"Star Wars: Episode VII" – nowy reżyser, stary Han Solo?

Kiedy pomyślę, że ledwie dwa dni temu rozmawiałem o możliwości ekshumacji pewnych postaci i pomysłów, które miałyby zapewnić sukces nowym "Gwiezdnym Wojnom", a dziś moje domysły okazują się nie być jedynie gorzkim dowcipem, ogarnia mnie pusty śmiech. To, że George Lucas nie będzie miał nic wspólnego z nowym epizodem "Gwiezdnej Sagi" nikogo nie zaskoczyło. Zaskoczyć może jednak osoba domniemanego reżysera, bo jeśli chodzi o Harrisona Forda...

harrison ford, han solo, star wars

... to okazuje się, że Lenin wiecznie żywy! Odtwórca roli najsławniejszego przemytnika, wedle anonimowych, aczkolwiek zaufanych źródeł, na które powołują się choćby InsideMovies czy CNN, jest żywo zainteresowany udziałem w produkcji datowanej na rok 2015. Co więcej, w głowie Harrisona Forda odżyć miał też pomysł uśmiercenia Hana Solo, który aktor przedstawił Lucasowi przy pracach nad "Powrotem Jedi", nie znajdując wówczas aprobaty reżysera.

harrison ford, han solo, star wars

Jeśli to prawda, a niestety wiele na to wskazuje, to co czeka nas dalej? Idąc moim przedwczorajszym tokiem rozumowania "Epizod VII: Powrót Żywych Trupów" nie może obyć się bez kolejnej, nieśmiertelnie kultowej postaci. Na to jednak, mam nadzieję, szanse są znacznie mniejsze. Po pierwsze dlatego, że w odróżnieniu od Harrisona Forda Mark Hamil nigdy nie miał zbyt wiele wspólnego z aktorstwem i jego brak dla nikogo nie będzie odczuwalny. Po drugie zaś, ślicznych i nijakich chłopczyków do odtwarzania jednowymiarowych głównych ról (niestety) nigdy nie zabraknie. Z resztą, jakby to wyglądało...

mark hamil, luke skywalker, star wars mark hamil, luke skywalker, star wars

Ostateczny wygląd całej produkcji zależeć będzie od reżysera. Tym, wedle doniesień collider.com, ma zostać Matthew Vaughn, który dał dotąd poznać się szerszej publiczności za sprawą scenariuszy "X-Man: Pierwsza Klasa" czy "Gwiezdnego Pyłu". Czy to jednak wystarczy na zapewnienie odpowiedniego poziomu produkcji tak obarczonej ciężarem oczekiwań pokoleń fanów? Czy może raczej wskazuje to kierunek, w którym wytwórnia Disney'a zamierza poszerzyć granice odległej galaktyki?

mathew vaughn, star wars

Komentarze

0
Gość_* ·
W roli Luke'a Skywalkera nie wyobrażam sobie nikogo poza Markiem Hamillem. Cieszę się, że stara ekipa wraca na plan. To jest coś, po tych wszystkich midichlorianach i Jar Jar Binksach. Mam nadzieję na powrót ducha dawnych czasów w filmowych SW.
0
·
Tylko nie te gęby...
0
Gość_Pinatu* ·
Moim zdaniem, najlepiej by było, by epizod VII był niejako prequelem serii (tak jak Star Trek (XI) J.J. Abramsa) - tak, wiem że epizody I-III miały to za cel, ale moim zdaniem nawet pięt nie sięgają "ORYGINALNEJ" trylogii - mimo że sam Lucas za nie odpowiadał poza nawałem efektów specjalnych to zwykła miernota. Równie ciekawym pomysłem byłoby zaczerpnięcie histori opowiedzainych w obu częściach KOTOR-ów (oczywiście sam zarys, gdyż gra sama w sobie dawała na tyle dużo swobody, że trudno byłoby przenieść to na ekrany kin). A co do reanimacji starych aktorów, to któż jeszcze dziś o nich pamięta (poza fanami pierwszej trylogii ) ? Teraz się robi filmy dla mas, by zarobiły jak najwięcej, a nie, by miały w sobie coś interesującego (Avatar). Taki np. Indiana Jones IV, był nie tylko przeciętny, był słaby i to przez duże "S". Oby nie spotkało to STAR WARS, ale to raczej nieuniknione, zwłaszcza że już wydano informacje że będzie również część VIII oraz IX - a nie wiadomo nawet jak się przyjmie siódemka.
0
·
Pierwsza myśl jak zobaczyłem Luke'a? Luke przeszedł na ciemna stronę mocy. Normalnie jakby spędził ostatnie lata realizując radosne hasło 'dziwki, koks i lasery'

