się sporo innych ciekawych danych. Kradzieże z laboratorium, wiadomości od nieznanych na temat jakiejś dziwnej niespodzianki dla Krypty. Wszystko to zaniepokoiło starego Lenarskiego. W końcu po jakiejś godzinie doszedł do nagrania, którego szukał. Przez chwilę myślał co może jeszcze złego znaleźć w tym komputerze, ale w końcu odpalił plik.
-Dziennik Jana Liścia 6 października roku 2127. Od czasu, w którym wyruszyliśmy z Makowskim z Krypty nie mogliśmy nawiązać łączności z Nadzorcą. Wszystko wygląda tutaj inaczej niż się spodziewaliśmy. Wczoraj natrafiliśmy na żyjące istoty. Wyglądały trochę jak krowy, tyle że miały dwie głowy. Pasły się na jakimś ogrodzonym terenie, jednak nie podchodziliśmy bo nie wiemy jakie choroby mogą przenosić te dziwne istoty. Mimo tego ruszamy dalej. Może trafimy na coś ciekawszego. – Koniec pierwszego zapisu. Dokładnie dzień po ich wyjściu z Krypty. Starzec pogładził się po swojej bródce i spojrzał dalej. – Jeszcze trzy nagrania… - Mruknął do siebie i odpalił papierosa.
-Dziennik Jana Liścia 8 października roku 2127. W końcu udało nam się znaleźć pozostałości po jakimś niewielkim miasteczku o nazwie Sokołów. Kierowaliśmy się na północ od Krypty, a więc jeśli te zapiski dojdą to będziecie wiedzieć jak iść. Ulice, samochody i linie wysokiego napięcia zniszczone. Zostało tylko pięć stojących domów, jednak nie wiemy w jakim są stanie. Liczniki Geigera zwariowały, gdy staliśmy blisko skarpy pod którą leżały jakieś beczki z odpadami radioaktywnymi. Woleliśmy tam nie wchodzić. Odkryliśmy, że powietrzem na zewnątrz można oddychać toteż nie kisimy się ciągle w tych kombinezonach. Zakładamy je tylko, gdy sytuacja tego wymaga. Jutro spróbujemy obejść tę wieś i wejść w bezpieczniejszym miejscu. –Koniec kolejnego sprawozdania Liścia. Nadzorca strzepnął popiół do kubka, który robił mu za popielniczkę i włączył kolejny zapis.
-Dziennik Jana Liścia 9 października roku 2127. Weszliśmy do Sokołowa mając nasze pistolety w pogotowiu. Ostrożnie stąpaliśmy po tej zniszczonej ziemi, a jak natrafiliśmy na kałużę od razu Makowski zaczął wymachiwać licznikiem. Jego zadowolenie było równie wielkie co kobiety w czasie orgazmu bowiem niemal krzyczał, że ta woda choć napromieniowana jest zdatna do picia. Ruszyliśmy do najbliższego domu. To co tam zastaliśmy przerosło nasze oczekiwania. Cały dom był w miarę cały, jedynie poczerniał oraz zakurzył się. Badając to miejsce natrafiliśmy na sprawne lodówki oraz jakieś jedzenie z przed kilkudziesięciu lat. Wszystko wyglądało normalnie aż do czasu wejścia na piętro. Trzy trupy wywołały u Makowskiego odruch wymiotny. Trzy nagie szkielety znajdowały się kolejno: w wannie, w dziecięcym łóżku oraz na fotelu przed telewizorem. Widok straszny. Uprzątniemy tutaj te trupy i możemy zostać na parę dni. Zobaczyć czy da się tutaj żyć. – Koniec trzeciego nagrania. Nadzorca stał teraz przed wyborem otwarcia kolejnego nagrania. Był ciekaw co kryje się w kolejnych dniach ich wyprawy, ale zarazem nie chciał poznać ich tragicznego końca. Puścił ostatnią taśmę.
