Sesja Lei

[ Ilustracja muzyczna do kilku następnych postów, jeśli chcesz ]

Czerwone i żółte słońca Tatooine zachodził już za horyzont, powoli tonąc w bezkresnych falach piasku Morza Wydm, przynosząc upragnione ukojenie od morderczego żaru mijającego dnia.
Mistrz Okto spoglądał przez lornetkę, niestrudzenie szukając jakichkolwiek śladów waszych "obiektów".
- Ech... Nic z tego. - powiedział wreszcie zrezygnowany - Do tej pory musieli już wrócić do swojego obozowiska. Albo spróbujemy dotrzeć tam przed nocą, albo wrócimy do osady i wznowimy poszukiwania o świcie.
To już drugi dzień, w którym smażyliście się w słońcach pustyni, szukając jakichkolwiek śladów Ludzi Piasku, którzy napadli i porwali karawanę mającą dowieźć zapasy wody i żywności do osady, w której się zatrzymaliście. Jak dotąd rezultaty były mizerne i poza określeniem ogólnego kierunku przemieszczania się Tuskanów, nie zdołaliście znaleźć ani ich, ani porwanych handlarzy. A czas naglił.
Proponuję Mistrzowi Okto byśmy wrócili do osady i jutro skoro świt wznowili poszukiwania. Jeszcze przed zapadnięciem zmroku chciałam porozmawiać z tubylcami by dowiedzieć się o ewentualnych "kryjówkach" na planecie Tatooine.
Gdy wraz z poduszkowcem dotarliście do niewielkiej, pogrążającej się w mroku zachodzących słońc osady, chłód nocnej pustyni zaczął już wpełzać wam na plecy. Panowała tu ciężka, nieprzyjemna wręcz cisza, tylko kilka świateł świeciło się w oknach altanek. Można było odczuć niemal namacalnie, jak osadnicy podupadli na duchu wobec perspektywy powolnej głodowej śmierci po stracie karawany.
Odłączam się od Mistrza Okto. Długo snuję się ciemnymi alejkami osady. Powoli tracę nadzieję, że dziś coś zdziałam. Przechodząc przez ostatni zakręt po którym planowałam zawrócić, spostrzegam dwie postacie. Przybliżając się ku nim w oddali widzę miejsce przypominające bar. Bez obawy, że ta dwójka to jedyni których spotkałam idę na przód do środka tam gdzie świeci się światło.
[ Ilustracja ]

W smudze światła padającego na spieczoną uliczkę osady leniwie wirowały pyłki, drobiny piachu i kurzu. Przed wejściem przyciszonymi głosami rozmawiało dwóch osadników. Otworzyłaś drzwi i zobaczyłaś dość mocno zapełniony, ale względnie spokojny bar, w którym pośród kilku Rodian, Twi'leków i przybyłego tu nie wiadomo skąd Jawy przeważali ludzie. Byli to głównie mieszkańcy osady, w związku z czym atmosfera lokalu odbiegała od realiów większych tatooińskich mordowni, w "metropoliach" takich jak Anchorhead czy Mos Ila. Co prawda i tutaj znalazło się dwóch Bików odwalających chałturkę na saksofonach, paru maniaków pazaaka przegrywających ostatnią koszulę, czy solidną lutę w tutę po ciężkim dniu na pustyni, ale próżno było szukać wykwintnych strzelanin, egzekucji czy mafijnych porachunków.
Po wejściu siadam przy barze. Sympatyczny barman od razu odbiera ode mnie zamówienie. Czekając na napój rozglądam się po lokalu.
(Mam pytanie, czy osadnicy wiedzą że Jedai Okto i jego uczeń szukają porwanej karawany? i czy nas kojarzą?)
[ Tak, wiedzą i kojarzą ]

