Sesja Kiyuku

W kilka minut docierasz do komnaty, w której poza wyrzeźbionymi w ścianach słowami znajdują się jedynie ciała dwóch martwych Jedi.
- No tak, ci... jak im tam było... nieważne. - mówię cicho, lustrując wzrokiem ciała rycerzy. Podchodzę do postumentu z kryształem, biorę go do ręki i wkładam do plecaka.
Zabrawszy wszystko, co było do zabrania wyszedłeś przez ciężkie wrota grobowca do tętniącego życiem i kolorami lasu Tythona.
Rozglądam się w poszukiwaniu właściwej drogi. Za pierwszym razem nie wracałem stamtąd, a za drugim niósł mnie ten miernota, Saram. Próbuję w myślach odtworzyć swoją drogę ze Świątyni. Po chwili, kieruję swe kroki w stronę, którą uznaję za właściwą.
Być może rzeczywiście zagubiłbyś się w leśnej plątaninie kolorowego gąszczu i krętych ścieżek, ale wystarczyło skupić się przez chwilę, by doskonale wyczuć duże skupisko Mocy nagromadzonej wokół wielu istot zamieszkujących to, co kiedyś nazywałeś domem.
Zbliżając się przez las do Akademii ponownie poczułeś w sobie lekki dysonans. Część ciebie wiedziała doskonale dokąd i po co zmierza, aż drżąc z podniecenia na myśl o nadchodzącej masakrze, pozwalającej wykorzystać nowe (od wieków nie używane) umiejętności.
Część ciebie czuła także palącą potrzebę, by ze wszystkich sił powstrzymać się (jego) od dokonania tego.
Zatrzymuję się na chwilę i (jako, że przechodzę przez las) siadam na obalonym pniaku, by pomedytować.
- Zaraz, po co mam medytować! Mógłbym w tym czasie już dojść do świątyni i wykorzystać swoją potęgę! - krzyczę jednak w las zrywając się do pionu. - Po co jednak mam zabijać? Mógłbym się tam wkraść i po prostu zabrać ten statek. Albo w ogóle nic nie robić. - dodaję po chwili już łagodniejszym głosem. - I miałbym przepuścić okazję na pełne wykorzystanie potęgi Mocy? - znów krzyczę w las. Nikt nie odpowiada. Cisza. Tylko nie w moich myślach. Wreszcie, kończąc tą bitwę osobowości, głośno wypuszczam powietrze, zamykam oczy, i próbuję się wyciszyć. Nie udaje się. Nie czuję nic. Oprócz gniewu.

Zdecydowanie ruszam w stronę świątyni.
Las stawał się coraz rzadszy, a ty schodząc coraz stromiej na nizinę, w której usytuowana była świątynia, widziałeś coraz wyraźniej jej zarys, aż w końcu byłeś w stanie dostrzec światła rozjaśniające niektóre z okien na piętrach i parterze, gdy niebo przyjmowało już pastelową, różową barwę, szykując się na nadejście zmroku.
Odpinam miecz od pasa, jednak nie włączam go jeszcze i idę w stronę głównego wejścia do świątyni. Jeśli się nie pośpieszę, to zamkną główną bramę. Chociaż w sumie, wyważenie czegoś tak małego, jak kilkumetrowe, pilnowane przez strażników, drewniane wrota, nie było czymś spektakularnym.
Zbliżając się do bramy zauważyłeś wśród świątynnego ogrodu jednego ze znanych ci adeptów.
- Kyle! Skąd wracasz o tej porze? - zawołał pogodnie, zaskoczony twoim widokiem - Mistrz Kendar już skończył?
Gdy się zbliżyłeś, uśmiech na jego twarzy przygasł i zdało ci się, że wyczuł wokół ciebie coś, co bardzo go zaniepokoiło. Albo raczej przeraziło.
Podchodzę do niego.
