Sesja Krixa - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!

Podgląd ostatnich postów

Dany,
- Nie ma pewności, że to Imperium niestety. Równie dobrze mógł to zorganizować ktoś chętnych do tronu. Na razie nie wiemy zbyt dużo i nie mamy pomysłów. Wydarzyło się to właściwie przed chwilą. Nad ranem będzie wiadomo więcej. - rozłożył ręce w geście bezradności. - Możemy liczyć na wasze wsparcie? Nasz naród nie przepada za wojną i nie mamy zbyt dużych wojsk. Służą nam droidy bojowe, lecz to za mało. Dlatego tak dużym wsparciem jest dla nas wojsko Republiki. Jednakże w obecnej sytuacji...

[Dodano po miesiącu]

- Wsparcie i tak będziecie mieli, taki był cel naszej misji. - odpowiedział Bal'kavi. - Jednakże nie podoba nam się, że nie jesteśmy pewni wroga w tej sytuacji. Jeżeli to wasi wysoko postawieni urzędnicy, to nic z tym nie zrobimy, chyba, że się zdemaskują. Pozostaje tylko badać teren i przygotować się na ceremonię.
Właściwie nie miałeś nic do dodania, bo kwestia ta była oczywista. Podzielałeś niepokój co do działań w ciemno, dlatego także byłeś za wcześniejszym wybadaniem terenu. Taka była także rola snajpera, wiedzieć, co gdzie się znajduje i ewentualnie wiedzę tę wykorzystać w akcji.
- Cieszy nas wasza chęć udzielenia wsparcia. - powiedział Baros i uśmiechnął się. Przepraszamy, ale ze względów bezpieczeństwa nie możemy jeszcze powiedzieć wam, gdzie znajduje się następca tronu. Możemy wam za to przekazać dane dotyczące planów przebiegu ceremonii, udzielić dostępu do Pałacu oraz dać kontakt do różnych ważnych osobistości na Moście. Prawdopodobnie niektórzy z nich to zdrajcy. Oczywiście pamiętamy, że jesteście żołnierzami, dlatego zostawcie szukanie zdrajców nam. Chyba, że będzie wam to potrzebne do działania.
Służący wniósł do pokoju tacę z herbatą.
- Proszę, napijcie się. Długo parzona, uspokaja. Sprowadzona z Kashyyyk. - sam nalał sobie do filiżanki i upił brązowego płynu. - Chcielibyście o coś jeszcze zapytać?
Krix,
-Czyli Imperium zagrało tak otwarcie? Nie spodziewałbym się.-Cholera będę musiał chłopakom wyczarować kasę za zakłady. Pójdzie na to większość oszczędności. Mogę się pożegnać z nowym speederem w tym roku. -Ale co chcieliby zyskać przez to? Politycznie to Republika zyskuje przewagę działania jako ofiara. Czy może nie dostrzegam czegoś w całej tej polityce?
Dany,
- Tak, mogą panowie. Proszę usiąść. - wskazał wam kanapę obok fotela. Zajęliście miejsca na wygodnym siedzisku i podjął wątek.
- Powody są dwa: pierwszy, to uzgodnienia z waszym dowództwem. Oczywiście z działaniami mogliśmy poczekać do jutra, ale pojawił się drugi powód - otwarte działania wroga. Mówię oczywiście o wysadzeniu hangaru w garnizonie.
Krix,
-Witam.- Mówię z uśmiechem, choć nie wiem czy intonacja głosu nie zdradza jak bardzo mi się to wszystko nie podoba. -Mniemam, że wszyscy państwo nas znacie więc nie musimy się przedstawiać. Możemy wiedzieć czemuż to mamy okazję się spotkać o takiej porze?
Dany,
- Właściwie to eksplozja. - dodał. - Mnie także to niepokoi. Ale ma to jakiś związek z nami? Wysadzony został magazyn, a nie nasz barak. Chcieli nas tylko postraszyć? Żołnierzy Republiki? Trochę bez sensu.
Nie skomentowałeś już tego. Przeszliście żwirowana alejką przez część ogrodową i stanęliście przed drzwiami rezydencji, które otworzył wam droid-służący.
- Dobry wieczór panom. Mój pan zaprasza do środka. - robot zrobił zapraszający gest ręką. Weszliście za nim do jasno oświetlonego hallu, z kilkoma kryształowymi kandelabrami wiszącymi pod sufitem i rzucającymi ciepłe światło na obrazy oraz arrasy, przedstawiające najprawdopodobniej członków rodziny pana domu. Pomieszczenie było przestronne, lecz niezbyt duże. Pod ścianami stało kilka drewnianych szafeczek, a na nich wazony z egzotycznymi kwiatami. Naprzeciwko wejścia stała także niewielka gablotka, w której umieszczono kolekcję przeróżnych minerałów.
