Historia drużyny - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!

Podgląd ostatnich postów

Massin,
[Bardzo Was przepraszam, Moi Drodzy Gracze ( w skrócie MDG), ale jeszcze nie dziś zaczniemy Napiszę początek kiedy będę miał wenę. Jeszcze raz przepraszam]
Morthazor Singolo,
[Dawaj w nowym ]
Massin,
[Jutro prawdopodobnie zaczniemy sesje właściwą Tylko pytanie: gramy w tym temacie, czy robim drugi? Zachęcam też wszystkich do udzielania się na naszym Neuroshimowym subforum]
Ellesis,
Niedopałek wyleciał przez okno od strony siedzenia kierowcy nieśmiertelnego mustanga. Za nim poszły słowa - Zresztą...chrzanić to - i zaraz ryk silnika zmusił maszynę do poruszenia. Cichy już wyjeżdżał w, zapewne, odgórnie ustalonym kierunku. Ktoś musiał uczynić pierwszy krok.Co było zastanawiające - kierowca starał się w miarę możliwości nie rozjeżdżać co mniej rozszarpanych zwłok. Z radia poskrzeczał trochę utwór Green Eyes Interpolu...ciekawe, skąd koleś miał płyty. Może jakiś kumpel mu odstąpił za świadczenie usług seksualnych...taaa...taki wrażliwy gwałciciel świeżego mięska, czy coś.
Krix,
[Jakby co to ja żyje, obecnie w domu neta nie mam więc zaglądać będę kilka dni w tygodniu jak na uczelni siedzę. Jak to ruszy i będę zalegał to pomijać minie, ale sądzę, że nim zacznie to działać to już nata znów będę miał.]
Morthazor Singolo,
[Mogą działać jako mięsko armatnie ]
Ati,
[No to powodzenia, oby się to nie posypało, bo nie wszyscy mają egzamin, a i tak ich nie ma ;p]
Massin,
[Jeszcze chyba wszyscy żyją... na razie Zaczynamy coś nowego, ale nie teraz. Za tydzień mamy egzamina i czeba trochę nad tym posiedzieć )
Ati,
[I co, żyje tu kto jeszcze? ;p]
Morthazor Singolo,
*Siedząc wygodnie Bourne z wprawą czyścił i dopieszczał swojego Kałasznikowa. Cóż innego pozostało? Wyraźnie nikt nie miał zamiaru za szybko wyjechać z ruin...*
Ryld,
[SOry ale przez najbliższe 2 tyg raczej nie odpisze bo po prostu nie mam neta w domu. Postaram się zaglądać często ale jakbym zwlekał z odpowiedzią to nie czekajcie na mnie.]
Ellesis,
[Ja wsiadłem do swojej bryki ]
Ati,
[Bejbe, Iskra już siedzi za kierownicą XD]
Ellesis,
Długo patrzał po pobojowisku. Miarkował. On. Co znaczy "On"? Wzruszył w końcu ramionami, mruknął coś do siebie i podszedł do zmasakrowanego ciała. Pogrzebał w dżinsach jakiegoś w miarę zachowanego typa. Parę rzeczy wyrzucił na ziemię, ale wyjął w końcu wymiętoszoną paczkę fajek. Zaklął, gdy zobaczył, że kółeczko w które były wpisane dumne słowa "Lucky Strike" zawsze tchnące Ameryką, jest niebieskie. Lajty. Co za cienias pali w tych czasach lajty? Zaklął ponownie - Cztery...darmowej dziwce się pod spódnicę nie patrzy...cholera - wstał, odpalił benzynówką papierosa, zaciągnął się i z teatralnym obrzydzeniem wypuścił kłąb dymu. Wziął jeden z kanistrów, napełnił bak i ulokował się za kierownicą. Wychylił się jeszcze na chwilę - ready? steady? let's go...
Krix,
*Wilk otworzył tylną klapę od paki by Goblin mógł swobodnie wskoczyć po czym sam wszedł. Usiadł sobie wygodnie tuż za kabiną patrząc gdzieś w dal. Nic nie mówił głaskał tylko swojego psa. W sercu cieszył się, że opuszczają to miejsce. Duchy od początku nie były zadowolone myślał jednak, że to z powodu nowych przybyszów niosących z sobą śmierć, a chodziło jednak o miejsce. Cieszył się, że jadą jednak na jego twarzy nie zagościł nawet cień uśmiechu.*
Ati,
- Ano. Ktokolwiek to był jedyne kule jakie zostały to te w ciałach tych naiwniaków.
