Sesja Kiyuku

- Sam mu przekaż, ma kajutę obok ciebie. Głód wyzwala w tobie niespotykane dotąd pokłady władczości. Ja muszę zająć się układami EW czy tego chcę czy nie. - Nirvag przesiadł się na pulpit kontrolny układów wojny elektronicznej. Prawdopodobnie planował wyłączyć wrogi statek kiedy będą chcieli do was zadokować.

Twoja kajuta mieściła się na śródokręciu, w dolnej części pokładu. Nie mieliście w niej okien, ale za to było w miarę bezpiecznie i cicho, bo od maszynowni dzielił was luk ładunkowy.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
Zamykam drzwi kajuty, po czym zdejmuję z półki broń i kładę ją na stole, to samo robię z pancerzem. Następnie wdziewam kolejne części zbroi, przymocowuję kaburę na pistolet przy lewym boku i kaburę na strzelbę w dolnej partii pleców, po czym wkładam tam broń. Uruchamiam omni-klucz, sprawdzam stan omni-ostrza, po czym poprawiam naramiennik, i wychodzę z kajuty. Po drodze, przy drzwiach Maca, staję i wołam:
- Niedługo się zacznie rozróba, nie wychodź z kajuty, choćby cię gonił napalony kroganin.
Po przekazaniu ostrzeżenia, kieruję się na miejsce spotkania, korytarz przed kokpitem.
- Możesz mi possać, i tak nigdzie nie idę! - usłyszałeś odpowiedź Maca.

Na korytarzu przed kokpitem nie było Nirvaga. Siedział nadal przy konsoli, a kiedy doszedłeś na miejsce usłyszałeś głośny odgłos wystrzelanej sondy EW. Przez okna kokpitu widziałeś, że sonda ustawiła się tak, żeby być schowana za statkiem przed wrogiem.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
- Nirvag, nie wiesz, co ugryzło Maca? - mówię do Quarianina, stając przy nim i patrząc na zegarek, żeby zorientować się, ile czasu jeszcze zostało. Następnie siadam na drugim fotelu w kabinie, zakładam lewą nogę na kolano prawej.
- Może głodówka? A może to, że nie ma wpływu na swój okręt? Nie dziw się, że reaguje alergicznie na twoje wyszczekiwanie komend, mnie też to irytuje. Tak jak Francisa, ale on ci tego nie powie, dopóki nie wsadzi ci spluwy w dupę i nie pociągnie za spust. - odgryzł się quarianin - Zresztą patrz, już ich widać. Podlatują jak do dokowania, jeśli chcesz mnie pytać, ale skan nie wykazał obecności żadnego uzbrojenia. Byliby tak głupi, żeby próbować nas przejąć abordażem? Co to ma być, dwudziesty wiek, czy co?
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
- Jedna uwaga: nie na swój okręt, tylko na mój i właściwie Francisa. Wybacz mi te rozkazy, ale brak fajek i jedzenia tak na mnie działa. - komentuję wypowiedź Quarianina. Przyglądam się okrętowi, po czym wstaję, i mówię:
- Może mają zepsutą stację radiową, i wzięli Hendrixa za opuszczony statek? W każdym razie, świta mi w głowie pewien plan, będziesz musiał mi pomóc. Ale najpierw godzi się ich przyzwoicie przywitać - wyłamuję sobie palce, i wychodzę z kokpitu, w stronę śluzy/komory dekontaminacyjnej [odpowiedniejsze słowo wyleciało mi z głowy]
[To było bardzo odpowiednie. Te śluzy powietrzne są jednocześnie śluzami dekontaminacyjnymi.]