Co do realizacji KOTORów to wcale a wcale nie było by to trudne. Tam jest owszem ciekawa historia ale prostacko poprowadzona.

wjazd na chatę (statek) -> 4 planety, 4 mapy -> zwrot akcji -> finał.

Bioware to bardzo wtórna firma patrząc na nią od czasów Kotora. Nic dziwnego, że jej włodarze się wypalili, tyle lat klepać to samo... Mass Effect? Dragon Age? Wszystkie części tych gier były na tym samym szkielecie!

A Disney i SW to jak dla mnie dobra rzecz. Starczy już mi XXXX wydania Starej/nowej sagi. A sama firma jest wieeelka. Mają nie tylko myszkę Miki ale i Piratów, grzebali przy 6 zmyśle, horrorach, bajkach, baśniach.
Skoro potrafili )podobno bo sam fanem nie jestem) zadowolić fanów marvela, ba, dać im ponoć najlepszy film z serii to... czemu mają skopać SW?

U Lucasa już dawno trupem śmierdziało, dobrze jest jak jest i pozostaje czekać na więcej informacji.
0
·
Mi tam się podoba, że jest stara ekipa i jaka ona jest. VII epizod jako wydarzenia z rebelii po latach. Jak wiele przeszli, jak mogło ich to zniszczyć, czy wzmocnić. Poza tym charakteryzacja swoje poprawi.
0
·
Mnie to nie przekonuje, może i jest w tym sporo uprzedzenia, bo właściwie nic nie wiemy, ale mam prawo mieć obawy, powrót do Star Warsów może być jedynie próbą zarobienia sporych pieniędzy, a jak to często bywa w takich przypadkach, brak pomysłu na ciekawą fabułę, którą wypierają efekty specjalne i dużo akcji. Jednak szukajmy pozytywów, choćby taki Bond, po Quantum of Solace pojawiło się dużo głosów krytyki, nowy Skyfall okazał się bardzo dobry, nadchodzący Hobbit też zapowiada się dobrze, a to w końcu filmy które rozgłos mają zapewnione dzięki słynnym poprzednikom, więc można tu dostrzec pewne analogie.
0
·
Kilka lat po premierze ostatniej części sagi Gwiezdnych Wojen niespodziewanie pada oficjalna zapowiedź kontynuacji - zauważyliście, że to zdanie jest tak samo aktualne teraz, jak też i było w 1993 roku? Nie pamiętam skądinąd tamtych czasów, ale wtedy informacja o powstających prequelach starwarsów także musiała wzbudzić kontrowersje. Więcej - otwierające nową trylogię "Mroczne Widmo" jest uznawane za najsłabszy epizod spośród całej szóstki. A jednak jakoś się broniło, zaś w kolejnych dwóch filmach tendencja była zdecydowanie zwyżkowa. 20 lat temu nikt nie myślał o GW (i nie mam tu na myśli Gazety Wyborczej) inaczej niż jak o trylogii (może oprócz Lucasa himself), za to do niedawna saga Gwiezdnych Wojen funkcjonowała w świadomości zbiorowej? kulturze masowej? świadomości popkultury? jako 6 epizodów. Świat się zmienia.

