Kącik Ty Cruelsufferera - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!

Podgląd ostatnich postów

Krix,
-Proszę się nie spieszyć. Zaraz zadzwonię i pana zwolnię...-Znów zaśmiał się sztucznie.-z obowiązków. Proszę pana też o trochę współpracy, nie ma się czego pan bać. Nie jestem żadnym śledczym, szukam tylko mojej własności. Widzi pan. Mamy pana na miejskich kamerach gdy wychodzi pan z mieszkania, mamy pana na części ulic i nawet pod naszym budynkiem gdy doszło do drugiego incydentu, ale nagle potem pan znika, a nie ma pana na liście osób zebranych do wyjaśnień. Potem pojawia się pan jak znikąd na kamerach koło 14 i wraca do domu. Czy podczas incydentu dziś rano widział pan może coś niezwykłego? Albo może spotkał pan dziś kogoś niezwykłego? Wizyta znajomych z przeszłości może?
Ty Cruelsufferer,
- 11, a 12 hmmm... a jestem o coś podejrzany, że Pan tak pyta? - Dodać trzeba, że sobie herbaty nie zrobił. Nalał sobie jednak szklankę Pepsi bo przy nim zawsze się lepiej myślało. Elektronos nic nie wywąchał, to było troszkę pocieszające.

- Jeśli się nie mylę to coś koło tej godziny rozmawiałem z matulą przez telefon. Wcześniej byłem pograć w kosza i na mieście, a późniejszy czas spędziłem w domu. -
Odpowiedział zgodnie z prawdą bo był przekonany, że tak właśnie było. Jakoś nie potrafił się bardzo odnaleźć w czasie. Może to z tych nerwów.

- Przepraszam, że jeszcze raz zapytam: to jakieś przesłuchanie? Bo mamy w pracy ważną kolację i raczej istotnym jest abym się pojawił. -
Krix,
-Sądzę, że przychodzę w najlepsze możliwe miejsce. Prości ludzie zwykle mają najprostsze odpowiedzi wie pan? Słyszał pan taką historię iż kilku osobą powiedziano by opisały jak chowają słonia do lodówki? Większość stwierdziła iż to niemożliwe a dziecko napisało iż otwiera lodówkę i słonia chowa. Nic trudniejszego.- Mężczyzna zaśmiał się przy tym sztucznie. Miał bardzo sztywny, twardy akcent ale mówił elegancko po angielsku. Akcent przypominał ci niemiecki albo coś europejskiego. Napił się herbaty siorbiąc przy tym i ciągle bacznie cię oglądał. -Jeśli byłby pan tak łaskaw zdradzić mi co pan porabiał dziś około 11, 12?
Ty Cruelsufferer,
Oh, nie wyglądało to wszystko najlepiej. Taka szycha u niego w domu? I to w sprawie terrorystów?! Co on miał do cholery teraz zrobić? Spojrzał odruchowo na wizytówkę, a gościa zaprosił do salonu.

- Herbatę? Eee, tak, zaraz przyniosę. Proszę czuć się jak u siebie. - Gdyby nie miał czarnej skóry pewnie czerwnieniłby się teraz z nerwów. Co prawda też nie wyglądał do końca na osobę, która zachowuje się normalnie. W kuchni zaś miał też apteczkę w której trzymał środki na uspokojenie. Tego było teraz po prostu za wiele. Tak jak nigdy takowych nie stosował, tak teraz uznał, że najwyższy czas. Oczywiście salon od kuchni oddzielała ścianka i gość raczej nie mógł tego zobaczyć. Ze sobą Louis zabrał torbę, ale nie wyciągnął z niej broni. Ułożył jednak tak, aby jak najszybciej mógł się do niej dostać. Na pewno ten cały Woland nie przyszedł tu bez ochrony. Gdy herbata była gotowa zaniósł ją do swego gościa.

