[WoD] Sesja Eirin - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!

Podgląd ostatnich postów

eimyr,
- Nic, nieważne. Chodź już! - pociągnęła cię za ramię w stronę lasu - Muszę cię stąd zabrać jak najszybciej. Ludzie, którzy widzą zbyt dużo często nie mogą wrócić do swojego starego życia. Rozumiesz już? Mówiłam Ci, żebyś zapomniała o Faerie, wampirach, cudach i dziwach, ale nie, musiałaś drążyć, nawet kosztem własnego poukładanego, bezpiecznego życia. Przecież chciałabyś wrócić, co?

Laura prowadziła Cię przez las. Kątem oka zobaczyłaś skalną ścianę, na której jeszcze niedawno widniało wyjście z kanałów. Tym razem nic nie wskazywało na fakt, że niedawno stamtąd przyszłaś. Laura już cię nie poszarpywała, ale dalej była wyraźnie wściekła. Jej głos dalej brzmiał w twojej głowie. Czy na pewno chciałabyś wrócić i udawać, że nie pamiętasz? Bezpieczna, poukładana ignorancja.
Eirin,
- Jakiemu znowu wujowi? - Mruknęłam pod nosem nieco nieobecna prawdopodobnie znając odpowiedź. Dowiedziałam się... prawie nic nowego, a tego co się dowiedziałam, nie miałam pojęcia jak przeanalizować. No i co teraz? No i dupa teraz.
eimyr,
- Odpowiedz coś! Przecież cię prosiłam, żebyś nie mieszała się do spraw Fae! - zaczęła nerwowo chodzić w kółko - O Bogini, co ja teraz powiem wujowi...
Zdążyłaś się ubrać, zanim Laura opanowała zdenerwowanie.
- Aż tak ci źle było jako normalnej dziewczynie? Jak ja mam cię z tego wyciągnąć... Chodź, odstawimy cię do domu. Może jeszcze wszystko się ułoży...
Eirin,
Czując czyjąś dłoń na ramieniu miałam wielką ochotę wydrzeć się siłą całych swoich skrzeli w niebiosa, wyrażając tym również cały swój wstyd, irytację oraz poczucie bezsilności.

W ogóle... po co ja się uganiam za jakimś nieboszczykiem, którego nie pochowali tam gdzie mieli? Mało to się o oszustwach zakładów pogrzebowych słyszy? Ostatnio nawet było coś w gazecie o pogrzebach domowych pupili, że niby ktoś je spalał na polu, a nie kremował jak na umowie było napisane.

Rzuciłam Laurze obojętne spojrzenie i zaczęłam wciągać na siebie spodnie.
eimyr,
Ledwo zdążyłaś założyć część odzienia, poczułaś jak ktoś mocno szarpie cię za ramię. Odwróciłaś się z butem w dłoni. Laura wpatrywała się w ciebie z wściekłością w oczach.

- Co ty tu robisz do ciężkiej cholery?! Mówiłam ci, żebyś trzymała się od tego z daleka! Co ty sobie wyobrażasz? Źle ci na świecie, czy co? - potrząsnęła tobą, lecz jej oczy wyrażały już mniej gniewu, a więcej zmartwienia - I jeszcze słyszałam, że rozkopujesz tu sprawę jakiegoś zabójstwa! Co to ma znaczyć?
Eirin,
Niczym skrzyczana dziewczynka w szkole nagle poczułam wielki przypływ wstydu. Rumieniąc się od czubka głowy po końcówki palców u stóp, burknęłam tylko coś niezrozumiale i szybko odeszłam dopuszczając pozostałą część towarzystwa do audiencji z królową.

Po paru chwilach otępienia dotarło do mnie na co właśnie się porwałam. Z zamyślenia wyrwał mnie głos elfa proponującego taniec. Rumieniąc się jeszcze bardziej, aż poliki zaczęły mnie piec, burknęłam coś w jego stronę po czym sprintem ruszyłam do drzewa za którym ukryłam swoje odzienie mając nadzieję, że żaden długouchi transwestyta się nim nie zainteresował.
eimyr,
Kobieta roześmiała się serdecznie.

