[Metro: Last Light] Recenzja - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!

Podgląd ostatnich postów

Tokar,
Pograłem kilka godzin i wrażenia mam generalnie dobre. W sumie, to stare dobre "Metro 2033" w ładniejszych szatach i z kilkoma użytecznymi usprawnieniami. Odnoszę wrażenie, że tytuł raczej nie przekona do siebie tych, którzy boleśnie odbili się od poprzedniej części.

Co mi się podoba?
*Rzecz jasna, wschodni klimacik, który intensyfikuje rosyjski voice-acting (słowa uznania dla Cenegi). Brutalność i bezwzględność przebija pod tym względem stare "Metro", w idealny sposób ukazując jak upadek cywilizacji i skrajne warunki przetrwania, które wywlekają z duszy człowieka najgorsze instynkty. Choć miło, że nie zabrakło też optymistycznych fragmentów, od których ciepło się robi na sercu
*Różnorodność pod każdym względem. Od śmiercionośnej fauny do odmiennego klimatu różnych stacji. Jestem pod wrażeniem, jak twórcom udało się nadać takiego "kolorytu" w dość monotonnym środowisku, jakim jest podziemna kolej.
*Modyfikowanie broni, które nie jest na pokaz. To widać i czuć.
*Ulepszony system walki, skutecznie odrzucający toporny bagaż pierwszej części.
*Świetne skradanie, które daje mnóstwo przyjemności. Dobre projekty poziomów.
*Małe, acz klimatyczne szczególiki, jak wycieranie maski przeciwgazowej czy insekty, które obłażą naszą twarz
*Optymalizacja lepsza niż w "Metro 2033".
*Oprawa graficzna, która zwala z nóg. Szczególnie etapy na powierzchni, gdy walczymy z mutantami podczas burzy a krople deszczu odbijają się od wizjera maski. Coś wspaniałego i nadal zbieram szczękę z podłogi.

Co mi się nie podoba?
*Poziom trudności. Jest za łatwo! Pamiętam, że na normalnym poziomie trudności w "Metro 2033", gdy wywołałem alarm, to doskonale wiedziałem, że mocno skomplikowałem sobie sytuację i teraz ostro się napocę. Na dodatek stracę cenną amunicję, której było jak na lekarstwo! Grupka trzech świadomych naszej obecności soldatów, stwarzała olbrzymi problem. A tutaj? Na spokojnie ściągam ośmiu kolesi, natomiast amunicji i apteczek nie zabrakło mi nigdy. Aż zwiększyłem ostatnio poziom na trudny, choć też niestety nie ma szału.
*Popularne "szczucie cycem", czyli lap dance i pochodne. Po co? Dlaczego? Jaki to ma cel? Nie mam 12 lat, aby oblizywać się nad wirtualnymi kształtami. Można byłoby to zrobić znacznie subtelniej, zważywszy na ponury klimat historii. Etapy z seksem pojawiają się ni z zupy, ni z dupy - bez żadnego konkretnego uzasadnienia.
*SI podczas walk potrafi zachowywać się dziwnie. Niby starają się nas okrążyć, ale robią to raczej nieudolnie. Często wpychają się też nieporadnie pod naszą lufę lub biegają po pomieszczeniu jak kaczki do odstrzału. Źle nie jest, ale poprawki tutaj przydałby się ewidentnie.
*Podobnie, jak w przypadku pierwszego "Metra", mam wrażenie, że fabuła pędzi zbyt szybko i niektóre fragmenty można byłoby wydłużyć lub dodać wątek poboczny.
*Małe, acz irytujące błędy techniczne. Kamrat potrafił się przyblokować w kilku miejscach albo Paweł strzelał kolejkę zajzajeru z lewitującego kieliszka.
*Niemy bohater jako relikt przeszłości. Gra zyskałaby wiele na komentarza Artema lub dialogach zamiast monologów.
*Nie rozumiem, dlaczego poboczne rozmówki trzecioplanowych postaci nie mają napisów. Gram z rosyjskim dubbingiem i straszliwie mnie to razi, gdyż rozumiem "piąte przez dziesiąte", bo przygodę z tym językiem zakończyłem na czasach liceum. Czy tak ciężko byłoby zaimplementować podpisy, które pojawiają się, gdy podejdziemy odpowiednio blisko do rozmówców?
*Etapy z mutasami - czasem brakowało kreatywności. Mówię tutaj o walkach z bossami (wszystkich na jedno kopyto się załatwia) oraz momentach, gdy musimy czekać na łódkę/barkę/windę i naciera na nas fala bestii. Za pierwszym razem było to szalenie emocjonujące, ale za drugim nie było już tak fajnie

Ogólnie, przed la grande finale, byłbym gotów dać 7+. Maksymalnie 8-.
Redakcja Game Exe,

Zapraszamy do zapoznania się z recenzją gry "Metro: Last Light"!

Dwanaście godzin w przyszłości Mój ojciec, po przeczytaniu obu książek Dmitra Glukhovskiego (mam na myśli "Metro 2033" i "2034") stwierdził, że obie są dla nas atrakcyjne głównie przez pewne pokrewieństwo i swojskość. Nie jest nam wszak tak daleko do Rosjan – to nasi sąsiedzi, są nimi od lat. Słowiańskość przedstawionego w nich postapokaliptycznego Metra jest znacznie bliższa Polakowi, niż Charlton Heston, przeklinający ludzkość przed zasypaną w piasku Statuą Wolności.... Czytaj dalej!

Komentuj, dyskutuj, dziel się z innymi swoim zdaniem!

Wczytywanie...