Napisano: 12 marca 2018, 20:30 · #1
0

26 i pół. wyprawa w przeszłość

Literatura science fiction nie powinna być wyssana z palca. Autorzy często podejmują starania, by ich dzieła miały choć podstawy dla stwierdzenia, że taki wariant wydarzeń może nas czekać. Kiedy jeszcze łączymy to z podróżami w czasie, do chwil których czytelnik zapewne dożyje, powstaje mieszanka o dużym ryzyku eksplozji. Właśnie czymś takim jest debiut Sebastiana Grześkowiaka - "26 i pół".

Polska, XXII wiek. Nasz kraj jest w okresie rozwoju i dobrobytu, a Kraków ponownie zyskał rangę stolicy. Symbolem tych czasów stały się podróże w czasie, mające na celu rozwikłanie zagadek historycznych, których rozwiązania zaginęły w mroku dziejów. Tym właśnie zajmuje się Michał – pracownik wyspecjalizowanej agencji. Kiedy otrzymuje zadanie wyruszenia do XXI wieku, by zbadać jedno z zagadnień z trzeciej wojny światowej, nie przeczuwa, jak nieoczekiwane kłopoty go czekają.

Książka ma niewielką objętość. Całość nie liczy sobie nawet stu pięćdziesięciu stron. Sprawia to, że choć wydarzenia, które nas interesują i są głównym tematem książki, zostały odpowiednio opisane, w książce jest niewiele więcej. Ktoś, kto ceni sobie krótkie, treściwe historie uzna to za plus, choć można wyczuć, że świat ukazany trochę na tym traci.

Każde życie, które pochłonę, czyni mnie silniejszym.