-Dziennik Jana Liścia 15 października roku 2127. Usłyszeliśmy jakieś hałasy z zewnątrz. Do miasteczka weszła jakąś banda ludzi drących się niemiłosiernie. Przygotowaliśmy się do ataku, ale pierwsi tego nie robiliśmy. Z okna Makowski obserwował ich uważnie po czym zdawał mi raport. Ubrani byli w jakieś prowizoryczne pancerze z metalowych płytek łączonych skórą. Posiadali nawet broń: jakąś strzelbę, karabin oraz parę pistoletów. Przetoczyli się przez wiochę zaglądając do każdego domu. Wraz z Makowskim schowaliśmy się w piwnicy koło sterty śmieci. Do tego nagrania będzie dołączone jeszcze jedno dla osób, które o tym wiedzą. – Nadzorca zaklął w myślach słysząc ostatnie zdanie Liścia. Zaczął szukać ostatniego nagrania, jednak nie znajdowało się ono na tym komputerze. Jedynie na co się natknął to na małą karteczkę z napisem „hasło: zniszczenie”.
***
-Cztery lata temu pomagałeś mi naprawiać różnego rodzaju usterki, a dziś? Dziś masz swój pierwszy egzamin K.O.Z.A. Szesnaście lat, a tu proszę… Wyrosłeś jak cholera. – Chwalił ojciec Tomka kiedy ten kończył się ubierać. Jak zwykle założył starą skórzaną kurtkę po ojcu na jakąś białą koszulę oraz jeansowe spodnie ojca. Buty to były stare kowbojki znalezione gdzieś w Krypcie. Oczywiście w kwaterze innego mieszkańca, ale o tym nie wspomniał.
-Dlaczego ten egzamin musi się tak głupio nazywać… Aż człowieka mierzi od tej nazwy. –Westchnął po czym wrócił do swojego pokoju. Parę refleksji nasunęło mu się na myśl jak na przykład wyjście z Krypty. Pogładził się po bródce, a raczej po delikatnym meszku, bo w tym wieku nie było mowy o porządnym zaroście. Spojrzał na półkę na trzydziestkę dwójkę, którą dostał od ojca na szesnaste urodziny. Wziął ją do ręki i kilka razy zakręcił na palcu mierząc do zdjęcia Joanny. Dziewczyna zmarła kilka dni po tym jak poznał ją przypadkiem uciekając przed strażnikami. Tragiczna śmierć.
-Po coś ćpała? Szlag mnie trafia, że byłaś taka miła, a przedawkowałaś Med-X. Tu promieniowania nie ma, a ty ćpałaś i ćpałaś bo dawało ci ulgę i nie chorowałaś. Ściera. –Wypalił. Naboju nie było w pistolecie toteż tylko słychać było ciche uderzenie. Spojrzał raz jeszcze na jej zdjęcie i odłożył broń. Ruszył wolnym krokiem z kwatery prosto do klasy, gdzie odbywał się egzamin. Był w grupie z dwudziestoma pięcioma osobami. Wśród nich miała być jeszcze Joanna, jednak ona nie zaszczyciła już obecnością reszty. Zasiadł wygodnie w ławce czekając aż przyjdzie pan Klot. Klot był dość młodym nauczycielem i jednym z głównych egzaminatorów młodzieży. Miał raptem trzydzieści pięć lat. Nos jak kartofel, ale również twarz pucułowata. Ogólnie był „przy kości”, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Nie minęło parę chwil jak z rozmyślań wyciągnęło go szturchnięcie. Mocne szturchnięcie.
-I co Szakal? Znowu rozmyślasz o tej dziwce? Dobrze, że się zaćpała bo nie miałaby komu dawać w tej norze. Wszyscy od góry do dołu ją rżnęli. Wiesz o tym? – Marek Lenarski. Koleś dość postawny i typowy rozpieszczony gnojek. Czemu rozpieszczony? Syn Nadzorcy Lenarskiego.
-Spieprzaj… Gówno Cię powinno obchodzić co sobie myślę o niej czy o twojej spieprzonej mordzie kmiocie. – Odgryzł się Tomek spoglądając z ukosa na Lenara. Tamten szerzej otworzył oczy jak i reszta jego bandy.
-My się chyba nie zrozumieliśmy ostatnio. Wiesz, że mój ojciec Cię weźmie do puszki wsadzi jeśli cokolwiek mu powiem na twój temat Szakalski. – Zarechotał aż ślina wyleciała mu z pyska. Był wzrostu Tomasza i może odrobinę szerszej postury pod względem mięśniowym, Jego twarz przypominała pole minowe przez pryszcze, ale gdyby nie one wyglądałby na typowego playboya, który ma więcej pieniędzy niż rozumu.