Jasne, że marka tego pokroju zawsze będzie świetną maszynką do robienia pieniędzy - i choćby zrobili z tego arcydzieło, i tak znajdą się malkontenci, którzy stwierdzą że to komercha i odcinanie kuponów. A ja jednak udzielam kredytu zaufania Disneyowi (i Lucasowi, który wszak jest "konsultatem kreatywnym" projektu) i liczę na kawał dobrej roboty (a niech będzie i arcydzieło, a co!), godnej słów "Star Wars" na początku tytułu. Czuję, że ożyje we mnie fascynacja SW, i chyba będzie nawet w pewnym sensie dojrzalsza - 10 lat temu generalnie olewałem fabułę i jarałem się walkami na miecze świetlne, i tym sposobem byłem wielkim fanem Gwiezdnych Wojen! Już mam pretekst do obejrzenia sagi po raz niepierwszy... Tak czy inaczej - czekam z niecierpliwością.

PS: I powiem wam, że jak sobie wyobrażam niedaleką przyszłość, kinowy ekran, napis "A long time ago in a galaxy far, far away", uderzenie pierwszych dźwięków doskonale znanej, orkiestralnej kompozycji, wielkie logo złotymi literami i tekst sunący pod kątem na tle gwiazd, to przechodzi mnie dreszczyk. (Jak zmienią czołówkę to się wku... rzę jak dawno! )

PPS: Druga dobra wiadomość: w nieunikniony sposób nadejdzie kolejna część Lego Star Wars!

PPPS: Tak bardzo musiałem gdzieś wylać i upublicznić swoje opinie na ten temat, że wróciłem tu, żeby napisać pierwszego posta od... od... sprawdźmy... dwóch i pół roku! Chwila jednak minęła... Choć może i nie tak długa. Ktoś jeszcze mnie pamięta? Jeśli bywaliście swego czasu na subforum Gothica, to nie wierzę że nie...
0
·
Zgadzam się z przedmówcą. Sporo wody przepłynęło od czasu ostatniego filmu SW i myślę że twórcy nauczą się czegoś poprzez błędy nowych części.
Nie chciał bym jednak by na siłę wciskać stare postacie czy aktorów do nowych części. Come on! Jak świeżość to świeżość. Myślę że warto wykreować nowe postacie zamiast oglądać te same oklepane szablony.
0
·
Nie wierzę, że z tego wyjdzie coś dobrego. To Disney. Oni robią bajki.
0
·
Tru, tru. Najnowszej trylogii nic by tak nie zabiło, jak naoglądana, napodziwiana i nauwielbiana do porzygu, a do tego stetryczała gromada z lat '77-'83... Zresztą po prequelu widać doskonale, że wprowadzenie nowych bohaterów było strzałem w dziesiątkę. Potrzeba nowym Wojnom świeżej krwi. I liczę po cichu, że doczekamy jeszcze kilku kreacji wyrazistych i fascynujących, które zyskają rangę ikon popkultury pokroju Dartha Vadera czy mistrza Yody...

