Sesja Kęsika

Imperialni podbiegli do nieprzytomnych rebeliantów, najwyraźniej z postanowieniem zadania im paru pytań w późniejszym okresie. Hiks podszedł do ich dowódcy, który wyciągnął do niego rękę na powitanie. "Starfucker" nie uścisnął jej, zamiast tego zamienił z Sithem kilka słów, po których machnął w waszym kierunku dając znak, żeby przygotować luk do wyładunku.
W tym też momencie przez bramę wpadło do portu coś co wyglądało jak... Co nie wyglądało.
- Osz kurwać, prawdziwy Felucjanin! - zawołał Madison tonem takim, jakby właśnie natrafił na człowieka śniegu z Hoth. - To o tym wspominał Hiks?
Odpowiedz
Towar już od dawna był gotowy do wyładunku i ułożony przy otwartej rampie. Kiedy imperialni weszli na pokład powitałem ich ponaglającymi gestami i zwróciłem się do Madisona:

- Miej tu oko na wszystko, poganiaj chłopaków. Ja zaraz wracam.

Wybiegłem na płytę lotniska i podszedłem do Hiks'a.

- Masz wyczucie chwili, cholera. Bardzo tego nie chciałem, ale jakby tych (tu wskazałem na pojmanych bojówkarzy) było więcej, to musiałbym poderwać maszynę i szukalibyśmy się w tym burdelu. Czy to Twój przyjaciel, którego mamy zabrać? No i czy jest wypłacalny? spytałem wskazując na postać Felucjanina stanowiącą bardzo niecodzienny widok.
Odpowiedz
- Przyjaciel to duże słowo, nie wiem czy stać mnie na takie ryzyko. - zaśmiał się "Starfucker" i z łobuzerskim uśmiechem spojrzał na Felucjanina, który razem ze swą maską na...em... twarzy, mackami, wielkimi silnymi ramionami i bronią wyglądał na Łowcę - No ale właśnie, czy jest wypłacalny? Czy będę musiał go trochę znielubić i zafundować podwózkę?
- To zależy od tego czym jest dla Ciebie wypłacalność i o jakiej kwocie mowa.- Zagulgotał swobodnym tonem stwór. Z jego mową było coś nie tak. Po pierwsze mówił nieco wolniej niż inni, a poza tym jego basowy głos był wzbogacony o dziwne, mokre gulgotanie. Brzmiało to trochę, jakby próbował mówić przez wypełniającą gardło gęstą flegmę i robiło dość nieestetyczne wrażenie.- Znasz mnie chyba jednak na tyle, aby wiedzieć, że nie lubię spraw nie załatwionych jak należy, nieprawdaż? W naszym fachu to ważna cecha.
Felucjanin zgarbił się, przekrzywił głowę i bulgocząc cichutko czekał, aż wymienisz cenę.
Odpowiedz
- Cóż, drogi panie... w tym miejscu zrobiłem znaczącą przerwę sugerującą, że owszem - nie poznałem imienia potencjalnego klienta, ale stanowi to dla mnie minimalny problem. Ewakuacja z takiego chaosu jaki tutaj widzimy musi mieć swoją cenę, a pan Hiks może potwierdzić, że jak dotąd moje usługi cechowała najwyższa jakość. Pomimo tego nie jestem ździercą - 2500 kredytów wystarczy. Ponieważ cena nie jest nierozsądnie wywindowana - jest ostateczna i nie podlega negocjacji. Płatne z góry i startujemy za 5 minut.
Odpowiedz
- Gulgot. - Mruknął z początku nieco ciszej niż planował.- Stoi...chwileczkę... - odwrócił się do was plecami, pogrzebał przy pasie i wyjął z właściwą kwotę.
- Masz pan... - zagulgotał nieco bardziej zbolałym głosem niż zamierzał.- Żywię nadzieję, że jakość twoich usług jest rzeczywiście najwyższa
Tymczasem na nieboskłonie, nieco powyżej poziomu chmur, dostrzegłeś już wyraźnie wielką kulę ognia.
Odpowiedz
Schowałem pieniądze do kieszeni i spojrzałem przez chwilę na niebo.