-Ta… Wszystko do tatusia. Dupkę Ci jeszcze podciera? –Warknął z cwaniackim uśmiechem Szakal. Lenar nie wytrzymał i piącha poleciała w twarz Tomka. Ten widząc ruch jego ręki szybko ją złapał zanim doleciała. Prawą ręką zaś szybko złapał za kark Marka i przybił jego głowę do metalowej ławki.
-Słuchaj… Jestem dla Ciebie miły, ale rozwalę Ci łeb jak jeszcze raz podniesiesz na mnie rękę. Ty masz srakę zamiast mózgu myśląc, że coś mi… -Przerwał w pół zdania bowiem dostał w nerkę od pomocników Lenara. Zgiął się lekko co dało czas pozostałej dwójce na złapanie za ręce Szakala.
-Widzę, że jednak… -Splunął na skórzaną kurtkę Tomka.- Niczego się nauczyłeś. Jako, że nie ma jeszcze nikogo. –I Szakal zarobił w brzuch. Potem w pysk. Kilka uderzeń zwaliło go na podłogę gdzie leżał na czworakach, podpierając się łokciami. Nie przeszkadzało to synowi nadzorcy by jeszcze dać z kopa w żebra. Tomek splunął krwią, ale dalej się uśmiechał.
-Nawet tłuc się nie potrafisz… Byle zmutowany karaluch lepiej przypieprzy niż te twoje rączki. –I za tą ciętą uwagę zaliczył kolejnego kopa w żebra. Złamanie żebra. Świadczył o tym cichy trzask z klatki piersiowej. Teraz dowcipniś zwinął się z bólu, ale mimo to dalej się uśmiechał.
-Spadamy chłopaki. Pół godziny do egzaminu, a lepiej żeby nas z nim nie znaleźli. Trzymaj się Szakal. –Rzucił na odchodne i wyszedł z klasy. Tamten leżał i nie mógł z siebie wydobyć nawet dźwięku. Ból był denerwujący, ale płuca nie pozwalały mu na nic poza płytkim oddechem. Leżąc tak bez możliwości jakiegokolwiek ruchu człowieka nachodzą tysiące myśli.
Od początku znajomości z Lenarem miał ochotę wpakować mu kulkę między oczy. To wszystko zaczęło się w momencie kiedy pierwszy raz wszedł do klasy po przeniesieniu z zachodniego skrzydła Krypty. Wtedy ten gnojek miał ładniejszą twarz niźli teraz, ale był zbyt młody by patrzeć na dziewczyny, które go tylko odrażały. Tomek zaś był beztroski i pełny radości i chęci poznawania nowych dzieciaków. Tamci to wykorzystywali i namawiali do różnych „dowcipów” przez które on cierpiał. Dostał przeniesienie do centrum Krypty i przez kilkanaście lat miał spokój. Zapomniał o nim i żył dalej. Dopiero w wieku piętnastu znów trafił do zachodniego. Marek wyrósł i jeszcze bardziej się rozpanoszył, a jego chłopcy jak głupie owce podążały w najgorsze bagno, z którego ratował ich Nadzorca. Wtedy zaczęli gnębić Szakalskiego. Nowy, więc może być kozłem ofiarnym. Bawili się jego kosztem, a kiedy on chciał coś zdziałać dostawał solidny opieprz od Nadzorcy Władysława.
Obudziła go dopiero woda, którą skroplił mu twarz pan Klot. Zimna woda podziałała jak prąd przez co odczuł falę bólu od klatki piersiowej do mózgu. Klot widząc to przyjrzał się uważniej krwi oraz brudnej od butów białej koszuli.
-Niech zgadnę… Lenarski i jego banda? Nic nie poradzę na tego gnojka, gdyż ilekroć przychodziłem z tym do nadzorcy on zbywał mnie gadką o tym, że to na pewno nie jego syn. Wstawaj. –I pomógł wstać Szakalskiemu i wgramolić mu się na krzesło. Usiadł z grymasem na twarzy.- Napiszesz to i wezwiemy sanitariuszy. Poleżysz parę dni i wrócisz. Dobra? –Tomek nie miał nic do gadania. Przytaknął jedynie głową i wsparł ją na łapach. Wkrótce zleciała się reszta ludzi wraz z Lenarem i jego chłopcami, którzy ciągle rechotali z bólu wcześniej okaleczonego chłopaka.