- Przychodzisz tu bez daru i postanawiasz się rozdziać, by wydać się bezbronną i nader biedną. Wyborne! Więc to jest twój dar, śmiech. Zaiste, chyba najbardziej oryginalny, jaki dziś ktokolwiek złożył. - uciszyła cię gestem.
- Nie mów już nic. Andrzej, którego szukasz, nie żyje, lecz jego ciało nie znajduje się w grobie. Podpięty to machin i przewodów, wegetuje w laboratoriach równie pozbawionych duszy jak jego zimne zwłoki. Spotkałaś już tego, kto go zgładził i tam umieścił. Pierwszy Spośród Mężczyzn, ojciec pierwszego mordercy i mąż pierwszej żony, oto, kto jest odpowiedzialny za jego śmierć. - powiedziała, a z jej wzroku wiedziałaś, że nie powie już nic więcej, nawet jeśli odpowiedź ci nie wystarcza.

- Śmiało, dołącz do tańca. Dziś jest noc radości. - skinęła dłonią, a na twoje miejsce podszedł młody troll, niosący kosz owoców. Strażnicy odprowadzili cię wzrokiem.

- Zatańczymy? - rzucił półnagi elf, którego spotkałaś wcześniej, wyciągając do ciebie swoją dłoń.
Eirin,
Jakimś dziwnym sposobem i z nieznanego mi powodu, mgiełka nagle okryła wszystkie moje... prywatne sfery. Twarz płonęła mi jednak rumieńcami.

- Zwą mnie Marle... Jo. Zwą mnie Jo. - Odpowiedziałam przytakując przyjaźniejszemu strażnikowi, jednak starając się ani z kobietą usadowioną na tronie, ani z nikim innym, utrzymywać dłuższego niż sekundowego kontaktu wzrokowego. Zamilkłam na dłuższą chwilę, nie wiedząc jak spytać o możliwą obecność Andrzeja w tym miejscu i jak wytłumaczyć jak w ogóle znalazłam się w tym miejscu.

- Szukam kogoś... - Wydukałam w końcu, unosząc wzrok z powrotem na królową. - Nazywa się Andrzej.
eimyr,
Podeszłaś do tronu spowita jedynie delikatnym oparem kanałowej mgiełki. Przystanęłaś, jak obyczaj wymagał, przy straznikach.

- Bez daru? Jesteście coraz biedniejsi z roku na rok. - prychnął jeden, lecz zaraz przerwał mu drugi.
- Dar słów jest tak samo mile widziany jak każdy inny. Postąp, dzieweczko. - skinął głową przyzwalająco.

Kobieta, przed którą stałaś, była zniewalająco piękna, chociaż jakby nieco zaniedbana. Z bliska mogłaś dostrzec, że jest chuda, nie szczupła, a wokół oczu pojawiły się już zmarszczki. Usta, nieco spękane, utracił swą sprężystość, podobnie jak skóra szyi i dłoni, szorstka i wiotka. Jedynie piersi, obfite, matczyne, majestatycznie triumfowały nad tronem.

- Witaj. - powiedziała łagodnie kobieta, spoglądając na ciebie dobrotliwie - Co przynosisz i jak się zwiesz, dziewczę ziemi?
Eirin,
Na pierwszy widok nagich postaci uniosłam wysoko brwi i prychnęłam głośno, dopiero po chwili zdzielając samą siebie dłonią po głowie. W najmniejszym stopniu nie byłam w sytuacji, która pozwalałaby mi na wyśmiewanie obyczajów ludu, do którego ziem wkroczyłam. Jakkolwiek poetycko by to nie zabrzmiało...

Idąc za elfem coraz bardziej ogarniało mnie poczucie swego rodzaju niechlujstwa własnej osoby. Nagie postacie tańczące w oddali posiadały niesamowicie dużo gracji i były niczym chirurgicznie wycięte z fanowskiej opowiastki Tolkiena. Takiej 18+. Coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, jak bardzo wyróżniam się z tłumu. A z ogarnięciem się wcale nie pomagał mi widok tutejszej królowej, której piękności biustu mogłaby pozazdrościć niejedna grecka bogini.

Miejsce, w którym się znajdowałam potrafiłoby niejednego choleryka doprowadzić do wyśnionego spokoju ducha. Starałam się jednak cały czas pamiętać cel swojej kanałowej wyprawy i nie dać się ponieść pokusie dołączenia do świątecznego nastroju otoczenia. Każdy kto zamierzał zamienić słowo z Panią tej krainy miał jej coś do zaoferowania. Im tym lepszy dar, im bogatszy był jego strój... Zdając sobie szybko sprawę, że nie miałam absolutnie nic do zaoferowania, a nie chcąc ryzykować pocięcia na kawałeczki przez bodyguardów pięknej Pani, szybko czmychnęłam za jedno z najdalszych i najgrubszych drzew.