Droid przeprowadził was przez hall i otworzył szerokie, cedrowe drzwi na jego końcu, ukazując waszym oczom salon gościnny. Troszeczkę większe pomieszczenie niż poprzednio, sprawiało wrażenie przytulnego. I takie prawdopodobnie było. Ustawiono w nim trzy duże sofy oraz cztery szerokie fotele. Dawno nie widzieliście tego rodzaju mebli. Na przeciwległej od wejścia ścianie znajdowało się wysokie od podłogi do sufitu oraz szerokie na kilka metrów okno, teraz zasłonięte przez kotary. Dookoła stolika, stojącego pośrodku salonu, siedziało kilka osób, w tym wydaje ci się, że poznany wcześniej w klubie neimoidianin. Gdy weszliście do środka, wstał z fotela i podszedł do was.
- Dobry wieczór panom. Widzę, że dostali panowie wiadomości. Przepraszam, ale nie przedstawiłem się poprzednio. Nazywam się Mikoco Baros. Do usług.
Krix,
-Że chcemy współpracować. Nadal jesteśmy żołnierzami Republiki. Jeśli się do nas zgłosili po mojej ostatniej wypowiedzi to im to pasuje. Poza tym musimy dowiedzieć się jak najwięcej. Przyznam, że martwi mnie pożar w jednostce.
Dany,
Odezwał się prawie od razu.
- Słucham? - usłyszeliście męski głos.
- Polecono nam tutaj przyjść. Nazywamy się Ba...
- Tak, proszę. - głos przerwał twojemu koledze i rozłączył się. Furtka natomiast kliknęła i otworzyła się lekko. Nie przedłużając już, otworzyliście szerzej i przeszliście, zamykając za sobą. Do rezydencji prowadziła żwirowana alejka pośród równo przyciętych krzaków. Ruszyliście nią w stronę drzwi.
- Trzymamy się wersji, że chcemy do nich dołączyć? - spytał Bal'kavi, chyba bardziej na potwierdzenie.
Krix,
Rozglądam się czy jesteśmy obserwowani. Na pewno jesteśmy. Pytanie jak dobrze potrafią się z tym kryć. Tak czy inaczej spoglądam na towarzysza. Raczej już nie ma co omawiać i wciskam guzik wideofonu. Czekam.
Dany,
Ruszyliście szybko z buta pod wskazany adres. Po 10min drogi Srebrna zamieniła się w Złotą, a po kolejnych piętnastu, w Platynową. Nie mijaliście zbyt dużo osób na ulicy, większość widocznie siedziała po domach albo restauracjach, których tu nie brakowało. Ich neony rozświetlały noc feerią barw. Dopiero teraz czuliście przyjemny chłód, wiał także lekki wietrzyk. Idąc ulicą, sprawdzaliście numery domów. Parzyste znajdowały się po prawej stronie ulicy. W końcu dotarliście do złotej tabliczki z liczbą 12. Wisiała ona na ogrodzeniu sporej rezydencji, której fasada oświetlona została delikatnie pomarańczowym światłem. Dwupiętrowa posiadłość mogła mieć z kilkaset metrów kwadratowych, więc nie była jakoś szczególnie duża. Wjazdu na teren broniła kuta z żelaza brama oraz furtka. Gdy podeszliście do niej, stwierdziliście, że jest zamknięta. Obok wisiał wideofon.
Krix,
To ruszamy. Tak się zastanawiam. Bliżej pałacu. Może jeszcze tam trafimy. Tak czy inaczej przyspieszam kroku by dotrzeć tam wreszcie. Mam już dość tych gierek.
Dany,
Bawiliście się wcześniej przy ulicy Srebrnej - głównej ulicy Mostu. Natomiast nie mieliście pojęcia, gdzie może być Platynowa. Najprościej było zapytać. Dlatego rozejrzeliście się ponownie uważnie na boki i wyszliście na główną ulicę. Złapaliście pierwszego lepszego neimoidiańczyka idącego chodnikiem, a on wyjaśnił wam, że Platynowa to przedłużenie Srebrnej, ale w bogatszej dzielnicy, bliżej Pałacu.
Krix,
Bez słowa podaję karteczkę i zaczynam szukać ulicy. Nie powinna być daleko, chyba ją mijaliśmy albo widziałem ją wcześniej jak szyliśmy się bawić. Eh mam rażenie, że minęły całe tygodnie od tego.