No i się zaczął egzamin. Klot rozdał karty z pytaniami i jak jeden mąż wszyscy zaczęli skrobać na swoich kartkach. Tomek ze spokojem pisał, a z każdą chwilą narastało uczucie bólu w żebrach. Przez całe pół godziny siedział z grymasem rozwiązując test po czym po prostu wszyscy go skończyli. Klasa ruszyła świętować, gdyż egzamin nie mógł być nie zdany. Jedynie Szakalski został i czekał aż profesor wezwie medyków. Zjawili się szybko i zanieśli go do skrzydła szpitalnego. On z bólu w końcu nie wytrzymał i zasnął.
***
W czasie egzaminu Nadzorca nie wiedział co ma robić. Kurczowo ściskał karteczkę z dziwnym hasłem w ręce jakby nie wiedząc co z nią zrobić. Postanowił, więc zaczekać do wieczoru i dostać się do komputerów w laboratorium. Znów wszystkie światła w krypcie zgasły, a starzec ruszył na swą podróż z latarką. Musiał przejść przez kompleks mieszkalny prosto do wschodniego gdzie mieściły się laboratoria. Uniwersalną kartą dostępu otworzył sobie drzwi i wszedł do środka.
Laboratorium biologów mieściło się trochę dalej, lecz wpierw trzeba było przedostać się przez kilka innych pokoi. W końcu trafił na napis: „Laboratorium Biologiczne”. Starzec wziął głęboki oddech i wszedł. Było to dość duże pomieszczenie z dużą ilością roślin oraz komputerów. Panowała grobowa cisza. Podszedł do pierwszego terminalu i swojskim zwyczajem zaczął przeszukiwać bazę danych. Jednak pudło. Dalsze komputery były tak samo pozbawione wiedzy jak syn Lenarskiego rozumu. Dopiero, gdy dotarł do gabinetu Kuśmierza, jednego ze współpracowników Liścia. Była tam wzmianka o grupie o nazwie „Stowarzyszenie”. Tam był również jakiś plik aktywacyjny. Gdy tylko nacisnął enter dziwne drzwi stanęły otworem za jego plecami. Tam zaś był mały pokoik z jednym komputerem oraz masą dziwnych papierów. Władek poprawił okulary i wszedł do środka. Przerzucał chwilę papiery, aż trafił na dość ciekawą informacje o projekcie „Zniszczenie”. Niestety wszystko było pisane jakimś dziwnym szyfrem lub słowami kluczami, które niewiele mu powiedziały. Włączył terminal i tam zaczęły się schody. Wymagane było hasło dostępu by dostać się do całego panelu. Chwila pomyślunku i starzec przypomniał sobie o dziwnej karteczce. Wklepał hasło, które go przepuściło dalej. Dużo plików z nagraniami oraz dokumentacja projektu „Zniszczenie”. Natrafił na parę planów wentylacji Krypty oraz dokładną instrukcję reaktora, w centrum. Odpalił sobie papierosa i zaczął dalej przerzucać pliki. Jednak nie za dużo się dowiedział bowiem większość z nich była zabezpieczona innymi hasłami. Wyciągnął krótkofalówkę i zaczął.
-Jankowski zgłoś się. –Zaczął Lenarski dalej nie wiedząc co może jeszcze tutaj znaleźć.
-Tutaj Jankowski. Czego potrzebujesz Nadzorco? – Odezwał się z drugiej strony dowódca ochrony.
-Potrzebuję byście wzmocnili patrole przy reaktorze oraz pogadali w sposób brutalny z Kuśmierzem oraz Szczawińskim. Sukinkoty wiedzą coś co może narazić bezpieczeństwo wszystkich mieszkańców Krypty. Najlepiej już ich wyciągajcie. – Zakomunikował Nadzorca gasząc papierosa na biurku. Popatrzył jeszcze chwilę w komputer.