Oczywiście stara gwardia będzie jak najmilej widziana przeze mnie, byle z umiarem (nie cała ekipa ze starej sagi na siłę) oraz w rolach epizodycznych, a nie głównych.
0
·
Będzie tak jak zawsze. Najpierw wszyscy klęli i zarzekali się, że masakra, ze co to będzie. Setki gifów i obrazków kpiących ze SW i Lucasa. Teraz już krzykacze cichną i do głosu dochodzą ci co akceptują cała sprawę. A za rok albo dwa maszynka ruszy pełną parą i zacznie się wielkie odliczanie i czekanie na premierę. A co potem? Od nowa ruszą fabryki gadżetów, kolejki przed kinami, nowe serie gier itd. itd. I tylko pozostanie sobie gdzieś grupa niewzruszonych nerdów ciągle twierdząca, że jedyne tru i prawdziwe SW to są te sprzed 50lat...
0
·
Produkcja zabawek itp. to rzecz całkowicie wtórna wobec filmu. Czy będą na tym kosili kasę, czy nie - jego jakości nie poprawi. Nerdzi, nerdami ale sam fakt obecności grupy która neguje wszystko, nie musi oznaczać automatycznie, że przyszłe Gwiezdne Wojny są super, tylko ta "banda" co zwykle temu zaprzecza. Dla mnie na przykład fakt, że za kamera nie stanie Lucas, jest atutem tego filmu i szansą na nowy start. Części I-III nie trafiły do mnie, uważam je co najwyżej za oczotrzepne widowisko pod popcorn, które przez spojlowanie przyszłych wydarzeń psuje odbiór klasycznych cześć IV - VI.
0
·
Chodzi o to, ze SW to jest przedewszytskim biznes. Nikomu nie chodzi o robienie dzieła sztuki, ambitnego kina SF czy czegoś w tym stylu. To od początku do końca ma się sprzedać.
0
·
"A ciemny lud to kupi". Jasne, że chodzi o kasę. Jak ktoś nie wierzy w jakiekolwiek artystyczne zamiary Holywood (rozumianego jako ogół przemysłu wysokobudżetowych filmów i seriali w USA), to zawsze może sięgnąć po kino niszowe, niezależne, offowe, alternatywne, artystyczne, ile nazw by się nie wymieniło - wiadomo, o co chodzi. Festiwal Sundance, te sprawy. Albo oglądać stare filmy. Albo czytać książki. Mimo wszystko, ja wolę oceniać oglądany film pod kątem tego, czy... mi się podobał. Mało mnie interesuje jego budżet, domniemane zamierzenia twórców, marketing (i nie mówię, że nigdy się przez żadną kampanię reklamową nie dałem na nic skusić, bo bym skłamał). Disneyowcy to nie Caritas, Lucas to nie matka Teresa z Kalkuty. Gdybym był na ich miejscu, też bym chciał się "nachapać". I tak liczę na trzy dobre filmy, po cichu (lub głośno, ale anonimowo) marząc sobie, że będą rewelacyjne i wgniatające w fotel (nie tylko wtedy, gdy się zobaczy ilość cyferek w rubryczce "całkowity dochód").

Ekh, tak z ciekawości: zaliczasz sam siebie do tej grupy nerdów?
0
·
Ja? Hmmm, raczej nie. Po pierwsze: myślę, że Disney da radę, mając taką markę raczej nie będzie ryzykował filmowego "epick fail", nowy reżyser (Abrams) pokazał, że potrafi kręcić filmy SF. Oczywiście, mogę się mylić i istnieje szansa, ze wyjdzie im gniot . Po drugie i pierwsza trylogia jest dla mnie nierówna. Delikatnie mówiąc bardzo lubię "Imperium", "Nową Nadzieję", ale "Powrót Jedi" już tak sobie.
0
·
Nie, nie my się nie zrozumieliśmy . Ja nie jestem jednym z tych co krzyczą, że Holywood i wszystko co stamtąd pochodzi jest złe, bo komercha i kasakasakasa. Jestem zdania, że USA jest w stanie zrobić dużo dobrych i bardzo dobrych filmów. I to nie tylko nastawionych na kasę (jednak ten aspekt zawsze gdzeiś tam się pojawia i dobrze, bo uważam, ze to całkiem zdrowe).

Mi chodzi o to, że akurat seria SW to jest produkt i symbol w jednym. To trochę tak jak z CocaColą. Stoją za tym takie pieniądze i rzesze specjalistów od PR, marketingu, psychologów itd. itd., że to po prostu nie może się nie udać. Nikt nie powie, że CocaCola zniknie z rynku i tak samo nikt nie może powiedzieć, że SW będą klapą. Będą sukcesem bo tak to wszystko zostanie zmontowane. Jedni pójdą z ciekawości, inni się złapią na hak marketingu, a inni tylko pójdą po to, by zgrywać malkontentów i narzekać. Ale pójdą, wszyscy. Kolejne pokolenie wychowa się na Gwiezdnych Wojnach i przypuszczam, że tak będzie jeszcze dłuuuuuugo.