Znajome i nieznajome twarze i gęby migały ci to tu, to tam, rozmawiając z innymi, patrząc w ścianę lub wychylając swój napitek. Sympatyczny (na tyle, na ile sympatycznym mógł być przestarzały droid protokolarny) barman podszedł do ciebie, hałasując mechanicznymi stawami, i postawił przed tobą zamówiony trunek.
- Proszę, pani Madyo. Czy mijający dzień przyniósł jakieś postępy? - zapytał z zaprogramowaną uprzejmością.
- Eh dziękuję, ciężko tu mówić o postępie ale się nie poddajemy. Właśnie jestem teraz w tej sprawie. Czy wiesz lub znasz kogoś kto mógł by nam wskazać opuszczone miejsca w okolicach osady o których mało kto już pamięta?
Droid przez chwilę zastygł w bezruchu, zapewne przeszukując protokoły pamięci.
- Przypuszczam, że pan Paot mógłby być pomocny. Podobno kiedyś był myśliwym, ale skończył z tym jakiś czas temu. - wskazał gestem pijącego przy barze Twi'leka o żółtej skórze.
- Dziękuję za pomoc, mam nadzieję że będzie chętny na rozmowę.
Podchodzę do pana Paota przedstawiam się i pytam czy mogę się dosiąść.
Twi'lek otaksował cię pobieżnie wzrokiem i wzruszył ramionami, wychylając kolejny łyk swojego drinka.
Siadam obok żółtego Twileka.
- Panie Paocie, słyszałam, że jakiś czas temu był pan myśliwym. Pewnie dobrze znane są panu tereny osady? Czy w okolicy podejrzewał by pan jakieś miejsce na potencjalną kryjówkę Ludzi Pustyni? Nie chciała bym być nachalna ale proszę się zastanowić, taka informacja była by ogromną pomocą w poszukiwaniach.
Twi'lek spojrzał na ciebie przelotnie i leniwie wychylił kolejny łyk.
- Panienko, całe Morze Wydm, ba - całe Tatooine jest kryjówką Tuskanów. Równie dobrze można by szukać zgubionego w piasku kolczyka. - uniósł dłoń, dając sygnał droidowi-barmanowi by napełnił ponownie jego szklankę. - W promieniu trzydziestu kilometrów znajdują się trzy miejsca, które, posługując się tą terminologią, można nazwać "kryjówkami". Jeśli chodzi o poszukiwania naszych dostawców, najpewniej mogli zabrać ich do osady. Ale jaki jest w tym cel? - odwrócił się do ciebie na stołku - Skąd pewność, że w ogóle jest kogo ratować? Niby dlaczego Tuskanie mieliby brać jeńców podczas napadu? A nawet jeśli, to niby jak ich stamtąd wyciągnąć? Zapukać i grzecznie poprosić? - przeniósł wzrok z powrotem na pełną znów szklankę.
- Skąd w panu tyle rezygnacji? komu jak nie osadnikom powinno najbardziej zależeć na tym by odebrać co im skradziono? Inaczej takie sytuacje z Ludzmi Pustyni nie będą miały końca..
Twi'lek prychnął, odstawił szklankę na blat i wpatrując się w nią wycedził:
- Takie sytuacje z Ludźmi Pustyni mają miejsce od zawsze i nie zaradzi temu nikt, jeśli nie wybiłoby się ich do ostatniego. Gdyby żyła tu pani tyle, co ja i tyle czasu co ja spędziła z bronią w ręku po pas w gorącym piachu, wiedziałaby pani skąd we mnie tyle rezygnacji.
Ponownie uniósł szklankę do ust i przechylił.
- Czy mogę służyć czymś oprócz niezbyt motywującej porady?
- Bardzo przepraszam jeżeli jakkolwiek pana uraziłam. Jednak gdyby Pan zmienił zdanie myślę że pana doświadczenie było by przydatne dla mnie i dla mistrza Okto. Wie Pan gdzie nas szukać..
Odstawiam szklankę, zamieniam pożegnalne zdanie z droidem-barmanem i wychodzę
z baru. Zrezygnowana wracam na spoczynek.
W chacie, którą zajmowaliście, zastałaś już mistrza rozmawiającego z jakimś Jawą. Nie znałaś tego języka, więc popiskiwania karzełka i podobne dźwięki w wykonaniu Okto nie przestały cię bawić. Mistrz spostrzegł twoją obecność i uśmiechnął się.
- Ach, dobrze że jesteś. Co tam nowego? Znalazłaś coś użytecznego?
-Dzisiejszy dzień nie należy do udanych. Rozmawiałam z byłym myśliwym Panem Paotem, ktory teoretycznie mogl by nam pomoc ale jest totalnym pesymistą. Poza tym że straszny spokój w okolicy.. A już mamy plan na jutro? Kto to?
- To Zizi, jeden z handlarzy Jawów, który był uprzejmy podzielić się ze mną pewnymi przypuszczeniami na temat położenia zakładników i ich porywaczy. - uśmiechnął się do karzełka w kapturze, który zapiszczał coś szybko, trzęsąc się przy tym odrobinę. - Jeżeli zdołałabyś... przekonać... Paota do zmiany lub chwilowego odstąpienia od swojego światopoglądu na rzecz lepszej sprawy, mielibyśmy i wiedzę i środki - znów uśmiechnął się do Jawy - do podjęcia odpowiedniej akcji.
- racja! muszę go przekonać, może jeszcze zastanę go w barze!
W biegu wychodzę i mijam ponownie tą samą drogę, jednak tym razem z określonym celem. Po wejściu do środka, rozglądam się po lokalu szukając Pota..
← Sesja SW
Wczytywanie...