- Proszę mi wybaczyć, ale nie do końca rozumiem dlaczego przychodzi Pan z tym do prostego kucharza. Ale słucham Pana. - To co teraz zrobił Louis to jeszcze lekko zaniuchał elektronosem. Może akurat poczuje coś podejrzanego.
Krix,
-Nie skądże znowu. Najwyżej pana odwiozę i usprawiedliwię. Nasza firma posiada spore udziały w pańskiej restauracji.-Widziałeś, że twarz się uśmiechnęła jednak jego oczy jakby nadal wpatrywały się w ciebie z tą samą dociekliwością. Po uścisku wręczył ci swoją wizytówkę i jakby mimowolnie zaprosiłeś go do środka. Twój gość automatycznie pokierował się do salonu. -Widzi pan. Badam pewną bardzo ważną sprawę dla naszej firmy. Pewien czas temu skradziono naszą własność. Ma pan może herbatę? Więc skradziono naszą własność. Kilka projektów wpadło w nieodpowiednie ręce. Widzi pan, staramy się zapewnić bezpieczeństwo naszych dokonań i nim nie będziemy w 100% pewni, że coś nie zagrozi ludziom nie ogłaszamy zaistniałych postępów. Widzi pan nie prowadzimy takiej gry jak Virgin korp. który jest gotów reklamować każdy milimetr postępu. Jednak odchodzę od tematu, przepraszam. Więc skradzione projekty są bardzo niebezpieczne i sądzimy, że dokonali tego anarchistyczni terroryści, którzy ukrywają się w półświatku naszego miasta. No i tu trochę okrężną drogą dochodzimy do pana, rozumie pan. Może więc wie już pan czemu pana nawiedziłem?
Ty Cruelsufferer,
To chyba była jakaś ważna osoba. Dragon's Heart to nie było to z czym związane było całe to dzisiejsze zamieszanie? Eh, a on właśnie miał iść do pracy, a tu znowu ktoś. Skoro miał wyciągniętą dłoń to Louis ją uścisnął i rzekł.
- Dzień Dobry. Długo to zajmie? Wie Pan, trochę się do pracy śpieszę. - Jego mina wyraźnie wyglądała na strapioną. Nie do końca wiedział co ma zrobić z tym, że ten jegomość pojawił się teraz przed jego drzwiami.
Krix,
Jajeczniczka wyszła świetnie. Po posiłku ogarnąłeś porządki, pozmywałeś i sprzątnąłeś łazienkę (było sporo wody). Jak wszystko było już gotowe i miałeś jeszcze chwilę chwyciłeś za telefon. Jednak w tym samym czasie usłyszałeś pukanie do drzwi. Kto u diabła? Czyżby wrócili? Zaniepokojony złapałeś za swoją torbę w której była na powrót schowana broń przed wyjściem do pracy i ruszyłeś do drzwi. W drodze zobaczyłeś godzinę, była 15.27. Stanąłeś za drzwiami przy interkomie. Niepewnie rzuciłeś.
-Kto tam?
- Panie Ville? Jestem z firmy Dragon's Heart. Czy miałby pan chwilę na rozmowę? To bardzo ważne.
Głos wydawał się władczy ale łagodny. Nie miałeś zatargów z korporacjami czemu miałbyś nie otworzyć? Zaraz. A może to z powodu Andiego i reszty? Mówili przecież, że nikt się nie dowie a tu ktoś z korporacji. Nie było chyba jednak wyjścia. Powiesz, że spieszysz się do pracy i może się uda. Otworzyłeś drzwi by powiedzieć to gościowi w twarz, z torbą w ręku gotów do pracy, dla lepszego wrażenia. Przed tobą stał mężczyzna sporo po trzydziestce. Miał czarną spiczastą bródkę i niepasujące do niej misternie ułożone blond włosy. Jednak nie to przykuło twoją uwagę największą uwagę zwróciłeś na wpatrzone w ciebie oczy. Jedno było cybernetyczne, czyli w tych czasach normalne, ale drugie... tęczówka drugiego wydawała się pusta. Wyciągnął do ciebie ręce. W lewej miał wizytówkę, prawą szykował do podania.
Witam pana. Jestem CEO korporacji Dragon's Heart, nazwisko Woland. Hendryk Aleksander Woland.