@Raph: Nie, nie jestem 'tym' nerdem. Jak dla mnie świat Gwiezdnych Wojen jest bardzo cieniutki. Ciężko te filmy nazwać SFem moim zdaniem. To bardziej taka baśń, albo bajka fantastyczna ubrana w realia SF albo w panierce pt: "przyszłość, statki kosmiczne i lasery bajery".
0
·
Rozumiem Twoje stanowisko. Marka zarobi krocie niezależnie od jakości produkcji - a jakość produkcji i tak będzie najwyższa, przynajmniej jeśli chodzi o efekty specjalne i generalny rozpierdziel na ekranie. Czy będzie za tym stało coś więcej - będzie i pozostanie kwestią kontrowersyjną. Fani pełni ślepej miłości (lub 10-letni chłopcy) będą chwalić i największy gniot, fani hardcore'owi i nerdowaci (o których mówiłeś) - nie zostawią suchej nitki choćby na arcydziele. Mam nikłą acz żywą nadzieję, że przez najbliższe dwa lata nie przeczytam ani nie usłyszę ani jednego newsa na temat VII - ot tak, żeby nie mieć skrzywionej opinii, tylko swoją własną (i żeby się nie zaspoilować, too).

Że Star Wars to baśń - a i owszem. Wieśniak dowiaduje się, że jest królewiczem, i jako jedyny może obalić swego ojca-tyrana. Naiwne, prawda? Parę morałów, Dobro pokonuje Zło, ale czasem trudno wybrać jedno z nich, każdy jednak zasługuje na swoją szansę (Vader, ale także Solo).

Możesz podać przykład prawdziwego SF? (Nie kwiestonuję Twojej opinii... Nie znam się. Pytam, bo wierzę, że podrzucisz mi coś mniej bajkowego, a bardziej fantastyczno-naukowego do przeczytania/oglądanięcia).

Btw, czy na tym forum jest jeszcze instytucja słownika? Bo coś go nein dostrzegam... A był, klikałem i się wkurzałem jak mi podkreślał milion słów będących albo nazwami własnymi z gier, albo netowym slangiem
0
·

Cytat

. Marka zarobi krocie niezależnie od jakości produkcji - a jakość produkcji i tak będzie najwyższa, przynajmniej jeśli chodzi o efekty specjalne i generalny rozpierdziel na ekranie. Czy będzie za tym stało coś więcej - będzie i pozostanie kwestią kontrowersyjną. Fani pełni ślepej miłości (lub 10-letni chłopcy) będą chwalić i największy gniot, fani hardcore'owi i nerdowaci (o których mówiłeś) - nie zostawią suchej nitki choćby na arcydziele.


Amen. Nic dodać, nic ująć.

Niestety obawiam się, że unikanie newsów o SW będzie karkołomnym zadaniem. Jak już maszynka marketingowa się na dobre rozkręci to Saga będzie wszędzie, od Teleekspresu zaczynając, a na płatkach śniadaniowych kończąc .

Co do prawdziwego SF to widzisz... ja jestem trochę oldschoolowcem. Dla mnie prawdziwe SF to takie trochę futurologiczne wróźbiarstwo, tzn. bierzemy jakiś problem, rozkładamy go na czynniki pierwsze i ekstrapolujemy jak może wygladać w przyszłości. Problemy mogą być różne: od kwestii technologicznych (jak np. czy postępująca komputeryzacja i cyborgizacja doprowadzi nas do powstania Matrixa? ) do np. socjologicznych (np. wyobraźmy sobie, że ulega odwrócenia drabina społeczna i zamiast patriarchatu mamy matriarchat czyli ogólnie następuje zamiana ról płci). Z książek polecam poczytać sobie Lema (Niezwyciężony i Eden to klasyka (kwestia nawiązania kontaktu z innymi rasami), Solaris to już trochę wyzsza szkoła jazdy), Dicka (opowiadania (ten gość chyba pisał o wszystkim. od zautomatyzowancyh fabryk, przez narkotyki, a na roboodkurzaczach (!) kończąc), Carda (Gra Endera i caly cykl (odpowiedzialnosc, mechanizmy wladzy)), Łukjanienki (seria Głębia (taki Matrix tylko ze fajniejszy) i inne), Heinleina (Starship Troopers - wbrew pozorom niewiele ma wspólnego z tym co pokazano w filmie). Z całych światów, które wydają mi się dojrzalsze niż te przedstawione w SW to oczywiście cykl Diuna (pierwszy tom lekki, im dalej tym trudniej) albo cykl o Hyperionie. Z filmów to obejrzyj sobie ekranizacje wyżej wymienionych (Raport mniejszości, Scanner Darkly, Blade Runner, AI, Diuna, Dzieci Diuny, Moon)