Sluza osobowa wyposażona była w parę porządnych wrót szerokości dwóch ludzi i mieściła w sobie jakieś sześć osób. Wewnętrzne drzwi miały okienko, ale zewnętrzne już nie. Przez bulaj znajdujący się obok widziałeś powiększający się statek transportowy. Była to nieduża jednostka, nie taka jak modularne Kowloony czy Athabaski, przystosowana do przewozu tzn. drobnicy, luźnego ładunku w skrzyniach na małą skalę. Przez komunikator przy śluzie usłyszałeś głos Francisa, który siedział, jak poinformował komlink, przy konsoli kontroli wieżyczki obronnej, na dolnym pokładzie.

- Mam go już rozkurwić czy jak? Co robią ci debile, myślą, że jesteśmy jebanym kosmicznym KFC?
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
Włączam komunikator.
- Kurwa, Francis, pojebało cię do reszty? Nie wpadłeś na to, że ci idioci mają paliwo, i sami się proszą o pożyczenie znacznej ilości? Proponowałbym nakopać im do dup z bliższej odległości.
- Jak tam sobie życzysz. Zaraz tam do ciebie przyjdę. - odsapnął w odpowiedzi.

Za bulajem transportowiec urósł już na tyle, że zasłonił widok reszty kosmosu. Przepływając powoli obok was zbliżył się do stożka dokowania. Mogłeś przeczyta nazwę tego statku: MSV Eiryaku.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
Opieram się barkiem o ścianę, krzyżuję ręce na piersi, i czekając na Francisa łączę się jeszcze z Nirvagiem:
- Idziesz z nami, czy zostajesz?
Nirvag spojrzał na ciebie, jakbyś mu proponował promocję na obrzezanie.
- Dwóch głodnych idiotów ze spluwami wystarczy. Ja spróbuję im się włamać stąd. - odparł, po czym pokierował sondę EW na drugą stronę MSV Eiryaku. Transportowiec przycisnął się do waszego doku i po chwili kontrolka śluzy zapaliła się na zielono. Jednak, ku twemu zdziwieniu, nikt do niej nie wszedł.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
Naciskam przycisk otwarcia śluzy, po czym wciskam przycisk na omnikluczu odpowiadający za latarkę. Drugą ręką (prawą) wydobywam pistolet, i czekam na Francisa.
Pojawił się Francis ściskając swój ulubiony karabin maszynowy. Miał na sobie militarny webbing, do którego przypięte miał granaty, dodatkowe termoklipy, nóż bojowy, pistolet i całą masę uzbrojenia, które wyglądało, jakby się wybierał na wojnę z Rachni.

Śluza otworzyła się z cichym świstem, z waszej strony. Przez szybkę w ich drzwiach nie było widać niczego.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
Wchodzę do śluzy, dając znak Francisowi, by zrobił to samo. Następnie zamykam drzwi w naszym statku, czekam na dekontaminację i otwieram statek do MSV Eiryaku
Z Eiryaku buchnął zaduch i niezbyt przyjemny zapach. Wciągnąwszy łyk tamtejszego powietrza w płuca jednoznacznie przekonałeś się, że nikt dawno tam nie sprzątał, chociaż tlenu w powietrzu było wystarczająco dużo. Gdy postąpiliście z Francisem krok przez próg, w pomieszczeniach zapaliło się światło. Zobaczyliście wtedy pojedynczego człowieka leżącego na ziemi. Właściwie - ciało człowieka, które zaczęło się już dawno rozkładać a jego plecy były poznaczone śladami pocisków. Stan zwłok zdziwił cię - wyglądały tak, jakby ktoś zabrał rozkładającego się już trupa, wsadził do lodówki, zabalsamował, a potem wyjął i rzucił tutaj kilka godzin wcześniej. Człowiek ten leżał w dziwnej pozie, byłeś pewien, że nie zginął tutaj - podobnie, pod nim i wokół niego nie było śladów krwi. Prowadziły one z mostka, po lewej stronie, ale jak na tyle postrzałów było ich zadziwiająco mało.

