Sesja Ati i Hassana - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!

Podgląd ostatnich postów

Wiktul,
Cokolwiek robił Isaack Atomov, nie wyglądało to na nic, co można określić mianem geniuszu. Krasnolud co chwila klął, truchtał od stołu do stołu, podnosił jedną probówkę, wywracał drugą, przez chwilę ważył coś z pietyzmem tuż nad prymusem, by zaraz cisnąć naczynie do wielkiego wiadra wraz z zawartością. Raz nawet, na krótką chwilę, zapaliła mu się broda, co spowodowało gwałtowny przyrost krzątaniny i ilości przekleństw.
Gdy twój frajerometr zaczynał wariować, a ogólne odrętwienie stężeniem beznadziei w miejscowej atmosferze zahaczyło o stan przedzawałowy, Atomov otarł czoło gumową rękawicą, pozostawiając na nim ciemną smugę sadzy z przypalonej brody, i spojrzał wprost na ciebie, wzdychając ciężko.
- To, co się tu odbywa, panie Tempestados, to pospieszne ważenie licznych, nadzwyczajnie zróżnicowanych i niestabilnych substancji, celem uzyskania ostatecznego, kluczowego dla przebiegu reakcji, reagenta. Do tego w wysoce chałupniczych warunkach, ale mistrz Terminus był już łaskaw wyłożyć panu okoliczności takich, a nie innych przygotowań. - spauzował, sapnąwszy ponownie i unosząc na zmierzwione włosy swoje ochronne, szklane gogle, bez których wyglądał już odrobinę mniej absurdalnie. - Co więcej, tylko tutaj mogłem otrzymać odpowiednie substraty, katalizatory i inne składniki, których potrzeba, by broń wyzwoliła pełnię swej mocy. Mam tu więc zupełnie zwykłe i pospolite składniki, jak wyciąg z dobrych piętnastu kilo dup ognistych żuków czy esencje żywiołaków ognia, jak też wysoce niebezpieczne, choćby żywy płomień ifryta lub krew glabrezu. A nawet takie, za które wielu pańskich kolegów dałoby się żywcem pokroić i usmażyć, na przykład sproszkowany kieł Arauthatora. - pokazał ci malutką fiolkę wielkości kciuka, wypełnioną jakimś śnieżnym pyłem. - Koniec końców, mam zaledwie kilka dni na doprowadzenie reagenta do poziomu stabilności, który nie grozi nam nieplanowanym samobójstwem na skalę masową oraz do poziomu mocy, który pozwoli na wyzwolenie tej siły, którą bomba powinna reprezentować. A mówimy tu o możliwości aktywnej zmiany topografii na skalę nie tylko kartograficzną, lecz również polityczną, panie Tempestados.
Hassan',
- No cóż, niech będzie. Proszę nie przejmować się moimi uwagami, jak rozumiem, robią panowie co mogą. Pragnąłbym jednak dowiedzieć się co dzieję się tutaj - najlepiej z ust samego pana Atomova. - Tempestados obrócił się w kierunku geniusza i przyjrzał z uwagą jemu samemu i temu, co robił.
Wiktul,
Obaj wasi "koledzy po fachu" spojrzeli po sobie, po czym po was, z wyraźną dezaprobatą, okraszoną kilkoma chrząknięciami i znaczącymi kaszlnięciami.
- Dobrze dobrze, proszę darować sobie te zawodowe uszczypliwości. - Terminus machnął ze zniecierpliwieniem, jakby opędzając się od wyciągniętej w jego kierunku księgi. - Zastosowaliśmy takie środki bezpieczeństwa, jakie mogliśmy zapewnić ze względu na pośpiech oraz niezbyt obszerne wytyczne samego zainteresowanego. - mówiąc dalej przyciszonym głosem wskazał głową na krzątającego się po celi krasnoluda. - Twierdza Wiernych to obiekt usytuowany nad samym brzegiem morza, od wielu lat nieużywany do celów militarnych ani gospodarczych. Osadzenie tu pana Atomova jeszcze przed wybraniem tego miejsca na punkt zborny królewskiej floty było najbezpieczniejszą lokalizacją, na jaką mogliśmy się zdecydować, zważywszy pośpiech i tempo badań, na które nastawał Jego Miłość.