EDIT

Na myśl przychodzi mi jeszcze Pan Zajdel i jego SF pokroju Paradyzji czy Limes Inferior (porusza kwestie społeczne). Ogólnie wystarczy sięgnąć po chyba każdego starszego piszarza, by zagłębić się w zupełnie inne podejści do SF niż to panuje obecnie.
0
·
Skoro już Zajdla przywołujemy, to i bez "Cylindra van Troffa" się nie obejdzie

Ale nie o licytacji na klasyki gatunku tu mówimy, bo utoniemy wspólnie w powodzi wspólnie podawanych przykładów. Obaj trzej panowie dopowiedzieliście większość tego, co można powiedzieć jeszcze o mechanizmie produkcji sukcesu, którym tak czy inaczej w różnych wymiarach będzie kolejne SW, choćby nawet w żadnym z tych wymiarów nie było wybitnym osiągnięciem.
Jednak nie mogę zgodzić się z tym, co powiedziałeś, Ekh, na temat potencjału SW jako uniwersum.

Świat Gwiezdnych Wojen jest cieniutki? Jaki więc nie jest? Słusznie określiłeś to jako baśń fantastyczną, bo czymże innym mógł być niedoszły serial stworzony z gadżetów wyciągniętych żywcem ze śmietnika, który zupełnym przypadkiem urósł do rangi filmowego dziedzictwa ludzkości? Jednakże mimochodem bajka ta rozrosła się do niespotykanych i niezrównanych w innych uniwersach (pominąwszy może Wieloświat, ale to już bajka zupełnie innego typu) rozmiarów. Częściowo za sprawą kolejnych filmów, w sporej mierze za sprawą gier, w największej, rzecz jasna, za sprawą fanów. Fakt, kolejne te rozrosty-odrosty (filmy, książki, gry) nie czyniły tu wielkich przełomów, nie były ogólnie rzecz biorąc wybitnymi przykładami pomysłowości i warsztatu ich twórców. Ale krok po kroku, cegła po cegle, uzyskaliśmy układy planetarne, rasy, ekosystemy, organizacje, społeczeństwa, filozofie, religie opisane na X sposobów, z właściwą dla tworzących je geeków dokładnością i dbałością o niekiedy absurdalne szczegóły.

To nie tak, że SW to kolejna, mocno średnia dekoracja, na tle której kiedyś zadziwiało się ludzi oryginalnością, później zaś efektami specjalnymi. Rzecz w tym, że do tej pory sami twórcy nie udźwignęli ciężaru niesionych przez nią możliwości. W mym odczuciu jedyną dotąd "starłorsową" produkcją, która faktycznie wykorzystywała potencjał tych realiów, rozwijając go pod kątem filozofii i unikalnego nastroju gwiezdnej opowieści (czyli w tym, co najbardziej mnie kręci), był "KotOR 2". Jeżeli można było w tym wypadku podejść do sprawy poważnie, tak jak poważnie do spraw Mocy w pierwszych częściach podchodził sam Lucas, to znaczy, że da się. Rzecz w tym, że w wypadku wytwórni "Disney" zdążyłem rozczarować się już tak wiele razy, że naprawdę nie sądzę, bym miał powody oczekiwać czegoś więcej, niż dziesiątki średniawych czytadeł wałkujących bez końca te same "kultowe" wątki, czy bezrozumnych slasherów, jakie LucasArts wypluwało na kilogramy, bo i tak klimat oraz John Wiliams zawsze bronił się sam.
0
·

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Ekhtelion dnia niedziela, 27 stycznia 2013, 21:19 napisał

Niestety obawiam się, że unikanie newsów o SW będzie karkołomnym zadaniem. Jak już maszynka marketingowa się na dobre rozkręci to Saga będzie wszędzie, od Teleekspresu zaczynając, a na płatkach śniadaniowych kończąc .