Dany,
Pomysłowość i utrudnianie wszystkiego zadziwiało cię. Strasznie musieli pilnować swoich tajemnic. Na karteczce, złożonej na cztery, tym razem napisane było: "Platynowa 12". Skrzywiłeś się, najwyraźniej bawili się z wami w podchody.
Krix,
-.-Mamroczę pod nosem. - Poczekaj coś tu jest- Dodaję cicho i podnoszę butelkę. Wyciągam ją do światła tak by rodianin też widział. -Jest tam jeszcze pijaczek? Pewnie nie.- Rozbijam butelkę o śmietnik by wyciągnąć kartkę.
Dany,
Wypatrując różnych dogodnych miejsc stwierdziłeś, że jedynie dom za waszymi plecami, przy ulicy Srebrnej, nadawałby się do strzału. Niczego jednak nie zdołałeś dostrzec. Zacząłeś podchodzić powoli do kontenera, za którym słyszałeś hałas. W końcu wychyliłeś się zza niego ostrożnie. Zobaczyłeś neimoidiańczyka, który klęcząc na kolanach z butelką w ręce, właśnie kończył wymiotować. Nie schowałeś jednak broni. Tamten, gdy skończył, otarł usta i podpierając się o ścianę, zdołał wstać, upuszczając jednak pustą butelkę, która potoczyła się trochę i oparła o kontener. Przepatrzył zachlanym wzrokiem po ulicy, po tobie tylko przeleciał wzrokiem i mocno zataczając się, próbuje iść w stronę ulicy Srebrnej. Jakoś mu to wyszło, wyminął cię w pewnej odległości, bo specjalnie się odsunąłeś, żeby nie podszedł za blisko. Spojrzałeś w górę ulicy - nikogo nie zobaczyłeś. Pijak natomiast wyminął Bal'kaviego i skręcił za róg. Postanowiłeś, że pójdziecie dalej uliczką. Wskazałeś na Bal'kaviego, by dołączył. Nie miałeś zamiaru stać w tym smrodzie. Już miałeś iść dalej, gdy zobaczyłeś, że w pustej butelce, którą zostawił pijak, coś się znajduje, chyba kartka.
Krix,
Bez słowa pokazuje kumplowi by został i przyczaił się przy rogu. Będzie mnie osłaniał. Sam wyciągam broń i kieruje się cicho w stronę odgłosów. Przy okazji wypatruje pozycji snajperskich. Może i to zboczenie zawodowe ale tu jest ładna przynęta. Zbliżymy się a ktoś nas sprzątnie, dlatego muszę być czujny.
Dany,
- A cholera wie. - dorzucił Bal'kavi.
Do Ozdobnej dobiegliście szybko. Była prostopadłą ulicą do głównej, Srebrnej na tym odcinku. Niezbyt duża, z niewielkimi posiadłościami po bokach byłaby dość ciemna, gdyby nie lampy oświetlające na pomarańczowo. Nie zauważyliście żadnego ruchu, ani osoby, która miałaby na was czekać. To co było nietypowe, to odgłos wymiotowania, dochodzący zza kontenera na śmieci, kilka metrów od wylotu ulicy.
Krix,
-No, odpowiedzi.- Wkurzony jestem. Mam nadzieje, że rodianin nie weźmie tego do siebie ale mam złe przeczucia. Fakty się nie kleją i chce odpowiedzi.-Możliwe, że kto dostarczył nam wiadomość stoi za wybuchem. Ta mysz mogła mnie nie obudzić. Więc przypuszczam, że baraki były obserwowane i detonację uaktywnili jak wyszliśmy za bazę.
Dany,
Pobiegłeś w stronę stróżówki, strażnik był przy niej i obserwował, co dzieje się przy hangarze. Gdy zobaczył ciebie podszedł, ale machnąłeś mu przepustką jak ostatnio, a pamiętał cię jednak, więc przepuścił cię. Pobiegłeś na ulicę Ozdobną. Po drodze mijałeś trochę neimoidiańczyków, zaciekawionych hałasem i dymem. Jednakże miałeś ich gdzieś. Biegłeś przed siebie, starając się nie zgubić. Po chwili dołączył do ciebie Bal'kavi. Lekko zdyszany nadbiegł z sąsiedniej uliczki.
- Przepraszam, zapomniałem na chwilę, że mamy ważniejsze rzeczy na głowie.
Krix,
Dobra. Są cali. Teraz trzeba się zająć pewnym problemem. Biegnę do bramki wyjazdowej. Jak będą chcieli mnie zatrzymać to ich staranuję chyba. Muszę się dostać na tą Ozdobną po wyjaśnienia.
Wczytywanie...