Koniec cz.1


zapraszam do komentowania - http://forum.gexe.pl/...6-kacik-konca/

[Dodano po miesiącu]

Sam CEO (taki bardzo ważny szef) korporacji Dragon's Heart stał przed tobą w drzwiach. Ciągle z wyciągniętymi rękoma by przywitać się z tobą. Ciągle w jakiś niepojęty sposób niepokoiło cię to puste oko. Coś było dziwnie nie tak.
-A więc Witam pana. Jak mówiłem jestem CEO korporacji Dragon's Heart, nazywam się Henryk Aleksander Woland. Czy mogę wejść? Porozmawiać z panem?
Ty Cruelsufferer,
No tak jajecznica wyglądała pysznie. Dlatego spokojnie poczekał aż będzie gotowa, a następnie ją zjadł. Tak, tak, ze smakiem. Plan na resztę popołudnia zaś był prosty: przygotować się do pracy. W to włączało się: odwiedzenie toalety i ogarniecie swojej osoby oraz przebranie się. Większość potrzebnych rzeczy trzymał już w lokalu. Jeśli więc nie było żadnych przeciwwskazań to po prostu przygotował się jak trzeba. Jeszcze jakieś 15-20 minut przed wyjściem postanowił, że zadzwoni do Andy'ego. Co prawda ostatnio rozmawiał z tego numeru z Simonem, spodziewał się jednak, że właśnie ten odbierze. Jakoś wątpił by jego brat był w stanie.
Krix,
Wszedłeś do kuchni i spostrzegłeś, że nadal było sporo wody na podłodze. Trochę bałaganu po gościach jednak zostało. Nawet nie widziałeś jeszcze łazienki. Wyciągnąłeś mopa i szybko starłeś co było tutaj. Potem zabrałeś się za posiłek. Zajrzałeś do lodówki. Jajecznica tak? No jajka były. Jakaś genetycznie modyfikowana cebula i syntetyczny boczek też się znalazły. Prawdziwa żywność była towarem luksusowym. Te jajka sporo kosztowały. Jednak coś prostego po całej tej sytuacji to właśnie to. Boczek skroiłeś i na patelnię niech się wytopi tłuszczyk do reszty. Cebula nie powodowała płaczu gdy ją obierałeś. Pamiętasz jak matka narzekała, że przy prawdziwej się płakało. Sam jej rozmiar był zapewne ze trzy razy większy niż jakiejs tam naturalnej. Gdy usłyszałeś przyjemne skwierczenie dorzuciłeś cebulę by się zeszkliła. Zmniejszenie ognia by się to nie spaliło i co chwila mieszanie. Po paru minutach wbiłeś w to wszystko jajka. Teraz już tylko trochę przypraw, nie za wiele by nie zmieniły smaku a go wydobyły. Szczypta bazylii, może gdzieś tu był szczypiorek? Zostaje jedna rzecz. Płynna czy mocno ścięta?
Ty Cruelsufferer,
Nie miał zamiaru męczyć dalej matki. Tym bardziej, że słychać było, że jest schorowana i kaszel nie daje jej spokoju.

- Zdrowiej zatem mamo i dbaj o siebie. Na pewno jeszcze zadzwonię. - No i nie pozostało nic więcej niż się rozłączyć. Dalej był w tym samym pustym mieszkaniu. Nie było to jednak jakimś większym zmartwieniem. Zdał sobie teraz jednak sprawę, że nadal w ręku trzymał pistolet. Oho, to chyba był jego życiowy rekord względem długość trzymania broni w ręce. Teraz wstał z miejsca i poszedł przyrządzić sobie coś szybkiego do jedzenia. Jakaś prostą sałatkę lub jajecznicę. Nie chciał być potem głodnym w pracy. Gdy zabrał się do tego był też ciekaw jak szybko matka wyśle mu numer Sally.
Krix,
-Nie bądź głuptasem Ludwiku. To był dopiero drugi... nie trzeci. Zapomniałam o tej historii z Vegas.
Kaszel. Telewizor wyświetlał 14.21.
-Wyślę ci na pewno ten numer. Saly wspominała o tobie jak nas ostatnio odwiedziła z dziećmi. A co do C.J.'a to miasto może by mu dobrze zrobiło. Poznałby ludzi nowych.
Tą dywagację przerwa jednak też kaszel. Matka w głosie wydawała się już zmęczona. Widać długa rozmowa nie była dobra na jej obecny stan. Gardło wysuszone i tak dalej. Gdy skończyła kaszleć odezwała się ponownie.
-Słuchaj Ludwiku, będę już kończyć i ci nie przeszkadzam. Zadzwoń po prostu jeszcze. Dobrze jest cię usłyszeć.
Ty Cruelsufferer,
Ah to GTA, choć dziwne, że akurat 56 go wciągnęło. Z tego co kojarzył to nie był najmocniejszy tytuł z serii. Nie to co pamiętne GTA 49, a w szczególności z dodatkiem Black Tide. Choć teraz Louis nie grywał już tyle co kiedyś to ten tytuł zawsze wspomina z lekkim uśmiechem na ustach. Tak, to zdecydowanie dobre wspomnienia. Nie ma się co dziwić jednak, że marka GTA trochę upadła ostatnimi czasy. Wszystko za sprawą tego, że studio eEA wykupiło Rockstara. Wiele się od czego zmieniło.

