Sesja Lei

Myśliwego znajdujesz tam, gdzie zostawiłaś. Ta sama pozycja, to samo znudzenie, ten sam ruch odstawno-dostawny szklanki od blatu i na blat.
Widok myśliwego nie zachęca do rozmowy, zwłaszcza że tego samego wieczoru zostałam już spławiona. Z markotną miną podchodzę coraz bliżej do baru..
-Drogi Panie Paocie, szanuję i staram się częściowo zrozumieć pana nastawienie do panującej sytuacji na Tatooine.Jednak
nie zmienia to faktu że podjęliśmy i musimy kontynuować pewne działania. Ma pan w posiadaniu bardzo cenne dla nas
doswiadczenie z chęcią wszytkiego wysłuchamy. Myślę że Pana pomoc oszczędziła by nam wiele czasu i rozwiała niepotrzebne złudzenia. Nalegam, proszę
z nami porozmawiać.
Twi'lek zaśmiał się krótko, przepił i oparł łokieć na blacie, wspierając pięścią głowę obróconą do ciebie ze spojrzeniem zdradzającym i ciekawość i rozbawienie.
- Przecież przez ostatni kwadrans nie robiłem nic innego, jak rozmawiałem z panią. - powiedział lekko rozchwianą, lecz wciąż zrozumiałą mową, a na ustach zamajaczył mu uśmiech. - Słucham zatem jeszcze raz, o czym chcecie ze mną rozmawiać i czego dokładnie ode mnie oczekujecie?
- Wspomniał Pan wcześniej o kilku podejrzanych miejscach w okolicy, które ewentualnie mogły by być "kryjówką". Sprawdzenie przez nas tych miejsc mogło by nas naprowadzić na jakiś trop. To już od Pana zależy w jakiej formie by nam Pan pomógł... najchętniej widzielibyśmy Pana jutro z nami, jednak rozumiemy że nie chce się Pan narażać. Jeżeli Panie Paocie zgodzi się Pan.. proszę chociaż opisać drogę jaką byśmy musieli przemierzyć do tych miejsc. Najlepiej będzie jak Porozmawia Pan z Mistrzem Okto, on zna Tatoinne lepiej ode mnie..
- Dobra, dobra, dosyć tego "panowania" - myśliwy machnął ręką, jakby odganiał się od muchy. - Nie panuję nawet nad tą szklanką, więc mów do mnie normalnie. Genar Paot, wystarczy imię, choć nie wiem które głupsze. Ale cóż, rodziców się nie wybiera, więc imienia też nie. - dopił resztkę płynu ze szklanki i pchnął ją po blacie w stronę barmana, unosząc dłoń. - Ruszamy o w pół do czwartej rano, dość ciepło, by nie zamarznąć, a słoneczka jeszcze nie wstają. Ile osób zabieracie? Macie odpowiedni ubiór? Sprzęt? To nie jest wycieczka, a ja się nie piszę na jej pilota, grabki i szpadle zostawcie w domu. - czknął na koniec po pijacku.
Poczuwszy ulgę i zadowolenie odpowiadam.
- Tak tak jasne, wszytko przygotowane. Proszę się nie martwić! Co do ilości osób nie jestem pewna, przed wyjściem mistrz Okto prowadził rozmowę, myślę że na pewno ustalał szczegóły. W takim razie jesteśmy umówieni.. Tymczasem ja też wracam się przygotowywać. Czekamy jutro rano! dobranoc!
Myśliwy skinął tylko głową i zszedł ze stołka, podchodząc do jednego ze stolików, przy których siedziało dwóch miejscowych. Ty natomiast skierowałaś się do wyjścia, po którego drugiej stronie trafiłaś na postać w szerokim, spiczastym kapturze i długim płaszczu koloru khaki.
- I jak poszło tym razem? - zapytał mistrz Okto podchodząc do ciebie z uśmiechem. - Moje obawy, że będę musiał osobiście perswadować nasze racje okazały się nietrafione?
- Tak, zabiera się z nami jutro z rana, jednak co do tego kto ma racje myślę że będzie powracał.. na chwilę obecną liczy na nasze bezawaryjne przygotowanie do wędrówki. Jak rozmowa z Jawą?
- Więcej, niż pomyślnie. - odpowiedział z zadowoleniem i usiadł na wykonanym z dziwnego tworzywa krześle, sięgając po butelkę z wodą. - Jawowie dali nam względnie dokładne namiary na obozowisko, na podstawie tras przejazdów swoich złomowozów. Ponieważ im również ataki Tuskenów są bardzo nie na rękę, zobowiązali się oddać nam też za darmo jeden z większych poduszkowców. Mam nadzieję, że nie wybuchnie zaraz po starcie... - zażartował i wypił trochę życiodajnego płynu. - Cóż zatem? Pozostaje tylko przygotować się do wymarszu, czy tak?
- Oby wszytko szło tak dalej..
Odetchnęłam z ulgą.
- Zapasy i wszytko już spakowane, myślę że został tylko odpoczynek i w drogę
Skoro świt stanęliście u wyjścia obozu, zaopatrzeni w podstawowy sprzęt i zapasy, a także w pojazd wyciągnięty od Jawów, w towarzystwie waszego twi'lekańskiego przewodnika.
- Gotowi na spacer po słonecznym wybrzeżu? - zapytał zgryźliwie myśliwy, patrząc gdzieś na horyzont. Miał na sobie szeroki płaszcz piaskowego koloru, doskonale zlewający się z otoczeniem, który zakrywał go idealnie, na dwa razy dookoła. Głowa i lekku obwiązane były czymś w rodzaju turbanu z podobnego materiału. - Panienka nie odparzy sobie skóry?
- Nie ma obaw. - zapewnił spokojnym głosem mistrz. - Ważne, żebyśmy dotarli na miejsce, zanim wszyscy, i my i poszukiwani, zamienimy się w skwarki na wielkiej pustynnej patelni.
Tyle, jeśli chodzi o wymianę uprzejmości. Wsiedliście do pojazdu i ruszyliście. Jazda była nieco niewygodna i bardzo monotonna. Silnik stękał, coś skrzypiało, siedzenia niewygodne, co chwila podrzucało gdy poduszkowiec przelatywał nad większą wydmą lub zagłębieniem. Krajobraz pozostawał niezmiennie identyczny. Dwa razy zatrzymywaliście się nagle, a Twi'lekanin wysiadał, nasłuchiwał, patrzył, myślał, zmieniał kierunek. Po ponad godzinie słońca zaczynały już nieźle przypiekać, choć prawdziwe piekło jeszcze miało się zacząć. Nagle wydma przed wami, jakieś 200 - 300 metrów dalej, poruszyła się, odkrywając pięciu zakopanych pod nią Ludzi Piasku, którzy zaczęli strzelać w wasz pojazd. Jeden pocisk odbił się rykoszetem od drzwi, drugi przeleciał ci obok głowy.

[Dodano po 2 miesiącach]

KONIEC



http://forum.gexe.pl/...-podsumowanie/
← Sesja SW
Wczytywanie...