Skoro nie mam nic do zaoferowania, nawet czegoś co wartością odpowiadałoby mojego strojowi, musiałam... Musiałam...
Zamykając oczy, a raczej zaciskając powieki najbardziej jak tylko się dało, szybko pozbyłam się swojego śmierdzącego odzienia. Logika podpowiadała mi, że królowa nie mogła oczekiwać daru od kogoś, kto nie posiadał nawet odzienia. Prawda?
Jednak dopiero po parunastu minutach dziwacznego chodu za drzewem odważyłam się wyjść ze swojego ukrycia i pomaszerować sztywno w stronę tronu. Jedyne co pocieszało mnie w obecnej sytuacji to fakt, że nie byłam jedyną nagą istotą w okolicy. Starając się nie skupiać na palących polikach, zastanawiałam się jak najlepiej sformułować pytanie o Andrzeja, które miałam zamiar zadać Pani. Złośliwy głos z tyłu głowy podpowiadał mi, że znalazłam się jednak w nieodpowiednim miejscu, aby uzyskać jakiekolwiek odpowiedzi.
eimyr,
[TŁO MUZYCZNE]

- Then if ya hurry, yer have a word with'er before the Dance begins. Come. - podszedł do ciebie, prowadząc cię w głąb lasu. Miał na sobie tylko spodnie z łosiowej skóry, zaś na nagiej klatce piersiowej nosił skomplikowany tatuaż. Idąc przez las widziałaś, że prócz was w tym samym kierunku zdążają również inne postacie, niektóe ludzkie, inne na wpół ludzki, podobne do menażerii, którą widziałaś podczas Targu, nie brakowało też zwierząt. Dźwięk bębnów narastał, aż wyszliście na owalną polanę, na której widziałaś mały staw, okolony białym marmurem. Dookoła stawu pląsały pierwsze nagie postacie, tworząc okrąg, depcząc bosymi stopami wysoką trawę. Po prawej stronie, pomiędzy dwoma ogniskami stał wysoki tron, wypleciony z wikliny i ustawiony na postumencie z powiązanych słomą bali. Na nim siedziała niezwykłej urody naga kobieta o spiczastych uszach, na ramieniu której siedziała szara sowa. Pazury ptaka mocno wpijały się w jej skórę, lecz Pani nie zważała na krople krwi, które płyną po jej piersi i plecach i uśmiechała się do wszystkich, którzy podchodzili. Przed tronem nie formowała się kolejka, lecz w naturalny sposób co chwila ktoś podchodził, czekał na przyzwalające skinienie głowy dwóch potężnych strażników, trolli w kunsztownych, grawerowanych zbrojach z brązu, z ciężkimi kamiennymi młotami opartymi obuchem o ziemię. Następnie gość postępował przed oblicze Pani, składał jej dar, tym okazalszy im okazalszy był strój witającego i rozmawiał z nią krótko. Na dany znak, kłaniał się znowu i zrzuciwszy po drodze odzienie dołączał do tańczących.

Większość obecnych nie tańczyła jednak, lecz siedziała wzdłuż brzegów polany, niczym młodzież na koncercie, grupkami, posilając się i rozmawiając. Widziałaś co najmniej kilkadziesiąt różnych istot, lecz wciąż przychodzili, więc niedługo mogły ich być setki.

- Rest now, me lass. Come to her when ye'r ready. Take your time, until ya feel fine with it. - powiedział elf, omijając przysypiającego na trawie lwa - Today is no hurry, only joy in 'dis place. Ya will be granted a question to the Lady when ya greet'er, make it count, gal.
Eirin,
W porównaniu z korytarzami śmierdzącego kanału, z którego zaczynałam jeszcze chwilę temu myśleć, że nigdy się nie wydostanę, las był o wiele bardziej zachęcającym do pobytu w nim miejscem. Z tego powodu zdecydowałam się kompletnie zignorować podejrzliwy głos usytuowany gdzieś pomiędzy lewą a prawą półkulą mojego mózgu i zagłębiałam się dalej w dzicz przed sobą. Jeśli nawet z przodu przyjaźnie wyglądająca flora i fauna miała okazać się zabójczą z tyłu, każdy wdech smrodu unoszącego się od mojego ubrania przekonywał mnie, że warto było ryzykować, jeśli istniała choć najmniejsza szansa, aby nie powracać do kanałów.