- [To co się spłukuje w toalecie] prawda, że biali zabierają pracę. Dorze poszuka to coś znajdzie. Z chęcią bym go zabrał do miasta, ale jest kawałek drogi. Dzieli nas w sumie kilka stanów odległości. To może być problem. - Zaraz, zaraz, jaka Saly? Czy on jakąś kojarzył? A prawda! Teraz mu się przypomniało! Ba, nawet się w niej kiedyś podkochiwał, gdy chodzili razem do szkoły. Nikt prócz Louisa o tym jednak nie wiedział. Takie tam, stare czasy. W sumie dobrze by było z nią porozmawiać.

- Prześlij mi jej numer mamo. Z chęcią zamienię z nią słowo. Który to już jej maż? Siódmy? Aż taka porządna to chyba nie jest. -
Pogadać jednak zawsze można. Może nawet zadzwoni do niej w drodze do pracy. Zaraz po telefonie do Simona i przed telefonem do doktora Zoidhilla. Dobrze, że dziś ten przelew dostał bo w innym wypadku koszt rozmów mógłby być dla niego zabójczy. Przy okazji też Louis spojrzał na godzinę, która powinna się wyświetlać na ekranie telewizora.
Krix,
-C.J. twierdzi, że nie ma pracy bo biali wszystko zabierają.
Kaszel.
-Na mój gust to on chce tylko grać w GTA 56, czy coś tam. Nie ważne...
Kaszel.
-Może zabrałbyś go do miasta i pomógł mu? To twój kuzyn przecież.
Kaszel i splunięcie.
-Na pewno pozdrowię wszystkich, oni też cię ślą całusy. To mi przypomina.
Kaszel.
-Pamiętasz Saly? Rozwiodła się znów. Może chcesz jej numer? To taka porządna dziewczyna.
Ty Cruelsufferer,
- Jestem kucharzem w najlepszej restauracji w mieście. Powiedziałem, że zapłacę to zapłacę. Nie martw się o nic. To już postanowione. Martwi mnie ten Twój kaszel i trzeba się go pozbyć. Już ja się tym zajmę. - Nawet jeśli matka będzie robić jakieś problem to stwierdził, że wieczorem zadzwoni do doktora Zoidhilla i z nim wszystko ustali. Dla pacjentki może wymyśli się jakąś ładną bajeczkę. Przecież w tym momencie najważniejsze było jej zdrowie. Trzeba przyznać, że dzięki tej rozmowie na drugi plan troszkę zeszła sytuacja z Andym. Nawet się nie zastanawiał czy już moje dojechali i czy wszystko jest ok. Choć jeszcze może później zadzwoni też do Simona i czegoś się dowie. Głupio tak byłoby żyć w niewiedzy.

