REBIS zaprasza na Targi Książki w Krakowie
Rebis - informacja prasowa.
Z myślą o publiczności krakowskich targów Dom Wydawniczy REBIS, jak co roku, przygotował bogatą paletę nowości. Każdy czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie. Wśród propozycji z literatury pięknej szczególną uwagę należy zwrócić na Dom jedwabny Anthony’ego Horowitza. To najnowsza część przygód Sherlocka Holmesa, książka, którą każdy miłośnik kryminału i sensacji musi przeczytać tej jesieni. Drugim wartym odnotowania tytułem z literatury pięknej jest Czas pokaże, najnowsza powieść Jeffreya Archera. W Wielkiej Brytanii sprzedano ponad 2 mln egzemplarzy tej książki. Dla miłośników fantastyki przygotowaliśmy Strach mędrca Patricka Rothfussa. To długo oczekiwana kontynuacja KRONIK KRÓLOBÓJCY. Interesująco zapowiada się też Coco Chanel: legenda i życie, barwna opowieść o życiu Coco Chanel. Miłośnicy historii będą mogli się zapoznać z pracą Powstanie i upadek starożytnego Egiptu oraz nową książka Marka Sołonina Nic dobrego na wojnie. Fanów fotografii i mody ucieszy album Modelki „Vogue” z pięknymi fotografiami najsłynniejszych modelek, które uczestniczyły w sesjach dla tego kultowego pisma.
... czytaj dalej!Krwisty wieczór w Poznaniu
Zysk i S-ka - informacja prasowa.
Wydawnictwo Zysk i S-ka oraz Kino Malta zapraszają do Poznania na spotkanie z Izabelą Degórską, autorką powieści grozy Pamięć krwi.
- Data: 2 listopada, środa, godz. 18.00
- Miejsce: Kino Malta, ul. Rybaki 6a, Poznań
Po spotkaniu zapraszamy na konkurs picia krwi, poczęstunek oraz dwugodzinny pokaz…
... czytaj dalej!Blizzard Entertainment w pigułce...
...czyli dwie dekady nietuzinkowej historii branży elektronicznej rozrywki i niemała część życia każdego z nas. Poniższy filmik dobitnie potwierdza, że ciężka praca, potrzeba dbałości o każdy detal, szacunek do społeczności pasjonatów i olbrzymie oddanie sprawie, powodują, iż gry komputerowe to coś więcej niż tylko zwykła zabawa przed monitorem - to najprawdziwsza pasja.
Oby kolejne lata życia tego legendarnego studia były tak owocne i nadal przynosiły mnóstwo radości ludziom z każdego zakątka globu. Niełatwe zadanie, bo na drodze do celu czyha wiele zdradzieckich pokus. Miejmy jednak nadzieję, że Blizzard nie zmieni nagle swojego kursu i wciąż będzie gorliwie parł do przodu, pozytywowe zaskakując społeczność graczy.
[Zwiastun] „Blizzard DOTA” - quo vadis, Blizzard?
Naprawdę? Znaczy... panowie, na serio planujecie coś takiego? Nie lepiej zostawić ten gatunek wiernym pasjonatom, którzy odwalają kawał znakomitej roboty i generalnie sami wpadli na koncept MOBA, a skupić się na innych projektach? Nie da rady? Aha… w grę wchodzą brudne wojny korporacyjne? Rozumiem, tak tylko pytałem.
Najwidoczniej Blizzardowi nie podoba się, że inne studia zarabiają niezłe pieniądze na pomyśle, który wykiełkował w umysłach pasjonatów „Warcrafta III” i pragną zdominować ten segment branży elektronicznej rozrywki. Przyznam szczerze, że nie mam zielonego pojęcia, jak ocenić ten dziwny pomysł, gdyż nawet sami chłopcy z Irvine zdają się podchodzić do niego strasznie niepoważnie i z pewnym przymrużeniem oka. Przez pierwszą chwilę myślałem, że podle sobie dowcipkują z konkurencji – czasem sam się boję otworzyć lodówkę, bo mi ze słoika z ogórkami kiszonymi, co rusz wyskakują kolejni samozwańcy, buńczucznie nazywający się „duchowymi spadkobiercami DOTA”. Taką mamy dziwną rzeczywistość.
Choć muszę przyznać, że strasznie mnie ciekawi, jaki ferment w tym gatunku wywoła Blizzard, i jak sobie poradzi z potentatami pokroju Riot Games („League of Legends”, który obecnie dzieli oraz rządzi) czy Valve (gdzie ojcowie MOBA pracują w pocie czoła nad zbliżającą się wielkim krokami „DOTA 2”). Oj... będzie gorąco. Czy po raz pierwszy Michael Morhaime nie dostanie tego, czego pragnie i będzie musiał obejść się smakiem?