-Tak jest. –I to chyba świadczyło, że rozmowa została zakończona. Władek dalej siedział i ze spokojem oglądał plany szukając czegoś co przykuje jego uwagę. Znalazł. Dodatkowy plik niezabezpieczony hasłem mówił coś o zerwaniu łączności z Kryptą kiedy Liść i Makowski ją opuszczą. Dalsza część mówiła o zabawie oraz potrzebie uwolnienia ludzi z podziemi. Niczego więcej się już nie dowiedział, więc postanowił opuścić laboratorium. Z momentem, w którym drzwi się zamknęły, dwie postacie odziane na czarno z noktowizorami na twarzach i w kominiarkach pojawiły się.
-Stelath boy wystarczył na tyle by móc go obserwować. Niedopracowany wynalazek, ale da się żyć. – Odezwał się jeden z nich głosem zniekształconym jakby przez komputer. Drugi się obejrzał na niego i kiwnął głową.
-Musimy na niego uważać. Węszy i węszy. Wczoraj znalazł nagrania Liścia w jego pokoju. Pierdolony źle je wysłał. Musimy się pośpieszyć z projektem „zniszczenie”. Nie mamy wiele czasu. – Rzucił spokojnym głosem drugi. Nie posiadał zniekształconego głosu. Jednak był on jakiś dziwny… Chrypliwy i zgorzkniały.
***
Parę dni po egzaminie Tomek wrócił do codziennych obowiązków, czyli pomagania ojcu w pracy mechanika. Rzadko kiedy widywał się z jakimkolwiek znajomym czy opuszczał swój pokój. W wolnych chwilach chodził do opuszczonych magazynów Krypty by poćwiczyć strzelanie ze swojej ulubionej zabawki – trzydziestki dwójki. Do tej pory nikt jeszcze nie znalazł tego miejsca, więc czemu by się tam nie zabawiać.
-Szkoda, że ta puszka to nie twój łeb Marek… Z chęcią bym ci go rozpieprzył. –I strzelił Nawet trafił tak, że puszka pod wpływem sporej siły grzmotnęła o metalową ścianę po czym spadła na podłogę. Popatrzył chwilę na leżącą puszkę i położył się na trzech metalowych pudłach. Obie ręce wsadził pod głowę uprzednio chowając pistolet do kabury.
-Ciekawe jak jest na zewnątrz… - Znów jego głowę napadły stare myśli sprzed kilku lat. Błądził gdzieś wśród pustkowi Polski zastanawiając się jak i czy w ogóle tam żyją jacyś ludzie. Tak się pogrążył w zadumie, że po chwili oczy same mu się zamknęły.
Sen. Cudowna chwila w życiu każdego człowieka, która się zaciera w momencie przebudzenia. W taki stan popadł Tomasz Szakalski, którego umysł wywędrował gdzieś na bezdroża zniszczonej wojną nuklearną Polski. Stał właśnie nieopodal Warszawskiego metra w centrum. Oczy mierzyły dokładnie każdy milimetr zniszczonych zabudowań. Wolnym krokiem ruszył do podziemi ulic. Rzędy zniszczonych sklepów oraz ciała wiszące spod sufitu nie stwarzały przyjemnego klimatu. Zwłaszcza, że ciała były porozrywane na strzępy. Dalsze kroki skierowały go do ślepego zaułka, gdzie ulica zapadła się wprost na kilkoro ludzi. Nie były to nagie, zwęglone szkielety. To ciało było świeże i wydzielało jeszcze smród śmierci. Tragicznej i szybkiej śmierci. Podszedł do tego ciała, gdyż wydało mu się znajome. Klęknął i podniósł głowę owego ciała. Jednak nie było martwe. Ów człowiek złapał go za gardło.
-Przestań węszyć gnoju… -Wycharczał opluwając Szakala krwią.
Jego umysł błyskawicznie wrócił do rzeczywistości, a szok koszmaru aż zwalił go z metalowych pudeł.
-Coś się święci… Tylko co?- Zapytał sam siebie i ruszył do swojej kwatery.
Jego głowa była pełna różnych myśli, ale najbardziej zastanawiał go ten koszmar. A może to wizja? Zadręczał się.