- Weź kompnij C.J.'a w dupsko, nie pozwalajcie mu na wszystko. Powiedz jeszcze co się u nich dzieje. W sumie dobrze, że masz jakieś towarzystwo. Niech Ci tylko na głowie nie siedzą. Pozdrów ich. - Może to nie była część rodziny, która cieszyła się jakaś najlepszą opinią, ale dobrze, że matula im pomogła. C.J. zaś był dobrych chłopakiem tylko leniwym. Jakby ktoś go kopnął w dupę to może by się ogarnął i osiągnął coś więcej niż najlepsze ratio na serwerze.
Krix,
-Synek co ty mi tu gadasz, że ty coś zapłacisz. Przecież ty kucharzem jesteś. Kurczaka mi zrobisz?
Kaszel. Tak znów. Zakończony splunięciem.
-I się mną nie martw, jadam dobrze. Wprowadziła się ostatnio twoja ciotka z dzieciakami, bo ich z domu wywalono.
Znów kaszel.
-To jest tu w domu znów trochę żywiej. C.J. szuka pracy.
Kaszel.
-Oglądając telewizje albo grając na kompie.
Ty Cruelsufferer,
Oooo, Louis lubił patrzeć na tą prezenterkę. Choć jej wadą było to, że nie była czarnoskóra i, że widocznie nie jadła tyle kurczaków co trzeba. Nie rozmyślał jednak dłużej na temat tej persony i posłuchał raczej tego co miała do powiedzenia. Pokiwał głową i pomyślał, że miał dziś sporo szczęścia. W trakcie tego ataku i jemu mogło się coś przytrafić. Oczywiście też wysłuchał swojej mamy. Pokiwał głową bo po tym co powiedziała sprawy nie wyglądały najlepiej.

- Matko, wiesz, że nie jestem fanem tej całej cybernetyki i mechanicznego szmelcu. Czasami jednak trzeba się na coś takiego zdecydować by żyło się lepiej. Wszystkim. Posłuchaj tylko jak kaszlesz, to na pewno wynika z tego problemu z płucami. Cokolwiek by tam nie siedziało to warto się temu przyjrzeć i może wymienić. O pieniądze na zabieg się nie martw, to będzie taki mój mały prezent ode mnie dla Ciebie. Nie myśl, że zapominam kto mnie przy cycu wychował. Zadzwonię dziś jeszcze do Zoidhilla i zapytam o szczegóły. Rozumiemy się? - Trzeci rachunek na koncie bardzo go zaskoczył. Choć nie do końca był zadowolony. Nie wiedział czy to nie była forma jakiejś manipulacji, lepszej lub gorszej. Może lepiej będzie jak weźmie tego z rachunku na którym jest 10 tysiaków, a resztę dorzuci z oszczędności. Wcale mu to nie przeszkadzało bo zdrowie matki było w tym momencie najważniejsze.

-Jak się odżywiasz? - No takie pytanie musiało paść z ust syna kucharza. Nie było innej opcji.
Krix,
Znana ci prezenterka z taaakimi [tu szeroko odsuwające się ręce od klatki piersiowej] argumentami. Była lekkim szumem w twej rozmowie z matką. Mówiła coś o wybuchu w wieży DHK. O tym iż to atak terrorystyczny i policja prowadzi śledztwo. Później wspomniała niezwykłym wydarzeniu. Cały świat na paręnaście minut stracił kontakt z internetem. Co było przecież niemożliwe a jednak się wydarzyło. Przyczyny tego nie były znane. Dzisiejszy dzień był dziwny. Jak widać nie tylko dla ciebie.
-Już dobrze Ludwiku. Dobrze, że poznajesz nowych ludzi. Pamiętaj by byli porządni. Nie jakieś menele z ulicy.
Kaszel.
- Doktor mówi, że muszą usunąć sporą cześć tkanki w płucach bo znajduje się na nich jakaś narośl. Grzyb czy coś. Podobno sporo osób u nas to ma.
Kaszel i chrząknięcie.
-Że to coś z bagien. Przecież my już tu bagien nie mamy! Teraz to są tereny podmokłe. Tak czy inaczej muszą najpierw sklonować moje płuca, by wstawić ubytki, bo nie jestem kompatybilna z cybernetyką!
Kaszel.
-Wyobrażasz to sobie synku? Powiedział, że jestem niekompatybilna! Nie ważne. Ale to naciągacz. Mówił że nie pociągnę pół roku a to już siedem miesięcy mija.
W tym czasie spostrzegłeś, że nie było żadnego przelewu. Na twoim koncie nie było dodatkowej kasy. Miałeś za to otwarte trzy oddzielne rachunki. "Oszczędności" miały wszystkie twoje dotychczasowe zbiory. "Pomoc" miała 10 tysięcy i okazuje się, że odkładałeś na ten rachunek od półtora roku, regularnie co miesiąc. Drugi miał nazwę "Dla mamusi" i znajdywało się na nim 12743e$ i prowadziłeś go od 7 lat czyli od początku posiadania konta w tym banku.
[e$ to eurodolary taka światowa waluta, wszyscy się tym posługują]
Ty Cruelsufferer,
- Żaden koniec świata. Żaden skorupiak. Nie narzekaj matka i się ogarnij. Pewnie, że jeszcze pociągniesz, spróbowałabyś nie. A Zoidhill ma Ci po prostu pomóc byś ciągnęła jak najdłużej. Masz o siebie dbać i koniec temat, a jak dowiem się, że nie to przyjadę i Ci do rozsądku przemówię. To co to za zabieg? - Zapytał w miarę grzecznie bo nie przepadał za ciągłym narzekaniem, a teraz jego matka praktycznie nie robiła nic innego. Widział, że trzeba było z nią pogadać.