... czytaj dalej!Szef legendarnego studia Troika dołącza do Obsidianu
Och… to zaprawdę słodziutka wiadomość.
Timothy Cain to chyba jeden z tych ludzi, których nie trzeba przedstawiać. Człowiek tak wielce zasłużony dla naszej branży i dla gatunku komputerowych gier fabularnych, że gdyby istniał park poświęcony elektronicznej rozrywce, to jedną z alejek powinno się ochrzcić jego nazwiskiem. Geniusz, któremu należy kłaniać się w pas.
Przesadzam? Możliwe, jednakowoż inaczej nie mogę opisać faceta, będącego jednym z ludzi definiujących i inteligentnie rozwijających klasyczne cRPG. Człowieka, dzięki któremu wielu z nas poznało prawdziwą słodycz wirtualnej rozrywki jako kreatywnego oraz poszerzającego horyzonty hobby.
To właśnie przez niego, zamiast ganiać za piłką, rzetelnie odrabiać prace domowe i wypełniać obowiązki rodzinne, przemierzaliśmy postapokaliptyczne pustkowia w poszukiwaniu hydroprocesora dla mieszkańców Krypty 13. Dzięki niemu odwiedziliśmy kontynent Arcanum, gdzie mogliśmy poczuć wiatr zamian podczas bezpardonowej bitwy pomiędzy antyczną magią i nowoczesną technologią. Nie kto inny dał nam okazję do ponownych odwiedzin w bezkompromisowym Świecie Mroku i otworzył możliwości zdobywania kolejnych szczebli w hierarchii siedmiu klanów wampirów. Do tej listy należy również dodać intrygującą wycieczkę prosto w czeluści Świątyni Pierwotnego Zła. Kiedy upadała jego Troika Games, nie było gracza, który nie uronił choćby jednej łzy i nie wzniósł toastu za pamięć tego wielkiego studia.
... czytaj dalej!BioWare: Electronic Arts do niczego nas nie zmusza
Jeden z najzabawniejszych dowcipów, jaki usłyszałem w tym miesiącu. Pomimo otwartych zapewnień „doktorów” zasiadających za sterami BioWare, mówiących o ogromnym szacunku i sympatii dla społeczności graczy, wciąż uważają ich za ślepych klakierów, łykających każde słowo bez chwili rozmysłu. Ktokolwiek, kto śledzi pobieżnie branżę elektronicznej rozrywki, dojdzie do słusznych wniosków, że od 2007 roku znacząco zmieniło się zachowanie kanadyjskiego potentata.
Pasja i kreatywność ustąpiła miejsca bezdusznym tabelom finansowym oraz marketingowi o szemranej reputacji. Chłopcy z Edmonton zaczęli odwracać się od starych pasjonatów, bez których nigdy nie wyszliby z etapu zaściankowego studia. Bezceremonialnie ruszyli do flirtów z mainstreamem, odrzucając jedyny możliwy konsensus, pozwalający zjednoczyć weteranów klasycznych cRPG z początkującymi poszukiwaczami fabularnych rozkoszy („Dragon Age” ukłonem dla hardcorowców, „Mass Effect” dla osób żądających adrenaliny i akcji). Ich produkcje są coraz bardziej upraszczane i powoli kierują się w stronę „samograja”. Twórcy z uśmiechem na ustach wyciągają od swoich fanów kolejne ilości gotówki za bezwartościowe DLC, traktując ich niczym „dojne krowy”.
Prawdziwym policzkiem był jednak „Dragon Age II” – tytuł robiony w pośpiechu, niechlujnie i bez większego konceptu, w celu wykorzystania pełnego popytu wynikającego z „szału na świat Thedas”. To tylko pobieżne opisanie wierzchołka góry lodowej, stworzonej z zaskakujących ruchów BioWare w ciągu ostatnich czterech lat – rzetelne opracowanie tej kwestii wymagałoby kilkunastostronicowego artykułu. Może moja pamięć szwankuje, ale nie przypominam sobie, aby tego typu zagrywki były stosowane przed lukratywną umową z Electronic Arts.
... czytaj dalej!Gdzie te superbohaterki?
Po kolejnej produkcji z gwiazdką Disneya zacząłem się zastanawiać, czy też takie filmy będę musiał oglądać jeszcze długo, aby popatrzeć na kobietę radzącą sobie z przeciwnościami losu. Co prawda nie musi ratować całego świata, ale na dobrą sprawę każda kobieta w pewnym stopniu zasługuje na to, by być superbohaterką wśród najbliższych. Jednak idąc do kina ostatnimi czasy zastanawiam się - gdzie te kobiety w lateksowych strojach z mocami godnymi Supermana?