Wpatrując się zaskoczonym wzrokiem w przystojnego przedstawiciela tych, którzy najwyraźniej wyglądali na elfów wyciągniętych prosto z powieści Tolkiena, zmusiłam swoją prześmierdnięta mózgownicę do myślenia w ojczystym języku mojej matki.

- I'm afraid I'm just here to meet with the Lady. - Wyjaśniłam angielszczyzną, której amerykańskich naleciałości nie powstydził się nawet John Wayne. Kimkolwiek była ta Pani najlepiej było spotkać się z nią i może wypytać o... innych przedstawicieli mojego gatunku. Na przykład Andrzeja.
eimyr,
[TŁO MUZYCZNE]

Okazało się, że stoisz na niedużej polance. Kanał, z którego wyszłaś kończył się kutą w kamieniu bramą bez odrzwi, przykrytą tylko feralnymi pnączami. Nad nią górowało wapienne wzniesienie, kończące się stromym zboczem, w którym ział otwór kanału. Zbocze ocieniało w przyjemny, miękki sposób polankę i otaczające ją krzaki. Po swojej prawej stronie widziałaś malowniczą kaskadę, kończącą się w niedużym, naturalnym stawie. Po prawej zbocze naturalnie stykało się z gęstym, dębowym borem, zaś przed tobą widać było lasek, który wyglądał bardziej na park niż dziki las. Nie było w nim zbyt wiele zarośli, a drzewa rosły w dość dużej odległości od siebie. Stróżka wody ze stawu płynęła w dół, wijąc się pomiędzy drzewami.

Dookoła nie brakowało zwierząt, widziałaś królika, którego wcześniej zauważyłaś w kanale. Nad twoją głową wirowały kolorowe ptaki, a trawa byłą pełna grających świerszczy i wielokropkowych biedronek. Powietrze było pełne przyjemnych zapachów i miłych dźwięków. Gdzieś w oddali, wydawało ci się, że słyszysz rytm bębnów. Las zapraszał, otwierał się na ciebie.

Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy czułaś dziwne uczucie nierealności i ulotności raju, który odwiedzasz.

[Dodano po 23 godzinach]

[TŁO MUZYCZNE]

Wstąpiłaś w parkowy las, rozpoczynając spacer w bajkowej krainie. Wchodząc między drzewa postanowiłaś się pozbyć śmierdzącego kanałową zgnilizną płaszcza. Niemal jak na zawołanie obok ciebie pojawił się zachęcająco usytuowany konar, na którym zawiesiłaś odzienie prawie zupełnie jak na przedpokojowym wieszaku. Miałaś wrażenie, że las otwiera się przed tobą z każdym krokiem, chociaż coś z tyłu głowy próbowało zwrócić twoją uwagę na fakt, że skoro otwierał się przed tobą, to musiał się zamykać za tobą. Nie przejęłaś się tym zbytnio jednak, wchodząc głębiej i głębiej wewnątrz

Niedługo później zobaczyłaś, że na niektórych drzewach są zawieszone konstrukcje z gałązek wiązanych trawami, w kształtach symboli, których nie poznawałaś. Widziałaś też zwisające z konarów kawałki materiału w różnych kolorach. Gdzieś w oddali zobaczyłaś sylwetkę elfa, lecz zniknął zanim zdążyłaś zareagować. Odgłosy bębnów się nasilały, a dookoła coraz częściej widziałaś sylwetki postaci, lecz nieuchwytne, nigdy nie w twoim pobliżu. Aż do chwili, gdy usłyszałaś głos opartego o drzewo, nieco obok ciebie, postawnego blond elfa.

- Did you come for The Dance? - zapytał nienaganną angielszczyzną, o, zdawałoby ci się, walijskim akcencie - The Lady shall be pleased with your presence, gal.
Eirin,
Tylko w momentach schylania się w niższych częściach kanału, aby przecisnąć się głębiej pod ziemię, gdy moja głowa znajdowała się dalej od tułowia niż zazwyczaj, zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że intensywność smrodu wokół mnie zaczęła tracić na sile.