Dlatemu moja nadzieja jest nikła Musiałbym zostać pustelnikiem i nie spotykać żadnych ludzi, żeby nie dać się wciągnąć w wir rozmów, dyskusji, przecieków i ploteczek...

Przejdź do cytowanego postu Użytkownik Ekhtelion dnia niedziela, 27 stycznia 2013, 21:19 napisał

Co do prawdziwego SF to widzisz... ja jestem trochę oldschoolowcem. Dla mnie prawdziwe SF to takie trochę futurologiczne wróźbiarstwo, tzn. bierzemy jakiś problem, rozkładamy go na czynniki pierwsze i ekstrapolujemy jak może wygladać w przyszłości. [dłuuuga lista ciekawych, wartościowych, wielowymiarowych, i, jak mniemam, niepokojących pozycji]


Dzięki, wszak matura incoming, czymś będę musiał zająć umysł, żeby tylko nie nauką. Jest pewna różnica między space operą, baśniową i epicką jak SW, i cyberpunkiem, dystopijnym, poniekąd pasującym do tej definicji sci-fi, że 'fantastyka naukowa jest tym, co nie może się wydarzyć – na szczęście' (w przeciwieństwie do fantasy). Jeszcze chyba inną sprawą będą (na przykład) lemowskie traktaty, w których akcja jest zredukowana na rzecz rozważań filozoficznych (swego czasu porwałem się na 'Doskonałą próżnię' i 'Wielkość urojoną'). Nie śmiałbym podjąć z Tobą polemiki nt. płaskości lub głębi universum Gwiezdnych Wojen (Wiktul zrobił to lepiej), ale przypominając sobie mój lekki szok, gdy czytałem 'Solaris', 'Głos Pana' czy 'Niezwyciężonego' ('to saj faj to nie tylko nawalanie się laserami?!' - przesadzam oczywiście, ale wcześniej głównie z takim miałem do czynienia) - zaczynam w sumie rozumieć, że na pewnym etapie, można to uniwersum i opowieści w nim osadzone zacząc traktować protekcjonalnie...
0
·
Widzisz Wiktul i tutaj wracamy do kwestii, że Saga jest produktem i symbolem. Wydaje mi się, że przez to, trochę z definicji, nie może być zbyt głęboka. Użyje tu pewnego porównania: to tak jakby ktoś teraz próbował obronić tezę, że CocaCola cudownym napojem jest i o ciekawym bukiecie smaków i aromatów. To produkt masowy i ma schlebiać gustom masowym. A to, że ktoś potrafi przy użyciu CC zrobić świetnego drinka albo wykorzystać ją i upiec dobre ciasto (jeszcze się nie odważyłem) to nie znaczy, że jest produktem bogatym i wartościowym. Ale jednocześnei jesz szalenie popularna, ludzie lubią mokre, słodkie i gazowane . I teraz wracamy do SW, bo po mojemu znimi jest tak samo. Same w sobie (filmy) moim zdaniem nie powalają jakoś swoją głębią. Jednakże cała ta marka została obudowana dziesiątkami gier, książek, systemów rpg (?), że napewno powstały rzeczy znacznie bardziej bogate. Ja tego nie chcę negować, po prostu mnie osobiście saga nigdy nie ścisnęła jakoś ani za mózg, ani za gardło .

@Raph: Zapoznaj się z klasykami, nawet tymi z lat 60' i 70', a zobaczysz, że to czym się nas karmi obecnie to są zaledwie okruszki z idei jakie wtedy Ci ludzie snuli. Część może trącić trochę myszką jeśli chce się być bardzo drobiazgowym, ale jeśli przymkniesz oko to będziesz miał odjazd gwarantowany .