- Zmiana planów panowie. Startujemy za 1,5 minuty.

Przez komunikator nadałem do Madisona:

- Mad, grzej naszą ślicznotkę! Wali na nas kupa żelastwa!

Puściłem się biegiem oglądając się tylko czy klienci nadążają. Wpadłem przez rampę i w biegu przez korytarz do kabiny pilotów rzuciłem jeszcze:
- Tu kapitan, witam na pokładzie Śnieżnej Strzały i bla bla bla... Będziemy zapieprzać w atmosferze, więc siedźcie na dupach w zapiętych pasach dopóki nie pozwolę wam wstać.

Tylko w myślach powiedziałem jeszcze, że będziemy mieli szczęście jeśli staruszka wytrzyma to zapieprzanie w atmosferze i uda nam się zgodnie z planem oddalić się od bitwy przed wyjściem na orbitę.
Odpowiedz
Pasażerowie zasiedli we wskazanych miejscach i złapali się czego się dało.
- Dawaj pan te wstrząsy i miejmy to już za sobą... - zagulgotał Felucjanin i cokolwiek miał na myśli, otrzymał niemal natychmiast.
Niszczyciel spadł wreszcie na ziemię, zdecydowanie zbyt nieopodal niż byś sobie tego życzył. Przeogromna eksplozja niewątpliwie zmiotła wszystko, co dotąd nazywać można było miastem, zaś potężna fala uderzeniowa miotnęła wznoszącą się "Strzałą" niczym huragan unoszącym się paprochem, obracając was o 180 stopni, silnikami do kierunku planowanego (a teraz mimowolnego lotu). Wbijając zęby w wolant zobaczyłeś, jak za sprawą fali wywraca się transportowiec Sithów, padając wprost na wyładowane dopiero kontenery z bronią i materiałami wybuchowymi, które właśnie w tej chwili stały się tak wybuchowe, jak to tylko możliwe.
- Hahahahaha! To ci dopiero NIETRAFIONA transakcja! - usłyszałeś potępieńczy śmiech "Starfuckera", choć do śmiechu chyba nie było nikomu, poza nim.
Odpowiedz
Ponieważ fala uderzeniowa nadała mi dużą prędkość postępową, a zwiększenie ciągu silników tej sile by przeciwdziałało - zdecydowałem się na dosyć niekonwencjonalny manewr. Wiedziałem, że jest to ekstremalnie niebezpieczne na tak małej wysokości, ale z drugiej strony, inne opcje wiązały się z poddaniem frachtowca tak dużym przeciążeniom, że mogłoby to być za wiele dla staruszki. Nie oszczędzając silników repulsorowych, położyłem Śnieżną Strzałę na grzbiet. W chwili manewru, w której statek zawisł pionowo, zwiększenie powierzchni ekspozycji na falę uderzeniową rozpędziło nas jeszcze mocniej. (spód statku podziałał jak żagiel) W tym momencie wygasiłem poduszki repulsorowe, żeby chwilę później dołożyć w gary głównych silników tyle ile fabryka dała. Pozostawiając statek pod pewnym kątem w stosunku do ziemi zyskałem również nieco siły wznoszącej. Podczas wykonywania tych fików - mików darłem się histerycznie:

- TAK SIĘ ZARABIA PIENIĄDZE U NAS NA KOREEEEEEEELII!!!!

Obróciwszy statek "na nogi" dodałem do tego jeszcze triumfalne - IIIIIIIHAA!! i poprawiłem swoją kapitańską czapkę, która nieco za mocno nasunęła mi się na oczy.

- Mad, odpal skanery dalekiego zasięgu. Jeśli anteny jeszcze nie poodpadały rzecz jasna. I wyznacz kurs na ucieczkę na orbitę z dala od tego rozpierdolu na górze.

