dziki_zachód

Stud(n)ia

Cytat

(09.06.2008 - 18:49) Taramelion - Zawsze znajdzie się praca w McDonalds... No i w sumie w tym roku zdaje się ostatnie pobory więc strachu nie ma... happy.gif
(09.06.2008 - 18:49) Taramelion - Ale mogę Was jeszcze pocieszyć:

Cytat

(09.06.2008 - 18:42) Ekhtelion - Jeśli pójdziesz na studia po których chcesz być kimś i jednocześnie byc uczciwy (pracować samodzielnie, nie zżynać na kolokwiach i egzaminach i wykonywać samodzielnie wszystkie ćwiczenia) to robi się z tego kawał ciężkiej pracy. A i tak spotykasz się z masą absurdów i kretyńskich wymagań, którymi wydaje się, ze wszyscy chcą cię zniszczyć.

Cytat

(09.06.2008 - 18:30) Dany - A weź ty mi nic nie mów o wirnikach tongue.gif Ja idę na Fotonikę smile.gif Połączenie elektroniki, mechaniki, automatyki i optyki daje swoje.

Cytat

(09.06.2008 - 18:22) Ekhtelion - Dzisiaj się dowiedziałem, ze pod względem obłozenia zajęciami przebijamy Medyka.
(09.06.2008 - 18:21) Ekhtelion - Sam zobaczysz Strażniku jaka to będzie codzienność i jak do tego przywykniesz. Tak się składa, że mam do czynienia z wieloma osobami, które sa naprawdę świetne na studiach i wieszają psy równo na tym co teraz mamy. Do tego nie można przywyknąć i nic z gimnazjum czy z LO się z tym nie może równać.

Cytat

(09.06.2008 - 18:21) Enether - No przynajmniej jeden z ludzkimi odruchami biggrin.gif

Cytat

(09.06.2008 - 18:12) Strażnik - Ty się nie bój. Teraz to Ci się wydaje trudne, gdy będziesz na studiach będzie to codzienność. Przywykniesz smile.gif

Cytat

(09.06.2008 - 18:11) Enether - Człeku, ja wiem z czym się będę mierzył i mnie to przeraża biggrin.gif Nie schizuj mnie bardziej biggrin.gif
Odpowiedz
Studia to fajna sprawa, chociaż rzeczywiście można tu spotkać tyle absurdów (przez duże S), że czasami można się popłakać... ze śmiechu.
Nie wiem ogólnie o czym gadaliście konkretnie, jak mi ktoś powie to dorzucę swoje. ;p
- Tak, tak. Ja za każdym razem mówię co innego. - Aha. I?

- I nic. Uważam to za cnotę. (...) Dziennikarka pyta mnie, czemu ciągle zmieniam zdanie, a ja jej odpowiadam: "Żeby się uwiarygodnić". - "Uwiarygodnić"?

- Oczywiście. Bo zawsze mówię to, co w danej chwili czuję. Nie kalkuluję, nie kombinuję. Uwiarygodniam się przez to, że sobie zaprzeczam. - Przewrotne.

- Tak. I jutro temu zaprzeczę.
Odpowiedz
Powiedzmy, że jest to moja reakcja na odzywkę Strażnika.
Odpowiedz
Chciałem donieść, że dziś mi się oficjalnie rozpoczęła sesja.
Nigdy więcej prawa cywilnego..Uuuuuf..

Odpowiedz
Moja oficjalnie zacznie się 15, ale i tak mam teraz w cholerę roboty. Właśnie kończę z kumplami raport badań na Metody i techniki badań socjologicznych. :u
- Tak, tak. Ja za każdym razem mówię co innego. - Aha. I?

- I nic. Uważam to za cnotę. (...) Dziennikarka pyta mnie, czemu ciągle zmieniam zdanie, a ja jej odpowiadam: "Żeby się uwiarygodnić". - "Uwiarygodnić"?

- Oczywiście. Bo zawsze mówię to, co w danej chwili czuję. Nie kalkuluję, nie kombinuję. Uwiarygodniam się przez to, że sobie zaprzeczam. - Przewrotne.

- Tak. I jutro temu zaprzeczę.
Odpowiedz
Metodologia? Z ciekawości, używacie programu Statistica? Jak byłem na psychologii to się uczyłem obsługi tego czegoś, a nie dalej jak dziś znalazłem płytkę z tym czymś.
Wspaniałe czasy robienia badań "Hmmm grupa kontrolna? ok...ten dostał 10 punktów w teście, ten 12 a tamten powiedzmy, że...9, ty dostaniesz 15 ..." itd..

Odpowiedz
Metodologia to trochę inny przedmiot był. W sumie miałem dwie metodologie, jedna była bardziej logiką 2. Kocham moje studia.

A o tym programie nie słyszałem - my się katujemy z SPSS`em. I raczej nie ma mowy o takich ściemach, bo ćwiczeniówka, chociaż bardzo sympatyczna, jest też straszliwą służbistką.
- Tak, tak. Ja za każdym razem mówię co innego. - Aha. I?