- Co więcej...
- zaskrzeczał starczą chrypą jego kolega alchemik - ... musicie państwo wiedzieć, że rozwydrzona i rozpasana tethyrska szlachta, aktualnie walnie zgromadzona wokół osoby Jego Królewskiej Mości, niezbyt przychylnie spogląda na jego zamiłowanie do Sztuki oraz pobłażanie osobom zgłębiającym jej tajniki. Nawet nasza służba królowi utrzymywana jest w ścisłej tajemnicy, bo flota królewska, choć liczna, nie jest aż tak liczna by pozwolić sobie na uszczuplenie stanu w przeddzień bitwy za sprawą kilku wysoko urodzonych, ociemniałych bałwanów.
- Dlatego też nie mogliśmy pozwolić sobie na tak spektakularne i kosztowne zabezpieczenia, jakimi może poszczycić się pani Vimbs. To przyciągnęłoby uwagę, a ta niezadowolenie. Tym większe, gdyby dowiedziano się, że owe zabezpieczenia mają chronić tychże możnych przed błędami o sile zdolnej zniszczyć dziesięciotysięczne miasto z powierzchni ziemi. A nad taką właśnie bronią pracuje pan Atomov.
Hassan',
[Miszczu?]
Ati,
Kaptur pokręcił się w lewo i prawo w geście dezaprobaty. Po czym magini zaczęła grzebać za pasem sukni, aby wyciągnąć z niego całkiem zgrabne tomiszcze w eleganckiej skórzanej oprawie. Podała go najbliższemu z tutejszych uczonych, a gdy już go przejął poklepała, jakby pocieszająco po dłoni. Jakby chciała przekazać "nie martwcie się, przeprowadzimy was tą niebezpieczną i wyboistą ścieżką ku oświeceniu". Napis tłoczony srebrem na karmelowej delikatnie opalizował w świetle pochodni. Jej tytuł głosił: Bezpieczeństwo i higiena pracy magicznej oraz technicznej. Opracowanie: Prynds Tempestados, Zvoiss Chimayo i Vimbe Vimbs, na potrzeby Korporacji TempChi. Pod nim mieniła się jeszcze niewielka sygnatura krakena, symbolu korporacji, a w okół niego, ładnie zawinięty napis "Wydawnictwo TempChi".
Hassan',
- Środki zapobiegawcze?! - Jeśli Tempestados był wcześniej zszokowany, to teraz wyglądał jakby miał umrzeć z szoku. - Proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale ten mąż każe wam chronić zewnętrzny świat przed efektami jego pracy, a wy zamykacie go za kilkoma warstwami drewna i żelaza? Przykro mi to mówić, drodzy panowie, ale to działanie zupełnie nieprofesjonalne, szczególnie w obliczu prac nad potężną magmechaniczną konstrukcją, jak każą mi sądzić podjęte przez was tak zwane środki bezpieczeństwa. - Wskazał na swoją towarzyszkę, w sumie ignorując wcześniej zadane przez nią pytanie. - Nawet mistrzyni Vimbs, gdy pracuje nad swoimi stworami, które widzi tylko ona, przebywa w zapieczętowanej magią komorze z własnym systemem transmutacji powietrza, automatycznymi zaklęciami gaszącymi i ekipą techniczną tylko czekającą na krzyk o pomoc, albo wybuch! I nie jest to kuglarska magia, panowie, tylko potężne zaklęcia, zdolne zatrzymać detonację i efekty rzędu stu ko na metr kwadratowy! To, co panowie prezentują mi tutaj jest nie do zaakceptowania, na pewno nie pod względem, hmph, bezpieczeństwa.
Mag nabrał powietrza.
- A teraz, kiedy już panów pouczyłem proszę mi wyjaśnić, co tutaj ma w zasadzie miejsce i jak ma się do naszej wcześniejszej rozmowy.
Wiktul,
[ Korzystając z nieocenionego komfortu rozdzielności narracji wówczas, gdy dwie postacie znajdują się w różnych miejscach, rozdzielam Wam na moment wątki: ]