Zerknąłem przez ramię, czy będzie potrzeba sprzątać po pasażerach.

- I co chłopaki?! Wycieczka warta każdego kredytu, który za nią daliście, co?

Utrzymując prędkościomierz na granicy czerwonego pola dla lotu w atmosferze, odpaliłem papierosa z triumfalnym uśmiechem.
Odpowiedz
Podczas twoich akrobacji obaj najemnicy podróżowali radośnie z podłogi do sufitu drogą przez obie ściany, tam i z powrotem. Gdy wreszcie ustabilizowałeś i wyprostowałeś lot, zobaczyłeś jak leżą rozciągnięci na podłodze - Felucjanin niezmiennie z pokerową twarzą, a raczej maską pod której owa twarz się kryła i "Hiks" obserwujący sufit niczym gwiazdy na nocnym niebie, który jako pierwszy odparł:
- Panie Kesh'ik, jeśli kiedyś będę musiał pana zabić będzie mi naprawdę zajebiście, zajebiście przykro.
Odpowiedz
Skorygowałem kurs zgodnie ze wskazówkami Madisona i włączyłem autopilota. Wstając z fotela, rzuciłem do kumpla:

- Włącz diagnostykę i sprawdź czy coś nie ucierpiało przy tych akrobacjach. Ja zrobię obchód.

Najpierw podszedłem do starfuckera, sprawdzając, czy aby wszystko z nim w porządku.

- Wybaczcie, ale mówiłem przy wejściu na pokład, że zapinamy pasy. No cieszcie się, bo większość pilotów ta fala uderzeniowa by zdmuchnęła, a my nie tylko się nie rozbiliśmy, ale lecimy w jednym kawałku! Więc popatrzmy na wszystko z pozytywnej strony. 80 minut lotu w atmosferze, siup na orbitę, a potem już skaczemy na Courscant.

Poklepałem Hiks'a konfidencjonalnie po ramieniu i ruszyłem dalej na przegląd swoich włości.
Odpowiedz
- Hura! Na pohybel! Panie Kesh'ik, mi nie będzie zapewne przykro, choć podziwiam pańskie umiejętności. - Gulgot nawiązał do stwierdzenia "Starfuckera".
- Swoją drogą...czy na orbicie nie są właśnie toczone ciężkie walki? Bo to by zasadniczo oznaczało, że udało nam się uciec przed jednym ogromnym wybuchem prosto pomiędzy dziesiątki takich nieco mniejszych, nie?
Statek wydawał się nienaruszony przez minione turbulencje. Widać mieliście dość szczęścia by nie przydzwonić w nic w trakcie szarpaniny z podmuchem.
Po pokładowym korytarzu rozniósł się głos Madisona.
- Kesh, nasza ucieczkowa trajektoria wiedzie przez gęste opady. Bynajmniej nie atmosferyczne.
Odpowiedz
- Kurwać, jak nie sraczka na pustyni, to ludzie pustyni...

Wróciłem biegiem do kokpitu.

- Panie Madison, co na nas dokładniej będzie napierdalać? - zwróciłem się bardzo uprzejmym tonem. - Daj mi pełną moc na osłony. Przepompuj wszystko co łatwopalne z górnych zbiorników do dolnych. Ile się tylko zmieści. ( DO MG: mam tu na myśli wszystkie możliwe płyny hydrauliczne, paliwo do silników manewrowych i takie tam rzeczy; samoloty mają takie układy zdublowane, więc gdybym budował statek kosmiczny, to bym tak to rozwiązał - jak coś napieprza we mnie od góry, to część mogę przelać na dół) - Ja trochę zwolnię, żeby oszczędzać siłownię.