- I nic. Uważam to za cnotę. (...) Dziennikarka pyta mnie, czemu ciągle zmieniam zdanie, a ja jej odpowiadam: "Żeby się uwiarygodnić". - "Uwiarygodnić"?

- Oczywiście. Bo zawsze mówię to, co w danej chwili czuję. Nie kalkuluję, nie kombinuję. Uwiarygodniam się przez to, że sobie zaprzeczam. - Przewrotne.

- Tak. I jutro temu zaprzeczę.
Odpowiedz
Myśmy mieli tylko przeprowadzić i opisać badanie. Nie mieli jak sprawdzić czy naprawdę zrobiłem badanie na grupie 20 kolegów. Wszystko inne niestety trzeba było samemu urodzić..
Eeeeh. Byłem na Psychologii na UJ wieczorowo i po pierwszym roku musiałem zrezygnować (kasa kasa kasa)
Teraz jestem na filologii biznesowej na USiu i przyznaję ze tęskno trochę do tych badań i wszelkich durnych teorii

Odpowiedz
Mi już zbrzydły te badania o czym nie omieszkałem wspomnieć pani ćwiczeniówce. Chyba zrozumiała mój ból. Nie wiem jak można lubić te durnoty.
- Tak, tak. Ja za każdym razem mówię co innego. - Aha. I?

- I nic. Uważam to za cnotę. (...) Dziennikarka pyta mnie, czemu ciągle zmieniam zdanie, a ja jej odpowiadam: "Żeby się uwiarygodnić". - "Uwiarygodnić"?

- Oczywiście. Bo zawsze mówię to, co w danej chwili czuję. Nie kalkuluję, nie kombinuję. Uwiarygodniam się przez to, że sobie zaprzeczam. - Przewrotne.

- Tak. I jutro temu zaprzeczę.
Odpowiedz
To ja w gimnazjum odwaliłem ankietę na blisko 150 osób nt. skuteczności i postrzegania wizerunki policji, a wy tu się przejmujecie 20? I nawet z tego co pamiętam to większość moich danych była autentyczna .
Odpowiedz
Wiesz, jak się tym zajmowałem to też sądziłem, że nie ma nic gorszego..
Ale potem człowiekowi jednak jakoś się tęskno robi...
Wydaje mi się, że nie ma kierunku który by nie zakładał pisania durnych prac. Nie dalej jak tydzień temu oddawałem 7 stronicową pracę (nie liczac bibliografii, stron tytułowych itd.) dotyczącą historii, obecnego stanu i perspektyw na przyszłość ...Londyńskich Doków.
Dla mnie było to istne apogeum bezcelowej roboty dla samej roboty..;p

Musiałeś mieć strasznie dużo samozaparcia w gimnazjum. Mam nadzieję, że komentarze na temat postrzegania policji nie ograniczały się do pięciu znanych liter? (Albo, co gorsza, do czterech. Jak można robić byki w wulgaryzmach? )

Odpowiedz
Tia, niedawno oddawałem pracę na temat ruchów społecznych na Makrosocjologię, teraz Raport, na czwartek Fotoesej na Obraz i Wizualność w kulturze zachodniej, a potem jeszcze tylko 9 zaległych konspektów z socjologii klasycznej + konspekt semestralny i... egzaminy.

Ale nie narzekam. Mogłem trafić na gorszy kierunek.

[Dodano po 38 sekundach]

A, jeszcze monografia małej grupy społecznej na mikrosocjologię. Każda z tych prac to przynajmniej 15-20 stron. ;p Raport z badań ma jakieś 60
- Tak, tak. Ja za każdym razem mówię co innego. - Aha. I?

- I nic. Uważam to za cnotę. (...) Dziennikarka pyta mnie, czemu ciągle zmieniam zdanie, a ja jej odpowiadam: "Żeby się uwiarygodnić". - "Uwiarygodnić"?

- Oczywiście. Bo zawsze mówię to, co w danej chwili czuję. Nie kalkuluję, nie kombinuję. Uwiarygodniam się przez to, że sobie zaprzeczam. - Przewrotne.

- Tak. I jutro temu zaprzeczę.
Odpowiedz
Najlepsze jest to, że w wielu działach nauk społecznych szeroko pojętych, cała sztuka polega na tym, by w sposób możliwie nieprzystępny wyjaśnić kwestie oczywiste. Kiedyś poświęciliśmy kilka bloków zajęciowych a jedną sporą pracę pisemną kilku zdumiewającym zjawiskom. Na przykład kiedy człowiek robi dwie rzeczy na raz, to wychodzą mu one gorzej, niż gdyby się skupił na jednej. Albo, kiedy człowiek robi jakąś czynność długo to lepiej mu wychodzi.
Myśmy musieli jednak do tego użyć takich słów jak "automatyzacja";p

Albo z prawa dzisiejszego:
Kauza – element treści czynności przysparzającej albo element innej czynności lub stosunku prawnego, ze względu na który dokonano czynności przysparzającej.