- Tak, mistrz Kendar już skończył... - mówiąc to zdanie, łapię go za prawe ramię i włączam miecz - ...z tym światem. - dokańczając, ciągną go na miecz, nabijając go na niego aż po rękojeść. Odpycham jego truchło i rozglądam się za ewentualnymi świadkami. Znaczy się, przeciwnikami.
W bezpośrednim pobliżu nie dostrzegasz nikogo. Ciało jedi (jak on miał na imię?) upadło w między krzaki. Dopiero nieco wyżej, u szczytu schodów na ganku, dostrzegasz głowy dwóch rozmawiających rycerzy.
Uśmiecham się półgębkiem. Skupiam się i próbuję użyć dwóch mocy, dwiema rękami jednocześnie. Błyskawice Mocy i Przyciąganie Mocą? Zobaczymy co z tego wyjdzie... Wyciągam obie ręce stronę głów i skupiam się w Mocy. Po prawej, a chwilę później po lewej ręce zaczynają latać malutkie błyskawice...
... które niemal natychmiast urosły, by wylecieć z iście błyskawiczną szybkością w stronę niespodziewających się niczego Jedi. Charakterystyczny dźwięk towarzyszący tej technice i bolesne krzyki porażonych rozdarły nocną ciszę, wraz z blaskiem szalejącej fioletem i zniszczeniem Mocy, która równie szybko targnęła oboma ciałami, wciąż maltretowanymi przez wyładowania elektryczności, przyciągając je nad ziemią przez dzielące cię od nich kilkanaście metrów. Krztusząc się już z bólu i zginając niemal w pół obaj bezbronni Jedi zawiśli tuż przed tobą jak dwie lalki, targane obłędem lalkarza.
Powstrzymuję się, by się nie roześmiać. Ból obu Jedi sprawia mi sadystyczną przyjemność, niemalże porównywalną do zabijania. Cofam ręce, na chwilkę, by "wygasić" błyskawice, i skupiam się w Mocy, Czuję dosłownie, jak przepływa przez moje i ich ciała. Wyciągam ręce, teraz już nie, by porazić ich błyskawicami. lecz po to, go Mocą zacisnąć ich tchawicę. Podnoszę ich Mocą, usatysfakcjonowany tym, że zaraz się uduszą.
W rzeczy samej, mężczyźni podnieśli jeszcze ręce do szyi, jakby chcieli zdjąć zaciskające się na nich niewidzialne pętle, lecz po chwili zwiotczeli zupełnie bez oddechu.
Jednocześnie w miejsce, w którym przed chwilą stali, ze świątyni wybiegło trzech rycerzy z mieczami w rękach, którzy szukając źródła Mocy ujrzeli ciebie, trzymającego przed sobą w powietrzu dwa martwe już ciała.
Robię zamach i rzucam włączonym mieczem, którym steruję Mocą, tak by przeciął jednym cięciem ich klatki piersiowe.
Pierwszy Jedi rzeczywiście został przecięty w pół. Jednak jego dwaj kompani byli już czujniejsi. Jeden zdołał przycisnąć swoje ostrze do siebie dość szybko, by twoje jedynie otarło się o jego ramię wytrącając z dłoni broń, drugi zaś sparował miecz w bok tak, że wbił się on w jedno skrzydło drzwi.
Skupiam się, i próbuję podnieść ich Mocą, by oddalić ich na chwilkę od siebie, po czym zderzyć ich ciała z całym impetem.
Obaj unieśli się nad ziemię. Obaj polecieli jeden na drugiego, lecz jeden odbił się nogami od kolegi wykonując backflipa i lądując na ziemi, podobnie jak jego kolega. Następnie obaj, z dwóch stron, wykonali długie skoki w twoim kierunku, przygotowując w powietrzu ciosy.
Skupiam się, i staram się uderzyć w nich Mocą. Jeśli mi się uda, miałbym czas na przyzwanie mojego dalej tkwiącego we wrotach miecza.
← Sesja SW
Wczytywanie...