Oglądając się za królikiem nie zauważyłam pnączy zwisających gdzieś z nieba i czując się tak, jakby ktoś chciał mnie udusić, zaczęłam się miotać na wszystkie strony plącząc się w nich jeszcze bardziej, dopóki cienkie gałęzie nie zarwały się pod moim ciężarem. Z głośnym 'PUF', dźwiękiem powietrza wypychanego z moich płuc, upadłam twarzą do ziemi.

Dopiero po minucie długich przekleństw i pozbywania się trawy oraz piachu z ust, zaczęłam podnosić się na nogi przyglądając otoczeniu.
eimyr,
- Ja? Nie. Normalnie pachnie. To co z winem, Górski? - machnął ręką polewający pieczeń ze szczura z rusztu kloszard - Skoczysz?
- Sam skocz. - zniechęcił się pierwszy.

Obaj wrócili do swoich poprzednich zajęć, lecz nadal siedzieli tuż przy korytarzu. Musiałabyś być niewidzialna, by się koło nich przemknąć niezauważona. Jeśli nie życzyłaś sobie spotkania z nimi, jedyną możliwością było zawrócić i spróbować szczęścia na prawo od poprzedniego rozwidlenia.

Woda szumiała cicho, a ty skonstatowałaś, że wyglądasz jak kompletny menel. Ubrania już wcześniej nabrały odoru kanału, a teraz straciły także swój poprzedni kolor. Naszła cię wątpliwość. Poszłaś do kanału za namową jakiegoś dziadka z cmentarza. Czy naprawdę w takiej dziurze spodziewałaś się znaleźć coś magicznego?

[Dodano po 20 minutach]

Powoli, starając się nie robić wiele hałasu, wycofałaś się, powoli wsuwając buty do mętnej, śmierdzącej wody krok za krokiem. Szczęśliwie, łowca i kucharz nie zwrócili już na ciebie uwagi. Ich uszy musiały być mniej wrażliwe niż nosy. Skierowałaś swe kroki ku rozwidleniu i starając się nie zwrócić na siebie uwagi żadnych mieszkańców kanałów, rozumnych czy też nie. Minąwszy i zapamiętawszy rozwidlenie, wędrowałaś znów przez kanał. Tunel zwężał się delikatnie i po chwili zaczęłaś się obawiać, że niedługo będziesz musiała znów paść na czworaki. Krok za krokiem, w ciszy i ciemnej wilgoci zauważyłaś, że od pewnego czasu kanał nie śmierdzi - jedynym co nosiło na sobie nieprzyjemny zapach było twoje ubranie. Woda również zmieniła się stała się czystsza.

[TŁO MUZYCZNE]

Każdy metr kanału mniej przypominał kanał. Pomiędzy cegłami i kamieniami rósł mech, a poza karaluchami zaczęłaś widywać mniej paskudne ćmy i owady. Dałabyś głowę, że gdzieś poza zasięgiem wzroku przebiegł królik, ale gdy się odwróciłaś, wcale go tam nie było. Niedługo później zobaczyłaś, że dalszą drogą blokują zwisające z sufitu luźne pnącza, które mogłabyś odsunąć dłonią. Zza nich bił ładny zapach świeżej roślinności i delikatne światło poranka. Z boku, obok ściany tunelu stał monolityczny głaz, wyrzeźbiony niczym celtyckie kamienie milowe w kształt słupka zwieńczonego piramidą. Na nim, wyrzeźbione ręką kamieniarza widniały wypukłe sploty i symbole, które, dałabyś głowę, raz na jakiś czas świeciły słabym, błękitnym poblaskiem.
Eirin,
- Barbarzyńca pijący piwo... - Ironia sceny przede mną nie równała się w żadnym stopniu z niespodziankami, które czyhały na mnie na każdym kroku podczas ostatnich paru dni, więc pokręciłam tylko głową jakby oceniając to z dezaprobatą.

Na widok kotowatych szczątków, pomimo dotychczasowych starań pozostania w ukryciu, z moich ust wyrwał się stłumiony pisk. Szybko zasłaniając usta dłońmi, aby nie wydał się z nich już ani jeden dźwięk rozejrzałam się wokół szukając jakiejś drogi ucieczki. Niestety jedyna droga prowadziła z powrotem, a wybiec z kanałów nie dałabym rady zanim rycerze w krwawych zbrojach by mnie nie dopadli. Skoro perfum miał mnie tu zagnać pod nóż...

Z miną męczennika, nadal starając się być jak najciszej, jak to tylko było możliwe ugięłam kolana i zatykając nos lewą dłonią, ukucnęłam w cieczach przepływających przez kanał ostrożnie polewając swój płaszcz jego zawartościami.