http://forum.gexe.pl/...519-sesja-ati/ - Ati

http://forum.gexe.pl/...sesja-hassana/ - Hassan

[Dodano po 27 dniach]

[I wracamy do wspólnego ]

- Lecz chyba nie syn słynnego Ąri Atomova?! - Tempestados wydawał się być w szoku. - Panowie, jestem w szoku.
Pokręcił z przerażeniem głową i obejrzał się na Vimbe.
- Nie trudno się zresztą dziwić, że pan Izaak jest szalony, szczególnie gdy trzymacie go w takim miejscu. Traktujecie tak wszystkich geniuszy, czy tylko tych niechętnych do współpracy?
- Tylko tych, którzy sami o to proszą. - odparł cierpko Terminus. - Pan Atomov zastrzegł, że potrzebuje absolutnej ciszy, spokoju i skupienia, a także odizolowania go od innych osób, na wypadek gdyby coś nie poszło po jego myśli w trakcie prac nad stworzeniem nowej broni.
- Broni? Co mnie ominęło, drogi Pryndsie? - Wimbs postukała nieco nerwowo palcami w rękawiczkach o kolbę lasko-muszkietu. Rozejrzała się po lochu, chociaż nie sposób było rozczytać wyraz jej twarzy spod kaptura, Tempestados przez lata już nauczył się odczytywać jej reakcję z ruchu głowy. Może się to oczywiście wydawać absurdalne, ale niemniej Vimbe przepełniona wzgardą dla innych naukowców, co w sumie było najczęstszą jej reakcją, rozglądała się innym ruchem niż Vimbe zachwycona. W tej chwili była to raczej nietypowa mieszanka wzgardy i zachwytu.
Hassan',
- Do roboty zatem. Ja rozeznam się z tym, co mają do zaoferowania nam dwaj pomocnicy. - To mówiąc, poklepał Vimbs po ramieniu i ruszył w kierunku komnaty i krzątających się w środku mężczyzn.
Ati,
Skinęła głową, po czym sięgnęła za pas sukni. Prawdopodobnie miała tam niewielką magiczną sakwę, z której wyciągnęła kryształową kulę wielkości grejpfruta z małym pudełeczkiem na spodzie. Delikatnym ruchem palca otworzyła klapkę w pudełeczku, skąd wyciągnęła niewielki lejek podłączony rurkę gdzieś wewnątrz pudełeczka. Przesunęła też inną mini dźwigienkę, a z boku wysunęła się niewielka korbka. Trzymając w jednym ręku kulę, w drugim, między palcem wskazującym a kciukiem lejek, zakręciła korbką za pomocą małego palca i drugiej ręki. Wszystko wymagało pewnej wprawy, ale tę Vimbe już nabyła korzystając z wynalazku TempChi już nie raz. Zakręciła kilka razy z jedną stronę, kilka razy w drugą, wybierając kod identyfikacyjny kuli mistrza Chimayo, w tym czasie ze szczytu kuli wysunęła się niewielka antenka.
*Brak zasięgu* - poinformował ją nagrany magicznie, bezosobowy głos.
- Muszę wejść wyżej, tutaj nie mam zasięgu. - zwróciła się do Tempestadosa i odwróciła, aby wejść z powrotem po schodach i gdzieś w wyższym miejscu połączyć z niziołkiem, który pozostał w ich głównej siedzibie. Miała nadzieję, że chociaż dowie się czegoś przydatnego...
Hassan',
- Postęp nie słyszał też o nich. - Odparł cicho mag, kładąc dłoń na ścianie przed Vimbs, jakby blokował jej przejście. Z daleko wyglądało to jak standardowa, laboratoryjna próba flirtu między kolegami po fachu. Tempestados rozejrzał się jeszcze wokoło i podjął znowu. - Raport nie wspominał nic o morderczych magach, demonologach, staroświeccy metodyści, jeśliby mnie ktoś pytał... Król wydawał się zupełnie nieresponsywny na żadną z naszych ofert. Skontaktujesz się z Chimayo za pomocą magofonu i każesz mu rozpoznać się w tej sytuacji. Może przypisać do tego naszych terminatorów, albo etatystów. Chcę też wiedzieć wszystko na temat tego Greystöra, z dwiema kropeczkami, pamiętaj. Jedynym wartościowym zasobem może okazać się ten gnom, Stein, ale to już załatwię ja. Ty spróbujesz dogadać się z tymi dwoma, Prystusem i Tarasem, czy jak im tam było. Zgoda?
Ati,
- Już ja utrzymuję lepsze warunki przy swoich badaniach - mruknęła ledwie słyszalnie do Tempestadosa, rozglądając się po wnętrzu wilgotnego lochu. I oboje dobrze wiedzieli, że ma na myśli swoje jasne, przewiewne i pedantycznie czyste sale. Pedantycznie do czasu, dopóki całe nie zmieniały się w krwawą rzeźnię pełną równie krawywch plam i organów porozkładanych w różnych naczyniach. Zatrzymała się, póki półmrok lochów skrywał ich jeszcze przed wzrokiem obecnych w stalce. Wyciągnęła z kieszonki po wewnętrznej stronie płaszcza perfumowaną chusteczkę i wsunęła ją pod kaptur, pewnie najprawdopodobniej, aby przytknąć ją do nosa. Chciała tym zamaskować prawdziwy powód, dla którego wstrzymała się przed wejściem. - Uch, czy oni nie słyszeli o postępie?