Kiedy Madison robił swoje, ja włączyłem na główny ekran oprogramowanie manewrów kolizyjnych. (chyba Han Solo coś takiego odpalał jak leciał przez deszcz asteroidów )

Zwróciłem się jeszcze do pasażerów:

- Teraz naprawdę siądźcie na tych fotelach z pasami i lepiej je zapnijcie. Musimy przelecieć przez pewne... kłopoty. Na orbicie nie będzie problemów. Omijamy główny rejon bitwy. Uciekinierów będzie istny potok. Jesteśmy cywilami, ewentualnego skanowania ładowni się nie boimy, więc nie ma się o co martwić. Poza tym jak tylko wylecimy na prostą odpalamy hipernapęd i nas nie ma. Na orbicie mam nadzieję nie być dłużej niż pół godziny.
Odpowiedz
Ponownie jako pierwszy odezwał się Mad. Najwyraźniej odczyty lekko nim wstrząsnęły.
- Kurwa mać, Kesh! To nie asteroidy! To pierdolony...
- Desant! - dokończył za niego równie zaskoczony, co rozbawiony "Starfucker", gdy za oknem dostrzegliście ciemne punkty opadające powoli na nieboskłonie, zaś jeden z żołnierzy Republiki przypadkowo wylądował wprost na... rufie statku.
Odpowiedz
- Ktoś nam się zabrał na gapę!

Natychmiast odciąłem zasilanie osłon, po czym powoli zacząłem wytracać prędkość.

Mad, zatrzymuj nas delikatnie, a ja spróbuję go ściągnąć.

Podbiegam do włazu prowadzącego na grzbiet statku i wychodzę na zewnątrz. Kierując wzrok w kierunku rufy wypatruję nieszczęsnego wojaka.
Odpowiedz
Oto właśnie znalazłeś się w sytuacji tyleż karkołomnej, co absurdalnej. Wychodząc w locie na powierzchnię swojego frachtowca, który niczym wyścigowy śmigacz wyczyniał cuda za sprawą nerwowych manewrów Madisona, kilkaset metrów nad ziemią, usiłowałeś wciągnąć na pokład pechowego szturmowca, który mordował właśnie przy użyciu noża linki swojego spadochronu, zamierzająćego uparcie pociągnąć go za sobą w dalszą część podróży, a wokół, niczym liście w lesie na Kashyyk, spadali sennie jego kompani, opluwani przez artylerię przeciwlotniczą Sithów tęczową kanonadą pocisków wielkokalibrowych dział.

Tylko czekać rozbłysku przypadkowej supernowy, ulokowanej w odległości kilku parseków od twojej dupy.

Jednak połączonymi siłami, wzmożonymi przez wielce nieatrakcyjną wizję spierdolenia się na łeb na powierzchnię Balmory, zdołaliście wraz ze szturmowcem wgramolić i spierdolić się na pokład "Śnieżnej Strzały".
- Kurwa... Mać... Człowieku... dzięki... - wysapał żołnierz, najwyraźniej wciąż jeszcze nie wierząc, że żyje.
- Dobra, ta akcja była równie pojebana, co moje wyczyny ze Stormem na Tatooine. - oficjalnie oświadczył Trent Hiks, komentując rezultat twoich działań.
Odpowiedz
- Kapitan Kesh'ik wita na pokładzie Śnieżnej Strzały. Desant cię minie żołnierzu. Madison, pełna moc z powrotem na osłony i wypierdalamy!

W pełnym pędzie wskoczyłem w swój fotel i grzmotnąłem w przepustnicę nie zważając na to, czy żołnierz zdążył znaleźć sobie coś do przytrzymania. Stwierdziłem, że siłownię będę oszczędzał później i znowu żyłowałem główne silniki na pełną moc. Sprowadziłem maszynę jak najniżej w celu uniknięcia artylerii przeciwlotniczej.