- Jeśli to nie zabije zapachu perfuma Moniki... To nie wiem co mogłoby pomóc. - Pomyślałam wstając nieco pospiesznie modląc się do niebios, żeby sam zapach ścieków nie doprowadził mnie za rękę do grobu zamiast ostrzy kloszardów.

Moim żołądkiem wstrząsały mocne konwulsje.
eimyr,
Szurałaś stopami, starając się czynić tak mało chlupotu jak to możliwe. Zza następnego zakrętu sączyło się migotliwe, ciepłe światło. Przesuwając się wzdłuż ściany mogłaś zobaczyć jego źródło - rozpalone w sporej wnęce kanałowego korytarza ognisko, nad którym na skleconym z drutu i pordzewiałych stalowych prętów rożnie obracały się oskórowane truchła jakichś dwóch biednych zwierzątek wielkości małego kota. Wokół ogniska, na metalowej beczce po farbie i stosie drewnianych palet siedzieli dwaj kloszardzi, o tak brudnym i łachmaniarskim wyglądzie, że na powierzchni zostaliby z pewnością uznani za zagrożenie biologiczne. Ich odzienie było luźną interpretacją stroju łowieckiego człowieka epoki kamienia łupanego, podobnym w tym względzie, że zostało częściowo zszyte ze skór upolowanych zwierząt i wypełnione szmatami i kawałkami podartej odzieży z gatunku, którym nie zainteresowałby się nawet najpodlejszy z powierzchniowych śmiecionurków. Jeden z nich zajęty był oczyszczaniem dwóch dużych, szarych skór z pomocą zaostrzonej metalowej blachy falistej, drugi obracał mięso nad ogniem, polewają je cieczą nieznanego pochodzenia. Każdy z nich miał broń odłożoną na bok, lecz w zasięgu ręki, jeden z nich paskudnie wyglądającą maczugę, będącą de facto resztkami zbrojenia zatopionymi w betonie, drugi malowany sprejem miecz złożony byle jak z chromowanego samochodowego zderzaka.

- Skocz po wino, Górski. - rzucił ten z mieczem.
- Sam skocz po wino, Górski. Lepiej polewaj, bo jak znowu się szczur wysuszy to sam będziesz sobie łowił. - zareplikował czyszczący skóry
- Polewam przecież. I tak jakieś małe dzisiaj ci wyszły. - odgryzł się ten pierwszy i odwrócił się w twoją stronę, choć chyba cię nie zauważył.
- Czujesz, Górski? - spytał drugiego - Jakby perfuma.
Eirin,
Dopiero teraz zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak duży hałas powodowało chlapanie moich nóg zagłębiających się w bliżej nieokreślone ciecze wypełniające kanały. Nie chcąc zwracać na siebie przedwcześnie uwagi zamiast podnosić nogi zaczęłam nimi sunąć po gruncie nie chcąc zwrócić na siebie uwagi kanibali piekących kolację. Bo mogli to być kanibale, prawda?

Zbliżając się do krańca ściany przystanęłam starając się kogokolwiek i cokolwiek dojrzeć.
eimyr,
Szybkim krokiem zagłębiałaś się w korytarz. Po kilkudziesięciu metrach zaczęło ci się wydawać, że gdzieś z przodu ktoś rozmawia cicho. Byłaś też pewna, że ma ze sobą jakieś źródło światła oraz - co najdziwniejsze, że gotuje. Twoje nozdrza zdążyły się chyba przyzwyczaić do zapachu zgnilizny i ku twej rozpaczy, zaczynał rejestrować subtelniejsze nuty zapachowe w tym kanale. Ale jedną z nich była ostra woń pieczonego mięsa.
Eirin,
- Żeby tylko nie zachciało im się późnej kolacji. - Mruknęłam pod nosem przełykając głośno ślinę po usłyszeniu pisku szczura. Trzymając się plecami blisko ściany kroczyłam do przodu bokiem nie ufając zbytnio słabemu zmysłowi równowagi - lepiej było nie wpadać do sączących się przez te korytarze życiowych płynów obywateli miasta - czyli gówna.

Po szybkiej wyliczance 'ecie pecie, babcia plecie' zdecydowałam się pójść na rozwidleniu w lewo z braku jakichkolwiek różnic pomiędzy drogami.
Wczytywanie...