Wiktul,
Udaliście się w kierunku, który kolejni strażnicy wskazywali wam jako prowadzący do lochów. Schodziliście niżej i niżej, przez kolejne schody i przejścia, aż znaleźliście się w prawdziwej ciemnicy. Żelazne labirynty krat, skryta w półmroku melodia łańcuchów podzwaniających o kamienne ściany oraz wszechobecna wilgoć, odczuwalna wszystkimi pięcioma zmysłami, wystarczały, by zamiast lochami nazwać to miejsce kazamatami. Wiek i charakter twierdzy potwierdzał się tu ponownie, a w nieokreślonej odległości od was rozlewał się jednostajny, przytłumiony szum, świadczący o tym, że znajdujecie się bezpośrednio pod poziomem morza.
Rozedrgane światło pochodni rozjaśniało nieco panujące wokół ciemności, w których zza więziennych krat spoglądały na was czasem złowrogie lub przerażone oczy anonimowych więźniów. Gdy labirynt nieco się przerzedził, zmieniając w szerszą przestrzeń, trafiliście wprost do wielkiej pracowni alchemiczno-magicznej, po której w znajomym wam tańcu charakterystycznych ruchów i procedur poruszali się dwaj mężczyźni w równie charakterystycznych, tradycyjnych wręcz togach. Z początku nie zwrócili na was uwagi. Jeden, zwrócony do was plecami łysiejący brunet zajęty był cichą rozmową ze stojącym przy szerokim stole gnomem. Gnomem tym był znany wam już Leo Stein, objaśniający najwyraźniej rozmówcy jakieś szczegóły dotyczące przedmiotów zalegających na sąsiednim stole. Drugi z mężczyzn, obdarzony krótkim, jednolicie siwym zarostem i takimiż włosami, wędrował pospiesznie między alembikami, retortami i skraplaczami, raz po raz dodając coś do czegoś, podkręcając prymus lub ważąc coś w trzymanej przed twarzą menzurce.
Hassan',
Skłonił się królowi, odstawił na stół puchar i podniósłszy się ruszył za swoją towarzyszką. Uznał, że tym razem to ona będzie prowadziła, pyknął więc tylko z fajki i rozpoczął proces transportu swojej osoby do laboratorium.
Ati,
Zwinnie przejęła sygnet i wsunęła od razu na palec. Środkowy. Był nieco za duży, ale rękawiczki skutecznie uzupełniały chudość palca. - Zatem do laboratorium. - mruknęła zapewne razem z Tempestadosem opuszczając komnatę. Przez moment chciała zapytać jeszcze o jakiegoś speca od wrogiego uzbrojenia, ale ostatecznie stwierdziła, że równie dobrze mogą zapytać o to Portisa i Terminusa.
Wiktul,
- Mistrzowie Portis i Terminus są do waszej dyspozycji. - król zdjął z dłoni jeden z wielu sygnetów i podał ci go. - Znajdziecie ich w laboratorium, jak sądzę. Z tym sygnetem będziecie mieli otwarte wszystkie drzwi i uszy w obrębie tej twierdzy.
Ati,
Głowa w kapturze skinęła twierdząco, a kobieta wstała od stołu. - Kogo zatem mamy szukać jeżeli chodzi o pomoc przy teleportacji naszych materiałów? - zapytała jeszcze ruszając powoli w stronę drzwi.
Wiktul,
Haedrak namyślał się przez chwilę, świdrując was kolejno swoim ołowianym spojrzeniem.
- Zgoda. Macie czas do wieczora. Wszystko, czego możecie potrzebować, znajdziecie w lochach. Proszę tylko, byście nie oddalali się od twierdzy bez mojej wiedzy. - podniósł się z krzesła. - Czy to wszystko na bierzącą chwilę?
Hassan',
- Panie, proszę. - Tempestados udał oburzenie, chuchając w powietrze idealnym trójkątem z dymu - w związku z dziwnym wypadkiem, który przytrafił mu się jeszcze podczas studiów, obłoczki, które wypuszczał z ust przybierały najdziwniejsze kształty. - Jesteśmy ludźmi inteligentnymi. Daj nam kilka godzin na omówienie tego, co tu usłyszeliśmy, sprawdzenie dostępnego personelu i skontaktowanie się z naszymi wydziałami w północnych miastach. Po tym wrócimy do Ciebie i przedstawimy konkretne pomysły i prace, których się podejmiemy.
Wiktul,
- Możecie korzystać ze wszelkich sił i środków, jakimi dysponują moi ludzie. - powtórzył król, kiwając głową. - Jednakże muszę wiedzieć jak wiele i co konkretnie zamierzacie osiągnąć w tak krótkim czasie. Nie stać nas na żadne opóźnienia, jak też na wielką pomyłkę wynikającą z nadmiernego pośpiechu i chęci zaskarbienia sobie przychylności pewnego monarchy....
Hassan',
Uśmiechnął się, słysząc, że jego asystentka wreszcie przejęła inicjatywę.
- Tak, myślę, że to rozsądna propozycja. Teleportacja nie powinna sprawić kłopotów, szczególnie jeśli nie będziemy wykonywać jej sami.
Wczytywanie...