Rozdział Drugi – Sekret

Dni mijały coraz szybciej dla Tomka. Jego każdą wolną chwilę wypełniało strzelanie do puszek bądź rozmyślanie o śnie sprzed kilku dni.
Dziś jak zwykle zaczął dzień od delikatnego przycięcia zarostu by zostawić nienagannie utrzymaną bródkę połączoną z wąsami. Wszystko pięknie utrzymane naokoło swych ust. Patrzył w lustro z niejaką satysfakcją, ale i ze strachem. Nie rozgryzł zagadki dziwnej wizji sennej. Zmarszczki pojawiły się na jego czole, a on standardowo nie chcąc na to patrzeć wyszedł z toalety wprost do salonu gdzie się położył na kanapie. Podłożył sobie poduszkę pod głowę i spróbował na chwilę zasnąć. Niestety nie dane mu to było, gdyż rozległ się w mieszkaniu dzwonek do drzwi. Grymas przyozdobił jego usta i leniwymi ruchami zwlókł się z łóżka by po chwili otworzyć drzwi. Stał tam Nadzorca Lenarski.
-Musimy porozmawiać Szakalski. – Odezwał się staruszek jak zwykle paląc sobie papierosa. Wszedł do mieszkania i rozgościł się na kanapie. Tomek chwycił jakieś krzesło, które stało przy stole i usiadł na wprost swego przywódcy.
-Miałeś dobre układy z Kuśmierzem prawda? –Spytał wprost mierząc badawczo wzrokiem młodego Szakala. Tamten przymrużył delikatnie oczy po czym rozszerzył je.
-Możliwe. Zależy o co panu chodzi. – Powiedział ze spokojem patrząc na staruszka. Nie było jakoś mu w smak rozmawiać o jego prywatnych kontaktach wśród naukowców Krypty bowiem sporo się od nich uczył i dostawał sporo informacji w trakcie nauki.
-Wiesz coś o jakiś organizacjach wewnątrz Krypty? –Kolejne pytanie opuściło usta Władka. Iskierka ciekawości pojawiła się w oczach młodego. Zastanowił się przez chwilę.
-Coś może wiem. Niech pan pamięta, że każda informacja ma swoją cenę. Nawet ta gówno warta. – Rzucił spokojnym głosem mierząc wzrokiem Nadzorcę.
-Czego chcesz?
-Żeby twój synalek miał się na równi z nami. Niech mu się nie wydaje, że on tutaj rządzi bo go po prostu zabiję. Jak psa. – Powiedział chłodno. Niezbyt wygórowane żądanie wywołało na gębie starego Lenarskiego delikatny uśmiech.
-Zgoda.
-A więc… -Zaczął po czym się przeciągnął. – Jak byłem im pomagać bo jakaś maszyna się schrzaniła, przyszło paru nieznanych mi mężczyzn. Na oko mieli może z trzydzieści lat. Nie wiem w każdym razie. Zaczęli coś gadać z Kuśmierzem na temat jakiegoś dziwnego projektu o nazwie zdewastowanie lub zniszczenie. Nie pamiętam. Fakt, faktem doktorek dostał parę urządzeń o nazwie Stealth Boy. Z nazwy mogę się domyślać, że one prawdopodobnie potrafią zakamuflować człowieka. Gadali w gabinecie Liścia, a ja to słyszałem, gdy naprawiałem przewody przy systemie wentylacyjnym. Jednak, gdzie ich szukać czy jak się nazywali… Nie wiem. –Powiedział krótko i wyjął z barku butelkę whisky oraz dwie szklanki. Nalał zarówno sobie jak i Nadzorcy. Do tego jeszcze rozpalił sobie papierosa.- A konkretniej o co chodzi proszę pana?
-Nie ważne. Tyle chciałem wiedzieć. To co się dzieje w Krypcie przede wszystkim powinno obchodzić mnie, a nie Ciebie. Schowaj to bo dorosły nie jesteś, a ja z dzieciakami nie piję.- Oburzył się Władek po czym wstał i ruszył do wyjścia. – Jakbyś wiedział coś więcej daj mi znać, a ja w miarę możliwości będę spełniał twoje zachcianki. – I wyszedł. Szakal ze spokojem chwycił whisky i upił dwa łyczki. Ciekawiła go postawa starego z tego względu, że w czasie mowy Tomka bacznie się mu przyglądał. Każdemu najmniejszemu ruchowi jego dłoni czy skóry na twarzy. Papieros go rozluźniał, a whisky powodowało przyjemne ciepło w gardle oraz żołądku. Skończył swoją szklankę i położył się na kanapie. Przymknął oczy przedtem kładąc papierosa na popielniczce. Zasnął.
***
Kolejny sen Tomka nie napawał optymizmem jego samego. Znów stał w tej samej scenerii, na której skończyła się jego ostatnia podróż do zniszczonych podziemi Warszawy. Znów te same ciała, sklepy i gruzy. Jednak tym razem nie było już tego denata plującego krwią. Otarł pot z czoła i ruszył dalej. Wyjście stamtąd dość szybko się pojawiło, gdyż wybuch zarwał jedną z ulic, a ta wpadła do podziemnych korytarzy. Nie zastanawiał się długo i ruszył na górę. Dawne budynki były jedynym krajobrazem jaki widział, a ciała walały się po ulicach. Spalone szkielety, gdzie kości przybrały szary kolor. Wiatr przewalał się przez zniszczone miasto, a on szedł spokojnie rozglądając się bacznie. W którymś momencie przystanął. Z kolejnego wejścia do podziemi wydobywały się dziwne odgłosy. Coś jak charczenie. Zastanawiał się przez chwilę nad tym czy to zbadać, ale ciekawość zwyciężyła młodzieńca. Podszedł do schodów, a raczej ich resztek, po czym ruszył na dół. Charczenie nabierało swojej mocy, a on coraz bardziej uświadamiał sobie, że to był zły pomysł. Stanął przy zakręcie korytarza i spojrzał na to co dalej się rozgrywało. Jakieś dziwne stwory pożywiały się ciałem jakiejś kobiety. Widok dość makabryczny bowiem te potwory wyglądały jak ludzie z drobnymi uszczerbkami zarówno na skórze jak i kończynach. Skóra zwisała z nich jak szmata, a usta wyginały się gryząc surowe mięso. Twarzy do końca nie widział, ale można było stwierdzić, że mieli wypalone oczy. Przez przypadek kopnął jakiś kamyczek odsuwając się z tamtego miejsca. Potwory usłyszały to i z dzikim wrzaskiem, porównywalnym do wycia torturowanego człowieka, ruszyły w jego stronę. Szakal ruszył żwawym krokiem, ale jego skołatany umysł zrobił mu psikusa i pozbawił go wyjścia z tuneli. Bestie go dorwały i zaczęły gryźć kiedy już leżał i krzyczał jak opętany. Ból wyrwał go ze snu, a ten jedynie odpalił papierosa.
______________________

