Sesja eimyra - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!

Podgląd ostatnich postów

Ven'Diego,
Lecieliście jeszcze chwilę wzdłuż umocnień wroga, gdy w końcu sielanka się skończyła. Pociski zaczęły latać wokoło was, wytwarzając charakterystyczne dźwięki. Dałbyś sobie uciąć co nie co że kilka tych pocisków trafiło w blachę gdzieś w okolicach twojej głowy.
Gwardzista stojący za celownikiem boltera zaczął tworzyć ogień zaporowy, strzelając seriami. Łuski zaczęły sypać się po pokładzie, niczym ciepły letni deszcz.
Wszystko wydawało się zmierzać do końca, gdy dobre przeczucie skończyło się w jednym, szybkim momencie.
Coś uderzyło w waszą walkirie, poczułeś silny wstrząs po którym z pulpitu pilota zaczęły dobiegać niepokojące dźwięki.
- Trafili nas! - Wykrzyknął jeden z pilotów majstrując coś przy pulpicie. - Tracimy wysokość!
I bez słów pilota dostrzegłeś ze zaczynacie tracić na wysokości. Zacząłeś czuć coraz większe turbulencje, a gdzieś zboku zaczął wydobywać się duszący dym.
- Do stu diabłów - Syknął któryś ze zwiadowców.
eimyr,
Yaan chwycił się czegoś i nadal czekałem aż wylądują. Spojrzał na rozkład umocnień i ich stan, oczekując jednak, że albo dolecą w jednym kawałku, albo wydarzy się coś na co może zareagować inaczej niż biernie obserwując rozwój wypadków.
Ven'Diego,
- Zbliżamy się do wysuniętej placówki wroga komisarzu, radzę się czegoś chwycić - Powiedział gwardzista przy bolterze.
Lecieliście jeszcze kilka minut poprzez nieskończone wydawałoby się morze zieleni, gdy twoim oczom ukazała się rozległa polana. Na jej skraju dostrzegłeś zakamuflowane siatką specyficzne obiekty. Wydawało ci się że są to prawdopodobnie okopy, stacje operatorów ciężkiego sprzętu oraz inne militarne obiekty.
Kilka razy zatrzęsło wami w akompaniamencie wybuchów.
eimyr,
- Latać, nie gadać! Konkrety! - Wykrzyczał w odpowiedzi, czekając na rozwój sytuacji. Uwięziony w walkirii niewiele mógł zrobić poza biernym oglądaniem rozwoju sytuacji.
Ven'Diego,
Znajdowaliście się gdzieś w połowie drogi do celu tj ogłównego obozu i bazy operacyjnej Gwardii Imperialnej. Powodem dla którego nie lecieliście prosto do celu, tylko nadrabialiście kilometrów było to, że wróg z uporem maniaka strącał wszelakie loty. Dobrze uzbrojeni w działa ziemia-powietrze, z wyjątkową skutecznością psuli krew atakującym.

- Przelatujemy nad częścią rozległej dżungli komisarzu. Za kilkadziesiąt kilometrów powinniśmy wlecieć na terytorium kontrolowane przez Imperium - Odpowiedział pilot sprawdzając pryz okazji jakieś parametry na kokpicie. - Jest to przestrzeń najmniej zagrożona atakami przeciwlotniczymi.
Jakby na przekór wasza walkiria zaliczyła małe turbulencje podczas unikania nadlatujących pocisków.
Ze strony włazu, gdzie stał gwardzista obsługujący ciężki bolter, rozciągało się morze zieleni, gdzie nigdzie przerywane jakąś eksplozją.
- Wygląda na to że przylatujecie w dobrym momencie. Nudzić się nie będziecie - Wykrzyczał operator boltera.
eimyr,
Atmosfera na Valkirii trzymała się mocno. 15-sty Catachański pluton zwiadu "Wesołki" zdążył obalić dwie flaszki tuż po starcie, solidarnie pociągając z gwintów przemyconych półlitrówek, więc gwardziści byli juz całkiem trzeźwi. Mała tradycja, przed i po każdej operacji, pozwalała podtrzymać morale dwunastu ludzi lecących na śmierć. Anegdoty, śmiechy i luźna atmosfera szokowały pilotów, ale sprawiały, że Yaan miał pluton najbardziej zmotywowanych, oddanych sobie do śmierci skurwysynów, uporządkowanych w trzech drużynach po czterech mężczyzn. Sierżant ogniowy Baryła i starszy sierżant Gregor, ten z uśmiechniętą czaszką wytatuowaną na karku byli pozostałymi dwoma dowódcami.

- Puszczać fiuty, wkładać buty! - krzyknął Yaan. Nastąpiło ogólne pochrząkiwanie, sprawdzanie broni, przygotowywanie respiratorów i oprzyrządowania
- Skanery dalekiego zasięgu, mierzyć jak wrogów, raport! - wyszczekał komendę do drugiego pilota

[Dodano po 3 dniach]

[crickets]
Ven'Diego,
[Nie podano ci za dużo szczegółów. Wiesz że masz przeprowadzić zwiad, lub szereg zwiadów na terenie wroga. Cel lotu to główna baza operacyjna Imperialnej Gwardii. Jedna walkryria. Dlaczego, dowiesz się pewni później ;p ]
eimyr,
[Gdzie lecimy i jakie jest zadanie? Jaką rolę pełni mój komisarz? Czy to ma być jedna walkiria czy pięć tysięcy w zmasowanej inwazji gwardii?]
Ven'Diego,
Segmentum Ultima...
W jego zasięgu leży osławiony Ultramar, imperia orków, piraci, ekspansywne Tau, Tyranidzi...
Gdzieś tam, na samym krańcu Imperium ludzkości leży sub-sektor Aria a w nim planeta Phrada. Niegdyś Death Word, teraz Minig World. Ukształtowana potem i krwią, złamana wolą ludzkości.
Od dawien dawna dostarcza cenne surowce, kruszce, rudy, jest strategicznym punktem na mapie galaktyki.
Cień walki nigdy jednak nie opuścił sub-sektor Arii ani samej Phrady. Nieustanne walki z siłami Tau doprowadziły do tego, że obrona planet stała się konieczna.
Planetarne Siły Obronne. Werbowane, szkolone, uzbrajanie, dowodzenie przez Planetarnego Gubernatora. Bez bezpośredniego zwierzchnictwa Imperium, taki Gubernator tworzył Imperium w Imperium. Być może przez to Sub-sektor Aria pogrążył się w wojennej zawierusze.
Znienawidzone przez sub-sektor Tau, zdołało dzięki pomocy Gue'vesa opanować planetę Phrada i dzięki szybkiemu precyzyjnemu atakowi, podporządkować sobie całą infrastrukturę planety. Teraz siły Imperium walczą zaciekle z Xenos i zdrajcami o to, co jeszcze nie dawno było własnością Imperatora.

- Pięć minut do celu! - Słyszysz mechaniczny głos wydobywający się z głośników.
Siedząc "wygodnie" na pokładzie walkirii, otoczony dobrze ci znanymi twarzami catachańskich zwiadowców.
Ty i "twoi" ludzie, zostaliście wybrani i odesłani do sub-sektoru Arii po tym jak walki ze zdrajcami zaczęły się niepokojąco przedłużać. Jak zostałeś poinformowany, klimat, fauna i flora planety Phrady (na powierzchnie której własnie zmierzliście) przypomina twoją ojczystą planetę.

[Jeśli będziesz miał pytania, umieść je w odpowiedzi z kwadratowymi nawiasami.]
[Pozwalam ci określić ilość podwładnych, ich imiona specjalizacje itd]
Wczytywanie...