Iskra bez większych ceregieli ulokowała się za kierownicą, w końcu krew Detroit dawno nie zaznała tego przyjemnego uczucia, jakim było dla niej prowadzenie. Chwilę rozglądała się chyba za kluczykami, ale w końcu zwinęła się pod kierownicą i z pozoru zagubiła w kabelkach pozwalając im zająć się całą resztą. Niewątpliwie był to chyba zbytek łaski.
Morthazor Singolo,
*Posterunkowiec też ulokował się w samochodzie. Na tyle, szukając wygodnego gniazdka dla strzelca.* Szkoda czasu... *Poprawił zapięcia od futerału wyrzutni i jeszcze raz rozejrzał się po mieście beznamiętnym wzrokiem.*
Favar,
*Irvine nie siedział na pace. Szybko zajął sobie miejsce obok miejsca kierowcy (kierować nie będzie bo was pozabija), zdjął kapelusz i ułożył broń tak, aby była w gotowości ale aby nikomu dupy nie odstrzelić, jak najedziecie na wertep)* Ochyda *Mruknął tylko o samochodzie, tak dla formalności bo on "nie lubi maszyn"* Biedni dranie *Powiedział patrząc jeszcze przez otwarte okno. Obserwował ciało dziecka. Chyba dziecka. Myślał ze to dziecko, ale równie dobrze mógłby to być pocięty dorosły* Jeśli chcecie jeszcze pobuszować w poszukiwaniu amunicji to popilnuję samochodu *Zadeklarował się bohatersko, równocześnie wygodniej rozsiadając się w fotelu*
Massin,
[Jak mówią, tak robią :]
Mimo wszystko rozpruliście jeden z samochodów, wzięliście światła i udaliście się do jamy, w której zadekował się mutek. Kiedy dotarliście na miejsce, kiedy zaczęło już pomału się ściemniać. Tak jak polecił Francis, najpierw wywabiliście potworka z gniada, a potem oślepiliście go za pomocą świateł. Rozpaćkanie dziada było tylko formalnością. Owym mutkiem okazał się dość mocno wyrośnięty kuzyn psa, mający dodatkowo mnóstwo macek tam gdzie nie zazwyczaj się ich nie ma i cały w jakimś śluzie. Mieliście już wracać do Welligton, gdy coś dziwnego zaczęło dziać się z Willym. Rzygał, co chwile latał w krzaki... widocznie fart akurat odwrócił spojrzenie w inną stronę. Uznaliście, że dobrze będzie, jeśli przenocujecie tutaj. Rankiem Willy był już zdrów jak ryba, więc ruszyliście w drogę powrotną. Dojechaliście do miasta. Uderzyła was pustka w mieście (jeszcze większa niż zwykle): żadnych dzieci biegających po ulicach, żadnych odgłosów rozmów, śmiechów. A potem zobaczyliście plamy krwi na ziemi. A potem poodrywane kończyny. A potem ciała. Rozerwane, zmasakrowane. Żyła tu 100 ludzi. Ciekawe, czy teraz pozostało choć 10...? Wałęsając się pośród masakry spotkaliście człowieka - jednego z mieszkańców. Przerażonego, załamanego, ze śladami łez na brudnej twarzy. Powiedział, że to był "On". Że nie było go w mieście tej nocy, tak samo jak was. Wskazał wam drogę do waszego zleceniodawcy, powiedział "Bierzcie też furę, jemu się już się nie przyda". Udaliście się tam. Widzieliście go... leżał na ziemi. Nie zmienił się zupełnie od tej waszego ostatniego spotkania. No, może pomijając to, że jego gogle leżały na ziemi, a on sam był rozerwany na pół. Szliście dalej. I oto wasza nagroda. Trzy 5l karnisty wypełnione paliwem. Ale nie tylko. Jest też jego wóz: całkiem niezły pick-up z podwójną kabiną. Sprawny, całkiem dobrze działający, z prawie pełnym bakiem, z podwójną kabiną, pomalowany w pustynną panterkę - prawdziwy ideał. Oczywiście, jeśli pominiemy to, że dach w kabinie kierowcy jest podziurawiony jak sito przez kulę. Ale poza tym - cudo!
Francis postanowił także wyruszyć za wami. Zgodziliście się - w końcu to następna para rąk do walki...
Chyba czas, by udać się w dalszą drogę prawda? Nic tu po was
[Pick-Up jest wasz ]
Krix,
[No to trza chyba Massina zagadnąć by od tego miejsca opisał na szybko dalsze wydarzenia i przechodzimy do sesji właściwej.]
Wczytywanie...