I na razie się zatrzymałem ze względu na brak weny
Pissstacje xD

If you have to ask, kill yourself.

Odpowiedz
Pomysł całkiem fajny. Poza paroma błędami całkiem w porządku.

Jedyne co mnie ukłuło w oczy, to komputery. Było, że komputer leżał na biurku. Tyle, że w świecie Fallouta są lampowe komputery wielkości szafki kuchennej ;P
No, chyba że szczyt technologii i mocy obliczeniowej - komputery taśmowe. Ale te były wielkości szafy ;P

"Ból wyrwał go ze snu, a ten jedynie odpalił papierosa." Takie to dziwne... Sen zapalił papierosa czy ból?


A tak całkiem ciekawe, mimo kilku podobnych błędów, czy stylistycznych niedociągnięć





Odpowiedz
Znaczy ja się sugerowałem kompami z Fallouta 3 Tam one były takie... Małe i zawierające tylko parę komend oraz informacje Ale dzięki
Pissstacje xD

If you have to ask, kill yourself.

Odpowiedz
Takie to trochę sztywne i jakoś średnio zachwyca jeżeli chodzi o styl pisania. Niby ma jakiś poziom, ale ciągle mam wrażenie, że to posklejane części różnych książek/opowiadań. W dodatku sztampowe, a "Szkoda, że Cię nie ma wierny druhu." brzmi trochę, jakby mówił do psa, zwłaszcza, że odbiorca nie zna szczegółów ich przyjaźni, więc wychodzi takie "kiedy się patrzy na zdjęcia zmarłego przyjaciela wypada coś powiedzieć, dlatego powiem..." Eniłej, jakieś początki są, ale nie zachwycają.
Odpowiedz
← Fan Works

Skrobanie w tematyce Fallouta - Odpowiedź

Wczytywanie...