Samo pomieszczenie nie było poza tym dziwne. Jeśli nie liczyć panującego tam potwornego bałaganu ze mnóstwem drobnych śmieci leżących gdzie popadnie, był to zwyczajny hol socjalny, z kuchnią i fotelami, teraz poprzewracanymi, oraz szafkami, które wyglądały, jakby zaatakowała je rodzina kosmicznych szopów.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
Oświetlając drogę latarką, i trzymając pistolet w pogotowiu idę w stronę trupa, i przyglądam mu się z bliska. Po bliższych oględzinach dają znak głową Francisowi, by szedł za mną, i kierują się w stronę mostka.
Facet wyglądał na kompletnie zmumifikowanego. Coś zatrzymało rozkład jego ciała - gdy go dotknąłeś był suchy i sztywny, jak prawdziwa egipska mumia. Wiedziałeś, że tak może się stać ze zwłokami wystawionymi na działanie próżni i wynikającego z niej zimna. Trup był niegdyś sporym mężczyzną o nazwisku Carlyle - jak głosiła naszywka na jego bluzie. Skrzydła wokół naszywki sugerowały, że był pilotem. Spod brudu i wyschniętych plam krwi zauważyłeś, że ma na sobie granatowy mundur pilota Przymierza, aczkolwiek jego nieśmiertelniki zniknęły.

Ruszyliście w stronę mostka, przeszliście przez drzwi by zadziwić się tym, co zobaczyliście. Po pierwsze, mostek, a właściwie ciasny kokpit, był całkowicie zachlapany krwią. Wszędzie, na suficie, ścianach, podłodze, instrumentach, szybach - wszędzie były plamy krwi, teraz już całkowicie zaschnięte. Na kokpicie zauważyłeś leżące w sporej liczbie małe, brązowe, idealnie okrągłe kulki, zrobione z czegoś lepkiego i zmurszałego. Po drugie, wszystkie instrumenty, kontrolki, stery i przyciski zostały metodycznie zniszczone. Część została po prostu przestrzelona bronią akceleracyjną, taką jak wasze pistolety i karabiny, część została zmiażdżona uderzeniami czegoś metalowego - jak wywnioskowałeś z całkiem sporych wgłębień w konsolecie z tworzywa. Francis zajrzał pod konsolę, odrzucając na bok wyrwany wcześniej panel.

- Wszystko jest usmażone. Ktoś sobie zadał sporo trudu, bo nie dość, że zniszczył całe sterowanie, to jeszcze popalił obwody scalone.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
Łączę się z Nirvagiem:
- Hej, nie ma sensu, żebyś się włamywał. Cała elektronika poszła się jebać. Jeśli możesz, to wypompuj paliwo z baku, ja wyłączę FTL i zostawię tutaj jakiś sygnał SOS.
Wyłączam komunikator, po czym udaję się na poszukiwania czegoś, co dałoby się zjeść. I spalić.
- Stary, nie uwierzysz... ja już się włamałem. Wygląda na to, że poza mostkiem wszystko działa. Żadna końcówka mainframe'u nie odpowiada, ale sam mainframe jest nietknięty. - usłyszałeś jego odpowiedź - Ale mam coś lepszego. Ogarniasz ten statek? Przesyłam ci jego plany. Przyjrzyj się i powiedz mi, czemu jednostka handlowa ma na pokładzie zamontowa... BZZZZT!...ak na jednostkach waszego Przymierza?

Po sekundzie na omnikluczu pojawił się plan MSV Eiryaku.

- Hej, c... BZZZZT! ...działa, nie wi...BZZZZT! ...stamtąd! - usłyszałeś jeszcze, po czym radio zamilkło. A przez okno mostka widziałeś, jak na Hendrixie gasną wszystkie światła.
Młodość i niedojrzałość mijają z czasem, ignorancję pokonać można nauką, a pijaństwo trzeźwością, za to głupota jest wieczna. - Arystofanes
- Kurwa. - mruczę pod nosem, drapiąc się po dwudniowym zaroście. Przyglądam się bliżej planom statku, by stwierdzić, co jest w nich takiego podejrzanego.
← Sesja ME
Wczytywanie...