proba-ognia

Mroczny Rycerz kontratakuje

Marcin "Amaro" Martyniuk niedziela, 30 października 2016
frank miller, mroczny rycerz kontratakuje, batman, komiks

Frank Miller to twórca powszechnie znany, jeden ze stojących na piedestale komiksowego światka. Jego dzieła stanowią punkt odniesienia i inspirację dla wielu innych artystów. Niestety, również jemu potrafi przytrafić się "wtopa".

Wspominany do dziś z rozrzewnieniem album "Powrót Mrocznego Rycerza" posiada reputację jednego z najambitniejszych w uniwersum Batmana. Kontynuacja zatytułowana "Batman: Mroczny Rycerz kontratakuje" kroczy wydeptaną przez pierwowzór ścieżką. Robi to jednak chwiejnym krokiem.

Pierwszy potencjalny problem nasuwa się sam, gdy tylko spojrzymy, ile lat minęło od wydania pierwszej części. Otóż premiera miała miejsce w roku 1986. Gdy uświadomimy sobie, że "Powrót" został opublikowany 30 lat temu, to nietrudno o wątpliwości co do jego kontynuacji i takie obawy znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Już na samym początku przychodzi nam śledzić artykuł Vicky Vale poświęcony pogrzebowi Bruce'a Wayne'a i pełnemu emocji przemówieniu Jamesa Gordona. To jeden z najmocniejszych elementów komiksu, który obiecuje nam znacznie więcej niż koniec końców otrzymujemy. Fabuła od pierwszych stron jest łagodnie mówiąc chaotyczna. Dzieje się tak ze względu na przedstawienie historii – ogromną rolę pełnią tutaj… media. Wiele rzeczy o świecie, wydarzeniach w Gotham i tle fabularnym dowiadujemy się poprzez urywki programów telewizyjnych. Warto nadmienić, że dokładnie to samo rozwiązanie miało miejsce w "Powrocie Mrocznego Rycerza", ale tym razem nie jest to już tak świeży koncept, a na dodatek łatwo się pogubić podczas lektury zważywszy na fakt, że są one częstsze.

Trudno nie uznać takiej sytuacji za dziwaczną, ale w utworze Franka Millera bohaterów mamy na pęczki. Flash, Wonder Woman czy Superman to tylko ich mniejszy zbiór. Sukcesy "Avengers" oraz huczne zapowiedzi "Justice League" i ich komiksowych inspiracji jasno pokazują, że grupy herosów skoncentrowanych na wspólnym celu posiadają moc przyciągania. Tym bardziej można żałować, że niemal wszyscy herosi występują tutaj tak epizodycznie, jak to tylko możliwe. Mało kto doczekał się więcej niż paru kadrów. Bynajmniej nie pomaga to w śledzeniu i tak już bez tego utrudnienia zagmatwanych wydarzeń. Ponadto w zalewie innych bohaterów ginie główny aktor – Batman często znajduje się jakby na bocznym torze i w wielu momentach to śledzenie przygód Supermana staje się ciekawsze. Z antagonistów przewodnie role przypadły Lexowi Luthorowi, Brainiacowi oraz nadlatującemu meteorytowi, który nieuchronnie zbliża się do Ziemi.

frank miller, mroczny rycerz kontratakuje, batman, komiks

Fabuła w wielu punktach nie zachwyca, ale odnajdziemy również kilka wartych uwagi rzeczy, jak chociażby firmowe dla Franka Millera pytania o sprawiedliwość i odpowiedzialność herosów oraz wpływ zmieniającego się świata na bohaterów, którzy przecież także się starzeją. Do tego autor dorzucił przewijającą się w komunikatach medialnych krytykę zachowań społecznych, więc całokształt może jawić się jako pozycja ambitna i miałoby to pewne odbicie w rzeczywistości, gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z widoczną wtórnością względem "Powrotu Mrocznego Rycerza". Wiele rozwiązań i treści zostało zduplikowanych, a całemu albumowi wyraźnie zabrakło dopracowania.

W parze z pełnym chaosu scenariuszem idzie równie chaotyczna oprawa wizualna. Niewyraźna kreska w wielu przypadkach przypomina szkice, a nie gotowe plansze. W pewnych miejscach grafiki są wyraźnie karykaturalne - nieproporcjonalne ciała, widoczne kreski pochodzące jakby ze wstępnych szkiców towarzyszą przypadkowej kolorystyce. Niezrozumiała jest także pustka ziejąca z wielu rysunków, nawet tych zajmujących całe strony. Całość niestety spodoba się tylko wybranym.

Kontynuacja kultowego "Powrotu Mrocznego Rycerza" wypada niestety słabo. Dalsza eksploatacja tych samych rozwiązań, nieprzemyślany scenariusz oraz kiepska oprawa wizualna powodują, że komiks można polecić tylko największym fanom Batmana i twórczości Franka Millera. A i to nie gwarantuje, że odejdą od lektury usatysfakcjonowani.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 4,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...