Wracając do tematu. Czy Disney zrobi dobre SW? Z pewnością będzie to widowisko. A skoro SW to baśń to kto może to lepiej zekranizować niż studio, które powstało specjalnie dla baśni? .
0
·
I które z większości swoich bajkowych, bo na pewno już nie baśniowych, produkcji uczyniło samopowtarzalne cokwartalne chłamy, wykonane na bazie tych samych, szkaradnych tekstur, przedstawiających te same, żenująco pseudo-śmieszne zwierzęta przeżywających identyczne przygody?

Niestety, choć "Piękną i Bestię" do dziś zdarza mi się obejrzeć z bebrzeżną przyjemnością, podobnie jak wcześniejsze klasyki, które z Waltem Disneyem miały wspólnego coś więcej, niż tylko nazwisko, to na przestrzeni ostatnich lat (dziesięcioleci?), udane produkcje Disneya, to już wyjątki od niechlubnej reguły (np. "Wall-E", "Up"). Jeśli chodzi o tak zwany pełen metraż, to oczywiście, można chwalić się "Piratami", ale nadal nie czuję się uspokojony tym, że akurat Disney weźmie się za ten film. Niebezpiecznie przypomina mi to fuzję Blizzarda z Activision, ale nie będę już dalej brnął w przesadę

Raph - lektur polecać nie muszę, przynajmniej w kwestii klasyki. Zajdle, Strugaccy i im podobni sami wpadają w ręce. Z nowości jednak również coś znajdziesz. Choćby tę książkę, o mocno nieatrakcyjnym tytule - "Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie". I nie, nie chodzi o to, że akurat ja ją recenzowałem Po prostu to jedno z lepszych sci-fi sensu stricte, jakie ostanimi czasy miałem przyjemność czytać.

Ekh - Twa cocacolowa metafora, jakkolwiek trafna w swym ogólnym zakresie, tworzy jedno pole do ideologicznego sprzeciwu, którego nie mogę nie zgłosić Mamy bowiem dwie zupełnie różne idee, wywiedzione z tego samego źródła - to, czym dany produkt był i miał być w chwili powstania oraz wkróce po niej, a także to, czym jest i ma być obecnie, niejako w oderwaniu od pierwotnego zamysłu. Fakt, "Nowa Nadzieja" nie była scenariuszem autorstwa Tatarkiewicza, co może nawet lepiej, bo wystarczy spojrzeć, jak z realizacją prawdziwej filozofii poradził sobie filmowy "Solaris". Jednak Lucas zawarł w tym uniwersum spory ładunek pomyślunku i potencjał do rozwoju, który przecież świadomie ograniczył, zaczynając od środka, zamiast od początku. Nawet pomimo całej szalonej zawieruchy, jaka wybuchła po sukcesach "Nadziei" i "Imperium", nawet pomimo wszystkich psychofanów, którzy nękali aktorów i ruszającej potem lawiny marketingowego sukcesu, nie mogę zgodzić się z tezą, że "SW" było obliczone tylko na wysoce gazowany, przyjemny dla smaku i bezwartościowy mózgowo-odżywczo produkt. Stało się nim później i nie musi być nim teraz. Można połączyć przyjemne z pożytecznym, ot - "Zemsta Sithów", popularnie gnojony przez wszystkich paladynów malkontenctwa, z zakonu "TruFanów", moim zdaniem bardzo dobry, spektakularny film, trzymający (prawie) poziom i klimat starej trylogii. Da się? Da się. Ale fakt, jeśli już jesteśmy Coca Colą, to nie musimy, nawet jeśli możemy. I tu również pojawia się moja obawa o to, co dostanę w 2015 i na ile będzie to niejadalne.

A nawet jeśli mi zasmakuje, ot tak w sam raz na deser po obiedzie, to bardzo prawdopodobne, że będzie miało baaardzo krótki termin ważności, czego na pewno nie powiemy o pierwowzorach.
0
·
Może masz i rację, nie brłem pod uwagę intencji tworców w punkcie t0 .

Co nie zmienia faktu, że obecnie SW są już produktem stricte komercyjnym i chyba niemożliwe jest nadanie mu bardziej wysublimowanego oblicza. Zobaczymy .

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...