Niestety, reżyserzy filmowi ostatnio nas nie rozpieszczają. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy dla nich synonimem filmu, na którym mogą zarobić, jest ten, w którym mamy jakiegoś niepozornego gościa, który nagle otrzymuje jakieś nadludzkie umiejętności i jest szczęśliwszy nawet od tych, co ostatnio zgarnęli w Lotto niezłe sumki. No dobrze, a gdzie w tym kobiety?
Ano znajdziemy kilka - zwykle piękne i współczujące, zatroskane o los swojego bohatera. Zwykle siedzą przy słuchawce telefonu lub też wyczekują dźwięku rogu zwycięstwa, aby paść w ramiona swojego czempiona. A przepraszam bardzo, to one jakieś gorsze są?
... czytaj dalej!Obsidian pracuje nad egranizacją „wiodącej animacji”
Chłopcy ze słonecznej Kalifornii już kilkakrotnie zapowiadali, że pracują nad naprawdę dużą marką, która wzbudzi ekscytacje wśród wszystkich fanów gatunku komputerowych gier fabularnych. Wielu obstawiało wielki powrót sagi „Icewind Dale”, gdyż panowie niejednokrotnie krążyli wokół tematu wskrzeszenia klasycznych cRPG. Na pytania o szanse zorganizowania kolejnej wirtualnej ekspedycji do Doliny Lodowego Wichru w zabawny i zaskakujący sposób nabierali wody w usta, a jeżeli już zdecydowali się na odpowiedź to dało się w niej wyczuć nutkę stylu „nie potwierdzam, nie zaprzeczam”. Dodajmy do tego jeszcze utratę praw do marki „Dungeons & Dragons” przez Atari i gorączka spekulacji sięga zenitu.
Wygląda jednak na to, że jeszcze trochę pomarzymy sobie o odkopaniu serii „Icewind Dale”, bo wedle prezentacji Digital Development Management (firma zajmująca się wyszukiwaniem talentów dla branży elektronicznej rozrywki), Obsidian Entertainment obecnie pracuje nad „niezapowiedzianym projektem dla marki wiodącej w animacji”.
... czytaj dalej!The Secret World - wywiad na GameExe!
Dzięki nieustępliwości naszego redaktora Frey'a, dziś na łamy GameExe ląduje wywiad z Małgorzatą "Brokenwing" Czynszak, która o nadchodzącej grze The Secret World w naszym kraju wie zdecydowanie najwięcej.

Z wywiadu dowiecie się nieco więcej o samych pracach nad tym MMO, sposobie jego reklamy oraz poznacie niedawno ujawnioną frakcję Fenicjan, którą to nazwę na pewno wielu kojarzy jeszcze z lekcji historii.
Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do przeczytania wywiadu!
O telenowelach, czyli Bruinena 2
Jedną z telenowel na pewno oglądał każdy z was. Trudno przed nimi uciec, a w końcu jakoś muszą zarabiać zarówno wciąż ci sami aktorzy, jak też producenci kropel na płakanie instant. Całe te historie o miłości i nienawiści, rozpisane na setki odcinków trwających zdawałoby się rok. A mimo to oglądamy i jesteśmy ciekawi dalszego ciągu.
Co gorsza, swoiste telenowele czekają na nas nie tylko przed telewizorem, ale także w tym jakże prawdziwym, codziennym życiu. Z racji zbliżających się wyborów dostajemy setki ulotek, do tego jeszcze niekończące się debaty kandydatów, którzy próbują nas przekonać do swoich racji. A przecież niczym telenowele wraca problem służby zdrowia, czy też przebudowy najsławniejszej drogi w Polsce, prowadzącej do miasta mającego iście olimpijskie aspiracje.

Jednak prawdziwej telenoweli nie doszukałem się dziś, ani w wypowiedziach o lepszej Polsce, ani też w zapewnieniach, że ważniejsze są interesy górali. Telenowelę znalazłem w powracającym raz jeszcze temacie o nazwie Bruinena. Pierwsza reakcja? Och... nie, tylko nie znowu. Wygląda jednak na to, że raz jeszcze pacjent wprost ze świata Tolkiena pragnie wyrwać się z okowów niebytu. Czy tym razem się uda?
... czytaj dalej!






