- Oj mamo, gdybyś Ty wiedziała ilu ludzi ja ostatnio poznaję. Ohoho! - Oczywiście tu na myśli miał ten cały dzisiejszy dzień. Ba, poznawał większość tych ludzi wbrew swojej woli, ale no cóż. Tak już było. Skoro zaś miał już włączone co trzeba co odpalił najpierw stronę z wiadomościami, a potem faktycznie banku. Może przelew już przyszedł. Kto wie?
Krix,
Choć to mocne słowo eutanazja była legalna od prawie ćwierć wieku. Ludzie wywalczyli sobie prawo do... skrócenia pobytu. Przez kolejne lata była także spopularyzowana przez partie i organizacje, które martwiły się o przeludnienie. Była równie codzienna co aborcja. Po co się męczyć co nie? Oczywiście nadal byli ludzie którzy... mieli opory do tego myślenia. Big J nazwał by ich tymi dobrymi ludźmi zapewne. Machinalnie wręcz włączyłeś oprogramowanie domu i na plazmie wyświetlił się obraz twojego pulpitu. Można było przecież szybko sprawdzić czy słowa Jareda były prawdziwe. Wystarczyło wejść na stronę banku. Z rozważań wyrwało cię splunięcie po kolejnej serii kaszlnięć.
-Przepraszam synku. Czasy się zmieniły. Koniec świata.
Kaszel.
-Koniec świata się zbliża mówię ci. Zoidhill to skorupiak jeden. Przesadza
Kaszel ze splunięciem.
-Już nawet tyle krwi nie ma. Nie masz co się synku martwić jeszcze pociągnę trochę.
Kaszel przerwał znów.
-Ty mi lepiej powiedz czy poznałeś wreszcie jakąś dziewczynę. Albo chłopaka chociaż, wierz że będę cię kochać kimkolwiek być nie był.
Ty Cruelsufferer,
- Matko, spokojnie. Doktor Zoidhill jest specjalistą i powinien dbać przede wszystkim o Twoje zdrowie. Nie? Co to za zabieg? Bez migania gadaj. I nie gadaj mi o żadnych ośrodkach. Co to ma być? Wiesz, że za nic w świecie bym Cię do takiego nie posłał. - Tematu eutanazji nawet nie skomentował. Nie spodziewał się, że matka użyje takich mocnych słów. Trochę go one ubodły. Myślał, że wiedziała, że troszczy się o nią i dba jak tylko może. A tu klops, aż westchnął głęboko do słuchawki i pokiwał zrezygnowany głową. Zastanawiał się też co to za zabieg, jeśli Big J mówił prawdę to jakaś nadprogramowa gotówka powinna wpłynąć na jego konto. Przez ten szok nie pamiętał jaka dokładnie to kwota, ale z pewnością mogłaby sfinalizować choć część tego zabiegu.
Wczytywanie...