Spróbujcie wykombinować o co chodzi.
Okazuje się, że śmiertelnicy określają to boskie zjawisko słowem "przyczyna"^^

Odpowiedz
Znam takiego jednego Pana, Turowski się nazywa. Potrafi w niesamowity sposób komplikować najprostsze sprawy i zjawiska. Większość ludzi na moim roku szczerze go nienawidzi. Nawet Szacki i Sztompka wymiękają.
- Tak, tak. Ja za każdym razem mówię co innego. - Aha. I?

- I nic. Uważam to za cnotę. (...) Dziennikarka pyta mnie, czemu ciągle zmieniam zdanie, a ja jej odpowiadam: "Żeby się uwiarygodnić". - "Uwiarygodnić"?

- Oczywiście. Bo zawsze mówię to, co w danej chwili czuję. Nie kalkuluję, nie kombinuję. Uwiarygodniam się przez to, że sobie zaprzeczam. - Przewrotne.

- Tak. I jutro temu zaprzeczę.
Odpowiedz
Ano się szalało w gimnazjum. A komentarze były różne ale bez tak lubianych przez niektóre nie-tak-małe grupy społeczne literek (ankiety przeprowadzałem wśród dorosłych).

Kauza? = cause = przypadek. Tak z automatu mi przyszło. Za to definicyjka miodna rzeczywiscie.

Ja na przykład z takich ciekawych zabaw miałem do sporządzenia operat techniczny dotyczący badania odwzorowania kartograficznego. Opis teorii, wnioski, obliczenia i rysunki w jednym. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że elementem koniecznym było wykonanie tego odręcznie co przy ciągłych aktualizacjach i modyfikacjach doprowadzało do tego, że się to pisało przez całe weekendy. Rekordzista miał blisko 85 kartek A4 zapisanych maczkiem i poświęcił na owe dzieło kilkadziesiąt godzin.

Tylko, że tutaj niestety nie ma rzeczy niepotrzebnych i każdy element tej pierdółki trzeba opisać bo inaczej profesor mógłby zadać kłopotliwe pytanie: "dlaczego Pan o tym nie napisał", "może Pan nie wie o co chodzi po prostu".


Co prawda zaliczenie przedmiotu okazało sie bardzo lajtowe ale pracę nad tym operacikiem będe pamiętał do końca życia.
Odpowiedz
Są dwa typy profesorów warte wzmianki. O jednym wspomniał Matthias, są to ludzie albo starej daty (można uznać za sukces jak dożyją dnia oddawania prac) względnie (i to moje ulubieńce są) profesorowie którzy wychodzą z założenia "ale to na pewno rozumiecie, to przecież oczywiste!". Kiedy którykolwiek z tych dwóch typów otwiera usta to człowiek może się spakować i iść do domu grać w Witchera czy coś takiego, bo i tak nikt nie zrozumie o co chodzi.
Drugi to ten Ekhteliona. Przez cały rok straszy i wprowadza taki rygor że człowiek boi się wziąć oddech i z własnej woli pisze wszystkie prace itd. Zazwyczaj towarzyszy takim profesorom specyficzna..aura, nie muszą nawet wpisywać jakiś złych ocen ani robić problemów, wystarczy, że spojrzą.
Przejawiają za to uroczą tendencję do zupełnych luzów na wszelkich końcowych zaliczeniach. W tym semestrze dwóch takich miałem. Oczom nie wierzyłem, jakie rzeczy puszczali płazem i jakie oceny wystawiali...

Takie są moje spostrzeżenia

Odpowiedz
Noo, też miałem kilku takich. Nawet teraz. Trochę takie psychole z nich, ale na koniec okazują się spoko. Muszą tak robić, bo jak by od początku było jasne, że będą lajtowi to byśmy im na głowy powłazili.
Gorszy jest inny typ - tacy, co nie wymagają i nie robią nic przez cały rok a jak przychodzi do zaliczenia to dowalają takie rzeczy, że można się... wiecie. ;p
- Tak, tak. Ja za każdym razem mówię co innego. - Aha. I?

- I nic. Uważam to za cnotę. (...) Dziennikarka pyta mnie, czemu ciągle zmieniam zdanie, a ja jej odpowiadam: "Żeby się uwiarygodnić". - "Uwiarygodnić"?

- Oczywiście. Bo zawsze mówię to, co w danej chwili czuję. Nie kalkuluję, nie kombinuję. Uwiarygodniam się przez to, że sobie zaprzeczam. - Przewrotne.

- Tak. I jutro temu zaprzeczę.
Odpowiedz
Jest jeszcze inny typ: profesor, który jest miły, widać, że zna się na rzeczy, dobrze tłumaczy, wszyscy wszstko rozumieją, a zaliczenie nie jest trudne. Pozdrowienia dla pani prof. dr hab. inż. Kujawińskiej, byłego prezydenta SPIE i członka Holorycerstwa
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Odpowiedz
← Karczma

Stud(n)ia - Odpowiedź

Wczytywanie...