- Mad, wrzuć na wszystkie częstotliwości krótkiego zasięgu nasz znacznik identyfikacyjny i dodaj, że jesteśmy statkiem cywilnym z uchodźcami. I znajdź nam do cholery drogę ucieczki z tej rozpierduchy! Trzymajcie się ludzie! Będą wyboje!!
Odpowiedz
Silniki znów zaryczały ochoczo, a ty zacząłeś swój slalom pomiędzy spadochroniarzami.
- Niezłe lądowanie, nie ma co.- Zagulgotał Felucjanin podchodząc do pechowego desantowca - Nic ci nie jest?
- Dzięki, w najbliższej przyszłości zabiją mnie co najwyżej kumple z oddziału - odpowiedział żołnierz, wstając - Śmiechem. Hej, panie kapitanie! - krzyknął do Keshi'ka, który dawał właśnie całą na przód - Nie moglibyście podrzucić mnie na nasz desantowiec na orbicie? Dostalibyście darmowe paliwo i jakąś eskortę z rejonu działań, za bezinteresowną pomoc Republice. - proponował pół-żartem.
Odpowiedz
- Mi pasuje. Podyktuj koledze numer identyfikacyjny statku. Mad, wrzuć go w nawigację. No i mam nadzieję, że znasz hasło, bo nie mogę lecieć prosto do desantowca uzbrojonym frachtowcem, nadając, że jestem cywilnym statkiem z uchodźcami. Myślę, że twoi koledzy mogliby coś w tym węszyć. No i przede wszystkim - podkreśliłem - mieliśmy pewne empiryczne dowody, że na orbicie dajecie imperialnym łomot. Ale muszę się upewnić, czy orbita twojego desantowca jest względnie spokojna?

Skoncentrowałem się przez chwilę na sterach i komputerze, żeby nie zarobić serii z dział AA ani nie zabrać kolejnego autostopowicza. Tym bardziej nie chciałem rozkwasić żadnego na przedniej szybie. Po chwili jednak zwróciłem się jeszcze do klientów:

- Widzicie panowie? Szczęście sprzyja lepszym! Zrobimy tylko krótki przystanek i wasze obawy zostaną rozwiane.
Odpowiedz
Najwyraźniej obaj pasażerowie podzielali twe poglądy. Felucjanin siedział w nienaturalnym wręcz bezruchu, czy to śpiąc, czy też zastanawiając się nad czymś, a Hiks zniknął gdzieś na pokładzie, być może szukając chwili relaksu w kiblu.
- Tu 271 z BPD 54 do "Guardiana", odbiór. - wywoływał przez radio szturmowiec.
- Tu "Guardian", słyszymy cię 271, odbiór.
- Powiedzcie mi jaka pogoda tam u was na górze? Lada moment będę w okolicy i nie wiem czy zabierać parasolkę.
- Jak to na górze? Przecież miałeś wylądować w sektorze 12?!
- A co ja poradzę? To nie ja zarządzałem zrzut w sektorze z aktywnym ruchem cywilnym. Tak się szczęśliwie składa, że dobrzy ludzie, do których mimowolnie zapukałem otworzyli mi i odwożą do domu. Znajdziemy jakąś podziękę dla ich gościnności?
- 271, za coś takiego powinni cię rozstrzelać i oddać trupa pod sąd polowy! Jak tylko cię tu zobaczymy przygotuj się na ostre pranie dupska. Chwilowo czysto, cywile przelecą. A teraz zgiń i przydaj się na coś, bo blokujesz kanał! Bez odbioru.
Odpowiedz
Mrucząc pod nosem standardowe formułki podejścia do lądowania poczułem jak schodzi ze mnie adrenalina buzująca z krótkimi przerwami podczas ostatnich akcji. Odpaliłem papierosa z poczuciem dobrze wykonanej pracy i spokojnie kierowałem Śnieżną Strzałę do wskazanego przez kontrolera podejścia hangaru.

- Nie martwcie się żołnierzu. Poświadczymy, że nie zdezerterowałeś i nie było Twojej winy w wycofaniu się z pola bitwy.
Odpowiedz
← Sesja SW

Sesja Kęsika - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...